onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Zanzibarska skrzynka pocztowa (49)

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

P.S. Tę skrzynkę nazwałam zanzibarską, bo kilka dni temu byłam na Zanzibarze, Wyspie przypraw i czerwonych małp.

Droga Pani Beato!

Długo zastanawiałam się, co mam Pani napisać. Te słowa: "Proszę o listy", wyryły mi się w pamięci i nie dawały spokoju, odkąd odłożyłam Pani książkę... Postanowiłam, że napiszę. Potraktuję to jako taki drobny kroczek do samorealizacji, aby wychylić się z norki i wystawić czubek nosa spoza własnego świata, z którego czasem próbuję się wyrwać na różne sposoby, najczęściej pisząc. Od razu ostrzegam, że mogę lekko Panią zanudzić szczegółami z mego krótkiego, burzliwego życiątka... Ale chciałabym Pani to napisać. I napiszę. (; Mimo, że na pewno nie interesuje Pani życie takiej skromnej istoty, jaką jestem ja.

Zawieszona pomiędzy szlachetnym wiekiem lat piętnastu, a już bardziej zbliżającym się do dorosłości wiekiem lat szesnastu, jestem naszpikowana wzniosłymi planami i ideałami. Dopiero niedawno zaczęłam szukać w życiu sensu. Po okresie platonicznej miłości ulokowanej w niezbyt inteligentnym, aczkolwiek bardzo urodziwym młodzieńcu, nadszedł dla mnie czas naiwnego optymizmu. To był cudowny okres. Wszystko było piękne, ptaszki śpiewały, a ja byłam jak każda normalna nastolatka - czytałam "Bravo", poznając ploteczki o największych gwiazdach sceny muzycznej, zaczytywałam się w opowieściach o miłości, marząc o Księciu z Bajki... Który, nawiasem mówiąc, przyjechałby po mnie na białym koniku i uwolnił od coraz bardziej denerwującej mnie samotności, kiedy to wydawało mi się, że inne dziewuszki dawno już miały za sobą pierwsze miłostki i te inne sprawy, które się z miłością wiązały... Mimo wszystko, tak już po prostu jest, że propagowane w dzisiejszym świecie postrzeganie świata nakazywałoby mi w tej chwili mieć trzydziestego chłopaka z kolei, martwić się czy z moimi ciuchami wszystko w porządku, moja cera jest bez pryszczy, a na niej jest dobrze rozprowadzony nie zatykający porów podkład. I nie martwić się niczym innym. Ot. A to przecież błąd.

Przełomem w moim życiu okazał się Internet, który pokazał mi zupełnie inny świat od tego konsumpcyjnego, kreowanego w mediach. Świat ludzi, którzy nie mogli mnie zobaczyć, ocenić po pozorach, a którzy mogli wyciągnąć wnioski na mój temat, w przybliżeniu widząc, jak się ma mój iloraz inteligencji. Hm, oczywiście, że nie natrafiłam najpierw do tego wspaniałego grona. Przeszłam przez fascynację czatami, Gadu-Gadu, emotikonami i SyNdROmEm ZEpSuTEj KlAwiAtURy... Aż natrafiłam na blogi. Gdzie: a) poznałam inteligentnych ludzi, posługujących się w większości poprawną polszczyzną oraz bogatym językiem, b) trafiłam na strony, gdzie poznawałam innych ludzi, czasem bardziej interesujących od tych w ’realu’, (a co najważniejsze) c) pokochałam pisanie.
(wiem, Pani Beato, że przeskakuję z tematu na temat, ale proszę pamiętać, że według mojej polonistki, bardzo lubię eseje. Jak widać, sprawdza się to chyba w praktyce. Okej, nawijam dalej. Proszę potraktować to jako taką drobną, niezamierzoną dygresję)

Gdy już zaczęłam pisać, zaczęłam również patrzeć na świat w nieco inny sposób. Więcej myśleć, wyciągać wnioski... Zaczęłam interesować się rzeczami, o których wcześniej nigdy nie myślałam i nie zaprzątałam sobie nimi głowy, przykładowo filozofią. Wtedy też zaczęła się moja przygoda z poszukiwaniem sensu i recepty na życie. Bo zaczęłam się gubić. W ludzkich losach, uczuciach. W końcu nie wiedziałam, co robię źle, czego mam unikać, a co jest jak najbardziej w porządku.
W międzyczasie muszę wspomnieć, że nigdy siebie nie lubiłam. I zawsze, zawsze chciałam się upodobnić do kogoś innego. Najbardziej było to nasilone w podstawówce, kiedy kupowałam sobie takie same piórniki jak moje koleżanki; próbowałam niektóre z nich naśladować. Ich zachowanie, sposób bycia, wysławiania się. Dochodziło nawet do tego, że potrafiłam być zupełnie takie jak one, co chyba je trochę denerwowało, choć nigdy nie dowiedziałam się, czy któraś w ogóle się zorientowała w mych poczynaniach. W każdym razie, zawsze myślałam, że jestem okropna, brzydka i nie zasługuję na uwagę innych ludzi, ani na ich uczuciach. Tym większa była moja radość i zadowolenie, gdy nagle zaczynałam kumplować się z dziewczyną, którą skrycie podziwiałam i którą chciałam być. Mieć takie same, aksamitne blond włosy, tę samą cerę, inteligencję... Do niedawna pielęgnowałam w sobie kompleksy. Nie wierzyłam we własne siły, choć po wejściu do gimnazjum okazało się, że jestem w swej klasie jedną z prymusek. Zajmowałyśmy z koleżanką pierwsze miejsce, mając prawie dokładnie takie same oceny; z czego ja czasem wybijałam się wyżej. Teraz jakoś tak się złożyło, że zostałam sama. Ona wybrała towarzystwo tych bardziej "cool". I przestała się tak bardzo przejmować tym, co chce osiągnąć... Wracając do tematu. Problem polegał na tym, że zawsze nie czułam się zadowolona z mojego wyglądu. Będąc dzieckiem, byłam bardzo pulchna, potem jakoś schudłam i nie odbiegałam wagą od innych dzieci w moim wieku, ale po pobycie w szpitalu, w którym na wskutek nadmiernej troskliwości, za dużej porcji kolacji i tabletek powodujących łaknienie - ogromnie przytyłam. Miałam nadwagę. Lekką, bo lekką, ale po prostu strasznie wpływało to na moje samopoczucie i na moją samoocenę.

W pierwszej klasie gimnazjum, po moim wielkim zawodzie miłosnym i związanych z tym wariactwach koleżanek, postanowiłam coś z tym zrobić. Przeszłam na dietę i schudłam dziewięć kilo, z czego ponad połowa wróciła do mnie po pół roku. Jednak nie wróciłam do starej wagi, na szczęście. Jedyna w tym pociecha. Udowodniłam tym sobie, że mam silną wolę. Przynajmniej po części.
Od tego czasu skończyły się docinki chłopców, że jestem gruba, czy coś w tym rodzaju. Jednak w mojej psychice wciąż to siedziało i wciąż wmawiałam sobie, że jestem za gruba, za tłusta. Potęgowały to też moje koleżanki o zupełnie innej budowie, pewne siebie, zawsze zgrabne i szczupłe. Natura obdarzyła mnie dość dużym biustem i kobiecą, pełną figurą, a dobrze Pani wie, że teraz symbolem piękna są wychudzone modelki prosto z wybiegu, z zupełnie płaskim brzuszkiem, piersiami nie przekraczającymi miseczek C i tak dalej... To potęgowało we mnie frustrację i niezadowolenie, dzięki czemu zostałam uznawana za zbyt poważną i zbyt serio. Bo po prostu zamykałam się w sobie, nie dopuszczając do siebie nikogo i chodząc z ciągle niezadowoloną miną, obrażona na cały świat, a na siebie najbardziej. To było między innymi przyczyną moich pamiętnych kłopotów z rówieśnikami. Nie mogłam się wśród nich odnaleźć. Szczerze mówiąc, dziś też nie do końca mogę. Nie podoba mi się ich patrzenie na świat i nie śmieszą szczeniackie wybryki i kawały. Racja, może jestem czasem za sztywna. Ale mam swoje zasady i ich nigdy w życiu nie złamię. Zawsze się tego trzymałam. Chyba mam w sobie coś z samotniczki i indywidualistki... W każdym razie, swego czasu odpychałam też przyjaciółkę z dzieciństwa, której nie potrafiłam sobie ’wychować’, a która, w moim mniemaniu, wcale mnie nie szanowała. Było to powodem moich częstych załamań, płaczu... I w końcu powiedziałam sobie, że nie może tak być. Zaczęłam jej docinać, tak jak ona docinała mi, strofować ją oraz ganić za niepoprawne zachowanie wobec mnie...

