|
|
Indonezyjska skrzynka pocztowa (47)
Indonezyjska skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
P.S. Tę skrzynke nazwałam indonezyjską, bo kilka dni temu odkryto w Indonezji zagubiony raj, gdzie zyją zwierzęta nieznane nauce i nie bojące się ludzi. Mam nadzieję, że to miejsce rajem pozostanie.
Dodam jeszcze, że nazwy skrzynek pocztowych nie mają nic wspólnego z tematyką listów. Znajdziecie tu listy o życiu, książkach, ludziach i ich problemach.
Dzień dobry. Mam na imię Łukasz i mam 15 lat. Czy może mi pani podać tytuły wszystkich książek jakie pani napisała lub stronę gdzie je znajdę. Pozdrawiam
Łukasz
1. Blondynka w dżungli (wyd. Twój Styl, 2001) 2. Blondynka wśród łowców tęczy (wyd. Rosner & Wspólnicy 2002) 3. Blondynka śpiewa w Ukajali (wyd. National Geographic 2003) - wydanie albumowe, w twardej oprawie, z fotografiami 4. Blondynka śpiewa w Ukajali (wyd. National Geographic 2004) - wydanie w miękkiej oprawie, bez zdjęć 5. Blondynka u szamana - (wyd. National Geographic 2004) - wydanie albumowe, w twardej oprawie, z fotografiami, z płytą CD 6. Blondynka u szamana - (wyd. National Geographic 2005) - wydanie w miękkiej oprawie, bez zdjęć 7. Blondynka Tao - (wyd. National Geographic 2005) - wydanie albumowe, w twardej oprawie, z fotografiami, z płytą CD
8. Książka o prezentach (wyd. ZiBi 2001) 9. Księga dobrych życzeń (wyd. Wiedza i Życie, 2002) 10. Nasze przysmaki (przepisy kulinarne) (wyd. Wiedza i Życie, 2003) 11. W dzungli życia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych) (wyd. Latarnik 2005)
Wszystkie książki można obejrzec i przeczytac ich fragmenty: http://www.oliwkowo.pl//books.html
Najnowsza - "Blondynka na Kubie" ukaże się w kwietniu tego roku.
Dzien Doooobryy Pani Beato :)))))) Chcialem Pani podziekowac za wywiad w ostatniej "Gali" i za zdjecia ktore ilustruja tenze wywiad. Przede wszystkim za prawde, prawdy zawarte. Wazne rzeczy Pani mowi. I ksiazka i wywiad mowia o swiadomosci. O tym ze Pani jest swiadoma siebie i swojej sily. Innymi slowy swojej wartosci jako jednostki i kobiety. Przede wszystkim kobiety ktora idzie przez zycie bez podporek a jesli juz sa te podporki to sluza jakiemus celowi a nie po to ze sa bo bo tak trzeba.
I za jedna rzecz jeszcze podzieka za okreslenie "szczesliwy singiel" i za te swiadomosc ze zycie w pojedynke jest tak samo wartosciowe, wazne, bogate jak zycie w parze. Od wczoraj pozwalam sobie zaczac uzywac tego okreslenia "Szczesliwy singiel".
Ciekawe ze ja dopiero teraz dojrzalem dopiero pod koniec 30-tki doszlo do mnie ze musze zabrac sie za siebie. I ze tak naprawde to bardzo malo wiem.I ten glod wiedzy o sztuce, kulturze, malarstwie, architekturze, historii blizszej i dalszej, fascynacja swoim miejscem zamieszkania pojawily sie calkiem niedawno. Rosnaca lista ksizek do przeczytania dzieki pracy z ksiazkami ktora ubogaca. Praca ubogaca nie lista :))).
Talent mi nie jest dany ale wrazliwosc i patrzenie zachwyt naszczegoly jest mi dany. Ciagla ciekawosc i swiata i tago co wokol. Podrozowanie tez. Moze bardziej turystyczne nizpojedyncze ale tez. Bo przeciez archtektura jest fantstyczna i wiele innych spraw. Z obecnej mojej pozycji ja sobie po prostu nie wyobrazam bycia z kims. Jest mi po prostu dobrze tak jak jest. Moze to gnusnosc a moze po prostu wolnosc jednostki Bardziej niz mnie moja singlowatosc martwi i boli moja Wasna Maminke, ktora mysli rzeczowo i w jakims sensie ma racje martwiac sie o mnie i oto ze na starosc bede sam i nie bedzie mial mi kto szklanki wody przyslowiowej podac.
Ale gdzie jest powiedziane ze kazdy musi miec swoja polowke. Jesli ma byc to bedzie jesli nie to przeciez nie zaplacze sie na smierc ze wzgledu na to ze nie znalazlem. Dobrze mi z tym.To troche jest tez w tym i egoistycznego myslenia. Ale mysle sobie ze lepsze egoistyczne swiadome zdrowe myslenie niz obsesyjne szukanie kogos drugiego.Tyle moich refleksji nad wywiadem i tego co mi na mysl przyszlo.
Wiele razy pewnie Pani to slyszy i czyta w listach. Ale ja tez to powiem.Dobrze ze Pani jest tu i teraz.Bo budzi Pani ludzi i daje im swoja sile i wiare w siebie.Pani Beato niech Dobre Anioly zasze prowadza Pania prostymi sciezkami. Wszystkiego co dobre i piekne na dzis jutro i kazdy dzien. Uklony i serdecznosci
Robert
To prawda! O tej szklance wody też slyszałam wiele razy. Mówiła mi to moja Mama kiedy miałam 17 czy 20 lat i mówiłam, że nigdy nie wyjdę za mąż.
Ale prawda jest taka, jak napisałeś: lepiej żyć szczęśliwie samemu niż nieszczęsliwie z kimś.
A poza tym jeśli człowiek ma odwage wyjść z niedobrego związku albo nie szukac na siłę kogoś, z kim mógłby się związać, to otwiera przed sobą drogę, która może go zaprowadzić do przeznaczenia :)
Wierzę, że wszystko ułoży się dobrze - dla każdego z nas :))
P.S. Talent na pewno masz, może nawet niejeden - ale jeszcze go nie odnalazłeś w sobie :)
Szanowna Pani Beato! Czytam Pani książkę " W dżungli życia " i jestem pod wrażeniem.. jestem zaczarowana Pani mądrością..refleksjami..pomysłem na życie..i tym wszystkim co zawsze chciałam a czego nie robiłam.. Trochę tak jak by czytała o sobie..o sobie teraz i takiej jaką bym chciał być.