Poprawiło się. To tak, jakbym uzyskała nagle wolność. Zaczęłam mówić jej "nie". Zaczęłam się sprzeciwiać. Zaczęłam się odgryzać i kłócić. Zaczęłam oddychać.
Do mojego, że tak to ujmę, "intelektualnego oświecenia" doszły ambicje. Nagle stałam się dla innych kujonką, za którą uważana byłam chyba przez całe życie. Bo nigdy nauka nie sprawiała mi większych problemów. Oczywiście, musiałam się uczyć, przysiadając nad tym, czy owym, ale ogólnie zawsze było w porządku. Zaczęłam uważać na oceny, starać się oraz rozglądać za przyszłością. Zaczęłam realnie oceniać moje szanse i to, co chciałabym robić w życiu. W sercu kiełkowała i kiełkuje mi zresztą nadal, taka malutka nadzieja, że może kiedyś odnajdę w sobie tyle odwagi, że napiszę coś naprawdę dobrego i podbiję serca ludzi moją powieścią. Teraz, dzięki Pani, wiem, że mam to zrobić również dla siebie.

Samodzielnie odkryłam, dzięki pomocy mojego wspaniałego Taty, że muszę patrzeć w przyszłość i już teraz realizować swoje cele małymi kroczkami. Za niedościgniony ideał wciąż uważam Ciocię i Wujka, którzy mają mnóstwo kasy, wraz z kuzynkami tworzą kochającą się rodzinę i choć okupują to ogromnym stresem, zabieganiem i nerwami, mają wszystkiego pod dostatkiem, realizują swoje cele, mają hobby i podróżują po świecie. Nie cierpią na nudę i monotonię, dobrze wypełniając swój czas. O to wszystko właśnie mi chodzi. Myśląc o tym, doszłam do wniosku, że tak naprawdę mogę osiągnąć ten stan tylko za pomocą kropli szczęścia i morza ciężkiej pracy. Więc się za to wzięłam. Równocześnie z próbami polubienia siebie, niepowodzeniami z tym związanymi, frustracją, łzami, popadaniem ze skrajności w skrajność, zaczęłam większą uwagę przywiązywać do angielskiego, języków, zaczęłam interesować się szkołami i liceami w odległym o dwadzieścia kilometrów od mojego miasteczka większym mieście, w którym, jak oceniłam, miałabym większe szanse na rozwinięcie skrzydeł.

Teraz również wiem, że byłam beznadziejną, zapatrzoną w siebie egoistką. Przyznaję się. Bo tylko egoiści rozpaczają z tego powodu, że są tacy a tacy. Tylko Ofiary opisane w Pani książce użalają się nad swoim losem, beznadziejnością swojej egzystencji... I tylko ludzie-wampiry szukają współczucia, pomocy, akceptacji, ale tak naprawdę nic nie robią w kierunku zmienienia się. Byłam i Ofiarą, i człowiekiem-wampirem. Czasem, w przebłyskach, byłam Siłaczem. Kiedyś postanowiłam sobie, że będę silna, że zrobię wszystko w mojej mocy, by spełniły się moje marzenia i bym była szczęśliwa. Z różnym skutkiem, ale... Myślę, że wtedy już zdecydowałam, że będę Siłaczką, ale uświadomiła mi to dopiero Pani, w swojej książce. Tak samo jak i to, że sama jestem swoim Przyjacielem i tylko ja o siebie zadbam, że nikt inny nie zrobi tego za mnie. I nie mogę całkowicie polegać na szczęściu i innych, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce... Ma Pani całkowitą rację. I mimo tego, że kiedyś już mówił mi to mój Tata, Pani słowa trafiły do mnie z większą mocą. Może dlatego, że Pani nie znam. A może dlatego, że trafiła do mnie Pani językiem literackim, w książce, w przedmiocie, w którym często, bardzo często szukałam odpowiedzi na dręczące mnie pytania: po co żyjemy? dlaczego? co się z tym wiąże? co mam w życiu robić? Nie wiem, chyba nie chciało mi się wysilać i dlatego szukałam gotowych odpowiedzi, łatwych do interpretacji. Co chyba weszło mi w nawyk, bo zawsze lubiłam mieć wszystko wystawione jasno i klarownie. Nie lubię się domyślać niektórych rzeczy.

Pani książka spadła mi jak z nieba, naprawdę... Dzięki Pani zaczęłam układać swoje życie, brać je w swoje ręce i nie bać się. Bo gdy tylko się boję, wyobrażam sobie, że jestem Panią, w tej odległej amazońskiej puszczy... I od razu się uśmiecham. Już nie boję się tego, jak popatrzą i co powiedzą o mnie inni. Bo staram się siebie lubić. Poprawka: lubię siebie. I mimo tego, że jestem w przedziale prawidłowej wagi, chcę schudnąć. Zaczęłam ćwiczyć, zamiast się nad sobą użalać. Jestem swoją przyjaciółką i wiem, co jest dla mnie najlepsze. Zaczęłam sobie zadawać pytania. Ozdrowiałam. Wreszcie cieszę się każdym dniem, nie marnuję czasu i czuję się coraz bardziej spełniona. Choć mam dopiero pełnych piętnaście lat. A jeszcze bardzo, bardzo długa droga przede mną. Ale wierzę, że się na niej nie wywrócę. Może lekko, może kilkanaście razy. Tylko tak, że stłukę sobie kolano, obiję łokieć. Nie upadnę. A jakby i nawet... Powstanę. Wierzę. Mocno. Pani wlała we mnie wiarę, swoimi słowami... Bo tyle jeszcze przede mną doświadczeń... I tych lepszych, i tych gorszych... Teraz jeszcze jestem bobasem w powijakach. (; Który powoli chce się z nich wydostać i się wydostaje. Od następnego roku idę do liceum i będę dojeżdżać do innego miasta, gdzie będzie na mnie czekało na pewno wiele pokus... A tymczasem...

Dziękuję Pani. Dziękuję z całego serca. I podziwiam, że zdołała się Pani tak otworzyć, w bądź, co bądź, książce. Nie wiem, czy byłabym tak odważna. Bo, muszę to Pani przyznać, jest Pani bardzo, bardzo odważna. "W dżungli życia" może przecież przeczytać dosłownie każdy i spróbować wykorzystać do swych niecnych celów. Ale, znowusz, Pani jest silna i poradzi sobie Pani na pewno z takim zwyrodniałym przypadkiem ludzkiej beznadziejności... (; Stała się Pani jednym z moich wzorów.

A gdy już zreorganizuję sobie czas, napiszę tę moją wymarzoną książkę... Będę mogła przesłać ją Pani do przeczytania? Miło by było, gdyby rzuciła Pani na nią okiem. Ale tylko wtedy, kiedy napiszę coś sensownego. Bo moja wcześniejsza "twórczość" na pewno nie jest sensowna. (;

Jeszcze raz dziękuję. Za tę książkę, za Pani słowa i za Panią. Przede wszystkim za Panią.
Pozdrawiam,
Ola.

P.S. Przepraszam, że ten mój internetowy list wyszedł na taki długi. Starałam się zamieścić tu wszystkie moje myśli, które miałam dla Pani do przekazania, ale i tak na pewno nie wyszło mi to do końca... I to wszystko jest takie nieco chaotyczne, jak na mój gust. Ale nie będę tego poprawiać milion razy... Raz kozie... O. Na pewno dostaje Pani takich wywodów niezliczoną ilość... Na sam koniuszek, koniuszek, życzę Pani jeszcze więcej owocnych podróży. Kto wie, może też kiedyś gdzieś wyjadę?


Droga Olu, masz talent do pisania. I nie mówię tego z powodu długości Twojego maila :), ale łatwości, z jakim został napisany i przeczytany. Byc może więc pisanie jest Twoją przyszłością :)

Ciesze się, że odkryłas swoje prawdziwe "ja" i że nie wymierzasz sobie już więcej kar za prawdziwe czy wymyślone winy. Lepiej jest być swoim przyjacielem i siłaczem :)

Zycze Ci, żebys nie zapomniala o tym, co jest ważne, żebys zrealizowała swoje marzenia i żebyś wyjechała w swoją wielką egzotyczną podróż :)
Witam!

Mam serdeczną prośbę - czy umieliby Państwo i chcieli nam pomoć w dokładnym określenie jaki rodzaj ptaków mieliśmy okazję obserwować i fotografować podczas naszych wakacji w Brazylii (byliśmy na północy tego kraju,nad samym oceanem, około 80 km od miasta Fortalezzy). Usiłowałam poszukać tych info w necie,ale bez rezultatu.
Myślimy, że to sępy ze względu na gładkie głowy i szyję (jak widac na zdjęciach).
Nie znalazłam żadnego gatunku sępów, które miałyby czerwono-białe
dzióby. Ktoś podsunął mi pomysł, że to jakiś gatunek kondora, prawodobnie kondor wielki (Vultur gryphus) - ja nie jestem zbyt przekonana.

Chcielibyśmy wiedzieć, bo ptaki zwłaszcza drapieżne fascynują Was mimo,że nie znamy się na ich gatunkach zbyt dokładnie. Z góry serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy

Magdalena i Krzysztof

Moim zdaniem jest to sęp. I jednocześnie kondor - bo kondor jest gatunkiem sępa. Ale ten na zdjęciach to po prostu sęp, jakich tysiące żyje w Ameryce Lacińskiej.

Droga Pani Beato!
Na wstępie chciałam podziękować za ksiązkę "W dżungli życia", która za każdym razem kiedy do niej zajrzę nastraja mnie optymistycznie i daje sile, energie do działania. Pomimo, że jestem mieszczuchem, nie kręcą mnie dalekie podróże, nie mówiąc już o dzikich dżunglach i piraniach, to wchodzę na stronę Oliwkowa bądź sięgam do pani ksiązek, ze względu na to że emanuje od nich energia i radość życia. Jeszcze raz dziękuję za to!

A co do Pani nowej ksiązki, to czekam z niecierpliwością jak się pojawi, bo od jakiegoś już czasu bardzo intryguje mnie osoba Che Guevary. A wiem, że nikt barwniej i ciekawiej nie zdoła opisać tej postaci i tego miejsca od Pani :) Ah, ale się podlizałam ;)
Serdecznie pozdrawiam!!
M.


Dziekuję :) Mam nadzieję, że moja nowa książka będzie dla Pani przyjemnością :)

Pani Beato!
Nazywam się Marysia, mam 14 lat."W dżungli życia"(pierwszą Pani książkę, którą przeczytałam) dostałam na początku tego roku od mamy przed wyjazdem na ferie.Na początku odłożyłam ją na bok bez większych skrupułów, bo nie wydawała mi się specjalnie ciekawa, a akurat miałam co czytać.Jednak gdy skończyłam już tamte książki i zaczął mi doskwierać głód przeczytania jakiejś kolejnej zaczęłam czytać tę od mamy i...zostałam wciągnięta w Pani dżunglę, chyba bez reszty :).

Od początku zauważyłam, że coś mnie łączy z tym o czym Pani pisze, że popełniam dokładnie te same błędy, które kiedyś pani popełniała, a teraz radzi jak im zapobiec. Zobaczyłam, że dzięki temu mogę sobie z nimi poradzić i uniknąć dalszych konsekwencji. Zaczęłam szukać swojego priorytetu. Jeszcze nie wiem kim będę w przyszłości, w końcu mam na to jeszcze trochę czasu- w każdym razie ciągle tak sobie mówię:), ale lubię czytać, jeździć po świecie, robić zdjęcia, "cośtam" sobie z boku rysować. Coraz częściej przeglądam ksiązki podróżnicze(te Pani).

Właśnie jestem w trakcie "Blondynki u szamana" i sama widzę jak w miarę rozwoju akcji coraz bardzie mi się to podoba. Chciałabym kiedyś poczuć ten "smak" dżungli, przygody...
Gdy skończyłam "W dżungli życia" zaczęłam bardziej interesować się Pani życiem i tym czym się Pani zajmuje. Zaczęłam od odwiedzenia "oliwkowa"i od tamtej pory zaglądam tam prawie codziennie- czytam zapiski z dziennika i oglądam zdjęcia.Co niedzielę słucham tez audycji w radiu ZET.

Zawsze myślałam, że książki podróżnicze to nudne i sztywne opisy przyrody itd. Teraz zastanawiam się na jakiej podstawie tak sądziłam? Zaczęłam od "Blondynki w Ukajali". Nie wiedziałam, że w taki ciekawy i zabawny sposób opisuje Pani swoje podróże. Nieraz śmiałam się sama do siebie, gdy czytałam i przypominałam sobie o Pani przygodach i o tym co się dzieje na "statkach" pływających po Ukajali- choć pewnie Pani nie było wtedy do śmiechu:).Potem razem z Panią wybrałam się do dżungli amazońskiej i poczułam się jakbym tam była.

Naprawdę podziwiam Panią za taki silny charakter- sama chciałabym taki mieć. Nie wiem jak ja bym się zachowała w takich sytuacjach z jakimi się Pani spotkała.Strasznie podoba mi się to, że tak wytrwale potrafi Pani realizować swoje marzenia i cieszyć się życiem, że do wszystkiego dochodzi Pani sama.
Myślę, że dostaje Pani mnóstwo podobnych listów od takich osób jak ja, które są zafascynowane światem Pani podróży i książek. Rozumiem, że może Pani nie mieć czasu na odpisywanie na nie wszystkie, jednak proszę o odpowiedź na mój.
Dziękuję za Pani książki i pozdrawiam
Marysia

P.S Wybieram się 22 kwietnia na spotkanie z Panią podczas Festiwalu "3 Żywioły" i czekam na kolejne przygody w "Blondynce na Kubie"!


Droga Marysiu, każdy człowiek ma w sobie ogromne pokłady siły, ale rzadko do nich sięga. Ty na pewno też w głębi serca jestes silną osobą, ale być może nie odnalazłas jeszcze tej siły w sobie.

Jesli odnalazłas cząstkę siebie w mojej książce, to ciesze się, że trafiła w Twoje ręce. mam nadzieję, że pomoże Ci odnaleźc wlasną ścieżkę przez dzunglę życia. Jedno co jest najważniejsze, to myśleć, żyć świadomie, nie pozwalac, żeby życie przeciekło przez palce. Piszesz, że "popełniasz te same błędy". Mam nadzieję, że moja książka pomoże Ci także naprawić to, co w swoim życiu uznasz za warte zmiany. Do zobaczenia w Krakowie :)
Witam!
Mam nadzieję, że u Pani wszystko dobrze! Mam na imię Marcysia  i mieszkam w Poznaniu. Po przeczytaniu Pani książek albo zapominałam wejść na Pani stronę albo też nie było na to czasu :) Dzisiaj jednak po raz pierwszy znalazłam się na niej i jestem naprawdę wdzięczna, że ona powstała! Oczywiście wszystko dzieje się przez przypadek... Mój tata oparzył się przy kolejnej próbie gotowania i był szalenie nieszczęśliwy z opuchniętym i czerwonym palcem :) Poradziłam mu, opatentowany przez Panią, prosty sposób na ukojenie bólu - pastę do zębów! Pomogło odrazu. Postanowiłam więc opowiedzieć o tym, żeby wiedziała Pani jak wiele książki Pani autorstwa wniosły w moje życie :) Od momentu skończenia jednej z nich przy skurczu zawsze chwytam się za duży palec u nogi! Dziekuje, czasami ratuje mnie to przed totalnym upokorzeniem, bowiem skurcz zdarza mi sie dosyć często! Mam nadzieję, że w nowej, "Blondyce na Kubie", znajdę kolejne pomocne rady. Co jeszcze zmieniło się po przeczytaniu tych książek? Chyba podejście do języka hiszpańskiego, którego zaczęłam uczyć się trochę pilniej :) Na stronie znalałąm też fragmenty Pani książki w języku niemieckim, które natychmiast zostały wysłane do moich znajomych w Niemczech :) A co! Niech też przeżyją chwile radości przy ich czytaniu! Powinna już kończyć, kazdy list zapewne jest podobny, a ja opisałam już najważniejsze, te godne przekazania, sprawy :)

Mam nadzieję, że każdy list od osoby zauroczonej Pani książkami, czyli takiej jak ja, wnosi promyk radości w codzienne życie i daję siłę na następne dni! Wesołych Świąt Wielkanocnych!

Pozdrawiam!

Marcysia

Tak, Marcysiu, lubię ludzi i cieszę się, kiedy chcą do mnie napisać o czyms waznym :) W "Blondynce na Kubie" opisałam to, co zrozumiałam na temat uczciwości i polityki. A co najważniejsze - odkryłam pewne nieporozumienie, które od lat sprawia, że ludzie przypisują komus winę, której nie popełnił i stawiają zarzut, że zrobił coś, czego nie zrobił.

Zycze Ci wytrwałości w nauce hiszpańskiego i możliwości, żebyś jak najszybciej mogła go wypróbować w egzotycznej podróży :)
Hej!

Dzisiaj skończyłam czytać Twoją książkę: "W dżungli życia". Przeczytałam ją właściwie jednym tchem. Znajduję się teraz u progu dorosłości, ale w tę moją dorosłość wchodzę jakoś tak bardzo powoli, ciągle zastanawiając się nad moim pomysłem na życie. Twoja książka uświadomiła mi bardzo ważną rzecz (tzn. wcześniej wiele razy słyszałam takie hasła i nawet przyjmowałam je do wiadomości, ale nie odnosiłam tych słów do mojego życia). Jeśli się czegoś bardzo chce, jeśli coś jest moją pasją to muszę tę pasję ten mój talent pielęgnować bez względu na wszystko, bez względu na to co mówią inni. I druga ważna dla mnie nauka: jeśli się czegoś chce to trzeba się za to zabrać, a nie narzekać na jakiekolwiek przeciwności. No i jeszcze: trzeba być wdzięcznym za to co się ma, choćby to było niewiele.

Dziękuję i pozdrawiam
Kasia

Kasiu, trafiłas w samo sedno :) I to dobrze, że się nie śpieszysz, tylko rozważasz wszystkie opcje, żeby wybrac najlepszą. Zycze Ci, żebyś wybrała to, co naprawdę przyniesie Ci szczęście i poczucie spełnienia.