Jestem po 2 latach terapii i to wszystko co znalazłam w pani książce, już kiedyś słyszałam..i niby rozumiałam ale jednak gdzieś w środku nie chciałam poczuć. A teraz poczułam..zrozumiałam tak naprawdę i zapragnęłam coś zmienić. Zmienić swoje życie.. Poszukać w sobie odpowiedzi..zaczęłam wierzyć że to jest we mnie i że mogę sama, ze nie muszę szukać wokół.. Dziękuję.. to najpiękniejszy prezent jaki mogłam dostać.
Zanim dostałam ta książkę kiedyś przypadkiem w nocy przelatując pilotem po kanałach telewizyjnych natknęłam się na wywiad z Panią i pomyślałam to jest mądra kobieta..która wie jak żyć, pełna spokoju i radości życia.. Zastanawiałam się z skąd Pani to wszystko wie, jak to możliwe?? Za tydzień miałam imieniny..poprosiła kolegę by na prezent kupił mi Pani ostatnią książkę..niewiedziałam o czym jest.. co spotkam..I kiedy miałam ją w rękach wiedziałam już ze to jest coś na co długo czekałam i dziekowałm Bogu ze tak tym wszystkim pokierował.. Ja jeszcze niewiem czego pragnę, co chcę zrobić, jak żyć.. Ale wiem jedno chcę to zmienić i odnaleźć w swojej wewnętrznej dżungli sens życia.. jedynym prawdziwym hobby to książki..do nich zawsze miałam słabość..i dobrze!;)
Mam 31 lat, 10 letniego syna, jestem po rozwodzie.. Moje życie kiedyś to był jeden wielki koszmar, ojciec chory psychicznie z wtórnym alkoholizmem do tego bardzo dużo przemocy.. Byłam katowana..samotna..nieszczęśliwa.. Ale byłam dzieckiem, to przeszłość.. Teraz jako dorosła czułam się tak samo.. życie bez celu, bez sensu, ciągle smutek i żal do świata że mnie to spotkało.. Ale ja już tak nie chcę.. Chcę być szczęśliwa.. jestem szczęśliwa Pani Beato.. choć mam 31 lat to czuje się jak bym zaczynała życie od początku.. Chcę żyć najlepiej jak potrafię.. Chcę myśleć.. Pozdrawiam.. Kasia
Pani Kasiu, odbudowanie swojego świata pewnie nie będzie łatwe, ale kiedy już Pani stanie na szczycie, zostanie on w Pani na zawsze. Proszę się nie poddawać. Powoli, krok po kroku, trzymając się w garści, naprawdę można uzyskać doskonały stan równowagi - zarówno wewnętrznej, jak i z resztą świata. To "coś" na pewno jest w Pani, jak trochę przestraszone zwierzątko, które po oswojeniu wyjdzie na wolność i zostanie królem Dżungli :) Z całego serca życzę Pani, żeby tak się stało.
Witaj Beato ! Pozdrawiam serdecznie na wstępie napisze ze jestem zagorzałą twoja wielbicielką , nie dajesz się zyciu i to mi sie podoba , mało jest tak odwaznych ludzi którzy z zapamiętaniem realizują swoje marzenia . bez pracy nie ma kołaczy myslę że ta lekcję pojełaś już dawno błyskawicznie , dlatego jak to pisze Coelho cały wszechswiat sprzyja Tobie potajemnie !
ja niestety nie znazłam w sobie tyle odwagi i entuzjazmu , a może tak znalazłam i zgubiłam , z wiekiem coraz gorzej , mam 35 lat i mysle że jestesmy jak to się mówi pokoleniowymi równolatkami , podziwiam ciebie tym bardziej ze wychowana jestem własciwie przez pradziadka , który czytywał mi do poduszki arkadego fiedlera i kontynenty ! stąd mój szacunek i sentyment do ludzi takich jak Ty , jednym tchem przeczytałam twoje (narazie niestety tylko dwie ) książki i nawet wypróbowałam przepis na ciasto bananowe super , mniam !
w "młodości ":-) jezdziłam do jarocina , pozniej mieszkałam przez pewien czas w niemczech i miałam mnóstwo znajomych z róznych stron świata , troszkę mi tego brakuje u nas w kraju tym bardziej ze mieszkam w sumie małej miejscowosci oddalonej od rewala 30 km. dlatego jeszcze raz pozdrawiam i sciskam serdecznie , oby więcej takich ludzi nas otaczało i abym byc może wreszcie ja również obrała prawidłowy azymut !
agnieszka z gryfic
Agnieszko, jesli już znalazłaś wlaściwą drogę, to wierze, że uda Ci się na nią powrócić :) Z drugiej strony - jesli to byłaby naprawdę WLAŚCIWA droga, to chyba byłabys na niej do dziś. Więc może zeszłaś z tej drogi, bo zabłądziłam w zaułkach? :)
Piszę to po to, żeby Cie zachęcić do szukania i wiary w to, że możesz być dyrektorem swojego życia :) Nie poddawaj się :) Twój azymut czeka na Ciebie.
Witam Pani Beato!
Od jakiegoś czasu śledzę na bieżąco wydarzenia w Oliwkowie, przeczytałem też „W dżungli życia” (Książka wspaniała, kupiłem drugą siostrze), bardzo się też cieszę z Pani powrotu do Radia Zet:)
Ale do rzeczy :) Zanim napisałem tego maila, przeczytałem wiele ze skrzynek pocztowych w Oliwkowie. Uświadomiło mi to, jak wiele ludzi boryka się z podobnymi(także do moich) problemami, brak planu, brak pewności i sympatii do samego siebie. Znalazłem tam też odpowiedzi na wiele moich pytań, więc zadam tylko te które pozostają w mojej głowie bez odpowiedzi:
Czym dla Pani jest przyjaźń i miłość? Czy uważa Pani, że można być bez tego szczęśliwym człowiekiem?
Wiem, że można kochać podróżowanie( ja tylko bardzo lubię), ale pytam o uczucie skierowane do innych ludzi. Dla mnie przyjaźń i miłość wydają się być w życiu najważniejsze, jednak ostatnio zdałem sobie sprawę jak bardzo zależny jestem od otaczających mnie ludzi. Mógłbym powiedzieć, że nałogowo musze spędzać czas w towarzystwie, a gdy jestem sam przez cały dzień, „coś mnie trafia” już wieczorem.