Pani Beato, 
Czytałam, że nastolatkowie charakteryzują się dużą chęcią szybkiego wejścia w dorosłość. A ja mam te naście lat i ...  cóż boję się jej. Czym ona jest? Co się traci, a co zyskuje? Piszę do Pani, bo mam dość wysłuchiwania od nauczycieli cz rodziców  depresyjnych opowieści jaka ta dorosłość jest beznadziejna - że same obowiązki i rozczarowania! A ja sądzę, że dojrzewanie jest  trudnymchoć pięknym okresem - burza hormonów, niespełnione  "miłości".

moje drugie pytanie jest strasznie proste:co trzeba zrobić, by dojść do szczęścia? Czsami czuję się bardzo źle  psychicznie, np. wszystko wydaje mi się bez sensu (och, to najgorszy 
stan!) i nie wiem czy dać sobie czas czy ignorować mój stan - a  bardzo boję się nienaturalności. Proszę o odpowiedź - bo co innego otrzymać ją od kogoś kto się wymądrza, wstrętnego hipokryty- a co innego od kogoś kto swoim życiem udowadnia odwagę i mądrość. Magda


Droga Magdo, na pytanie o szczęście odpowiedziałam w ksiązce "W dzungli życia" - nie chcę teraz jednym zdaniem strzeszczać 300 stron, bo sama przyznasz, że to raczej niemozliwe :)

Co do dorosłości - to z mojego doświadczenia wynika, że nieszczęśliwy, smutny, zgorzkniały dorosły to taki, który zgubił po drodze swoje marzenia i nie wie kim jest ani jak to się stało, że stracił sens zycia.

Zeby stac się szczęsliwym dorosłym, trzeba mieć marzenia, myśleć pozytywnie, budować, tworzyć, kierowac swoim życiem - żyć świadomie. I otym też pisze w tej ksiązce :) Zyczę Ci, żebyś jako osoba dorosła wciąż czuła się szczęsliwa i żebyś tak ułożyła swoje życie, żebyś mogła być zniego dumna :)
Pewnie codziennie otrzymujesz tysiące podobnych listów, ale piszę do Ciebie [mam nadzieję, że się nie obrazisz za to, że od razu  przechodzę na Ty] w nadziei, że mi pomożesz. Chciałbym się do Ciebie  mianowicie zwrócić z prośbą o przeczytanie jednego z moich tekstów i wskazanie mi ew. błędów. Będę też wdzięczny za wszelkie rady i wskazówki pomocne dla początkującego dziennikarza. Jak wyglądały Twoje początki? Będę naprawdę zaszczycony jakąkolwiek odp. 
Pozdrawiam, Marcin.

Marcinie, przyślij mi tekst, ktory uważasz za najlepszy - jesli nie boisz się surowej oceny :) Pisanie jest podobne do uprawiania sportu - im dluzej ćwiczysz, tym lepsze osiągasz wyniki :)
Pani Beato...
Czy mogę pisać po prostu Beato?
Postanowiłam do ciebie napisać po przeczytaniu "W dżungli życia". W twojej książce znalazłam wiele myśli, które są bardzo pokrewne moim. Cenię w tobie to, że masz na tyle odwagi nie tylko by wyrószyć na koniec świata, ale także by przyznać się do popełnionych błędów. Niewielu to potrafi.
Chciałam ci też podziekować, bo dalesz mi nadzieję, że to jednak jest możliwe, że można spełnić swoje marzenia. I trzeba się za to zabrać od zaraz!
Zawsze czułam to podskórnie, że nasze życie zależy od nas. Czasem nawet skakałąm z radości na samą myśl o tym. Kręciłam globusem i z zamkniętymi oczami zatrzymywałam się na jakiejś nieznanej wyspie na Pacyfiku lub w Puszczy Amazońskiej. Czasem jestem pewna, że tam pojadę. W końcu tego właśnie chcę. Poczuć zapach lasów na krańcach świata...
Snuję plan mojego zycia i mówię sobie czemu nie? Skoro jest choć kilka osób, którym udało się spełnić swoje marzenia, wiec czemu mi miałoby się nie udać?
Jakże było by na świecie cudownie gdyby kazdy podążał za swoimi marzeniami...
Bo przecież te dziecinne, młodzieńcze marzenia, te najskrytsze nigdy nie są złe.
Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. Mam 16 lat i podjęłam pierwszą ważną decyzję w moim życiu. Wcześniej bałam się to robić, chciałam koniecznie by ktoś inny dokonywał za mnie wyboru, lecz zrozumiałam, że muszę wziąć życie w swoje ręce, podążyć za pasją, a nie dryfować bezwiednie i czekać aż porwie mnie kolejny wir wydarzeń. To powodowało, że tylko przypadek lub chęci innych sprawiały, że raz czułam się szcześliwa, a raz miałam doła psychicznego. Teraz jestem bardziej świadoma samej
siebie, zaprzyjaźniłam się ze sobą, bo wiem, że to ja sama będę swoim towarzyszem na każdej drodze.
Teraz czuję, ze z każdym wyborem kolejne będą przychodzić mi z większą łatwością, bo przecież wiem czego chcę, a przede wszystkim wiem, że chcę ze wszystkich sił do tego dążdyć.
Dlatego może kiedyś spotkamy się na szlaku...

Martyna

Martyno, można spełniac swoje marzenia - i trzeba to robić :) Marzenia podpowiadają w którą ruszyc stronę i dodają siły. Bez marzeń wszyscy bylibyśmy tylko robotami. Zycze Ci więc, żebyś umiała nazwac swoje marzenia i żeby udało Ci je spełnić, czyli zamienić w rzeczywistosc.
Dzień dobry!
Mam na imię Mada, mieszkam w Rzeszowie i od niedawna jestem pani wielbicielem;) Pochłonęłam już dwie książki pani chociaż nie minął nawe tydzien, jestem gotowa opowiadac o pani wszedzie i uwazam, ze jest pani bardzo dzielnym czlowiekiem. Wlasnie nasluchuje Blondynki w eterze i zastanawiam sie, czy jest jakies forum, ktore pani odwiedza, aby przeczytac kilka uwag kierowanych do pani. Albo wysluchac komplementow najzwyczajniej w swiecie. Pani Beato podziwiam pania;) Zmusze meza, zeby tez pania podziwial;)
Z goracymi pozdrowieniami
Mada z Rzeszowa

Mado, zapraszam do Oliwkowa na www.oliwkowo.pl :)
Witam!

Chcialam sie tylko zapytac jak trafilas do mediow? Nie czytalam Twojej ksiazki (jeszcze) poniewaz mieszkam w Anglii a natrafilam na nia niedawno i nie mialam okazji jej nabyc.

Jestem tez osoba poszukujaca i narazie moje poszukiwania jeszcze trwaja. Chcialabym zajac sie produkcja filmowa szczegolnie filmami zajmujacymi sie podrozami lub filmami dokumentalnymi (idealna opcja). Ukonczylam Historie Sztuki mysle o studiowaniu Produkcji Filmowej i Telewizyjnej (studia podyplomowe) zastanawiam sie jednak czy to ma sens poniewaz mam 28 lat i moze troche za pozno na tego typu przedsiewziecia (sorry mentalnosc polska). W Londynie jestem zaangazowana w produkcje filmow dokumentalnych (male przedsiewziecie), dopiero sie ucze. Powiedzialam za pozno bo chce tez miec rodzine itp. Wiec nie wiem czy nie bujam w oblokach za bardzo. Prosze Cie jesli masz czas o Twoja opinie i rade jak zaczac dzialac w tym kierunku.



Pozdrawiam serdecznie

Justyna Minkiewicz


Trafiłam do mediów przez przypadek. Zadzwoniłam do lokalnej rozgłośni i zapytałam czy moge sie do czegoś przydac i zaproponowałam zrobienie radiowego kursu języka angielskiego. To było dawno temu.

Odpowiadając na Twoje pytanie "czy to ma sens", myślę, że tylko to ma sens. Jesli nie spróbujesz realizować swojej pasji, być może przez resztę życia będziesz żałować, że nie zaryzykowałaś. Jesli spróbujesz i stwierdzisz, że to pomyłka - to inna sprawa. Ale nie spróbowac z obawy, że ma się za dużo lat albo niewłaściwy kolor oczu - to szkoda!
Witaj Beato,
przeczytałam "W dżungli życia" jako "niektóry dorosły" i mogę Ci tylko pogratulować silnej woli i samozaparcia do wybrnięcia z tylu trudnych sytuacji.

Ja nie miałam aż tak dramatycznych przeżyć, a momentami czułam się w życiu jakby mnie przejechał czołg. Najtrudniejszą decyzją było dla mnie porzucenie zawodu stomatologa po kilku latach pracy i zrobieniu specjalizacji. Nikt tego nie rozumiał ("bo stomatolodzy
przecież dobrze zarabiają")a ja czułam, że za chwilę się uduszę. To wtedy ze zdumieniem odkryłam, że tylko ja wiem co jest dla mnie dobre. Gdybym przy okazji klepała biedę spotkałabym się pewnie ze zrozumieniem i chęcią pomocy (jak lekarze innych specjalności), a tak po prostu miałam jakieś fanaberie. Do tej pory pracowałam już w marketingu, ubezpieczeniach, firmie organizującej targi zagraniczne i szkoleniowej, obecnie - w farmaceutycznej i tu chyba znalazłam swoje miejsce.


Twoja książka pomogła mi uporządkować moje własne przemyślenia i obudziła skutecznie przyduszoną chęć podróżowania. Do większości tych wniosków zdążyłam już dojść sama, do niektórych jeszcze nie. Książkę zamierzam teraz postawić na półce mojego sześcioletniego syna. Jak będzie gotowy sięgnie po nią i może uniknie chociaż
części: "Dlaczego mi nikt nie powiedział, że..." (ja też często w ten sposób myślałam odkrywając kolejne oczywiste w sumie prawdy ).

pozdrawiam serdecznie
Agnieszka

Droga Agnieszko, łatwo się zagubić w dzungli życia wierząc w to, że inni ludzie znają odpowiedzi na ważne pytania - zamiast zapytać samego siebie. Ciesze się, że miała Pani w sobie odwagę i siłe, żeby postąpić wbrew zdaniu innym - i odnaleźć spokój własnej duszy. Twój syn ma teraz pewnie szczęśliwszą Mamę, a to dla niego dobry znak i wróżba dobrej przyszłości :)

Witam Pani Beato..Z tej strony Wiktoria, ja juz do Pani wyslalam wczesniej pare emailow:) Tym razem pisze poniewaz potrzebuje Pani rady.. chce poczytac ksiazki psychologiczne(poradniki) dotyczace zazdrosci..

JA jestem strasznie zazdrosna i musze cos z tym zrobic..jakie ksiazki by Pani rekomendowala?? Jest wiele ksiazek o zazdrosci ale wiadomo ze nie wszystkie sa dobre.. Bede wdzieczna na odpowiedz:)
Pozdrawiam
Viktoria


Nie znam takich książek, więc nie mogę Ci niczego polecić. Oprócz jednego: poradnik psychologiczny nie rozwiąże Twojego problemu, może tylko trochę Ci go objaśni. A Ty przecież nie chcesz wiedzieć DLACZEGO zwykle ludzie bywają zazdrośni, tylko chcesz przestać być zazdrosna, prawda? Musisz więc podejśc do sprawy pozytywnie i konstruktywnie i pozbyc sie zazdrości, bo to jest brzydkie uczucie, ktore pochłania mnóstwo energii, która można by przeznaczyć na coś dobrego.

Witay Beato!

zawsze postrzegałem Twoją osobę jedynie jako egzotyczną podróżniczkę ze "Świata wg blondynki" nie mając przy tym pojecia, że zajmujesz się m.in także pisaniem ksiązek!
początkowo myślałem,że Twoja twórczość to nie bedzie nic ciekawego - myślałem sobie: "hmmm... ksiązki Pawlikowskiej, pewno jedynie komercyjna próba pisarska".

szybko odnalazłem w necie fragmenty Twoich książek, a ponieważ jestem nocnym "zwierzęciem";) porzeczytałem je chyba wszystkie od razu. no i... zwracam honor! po tym co przeczytałem, myśle teraz, ze w Twoich ksiązkach jest jakaś ezoteryka, a zarazem coś naturalnego. przyciąga mnie lekkość Twojego pióra. mam wrażenie - czytając tylko fragmenty - że pisanie jest Twoją naprawdę głęboką pasją... wkrótce z pewnościa sprawię sobie jakąś Twoja ksiażkę i tu pojawia się pytanie... jaką?? prosze podpowiedz mi, od której najlepiej zacząc??

pozdrawiam,

Bartek
z Pabianic


Witaj, Bartku! Zacznij od najnowszej :) Jeśli ciekawi Cie książka podróżnicza, zacznij od "Blondynki Tao", jesli chcesz przeczytać coś o życiu, przeczytaj "W dżungli życia", a jesli chcesz trochę poczekac, to moja nowa ksiązka pt. "Blondynka na Kubie" ukazuje się za miesiąc :)

Mówi sie "jeśli nie wylejesz łez to one wejdą w ciebie". Ja jestem przesiąknięta smutkiem,łzami... nieustannie próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie co mi dolega,skąd ta tozpacz, to poczucie "braku" ,"tęsknoty".Niewiem nawet za czym tęsknię. A co najgorsze niewiem jak to odkryć.

Od paru miesięcy chciałam do Pani napisać ale nigdy nie wiedziałam od czego zacząć i jak te
wszystkie kłębiące się myśli ogarnąć.Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam... Nigdy nikt nie pisał tak bardzo o mnie. Żadna książka,film,obraz,program telewizyjny nie dotknał mnie tak mocno,nie dotarł domnie tak łatwo jak Pani książka. To jest nieprawdopodobne i dlatego trudno mi z tej gonitwy myśli wybrać tę pierwszą,od której zacznę.

Od pierwszego rozdziału "W dżungli życia" czułam się tak, jakbym czytała o sobie. Począwszy od tej dziwnej,nieokreślonej tęsknoty, której nigdy nie umiałam nazwać.Jakiś głód psychiczny,nieokreślona tęsknota niewiadomo za kim ani za czym. Przez lata bardzo mnie to męczyło, zupełnie jakby połowa mojej duszy była niema i rozpaczliwie usiłowała przekazać
tej drugiej połowie czego jej potrzeba.

Stosunek do szkoły,schronienie w świecie muzyki, życie w wyimaginowanym,lepszym świecie gdzie ludzie nie ranią... wszystko się zgadza.Kolejne rozdziały przynosiły z jednej strony radość że jest na świecie ktoś, kto czuje jak ja,kto rozumie a z drugiej strony dotykały mnie tak mocno i głęboko że niepotrafiłam opanować płaczu. Pytanie, które sobie często zadawałam "czemu płaczesz?" pozostawało bez odpowiedzi,wiedziałam tylko że jest mi
źle,jestem bardzo samotna, bardzo nierozumiana i że to wszystko jest nie tak jak być powinno.

Jeszcze jako dziecko ukochałam sztukę,chciałam zostać malarką siedzieć godzinami w swojej pracowni i tworzyc, tworzyć, tworzyć. Ale tak sie nie stało bo strach zniszczył moje marzenia.Poczucie że "niejestem wystarczająco dobra" sprawiło,że rysuje coś od czasu do czasu do szuflady i notorycznie ubarwiam zeszyty ksiązki, notesiki małymi rysuneczkami. Sztuka towarzyszy mi do dziś, znajduje w niej schronienie i spokój duszy,ale nie całkowity.

Poszłam na studia, sądziłam że kulturoznawstwo to będzie niezwykły, pasjonujący kierunek dzięki któremu poznam odległe cywilizacje,będę mogła podróżować w czasie iprzestrzeni. Ale tak sie nie stało. Dzięki szkole,wyjałowionym wykładowcom, którzy dawno temu stracili swoją pasję nabawiłam sie nerwicy. Teraz jestem w stanie zawieszenia,drugi rok przerwy w studiach, ogromne poczucie lęku i wielka niewiadoma co do przyszłości. Niemam oparcia w nikim, z resztą niepotrafiłabym o tym rozmawiać. Powracają myśli samobójcze...

Dziękuję Pani za Oliwkowo, dziękuję za "W dżungli życia", dziękuje że mogę napisać maila w wylać z siebie trochę smutku.

Pozdrawiam,

Mała


Droga Mała, pewnie wiesz, że też się kiedyś tak czułam - i jestem żywym dowodem na to, że to można zmienić, naprawić własnynmi rękami. Mam nadzieję, że łzy wylane podczas czytania książki będą ostatnimi łzami w Twoim życiu, i odtąd będziesz żyła do przodu, konstruktywnie i pozytywnie zmieniając siebie i życie. Nie daj się przeciwnościom. Podnieś głowę i usmiechnij się. I zaplanuj to, co chciałabyś osiągnąć. A potem zacznij to realizowac :) Wierzę, że i Tobie się uda!
Właśnie, przed chwilą skończyłam pani książkę. I chciałam podziękować, dużo mi dała siły, energii. Mądra.
Najbardziej ze wszystkich zakątków świata uwielbiam Karpaty, zwłaszcza w części Ukraińskiej i Rumuńskiej. Pzrestrzenie, gdzie okiem sięgnąć góry, połoniny, wiatr, buki, zmęzcenie po całodziennej wędrówce, prości, serdeczni ludzie ludzie, z sercem na dłoni. Zrozumiałam przez te wędrówki,że w ludziach najbardziej imponuje mi dobro, ciepło, szczerość a nie inteligencja.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję.
Maja


Dziękuję :)

Droga Beato! (mimo że czuję duży respekt, czuję też i bliskość więc postanowiłam zwracać się do Ciebie po imieniu). Piszę z podziękowaniami za książkę "W dżungli zycia". Trafiłam na jej trop niedawno - czyli właśnie wtedy kiedy zbiór podobnych rad był mi potrzebny.
Wychwyciłam dużo podobieństw i dużo moich własnych postaw. I ważne że Tobie się udało.. Cieszę się, chociaż co do swojego powodzenia - nie jestem jescze pewna, ale to przez ambicje. Podziwiam Cię za tą "iskierkę" której nie dałaś zgasnąć i którą rozwijałaś w sobie, i pewnie dzięki niej tyle osiągnęłaś... uważam że bardzo wiele. Chociaż mam 18 lat, "przerabiałam" już sporo z opisywanych przez Ciebie rzeczy, dlatego myślę że wiek i "wahania hormonalne" też są istotne, mogą zarówno pomóc, jak i stanąć na przeszkodzie. Poza tym nabieranie dobrych nawyków - niestety nie przychodzi tak szybko. Ale ja oczywiście planuję zmądrzeć i dlatego wiem że Twojej książki z pewnością nie oddam do komisu, a jeśli będę pożyczać, to tylko zaufanym osobom. Od niedawna stałaś się jedną z postaci która znajduje się u mnie w świadomości w dziale "autorytety". Wiadomo że nie można nikogo powielać, ale zawsze można usmiechnąć się do kogoś duszy.