Czasem mam wręcz wrażenie, że żyję życiem innych ludzi, a to chyba nie tak powinno być? Mam wydawałoby się wszystko czego potrzeba do szczęścia: dobre studia, wielu znajomych, kilkoro przyjaciół, różne zainteresowania, żadnych „problemów materialnych”, wspaniałych rodziców... (trochę brakuje dokładnego celu ale w tym wieku(23) to chyba norma) a jednak zawsze jest coś co mnie męczy, coś co nie pozawala powiedzieć, że jestem szczęśliwy...
Gdy zaczynałem list obiecałem sobie, że nie będzie marudny, ale chyba nie do końca mi wyszło:) Pozdrawiam ciepło i serdecznie choć z mroźnego i śnieżnego Oslo. Wiem, że to nie jest klimat dla Pani, ale mimo wszystko zapraszam serdecznie, fiordy nawet zimą mają niezwykły urok, a poza tym można poznać tutejszych „Indian” – dzielnych Vikingów :)
P.N.
Czym dla mnie jest przyjaźń i miłość? Czymś ulotnym, co albo jest, albo tego nie ma, i pojawia sie tylko wtedy, kiedy nastąpi okreslony splot wielu okoliczności. Z przyjaźnią może jest troche inaczej, bo można aktywnie ją zbudowac i podtrzymywać, jest rodzajem współpracy między ludźmi, natomiast z miłością trudna sprawa :) Przychodzi tylko wtedy, kiedy sama zechce, i zwykle nie pojawia się wtedy, kiedy ktoś na nią czeka.
To czego Panu brak, to przyjaźń z samym sobą. Ma Pan kontakty "zewnętrzne" - z róznynmi ludźmi i sprawami. Ale ma Pan też w sobie własną przyszlośc do zbudowania i trzeba ją w sobie odnaleźć i zaprojektować :)
A życie życiem innych ludzi - sam Pan wie, że prowadzi w ślepą uliczkę.
Pozdrawiam Wikingów, mam nadzieję, że zrobię to też osobiście :)
Właśnie czytałam poprzednie wpisy do pani dziennika i jestem wręcz zachwycona bo ja już zaczynałam chyba z tysiąc różnych dzienników i pamiętników ale żaden mi nie wyszedł!
Proszę pani czy naprawdę yerba mate jest tak smaczne?
I czy poda pani jakiś kontakt z panem od sprowadzania yerba mate?
Yerba mate staje się smaczna po pewnym czasie. Na początku zwykle smakuje okropnie. Mnie też nie smakowała, kiedy częstowano mnie w Paragwaju. Ale z każdym dniem przyzwyczajałam się, a teraz piję yerba mate z ogromną przyjemnością - codziennie rano, kiedy pracuję nad nową książką :)
Kontakt do sklepu internetowego, gdzie można kupić cały ekwipunek do picia yerba mate: http://yervita.home.pl/
Dobry wieczor :) mama pozyczyla mi do przeczytania "W dzungli zycia" - egzemplarz z Pani dedykacja :) chcialam sie podzielic tym, co sie kotluje teraz w mojej glowie po lekturze.. ucze w szkole angielskiego juz czwarty rok.. drugi rok studiuje w angielski college’u dla nauczycieli - WIECZOROWO - codziennie, zajecia przynajmniej od 15.00 do 20:00 o ile nie od 13:00 <olaboga> i coraz bardziej czuje, ze TO NIE JEST TO.. ze to nie jest "moja wlasna legenda" a po przeczytaniu "Dzungli" o niczym innym nie mysle, jak tylko o tym, zeby zmienic swoje zycie - poki jeszcze mam czas - w tym roku skoncze 26 lat.. ale za kazdym razem odzywa sie we mnie wygodnictwo.. i brak odwagi.. bo mam prace, bo mam pieniadze.. (niewielkie, ale zawsze cos..), a jak skoncze staz, to beda jeszcze wieksze.. mam dlugie wakacje..
ale
wychodze z domu o 7:00 a wracam o 20:00 "nie mam czasu na sen, nie mam czasu na sex" ;-) ze o nauce nie wspomne.. a gdzie sprawdzanie klasowek? porzadne przygotowywanie sie do lekcji? a gdzie czas na hobby?
NIE MA
a przeciez nie moge zawiesc mojej pani dyrektor :> nie moge zostawic dzieci - bo tak w glebi duszy to ja to lubie - pod warunkiem, ze mialabym czas rzetelnie przygotowac sie do mojej pracy..
moze jednak praca w biurze? w sklepie? gdziekolwiek? byle miec wolne popoludnia.. byle nie zajmowac sie codziennie przez 12h tym cholernym angielskim ??
gdzie szukac tej odwagi?
pozdrawiam satija
Może waha sie Pani w ostatniej chwili, bo nie wybrała Pani właściwej drogi zamiast tego, co robi Pani teraz? Czuje Pani, że serce wyrywa się gdzies indziej - i chce Pani rzucić dotychczasowe życie - ale wtedy pojawia się wątpliwości - bo być może nie odnalazła Pani tego, co mogłoby byc Pani właściwym powołaniem?...
Ten "cholerny angielski" to dla niektórych szczyt marzeń :)
Czy Pani ma konkretny pomysł na to, co zrobić gdyby była Pani całkowicie wolna i miała mnóstwo czasu? Może od tego zacząć? Od stworzenia planu. Niech Pani sobie wyobrazi, że jest Pani wolna. I co wtedy?
Kiedy sie znajdzie swoją pasje, nie potrzeba odwagi. Ona sama pociągnie Panią za sobą. Powodzenia, trzymam kciuki!
Droga Pani Beato!! Niezmiernie sie ciesze, ze mowi Pani o tai chi. Od ponad czterech lat cwicze tai chi i jestem z tego bardzo zadowolona. Zupelnie inaczej reaguje teraz na stres, przestalam sie tak czesto przeziebiac , a wlasciwie w ogole sie juz nie przeziebiam. Nie "strzelaja’ mi stawy kiedy wstaje z krzesla , bo juz niestety tak bylo zanim zaczelam uprawiac te gimnastyke. Zachecam wszystkich do uprawiania tai chi goraco. pozdrawiam Ewa
Niektórzy Chińczycy twierdzą, że tai chi nie tylko poprawia zdrowie, ale i zapewnia niesmiertelność :) Warto więc ćwiczyć :)
Podziwiam panią!!!! a zarazem zazdroszcze w pozytywny sposób znaczenia tego słowa.