Można też pogodzić się z popularną etykietką "zaburzeń osobowości" - w ten sposów właśnie "pomagają" dzisiaj niektórzy psychologowie, psychiatrzy... czyli ci państwo od duszy.
Sama też zawsze lubiłam podróżować, od małego pochłaniają mnie tematy roślin i zwierząt wszelkich - ostatnio ślimaki afrykańskie (rosną na wielkość zacisniętych pięści, ważą po pół kilograma - nie sposób nie polubić, poza tym mają bardzo sympatyczny wyraz twarzy). Od zawsze też pisałam chociaż raczej z mniejszym zapałem niż Ty (i o pechu, czuję się niespełniona, bo słyszę że teksty dobre, "recenzenci" wyrażają się pozytywnie a ja czuję kłucie, że w tych czasach trzeba mieć znajomości, koniecznie maszynę do pisania albo swój komputer, lub baaardzo się przyłożyć (to kłucie to chyba niestety lenistwo).

Można też odpuścić sobie i uczyć się uczyć, uczyć - w to wierzy moja biedna schorowana rodzina. Obecnie mam szkolną nerwicę (2 l.o.), pseudobulimię poanorektyczną i wypalenie zawodowe (ciekawe skąd) - znalazłam sobie te diagnozy w mediach i elegancko pasują; oraz "zaburzenia kształtowania osobowości" (pamiątka z kliniki do której poszłam kiedyś na swoją prośbę). Kłopoty z jedzeniem i osobowością jednak nie zwalniają od życia - o czym przekonuję się codziennie lub nawet częściej.

Ale tak jak wspominałam nie mam zamiaru grać wiecznej Sierotki (Dorotki) Marysi(bez siedmiu krasnalów z resztą) i cieszę się że są ludzie którzy chcą dzielić się sobą, na tyle, żeby inni mogli też skorzystać. Przy okazji... uważam że do odważnych świat należy - choć odwaga to dla każdego - co innego.

W Twojej książce przeczytałam jeszcze że zawsze lubiłaś Peru - i tu zawiało mi klimatem, ponieważ jedną z najciekawszych osób które poznałam, jest właśnie znajomy z tamtych stron. Mimo że mieszka w Polsce już ok. 20 lat, ma w sobie tyle optymizmu i otwartości, że niemal nie pasuje do naszego kraju. Jest młody duchem, a rocznikowo zbliżony do Ciebie. Właśnie w tym pokoleniu znajduję ostatnio dużo osób na których można się wzorować. Wracając do znajomego - dlatego myślę że warto poznawać nowe
kultury, jeżeli nasza w jakimś stopniu jest nieodpowiednia...
Na tym zakończę - bardzo cieszę się że mam do kogo napisać.

Pozdrawiam serdecznie.
Dorota


Doroto, zdaje mi się, że lekarze też czasem popychają ludzi w najlatwiejszą ścieżkę, dostarczając im gotowych wymówek pod wielce naukowymi nazwami, które pozwalają zrzucić brzemię odpowiedzialności za swoje życie i z westchnieniem pomyśleć: "No cóż, jestem taka biedna, bo jestem chora na .... ("pseudobulimię poanorektyczną, wypalenie zawodowe, zaburzenia kształtowania osobowości" - wstaw dowolne).

"Zaburzenia osobowości" to często nic nie znacząca etykietka skrywająca fakt, że lekarz psychiatra nie bardzo wie jak sobie poradzić z indywidualnym przypadkiem.

Ciesze się, że nie skorzystałaś z tej okazji do jeszcze większego pogmatwania sobie życia i idziesz naprzód. Trzeba byc silnym. Trzymaj się więc i kwitnij :)
Beato! nigdy nie pisalam takiego listu wiec nie wiem jak to calosciowo wyjdzie.pewnie nie napisze polowy tego co chce. napisze za to tysiac mysli kotre przyjda dopiero gydy bede tworzyc tea wiadmosc.

w sobote do mojego pokoju weszla moja ciocia ,zadbana 30kilkulatka z krkowa mama 2 rocznej kasi. osoba ciepal energiczna patrzaca na swiat z lekiim przymruzeniem oka. wreczajac mi ksiazke powiedziala: to jest wszytko co chcialbym powiedziec ci o zyciu.

zostawila mnie sam na sam z ksiazka w brazowej okladce, dodajac jeszcze w drzwiach "paula ta kobieta pisze tak jak ty czytasz" z ciekawosci otwarlam.faktycznie.te wszytkie podkreslienia obrazki i wykrzykniki byly moje.zrobilas to za mnie. jeszcze nie zaczelam dobrze czytac a juz bylam zacghwycona. lektura zajela mi dwa dni jadlam i czytalalm czytalam w lazience w szkole czytalam na matematyce na anglieksim goegrafii i historii swiat na chwile przestal istniec. dlaczego? bo ta ksiazka stala sie odppowiedzia na szczescie rodzace sie w moim wnietrzu od niedawna.

zaczelo sie od mediolanu.malam kilka dni zeby zroganizowac pieniadze na wyjazd.udalo sie. 5 dni w raju.wsrod ludzi ktorzy jak ja oderwali sie na chweile od bieganiny i zaczeli wreszcei oddychac.

nauczyli mnie odwagi auczyli otwartosci nauczyli tego ze swit jest bardzo maly i tak naprawde nalezy do mnie. wystraczy ze bede tego chciala. i nagl okazalo sie zwe bardzo tego chce!

w ramach maturalnego stresu zapomnialam o tym ze mozna marzyc i ze warto marzyc. zapomnialam ze marzenia daja sile zeby isc dalej. zdaalm sobie z teog sprawe niedano.i znow marze. o domu przstornym naa puistkowiu co kiedys bede go miala o sliwkowych i czerwonych scianachi skrzypiacych drewnianych podlogach o ziolach co beda w srodku wisiec.

o czrnm kocie co bedzie nazywak sie behemot. o pracy w pahu....moich marzen jest tysiaciw. pewnie niektore sie zmienia niekotre odejda i przyjdzie milion nastepnych. ale najwazniejsze ze sa .

dziweki nim wstaje rano i juz nie klne na swiat . choc nienawdize porankow usmiecham sie witam slonce i ide do zycia...

i w tym wszytkim znalazla miejsce twoja ksiazka.pojawila sie jako wyjasnienie tego wszytkowego co sie teraz dzieje.gdybym zaczela podkreslac to co w niej jest dla mnie wazne podkreslilabym calosc.

chcialabym da te ksiazke wszytkim tym ktorzy sa dla mnie wazni i ktorych szczescia pragne...dlatego dostnie ja kasia co chce zostac aktorka, mama co calym jej zyciem bylo samotne wychowanie 3 dzieci na ludzi, bartek co nie moze nzalesc szczescia bo uzaleznil je od posiadania dziewczyny...i jeszcze raz ofiaruje ja sobie.bym przeczytala ja jeszcze raz i jeszcze i jeszcze az to co wazne zostanie wyrytwee w mojej pamieci na zawsze.

a ja? mam swoje prorytety i to co chce zmienic.mam odwahe i sile ktorej kiedys brakowalo.wyjedzam do anglii( mowienie po ang to jedno z moich wilkich marzen i jezeli mam okazje by je spelnic zrobie to bez wahania a studia zaczekaja....:)) traktuje to wszytjko jako wielka przygode choc wiem ze weybory ktore podejmuja zmirnia cale moje zycie.

w chwili gdy momi rowiesnicy pra z calych sil w doroslosc odcinaja sie od przeszlosci i na sile chca byc tymiktorzy znaja zycie ja robie wszytko zeby zachowac siebie. bym tak jak Ty mogla kiedys usciosnac dlon swojej osiemnastoletniej ja...i woeidziec ze wciaz jestem tym samym czowikiem.

moge wszytko zmirnic na lepsze. moge wresxcie byc szczesliwa. juz nie czekam.teraz zyje. i juz czeprie z tego zycia radosc choc przeciez przede mna jeszcze taka dluga droga....

a co do marzen...mam nadzieje ze kiedys sie spotkamy moze na jedenj z magicznych wypraw...:):):):)

paulina,wlasnie wkraczajaca w swoja dzungle

ps.oczywscie nie napisalam tego co chcialam natomiast wiele rzeczy ktore wazne przynajmniej terasz tak czuje...pozdrawiam . P.




Paulino, piszesz tak, jak i ja bym napisała mając 18 lat :) Ciesze się, że tak myslisz, że masz plany, marzenia i chcesz je realizować. Piękna przyszlość przed Tobą, szczerze życzę Ci, żebys znalazła w sobie siłę na zrealizowanie wszystkich planów. I żebyś za dwadzieścia lat odnalazła siebie w tej dziewczynie, jaką jesteś teraz :))
Dzieñ dobry

Takie odnoszę wrażenie, że przesłaniem Pani życia jest to, że człowiek sam stawia sobie bariery do szczęścia i realizacji. Chyba w tym Pani siła.

A ja czuję się taka słaba mimo, że walczę.