Cudowne jest robienie w życiu tego konkretnie czego sie chce,nie tego co wypada i czego oczekują od nas inni. Pani swoją postawą pokazuje nam, młodym ludziom ze warto słuchać głosu swojego serca i to jest najważniejsze.
Czesto słucham pani audycji w radio zet (nawet w tej chwili) ale "poznałam" panią po przeczytaniu wywiadu w "Cogito". Dziękuje za pokazanie mi co tak naprawde ważne jest w życiu.
Kocham podróżować, śmieje się ze mam to w genach po tacie, jest kierowcą TIRA :) Zazdroszcze tych wszystkich wypraw, podróży nie raz napewno nie bezpiecznych.
Mam tyle planów, tyle miejsc chce zobaczyć, poznać inne kultury.
TEraz to raczzej nie możliwe bo za rok matura, ale po niej świat należy do mnie!
Dziekuje za to co pani robi, a te wspaniale zdjęcia!! Dziękuje za nową książke :)
Podziwiam i pozdrawiam :*
Droga *, to świetnie, że masz dużo planów i chcesz przeżyć zycie w ciekawy sposób. Mam nadzieję, że nie zapomnisz o swoich marzeniach i znajdziesz w sobie wystarczająco dużo siły, żeby realizowac je jako dorosły człowiek. Tego Ci życzę :) Najtrudniejsze bywa podjęcie decyzji. Jesli decyzja jest sluszna, wiele rzeczy po prostu staje się rzeczywistością :)
Powodzenia w podróżach i nie tylko :)
Witam! Nazywam się Emila i już od dawna miałam zamiar napisać ten list. Bardzo podobają mi się pani książki. Przeczytałam "Blondynkę w dżungli", "Blondynka śpiewa w Ukajali", "Blondynkę u Szamana" i "W dżungli życia". Wiele czytałam książek podróżniczych - Fiedler, Centkiewiczowie, Tony Halik i in., ale pani są wyjątkowe. Opowiadają o ludziach, pokazują świat takim, jakim on jest i przede wszystkim: mają niebanalny humor. To fantastyczne, co pani osiągnęła.
Swietnie, że przygotowała pani audycję o ptakach, ponieważ to jest to, czym się zajmuję. Studiuję biologię, wkrótce będę bronić pracy licencjackiej o wypluwkach sów, ale z przyjaciółmi jeżdżę też w nocy na nasłuchy do dalszych badań. Zawsze wiedziałam, że chcę to robić. Moje studia są moją pasją. Pół życia spędzam w lesie fotografując i rysując przyrodę. Bawię się też w artykuły do różnych gazet i referaty na studenckie konferencje. Mam królika, papugę, żółwia, 2 psy. Aha, i jeszcze siostrę! Czytuję pani felietony w "Moim psie" i bardzo mi się podobają.
Kiedyś miałam różne problemy w kontaktach z ludźmi, bo moje zainteresowania są dziwne. Uciekałam w książki, aż za bardzo. Ale w liceum postanowiłam: nigdy więcej! Nie przejmuję się nimi i robię co do mnie należy. I nagle okazało sie, że zaczęłam mieć wielu znajomych - jako osoba uczciwa i konkretna, choć skryta.
Duża część "W dżungli życia"opowiada o mnie. Miałam problemy z odżywianiem i różne inne, choć nie wagarowałam i miałam świetne oceny. Tylko, że moja motywacją była pasja i wiedza. Ale doskonale wiem, jak cierpią takie osoby. Wiem, jak boli sukces.
Pani książki, sposób postępowania i aktywność są dla mnie ważnym przykładem. Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo dobrego, pani Beato! Emilia, Kielce
P.S. A ten tytuł jest taki jak życie: raz jest burza, raz świeci słońce. Oba te zjawiska w przyrodzie są piękne. A życie? Byłoby nudne bez burzy, ale zawsze można znaleźć jakieś promienie słońca na swoim małym niebie.
Pani Emilio, gratuluję :) Cieszę się, że czuje się Pani osobą spełnioną i realizuje swoje marzenia. Prawda, że życie jest czasem jak pociąg, który szybko jedzie po odpowiednich torach? Trzeba tylko znaleźć sobie odpowiedni szlak :) Życzę naukowych rewelacji związanych z wypluwkami sów - fascynujący temat!
Dzień dobry,
Jestem studentem z Krakowa, mam 24 lata. Niedługo kończę studia i stanę przed wyborem co dalej w życiu robić. Mam kilka pomysłów i w związku z nimi pytanie do Pani, jako podróżnika. Wyjazdy, podróże, poznawanie nowych miejsc i ludzi. To wszystko nie jest mi obce, oczywiście na małą skalę (w porównaniu z Pani dokonaniami). Wszystko to bardzo pięknie dopóki jest się studentem.
A potem? Praca, nie ma czasu na urlop, a jak jest to nie ma za dużo pieniędzy, bo trzeba coś w domu zrobić, albo dziecku kupić. Powie Pani, że to kwestia wyboru swojej drogi życia. Zgadzam się. Rozmyślam nad tym od kilku lat. I w związku z tymi myślami nurtuje mnie cały czas jedno pytanie; co potem, kiedy będzie się miało 60-70 lat?
Pracując zapewniamy sobie emeryturę (lepszą lub gorszą, ale to inna sprawa). A podróżując? Czy decyzja o zostaniu Podróżnikiem wiąże się z przysłowiowym "życiem chwilą"? Nie martwmy się co będzie potem... Czy może jest jakiś tajny sposób Podróżników na zapewnienie sobie utrzymania na starość?
Jeśli znajdzie Pani chwilkę, to proszę o krótki list z Pani przemyśleniami na ten temat. Dla mnie to ważna rzecz, bo od niej zależy to w którą stronę niedługo pójdę. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie jest za późno, ale równocześnie wiem, że im się jest starszym tym trudniej coś zmieniać z swoim życiu. Rozumiem też, że nie będzie powie mi Pani co mam zrobić. Nie proszę o to. Maksymalnie upraszczając moje pytanie, sprowadza się ono do kilku słów; co z emeryturą jeśli jest się podróżnikiem?
Jeśli przeczyta Pani ten list, który jest swojego rodzaju niemym krzykiem, to będę miał z tego ogromną satysfakcję. Jeśli odpisze Pani na ten list, to może pomoże mi to rozwiązać bardzo ważną zagadkę, związaną (być może) z moim przyszłym życiem.
Pozdrawiam serdecznie,
jacek
Nie wiem co będzie kiedy będe miała 60 czy 70 lat. Ale wiem, że jesli teraz nie będe robić tego, co mnie pasjonuje i porusza do głębi, to zamiast czuć szczęście, będę się napełniac goryczą i niespełnieniem. Więc jesli nawet przyjdzie mi zapłacić za te lata, kiedy spełniałam swoje marzenia i robiłam dokładnie to co chcę, to trudno. I tak warto żyć bogato i w pełni. Tu i teraz. Bo nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszlości.
Bycie podróżnikiem to nie jest "życie chwilą". Ale jak każdy wolny zawód, wymaga samodyscypliny, samodzielności i siły.
Nie znam tajnego sposobu podróżników " na zapewnienie sobie utrzymania na starość" :) Wierzę, że będę w stanie żyć z pasją przez całe życie. Bo w tym znajduję szczęście. Bez tego życie nie miałoby sensu.
Niech Pan słucha swojego wewnętrznego głosu. Jesli ma Pan wątpliwości, lepiej nie podejmować kategorycznych decyzji. Przyjdzie moment, kiedy będzie Pan PEWIEN na 100% - i wtedy wszystko samo sie stanie :) Powodzenia :)
Witam serdecznie! Kurcze...ale ma Pani zycie:):) zazdroszczę tym bardziej,że sama uwielbiam podróże:) Chyba dzieki rodzicom,którzy od zerówki w każde wakacje wysyłali mnie na kolonie:D ..nie przepuscili takze zimowisk:D:) I chwała Bogu...:)Jestem maturzystką a przyszłość wiążę z geografia,turystyką-ten właśnie kierunek chcę studiować:)Oprócz ludzi uwielbiam także fotografię - razem z moim chłopakiem odkopalismy na strychu starego zenita..piekny: w te wakacje - po wszystkich rekrutacjach i egzaminach i innych sprawach zwiazanych ze studiami-wyruszamy w góry..pod namiot z plecakami:) Wybraliśmy opcję "wędrowniczą":):)
Zastanawiam się jak udało się Pani spełnić młodzieńcze pasje:) to bardzo interesujace,a dla mnie wręcz motywujace:) Muszę przyznać,ze także mam wiele planów,a zwłaszcza marzeń, a audycja w Radiu Zet(zawsze słucham jej w autobusie..tzn tym nowocześniejszym, kiedy wracam z Łodzi z kursów geograficznych) podbudowuje mnie i jesli można to tak nazwać buntuje, przestrzega mój umysł przed "zykłym" studiowaniem..:) Jest coś takiego w podróżowaniu jak zatrzymanie czasu.. brak jakichkolwiek mysli na temat obowiązków,czy rzeczy jakie trzebaby było zrobić w ciagu tygodnia..zakupy sprzatanie,a przede wszystkim ludzie!! kultura..obcowanie z nowymi tradyjami, folklorem..
Mnie osobiscie bardzo zajmuje kultura Dalekiego Wschodu , kraj tanga - Argentyna, a takze Brazylia i wiele innych miejsc,gdzie spontaniczność i muzyka są jakby kręgosłupem:):) Razem z moimi zamiłowaniami idzie w parze temat mojej prezentacji maturalnej ustnej z j.polskiego mianowicie.." motyw wędrówki w literaturze,filmie i muzyce.."temat-rzka"..można powiedzieć - to prawda,ale już powoli klaruje mi się ostateczny jej obraz.Zwracam się z zapytaniem:czy posiada Pani jakąś taśmę z nagraniem muzyki etniczej któregoś z wymienionych przeze mnie obszarów??I czy ew. mogłaby mi jej Pani uzyczyć na okres trwania matury ustnej??Może napisze po krótce skad taki pomysł::)
Oprócz motywu wędrowki w lekturach szkolnych i nieobowiązkowych w prezentacji maturalnej przedstawiam także wedrówkę ukazaną w filmie:), np film, pt "Baryka":)gorąco go Pani polecam:),albo "miedzy niebem, a piekłem",a takze w muzyce.Długo się zastanawiałam jaki rodzaj muzyki byłby najodpowiedniejszy.Na myśl przychodziły mi teksty Niemena,E.Stachury,M.Rodowicz,Czerwonych Gitar i wielu innych.Doszlam jednak do wniosku,ze to byłoby zbyt proste,a ponad to liczy się pomysł i przedstawienie prezentacji:)Może ilość punktów jaką można otrzymać nie jest zniewalajaca,ale zalezy mi na ciekawym przedstawieniu tematu i wyczerpaniu własnych pomysłów i mozliwosci:)Dlatego zwracam się do Pani o pomoc:) Oczywiscie zdaję sobie sprawę z realnosci mojej prosby,ale mam nadzieję, ze pomimo wszystko rozpatrzy ją Pani:)
Chciałam także napisać (muszę przyznać,ze w miarę pisania listu rozkrecam się coraz bardziej i spouchwalam chyba także..;) ) o pomysle jaki dzisiejszego dnia zaświtał mnie i mojemu przyjacielowi w głowie podczas konsumpcji pizzy Fungi. Kiedy skonczymy studia planujemy własny interes.. tzn oboje uwielbiamy tańce latynoamerykańskie, ale prymat wiedzie gorace tango. chcielibysmy przyblizyć ludziom,najpierw w naszym miescie później być moze rozrosłoby to się na skalę Polski,charakter krajów latynoamerykańskich ze szczególnym uwzglednieniam Argentyny,Kuby,Brazyli..myslelismy nad utworzeniem miejca w typowym klimacie,z typowymi trunkami,daniami,a także zachowaniem i manierami mieszkancow tych terenów:)Nastawilismy się na to bardzo..bardzo :D-jeszcze nie zdalismy matury,a już chcielibysmy skończyć studia i realizować plany:)Do głowy przyszło nam takze,ze ciekawie byłoby posiadać różnego rodzaju pamiatki z tych krajów,cygara kubańskie,a szczytem sukcesu byłoby goszczenie ludzi,zespołów z Argentyny,Brazyli..itp wraz z kursem salsy czy tanga.Wydaje mi się jednak,ze ludzie w Polsce nie sa odwazni,aby taki klub od razu zaczął świetnie prosperować,ale jestesmy "starym",a napewno starzejącym się społeczeństwem wiec młodzi ludzie mają coraz większe pole manewru..jesli tylko oczywiście lubią ryzyko;]
serdecznie pozdrawiam!!! Adriana
Tak, podczas podróżowania człowiek odbywa też wyprawę w głąb własnej duszy i czasem odkrywa tam całkiem nowe terytoria :) Życzę pani spełnienia planów związanych z przyszłością i jestem przekonana, że pomysł miejsca nawiązującego do Ameryki Łacińskiej z jej kulturą, sztuką, muzyką i jedzeniem byłby trafiony w dziesiątkę. Jesli będzie Pani otwierała taki lokal, prosze dac mi znac :)
Witam Panią pani Beato. Obejrzałem, niejako przypadkiem, fragment programu telewizyjnego w którym wystąpiła Pani opowiadajac o dziewiczych terenach. Usłyszałem z Pani ust zdanie którym kupiła mnie Pani absolutnie. Chodzi mi o poszukiwanie raju na ziemi. W jednej chwili z osoby którą pierwszy raz widziałem na oczy, stała się Pani moim Guru.