Urodziłam się bardzo chora. Dzieciñstwo pamiętam tylko w szpitalach i wyśmiewanie się innych dzieci ze mnie. Pamiętam, jak lekarka powiedziała mi, że NIGDY NIE BĘDĘ KOBIETĄ (MIA£AM 12 LAT)
Ojciec jest alkoholikiem, ciągłe kłótnie. Raz to by zabił moją siostrę, gdybyśmy jej nie uratowały z mamą. Mama nie pracowała, zdała się na jego łaskę. Jest bardzo bierna i akceptuje, co jej los da, zamiast się bronić.

Mimo wielu przeciwności losów walczyłam. Odkładałam pieniądze na english track, żeby się piąć. Ale dowiedziałam się z dnia na dzieñ, że rodzice bez mojej zgody wydali na nie wiem co te pieniądze (około 15 000 oszczędzonych przeze mnie pieniędzy).

To wszystko, żeby się dowiedzieć, że nie ma nic gorszego, jak zawód miłosny.
Wyjechałam na stypendium do Grenoble. Tam poznałam Francuza, który opowiadał bajki, że mnie kocha. Miał mnie zakwaterować, żebym odbyła staż. Z dnia na dzieñ dowiedziałam się, że mnie nie kocha, że nie chce, żebym przyjeżdżała do Francji, że nie chce się jeszcze angażować. No coż, każde wytłumaczenie jest dobre. Wtedy niemal otarłam się o śmierć. Męczyły mnie myśli samobójcze. Przede wszystkim dlatego, bo on to zrobił tak jakby niczego złego nie zrobił, przecież to normalne. Ludzie się rzucają i żyją dalej…

No cóż, żółwim krokiem doczołgałam się i znów wyjechałam do Francji. Zapisałam się na Sorbonę. Zdałam egzaminy. Zdałam się również na miłość. Wprowadziłam się do nowej miłości. Tak strasznie deklarował miłość. Prosił, żebym go nigdy nie opuszczała. Itd. A tu nagle, jak już byłam prawie u krañca szczęścia, Sorbony (bo jedyne musiałam napisać odpowiednik pracy magisterskiej) dowiedziałam się, że od miesięcy jest z inną i że się dusi ze mną. Wytknął mi wszystkie wady, że jestem niepełnosprawna że nie wie jak sobie radzę, że ostatnio nie ubierałam się ładnie (ubierałam dres, bo musiałam się uczyć do egzaminów).

Teraz znów męczą mnie myśli, że nie chce mi się żyć. ¯e ja nie chcę się wyleczyć z tego, bo ktoś mnie zranił, tak jakby nic się nie stało. W ogóle moje własne życie nie jest ważne dla mnie.

Nie wiem czego chcę. Czuję, że minęłam się z powołaniem zawodowym. Nie wiem co chcę robić. Mam 26 lat, czas zacząć pracować. Prędko. ¯al mi tej Francji, będę traciła płynność językową. To jest piękny kraj, ale ludzi, niestety mniej są „ładni”. Zbyt płytcy.

A taką mam ochotę udowodnić temu ostatniemu coś. Nie wiem co. ¯e ja jednak nie jestem niepełnosprawna…itd. Nie wiem jak. Nie wiem po co się żyje w tym złym świecie, w którym kocha i akceptuje się ludzi, którzy mogą coś dać. Tylko dla nich jest miejsce.

A ja czuję się taka słaba po tym wszystkim. Nie mam nikogo. Mama chora, bierna, ojciec alkoholik, siostra wybuchowa, zamiast się wspierać, wszczyna konflikty o nic. Brat opuszcza rodzinę z dwójką dzieci. Nie mam nikogo, kto mógłby mnie wesprzeć.

Dziękuję za słówko dorady.

Justyna


Pani Justyno, myślę, że zachowuje się Pani tak jak ja kiedyś - jak ćma spragniona miłości i opieki, która leci w płomień świecy mysląc, że znajdzie tam ukojenie. Tymczasem spala sobie skrzydła. Wszystko to dlatego, że szuka Pani potwierdzenia swojej wartości w slowach i opinii innych ludzi. A co tak naprawdę sama Pani o sobie myśli?

Niech Pani nie czeka na opiekę ze strony innych ludzi. Nikt nigdy nie zrozumie Pani tak dobrze, jak Pani może zrozumieć siebie. Dlaczego czeka Pani na kogoś, kto sprawi, że będzie Pani szczęsliwa? Łatwiej i szybciej może to Pani zrobić sama. Bo przecież tylko w Pani rękach jest pani zycie, prawda?

I Pani życie jest ważne - bo to wszystko, co pani ma na tym świecie. Tak jak każdy z nas.

Niech się Pani nie poddaje. Trzeba wstać, podnieść glowę i wziąć się do pracy. Będzie Pani szczęsliwa.

Jakiś czas temu moja koleżanka leżała w szpitalu. Ma anoreksję.... W związku z tym ze jest moja bliską przyjaciółką pojechalam do niej do szpitala. Pomyślałam sobie że może powinnam kupi jej jakiś prezent. Wiem ze bardzo lubi czytać książi i dlatego wybrałam sie do księgarni. Wtedy pani ekspedientka poradziła mi Pani ksiazkę: W DZUNGLI ZYCIA:) Zanim pojechałam ja odwiedzić przewertowałam ksiażkę i już na drugi dzień kupiłąm sobie taką samą...

Jestem niezmiernie wdzięczna za słowa, które Pani kieruje do młodych ludzi. Mam dopiero 16 lat a w swoim zyciu przezyłam wiele. Przede wszystkim dziękuję za rozdziałał o gwałcie choć tak naprawdę nie rozumiem do końca Pani podejscia do tej spray. Mam 187 wzrostu gram w siatkówke i według osób, które się wokół mnie otaczają sprawiam wrażenie osoby dorosłej. I wlaśnie nie wiem czy dobrze ze do pani pisze ale proszę o słowo, nawet o pomoc. W ubiegłe wakacje byłam z koleżanką na spacerze.... Podjechał na rowerze pewien "człowiek"- choć co do tego stwierdzenia mam wiele wątpliwości- i złapał mnie za pupę mówiąc: ...laska jak ja bym sie lizał...

Poobnych sytacji bylo wiel w moim życiu. Usłyszałam ze mam zaje....e nogi, nawet starzy faceci w górach potrafią wytrzeszczyć swe oczy i wyciągnąć jezyk żeby mnie poinformować ze jestem niczym innym jak RZECZĄ!!!NIe omja ten fakt meczy towarzyskich. Trenerzy z grup przeciwnych też wtracą swoje trzy rosze... Wiem ze może to błahe co pisze ale nie potrafię sobie poradzić z tym problemem. Rozmawiałam z przyjaciółmi, ksiedzem ale każdy kończy swoja wypowiedż na tym ze to nie moja wina, koleżanki powtarzają że powinnam się cieszyć bo ten "człowiek" nie posunął sie dalej. Ale ja nie potrafiez tym zyć...!!!! Ciągle jak widzę artykuły w gazecie na temat molestowania czy gwałtu wpadam w tzw. przygnę bienie...

Pod konieć sowjej ksiazki napisała Pani ze mamy ( czytelnicy) wysyłać maile. Dlatego pomyślałam sobie że może zechce mnie Pani wysłuchać, przeczytać moje rozważania i pomóc w jakiś sposób..... Zaskakuje mnie Pani pogląd na zycie... Jest taki prosty jednak ja tak nie potrafię....

JEstem przewodnicząca swojego gimnazjum, zawodniczką klubu jednak nie potrafię poradzić sobie z tym problem. Na meczach jestem mięczakeim. Boję sie.... W szkole jest dobrze wzorowa uczennica z osiągnięciami sportowymi i z licznym zasobem wygranych konkursów.... Gdy wracam do domu wspomnienia wracają... Przez kilka dni jest dobrze a potem powrót tragicznych chwil...

DZIĘKUJĘ ZA KSIAZKE, NAUCZYŁA MNIE WIELU WAZNYCH RZECZY!!!!!


Droga Anonimko, myślę, że w głębi duszy jestes bardzo niepewna siebie i chciałabyś, żeby ludzie dawali Ci jakieś znaki, że Cie akceptują i lubią. Tymczasem ludzie zauważają tylko powierzchowne rzeczy - to, że jestes wysoka i ładna. I tak to zwykle w życiu jest.

Myślę, że sama do końca nie akceptujesz siebie i stąd bierze się Twoje przygnębienie. Zastanów się czego w sobie nie lubisz i spróbuj to zmienić albo zaakceptować.

A co do facetów, którzy mówią takie rzeczy - ja też to slyszałam wiele razy. Bądź ponad to. Dlaczego jakis przypadkowy facet może tak bardzo zepsuć Ci humor i zagmatwac życie? Nie pozwól na to. Skoncentruj się na tym, co jest naprawdę ważne. I glowa do góry :)

Pani Beato

Mam 16 lat, niedługo będę musiała wybrać liceum w którym będę musiała przeżyć jeden z ważniejszych etapów mojego życia:) Ale to jest mój problem:( nie chodzi tu tylko o liceum. Chodzi przede wszystkim oto, żeby obrać sobie już jakiś cel w życiu do którego od zaraz mogłabym dąrzyć. Nie marnować już czasu na rzeczy, które nic mi w życiu nie dają. Mieć już swój cel, dla którego poświęce wiele.