Proszę mi wybaczyć pewien sentymentalizm do gatunku który Pani uprawia. Już jako dziecko zaczytywałem się ksiażkami Arkadego Fiedlera, zazdroszczę Pani pewnego rodzaju odwagi, podziwiam osiągnięcia i życzę jak najlepiej. Pewnie doszedłem do etapu filozoficznego spojrzenia na życie, więc sformułowanie prostych prawd i stwierdzeń w obronie natury, dziewiczych części globu, trafia do mnie w zadziwiający sposób.
Wstyd jednocześnie zrobiło mi się z faktu nie znajomości Pani książek. Jestem w zasadzie namiętnym "czytaczem" w szerokim tego słowa znaczeniu (a przynajmniej do niedawna tak myślałem) i nagle szok że słysząc kiedyś o Pani w mediach zlekceważyłem czy też zaniedbałem. Mam nadzieję zdobyć gdzieś Pani ksiażki i nasycić się nimi do woli. Pani Beato, prosze wybaczyć mi tą obcesowość. Nigdy nie zdobyłem się na taką odwagę aby kontaktować się z tak znaną osobą(teraz o tym jestem przekonany).
Być może skasuje Pani ten list bez czytania, ale to i tak nie zmieni faktu że stała się Pani moją idolką, mimo iż nie jestem nastolatkiem. Intuicja mówi mi że powinienem stać się wyznawcą Pani dzieł i Pani jako autorki. Przepraszam więc za impertynencje i kiepski styl mojej wypowiedzi. Z wyrazami szacunku i podziwu. Pozdrowienia, Krzysztof
Trzeba chronić to, co mamy - zanim to zostanie zdeptane przez turystów żądnych pięciu minut rozrywki. Cieszę się więc, że nie jestem jedyną osobą, która tak mysli :)
P.S. Zawsze czytam wszystkie maile - bo jestem ciekawa tego, co ktoś chciałby do mnie napisac :)
Podziwiam panią!!!! a zarazem zazdroszcze w pozytywny sposób znaczenia tego słowa.
Cudowne jest robienie w życiu tego konkretnie czego sie chce,nie tego co wypada i czego oczekują od nas inni. Pani swoją postawą pokazuje nam, młodym ludziom ze warto słuchać głosu swojego serca i to jest najważniejsze.
Czesto słucham pani audycji w radio zet (nawet w tej chwili) ale "poznałam" panią po przeczytaniu wywiadu w "Cogito". Dziękuje za pokazanie mi co tak naprawde ważne jest w życiu.
Kocham podróżować, śmieje się ze mam to w genach po tacie, jest kierowcą TIRA :) Zazdroszcze tych wszystkich wypraw, podróży nie raz napewno nie bezpiecznych.
Mam tyle planów, tyle miejsc chce zobaczyć, poznać inne kultury.
TEraz to raczzej nie możliwe bo za rok matura, ale po niej świat należy do mnie!
Dziekuje za to co pani robi, a te wspaniale zdjęcia!! Dziękuje za nową książke :)
Podziwiam i pozdrawiam :*
To dobry początek - mieć dużo planów i pragnąc je zrealizować :) Życzę Ci, żebys miała tyle samo energii i siły, żeby zrobić i osiągnąc wszystko, o czym dzisiaj marzysz :)
Pani Beato,
Bardzo, bardzo dziękuję. Dziękuje za książkę "W dżungli życia". Kupilam ją tuż przed końcem roku, jak przymierzalam się do stworzenia (zgodnie z tradycją) listy postanowień noworocznych. Trudno o lepszy moment.
Wstyd - jak czytalam “W dżungli życia”, bylam na nartach i porobilam w niej mnóstwo "bazgrolków" (wyciągi poruszają się wolno, a ja mialam tylko książkę i dlugopis, żadnych zbędnych kartek). Podczas dlugiej drogi na szczyt pisalam rzeczy, które podczas lektury przychodzily mi do glowy. Po powrocie do domu kupilam drugi egzemplarz, ten pobazgrany schowalam glęboko do szuflady, a nowy postawilam na pólce z ulubionymi książkami - w razie gdyby ktoś chcial ją pożyczyć. Regal ma mnóstwo pólek, ale na tej mam same tzw. "wyczytane literki". To książki autorów, do których potrafię wracać raz na miesiąc i nie tracą uroku - Aldous Huxley, Anthony Burgess, Stephen King, Philip K. Dick i Beata Pawlikowska :) Swoją drogą - jedyna kobieta wśród moich idoli...
Odbieglam trochę od tematu - porobilam bazgrolki i na śmierć zapomnialam o postanowieniach noworocznych. Po kilku dniach wyciągnęlam z szuflady książkę z notatkami. Na szczycie Śnieżki zapisalam w niej listę moich pozytywnych i negatywnych cech - tak jak Pani. Przeczytalam ją jeszcze raz. Mialam akurat kilka dni wolnego, więc wylaczylam telefon, wyszlam do ogródka, usiadlam na zaśnieżonych schodkach i postąpilam zgodnie z Pani instrukcjami. Zrobilam listę priorytetów, rzeczy, które zawsze mi się "wymykaly"...
Teraz, dwa miesiące "po" mogę powiedzieć, że to faktycznie dziala (hmm... to zabrzmialo jak reklama proszku do prania...). Na ogół moje postanowienia noworoczne zalamywaly się po kilku dniach / tygodniach. Mialam same priorytety i bylo ich zawsze “dużo za dużo”. A teraz...? Wreszcie regularnie piszę, wstaję o godzinkę wcześniej, zanim wyjdę do pracy (z wyksztalcenia jestem dziennikarka, z zawodu - niestety - PRowcem... Nie jest to moje ulubione zajęcie, ale przynajmniej jestem w stanie się utrzymać i zarobić na jedną z moich pasji - sport). W ubieglym roku mój promotor kazal mi rozszerzyć pracę magisterską i spróbować ją wydać. Jednak nie mialam... Hmm.. Sily? Ochoty? Napędu? Wiary we wlasne możliwości? Chyba wszystko na raz...
Teraz jednak mam tyle energii, że dopnę swego. Po prostu to wiem. Regularnie przypominam sobie języki obce, które zupelnie zapomnialam od czasów szkoly średniej. I pomimo tego, że mam teraz mniej czasu na “leniuchowanie” to chce mi się więcej, więcej, więcej :) Nareszcie odzyskalam "apetyt na życie". "Obwiniam" za to Panią :) I bardzo za to dziękuję!
Nadal jestem samotnikiem, ale już mi to tak nie doskwiera. Bo caly czas telepie mi się w glowie zdanie z Pani książki: "najpierw trzeba odnaleźć samego siebie, a potem dopiero można się tym dzielić z innymi ludźmi". To prawda, tylko nikt chyba o tym nie pamieta. Ja już siebie zaczynam dostrzegać. Porównam swoje życie do koncertu rockowego – widzę siebie gdzieś blisko sceny, ale żeby tam dotrzeć, muszę jeszcze przejść obok wielu ludzi, nabrać sily, żeby przebrnąć przez ten tlum i podać sobie lapkę...
A ta mala Asia, która zaczela pisać pamiętnik w wieku siedmiu lat nadal jest w moim serduchu (między innymi dzięki zapiskom, do których czasami wracam) i nigdy nie zniknie. Nawet się tego nie obawiam – za dużo jej zawdzięczam. Kiedyś się tego wstydzilam, ale teraz przynajmniej wiem, że moje “wewnętrzne dziecko” to dobra rzecz, a nie wada.
Pani Beato – dziękuję za książkę, dziękuję za podzielenie się swoim życiem - to na pewno nie bylo latwe.
JEST PANI WIELKA J
Pozdrawiam,
Aśka
Pani Asiu, pewnie wielu dorosłych budzi się pewnego dnia ze świadomością, że zgubili cos ważnego. Wtedy wystarczy tylko sięgnąć do ukrytej kieszeni (ukrytej we własnej duszy) i odnaleźć to coś. Czasem sprzyja temu jeżdżenie na nartach :)
Bardzo się cieszę, że stoje na Pani Wysokiej Półce, trzymam kciuki za pracę nad rozszerzoną wersją magisterki i życzę szybkiej drogi na scenę rockowego koncertu :)
Skąd u ciebie tyle mądrości w stosunku do młodych ludzi? Myślę, że dajesz tym ludziom znacznie więcej niż rasowy psycholog, psychoanalityk, czy nawet ich rodzice. Twoja pomoc jest bezcenna, bo żaden lekarz sowicie opłacany nie angażuje się tak w delikatną istotę psychiki jak robisz to ty. Co więcej, poświęcasz czas na recenzje - gdybym była młodsza sama poprosiłabym o nie - teraz raczej się boję:) Jestem pod wrażeniem, bo to co stworzyłaś jest unikalne i niezwykłe we współczesnym świecie. To ma prawdziwą wartość, to się naprawdę liczy. Gratuluję i popieram! Renata
Dziękuję :) Ja po prostu nie jestem "dorosła" i wciąż czuję się tak, jak czułam się mając 17 lat, więc po prostu wiem i rozumiem jak sie czują ci młodzi ludzie, którzy do mnie piszą. Tyle że teraz mam ze dwadzieścia lat więcej doświadczeń i wiedzy, więc jesli mogę, to się nią dzielę :)
Kochana Pani Beato Po przeczytaniu książki "W dżungli życia" postanowiłam napisać do Pani jako część mojej terapii. Mam 23 lata i kończę w tym roku studia dziennikarskie. Od najmłodszych lat borykam się z piętnem choroby, i wiem, co oznacza ból fizyczny. Jako dziecko często "podróżowałam" po rożnych szpitalach, sanatoriach, odkrywając w sobie pasje poznawania nowych miejsc i osób, tak jak ja chorych.
Zawsze byłam bardzo dzielna, wmawiając sobie ze choroba mnie wzmocni i otworzy na cierpienia innych. I tak się stało, zrobiłam się bardzo wrażliwa i wyrozumiała dla innych ludzi, szukając w nich zawsze dobra. Moim problemem zawsze było pomaganie i wspieranie innych, a zapominanie o własnych potrzebach. Miałam dość ciężkie życie, choć na swój sposób szczęśliwe. Niestety ostatnio moje siły uległy zniszczeniu, przeżyłam dwie największe traumy w moim życiu, rok po roku i zauważyłam ze wokół mnie zostało malutko ludzi. Zawsze byłam dzielna wiec i w tym przypadku pomyśleli ze dam sobie rade. Ciężko patrzeć, gdy nagle ustabilizowane życie rodzinne, legło w gruzach, a ja jestem codziennie narażona na przykre słowa ze strony najbliższych. Jak ostatnio usłyszałam, stałam się rodzicem swoich rodziców, którzy pogrążyli się we własnych złościach.