Często jak widzę ludzi, krórzy coś osiągnęli w życiu wysiłekim i pracą... a ich życie jest zwariowane( mam na myśli też Panią)...to myśle: " jaaaateż tak chcę, dlaczego nie mogę? dlaczego mi nie przydarzy się przygoda życia?" W głebi serca wiem, że mogę, ale wtedy przede mną pojawia się znak zapytania: CZY TO JEST TO CZEGO OCZEKUJĄ ODE MNIE INNI, CZY ROBIĄC COŚ NIE ZAWIODE RODZINY, ZYTO JEST MOJE PRZEZNACZENIE?"

wiem, że to trochę banalne, ale chyba bardziej chcę zadolić rodzinę i bliskich, niż samą siebie:( Moim marzeniem odkąd pamiętam były podróze, odzwiedziłam kilka karjów europejskich, ale na tym sie skończyło...a ja nadla chciałabym poszerzać swoje horyzonty. wiem, ze wdty byłabym szczęśliwa...ale czy inni by byli? Ciągle męcze rodziców zeby mi
powiedzieli co mam robić...oni mówia: idź na medycyne( to też chciałam robić, bo chciłam pomagać ludziom) ale wiem ze jesli pojde na madycyne, to będę załowała, że nie zobaczyłam świata tylko poświęciłam się ludziom...z kolei jeśli wyruszę w świat będę załowała, ze nie pomagam ludziom....wiem,że nei da się tego pogodzić:(

Podziwiam Panią, że zdobyła się Pani na odwagę i sama wyruszyła w świat poznając inne
kultury, ludzi..wie Pani lepiej od nas, ze życie potarfi być zupełnie inne poza Polską, że moze my tak naprawdę nei wiemy co to jest zycie, i nie dowiemy się dopóki tego sami nie sprawdzimy. Wiem żenie powinnam się sugerować co radzą mi ini, ale chcę znać zdanie innyh osób. Czy może mi Pani pomóc, doradzić? Pani osiągneła już swój cel..i za to Panią
naaaprawde podziwam, chcialabym znać Pani zdanie na ten temat.

Pozdrawiam, Marta:)


Droga Marto, a może chodzi o to, że chciałabyś być lekarzem w Afryce albo Gwatemali? Studiowanie medycyny niekoniecznie przecież oznacza, że będziesz pracowac w polskim szpitalu. Ważniejsze jednak jest to czy Ty naprawdę CHCESZ i PRAGNIESZ zostać lekarzem.

O to musisz zapytać swojego serca, a nie rodziców. Bo jesli podejmiesz złą decyzję, to będziesz się męczyć w życiu. Twoi rodzice nie będą zbierac konsekwencji Twoich złych wyborów, rozczarowania, smutku i poczucia niespełnienia. Tylko Ty.

Dobrze jest sluchać rad ludzi, których się szanuje i do których ma się zaufanie. Ale decyzję musisz podjąć w zgodzie ze swoim sumieniem i swoimi marzeniami. Odważnie. Powodzenia!

P.S. I przecież nie musisz się śpieszyć. Jesli teraz jeszcze nie jesteś pewna czego chcesz, poczekaj aż nabierzesz pewności :)

Witam Panią,

Chciałam Pani serdecznie pogratulować. Jest Pani niesamowitą osobą, którą podziwiam za wszystko. Zawsze zazdrościłam takim ludzią jak Pani. Emanuje od Pani niesamowita życiowa energia. Zazdroszcze również tego, że odważyła się Pani podążyć za swoimi marzeniami.

Ja niestety jestem zupełnym przeciwieństwem. Nie wiem czy mi wypada ale mam już 30 lat i jakby to powiedzieć ciągle szukam odpowiedzi na proste pytanie, które mi bardzo często zadają ludzie :"Co chce robić jak będę duża". To niby banalne pytanie wprawia mnie w ogromne zakłopotanie bo ja do cholery jestem już duża ale niestety nie potrafię na nie odpowiedzieć. Ciągle nie znalazłam swojego celu a bez tego nie da się iść do przodu. Nie wiem co chciałabym robić, nie wiem w czym jestem dobra i czy w ogóle coś potrafię. To okropne uczucie.

Przeczytałam Pani książke jednego dnia i wiem, że może, raczej na pewno już Pani to wielokrotnie czytała, ale czytając ją miałam wrażenie, że piszę Pani o mnie. Zawsze w swoim życiu kierowałam się tym by wszyscy dookoła byli zadowoleni, rodzice, znajomi, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to co robię to nie daje mi szczęścia bo robiłam to tylko dla innych a nie dla siebie.
Popełniłam wiele błędów i dopiero teraz z perspektywy czasu i wieku mogę stwierdzić, że to co robiłam to była jedna wielka pomyłka i dlatego moje życie teraz wygląda tak a nie inaczej.

Niech Pani sobie wyobrazi mam już 30 lat, własne życie, pracę, mieszkam od lat z dala od rodziców a mimo to wszystkie moje decyzje,które podejmuje zawsze zadaje sobie głupie pytanie "A co powie tata" jest to chore. Mam czasami niesamowitą niechęć do mojego życia.

Wiem, że nikt nie jest w stanie pomóc ponieważ zmiany w swoim życiu możemy nanieść tylko i wyłącznie my. Tylko trzeba mieć odwagę i wolę by trwać w swoich postanowieniach i w swoim działaniu.

Podziwiam Panią i jeszcze raz gratuluje.
Chciałabym kiedyś znaleść taką siłę i wolę jaką ma Pani.

Życze Pani szczęścia
Pozdrawiam
Agata


Pani Agato, mając świadomość tego, co zrobiła Pani źle i dlaczego, jest Pani teraz na najlepszej drodze do naprawienia tego wszystkiego. I proszę nie załamywac nad sobą rąk, tylko podejść do siebie konstruktywnie: zastanowić się co trzeba zmienić i jak tego dokonać. Musi być coś, co uwielbia Pani robić i co sprawia, że czuje się pani szczęśliwa. To jest własnie dobry początek na nową drogę :) Niech się Pani nie poddaje!
Witam Pani Beato!

Jestem pełna podziwu dla Pani osoby!
Nie bardzo wiem co pisać,bo checi są ogromne,ale trema też nie mała.
Zawsze marzyłam o dalekich podróżach,jak pewnie 90% naszej populacji.Majac pieniadze to proste,ale zarazem płytkie,nie wymaga aż takiego zaangażowania,a wiec i przeżycia mogą być powieszchowne..
Kiedyś myślałam o misji,ale zabrakło mi odwagi chociaż nie należę do osób bojaźliwych.

Myślę,że jest Pani osąbą bardzo otwartą i dzięki temu,i dzięki tej stonie oraz zachęty do napisania paru słów,pomaga Pani takim jak ja.Osobom,którze poprzez przeżycia innych spełniają po cześci swoje marzenia.
Pasjonuje mnie fotografia.Wszędzie gdzie jadę zabieram ze sobą aparat.Bo chwile są ulotne i warto zatrzymać je na dłużej.To taka odskocznia od szarej codzienności zwłaszcza dla ludzi,którzy trochę gorzej wystartowali.Piszę tez pamiętniki,bo lubię wracać do przeżytych dobrze chwil..

Pewnie spodziewa sie Pani pytania...i owszem przy okazji nie mogłabym nie zapytać:
jak dotrzeć osób,które organizują wyprawy np.do Ameryki Południowej czy do innych cudownych miejsc, małym nakładem finansowym.Czy jest to wogóle realne?Ja mogę spaś pod drzewem i myc się w strumieniu,nie problem.Może można przyłączyć się do jakiejś ekipy.Popracować,żeby zarobić na wyjazd?
Pewnie co druga osoba pyta o to samo.No cóż...

Napewno kiedyś wyruszę z moim obecnie 6-cio letnim synkiem w podróż przeznaczenia.Z jednym plecaczkiem,z biletem w jedną stronę i optymizmem,że się uda..Marzy mi sie to.

Źle sie czuję w betonowym mieście w monotoni życia,gdzie każdy,każdego ocenia...Ale nie wiem jak to zmienić?
Potrzebuję kogoś choc trochę zwariowanego tak jak ja,kto by mnie popchnął w inny wymiar..oczywiście tylko w dobrym kierunku..
Przepraszam,że zabrałam Pani tyle czasu,ale ogromnie się cieszę,że odważyłam sie wreszcie napisać..

Serdecznie pozdrawiam, życząc jeszcze dalszych i pasjonujacych wypraw!

Dziekuję

Może kiedyś bedzie mi dane poznać Panią osobiście,bardzo bym chciała!Albo moze kiedyś uda mi się wyjechać gdzieś pod Pani przewodnictwem?..
Wierzę w przeznaczenie..nic na siłę,wszystko dla nas zapisane jest gdzieś tam...prawda?

Monika z Warszawy.


Pani Moniko, a może najprościej będzie po prostu samodzielnie zorganizowac taki wyjazd? Chęć może Pani ogłosić w dziale "Towarzysz podróży poszukiwany", bo na początek lepiej jest podróżować w towarzystwie. Kupic dobry przewodnik po wybranym kraju... i w drogę! I prosze mi przysłac pocztówkę :))
Powrót