Zrobiłam się straszliwie drażliwa i smutna. Marze o tym by jak najszybciej skończyć studia i zacząć samodzielne życie. Przez te wszystkie życiowe problemy przestałam Wierzyc we własne siły i po raz pierwszy w życiu zaczęłam się bać. Strach ze nie dam sobie rady w życiu, bardzo utrudnia mi moja egzystencje. Dużo czytam o duchowości, interesuje się filmem (w roku 2005 obejrzałam ponad 400 filmów) i uwielbiam fotografować. Moje zainteresowania sprawiają mi wielka radość, ale boje się czymś zająć poważniej, gdyż obawiam się porażki.
Pani książka, bardzo mi pomogła. Czytając ja śmiałam się i płakałam na przemian. Posiada Pani bardzo piękna duszę, z której bije ciepło i miłość do świata. Rozumiem ze t piękno, wykształciło się pod wpływem lat poszukiwań siebie. Bardzo dziękuje Pani Beato za cudowne chwile spędzone z ta mądrą i bardzo odkrywcza książką.
M.
Droga M., nie można być "rodzicem swoich rodziców". Wiem, że czasem wydaje się, że trzeba, ale to nie jest dobre rozwiązanie dla nikogo. Ani dla rodziców, którzy są zbyt słabi, żeby stawić czoła swoim problemom i przerzucają je na Ciebie; ani tym bardziej na Ciebie, która nie jesteś w stanie rozwikłać ich problemów. Na twoim miejscu starałabym się zacząć samodzielne życie. Jestes pełnoletnia, możesz decydowac o sobie i zacząć układac swoje życie.
Strach, o którym piszesz, byc moze bierze się z poczucia bezsilności.
Tak czy inaczej tylko silni ludzie mają szansę odnalezienia swojej drogi i szczęścia. Więc pozostaje mi poradzić Ci, żebys spróbowała zapanowac nad swoim strachem, żeby nie paraliżował Twoich możliwości. Nie pozwól mu przeszkodzić Ci w życiu. Strach to zdrowe uczucie, to ostrzega przed niebezpieczeństwem. Weź głeboki oddech i powiedz sobie, że boisz się, ale chcesz przezwyciężyc ten lęk. I idź do przodu. Powoli, bez pośpiechu, ale w wybranym przez siebie kierunku. Na pewno dojdziesz do celu.
Witam, pani Beato! Mam na imię Asia i mam 17 lat. Piszę ten list, bo jestem pod dużym wrażeniem pani osoby. Znam nie wielu ludzi, którzy mogą powiedzieć, że są szczęśliwi. Nawet ja do nich należę... Tak na prawdę to nie wiem, dlaczego nie jestem w pełni szczęśliwa. Brakuje mi mojego taty, który zginął, gdy ja miałam zaledwie 6 lat. Mam mamę i ojczyma, młodsze rodzeństwo i rodzeństwo przyrodnie- to moje szczęście. Jestem niepełnosprawna- to nieszczęście, ale jest w nim wiele szczęścia, bo potrafię chodzić, radzę sobie, jestem samodzielna i mogę przebywać w pełni zdrowymi ludzmi, np. w szkole.
Chciałabym być panią! Chyba wielu ludzi by chciało. Wierzę jednak, że po coś się urodziłam i to, że chodzę po Ziemii, to nie przypadek. To daję mi siłę. Mam przyjaciół, ale chciałabym, żeby oni kochali mnie tak bardzo jak ja ich. Nie miałam nigdy chłopaka (chyba przez to ze jestem niepelnosprawna...) i bardzo brakuje mi przytulenia i poczucie bezpieczeństwa.
Dużo rzeczy zaprząta mi głowę, które nie dotyczą bezpośrednio mnie, od wojny przez głód, aż do biednych futerkowych zwierzątek lądujących w szafie... Nie wiem czy to nie głupie, ale czuję, że swiat sam siebie niszczy. Moja mama mówi, że powinnam dać sobie spokój z takim dogłębnym wnikaniem w tego typu sprawy. Mam też swoje problemy, np. brak pieniążków na następny turnus rehabilitacyjny, który jest mi bardzo potrzebny. Mimo wszystko chicałabym podróżować i w życiu i po świecie, jak pani- w szczęściu, spełnieniu, przeżywająć niesamowite przygody.
Interesuję się też Indianami i lektura o nich mi pomaga. Fascynuje mnie ich sposób bycia, ich wierzenia i życie zgodnie z naturą. Chciałabym cofnąć czas i sprawić, by Kolumb nigdy nie odkrył drogi do Ameryki! Czyż nie byłoby lepiej, gdybyśmy mogli ich tylko odwiedzać, a nie wchodzić w ich życie i na ich ziemię z brudnymi butami??? Nie byłoby lepiej, gdyby zamiast Nowego Jorku istniał wielki las lub preria?
Jeszcze nie przeczytałam pani książki dla młodzieży i nie tylko, ale wkrótce to zrobię. Jestem ciekawa czy wszystkie głosy uznania są słuszne :) Chociaż nie wątpie w to, bo i tak spodoba się mi pani książka, przecież jest pani moją idolką :) :)
Zamieszczam w tym e-mailu moje opowiadanie i proszę o recenzję. Bardzo mi na tym zależy, bo chciałabym usłyszeć o nim z ust osoby, która sama pisze. Życzę kolejnych sukcesów w życiu i żeby zarażała pani swoją ideologią szczęścia następne osoby! :)
Asia
Asiu, przeczytałam Twoje opowiadanie. Jest bardzo dobrze napisane. Myśle, że masz talent i powinnaś go doskonalić.
Ciesze się, że umiesz znaleźc w życiu jasne strony - bo to pierwszy warunek sukcesu. Najgorsze co można zrobić to skoncentrowac sie na brakach i wadach życia czy samego siebie.
Przesyłam Ci więc dobre mysli i paczkę siły, żebys mogła kontynuować to, co tak dobrze rozpoczynasz. Nie martwiłabym się tym, że zajmujesz się wieloma rzeczami, nie mogąc wybrac jednej najwazniejszej. Przyjdzie taki moment, kiedy pochłonie Cię jedna pasja, a o pozostalych rzeczach zapomnisz. Pamiętaj tylko, żeby zawsze być uczciwą wobec siebie i innych ludzi, miej otwartą głowę i myśl samodzielnie. Daleko dojdziesz.
A co do miłości... Cóż. Ona też przyjdzie - ale dopiero wtedy, kiedy przestaniesz na nią czekać. I w najmniej spodziewanym momencie. Na razie więc zajmij się tym, co ważne :) Powodzenia :)
|