|
|
Wenezuelska skrzynka pocztowa (46)
Wenezuelska skrzynka pocztowa.
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
P.S. Tę skrzynke nazwałam wenezuelską, bo dzisiaj niespodziewanie dostałam maila zapraszającego mnie ponownie do Wenezueli i poczułam miłe ciepło w sercu i chęć, żeby to zaproszenie jak najszybciej zrealizować.
Dodam jeszcze, że nazwy skrzynek pocztowych nie mają nic wspólnego z tematyką listów. Znajdziecie tu listy o życiu, książkach, ludziach i ich problemach.
Droga Pani Beato,
Mam na imię Dorota, mam 14 lat. Mój tata pamięta Panią jak prowadziła Pani audycje w Trójce. „Od Mikołaja” dostałam Pani książkę „w Dżungli Życia”. Uważam że jest wyjątkowa. Bardzo podoba mi się Pani stosunek i podejście do życia. Imponuje mi Pani tym, że w tak wielu sprawach poradziła pani sobie sama. Opisała Pani w swojej książce jaka była Pani droga do szczęścia i co Pani robiła, żeby osiągnąć to co obrała Pani za cel.
Nie lubię siebie. Nie jestem taka jak inni bo mam rude włosy, których serdecznie nienawidzę i jeszcze do tego nosze okulary. Mam kompleksy z tego powodu, bo ludzie zwracają uwagę na wygląd (mam tutaj na myśli chłopców przede wszystkim). Jestem dosyć towarzyska, lubię się wygłupiać, poznawać nowych ludzi i te sprawy. Mam trzy bardzo dobre koleżanki. Teoretycznie to jest przyjaźń, ale nie wiem czy tak do końca. Na przykład mówią że chciałyby mieć rude włosy, chociaż doskonale wiem, że tak nie jest. Gadają tak tylko żeby mnie pocieszyć, ale mnie to jeszcze bardziej dołuje. Zreszta dosyć często się sprzeczamy o głupoty.
Przez te włosy nie jestem osobą tak śmiałą i tak asertywną jak bym chciała. Dziwne to trochę, ale to jest tak jakby odbierały mi pewność siebie. Doprowadzają do tego, że nie jestem w stanie sprzeciwić się rodzicom, jeżeli na przykład nie pozwalają mi zrobić drugiej dziurki w uchu czy kupić glany (nie mówiąc już o przefarbowaniu włosów). Wiele osób na moim miejscu nie widziałoby w tym problemu, poszedł by z kumpelą do kosmetyczki, zrobił tą dziurkę i miałby wszystko gdzieś. A ja tak nie potrafię.
Nie zrobiłam w życiu nic takiego szalonego o czym mogłabym opowiadać później dzieciom. Tak jak bym była nudna. A nie jestem bo z kumpelami wariujemy ile wlezie…ale to nie jest nic szczególnego. I czuje, że to wszystko przez włosy. Nie za bardzo wiem co mam z tym zrobić, ale chciałabym coś zmienić.
Odbiegając trochę od problemu… uwielbiam czytać książki. Najbardziej obyczajowe, przygodowe i kryminały (nie interesują mnie odmóżdżacze typu Pamiętnik Księżniczki). Szczerze mówiąc nie czytałam jeszcze książek podróżniczych ale na pewno sięgnę po Pani inne ksiązki.
Moim ulubionym zwrotem z „W Dżungli Życia” jest: /„nikt mi nie powiedział że…”/. Uważam, że jest bardzo dobry do pokazania że do tak wielu rzeczy doszła pani sama. Książka jest po prostu genialna. Ja napisałam też kilka opowiadań i uważam że pisanie jest super. W przyszłości też chciałabym napisać książkę.
Dziękuje bardzo Pani za przeczytanie mojego listu. Bardzo proszę o odpowiedź i radę (w sprawie włosów).
Pozdrawiam
Dorota
Droga Doroto, każdy człowiek przychodzi na świat z pewnym zestawem "rekwizytów". Kolor włosów też do nich należy. Odradzam Ci farbowanie, nie tylko dlatego, że włosy stają się słabsze i zniszczone, ale przede wszystkim dlatego, że musi istnieć jakis powód, dla którego masz taki a nie inny kolor włosów.
Zastanów się: masz dwie ręce i dwie nogi, masz rozum i możesz z niego korzystać. Dlaczego zamiast zająć się czyms konstruktywnym w życiu, zwalasz winę za wszystkie swoje potknięcia na kolor wlosów? Tak na logikę - powiedz sama, czy to ma sens?
Może Twój kolor wlosów jest czyms, do czego powinnaś się przyzwyczaić i zaakceptowac w sobie, a nawet uczynić swoją zaletą?
A jesli nie mozesz na razie uznać swojej rudości za zaletę, to zapomnij o tym jaki masz kolor wlosów i zajmij się tym, co jest naprawdę ważne.
Daję Ci słowo honoru, że jesli dziewczyna jest mądra, wesoła i otwarta na innych, to dla ludzi nie ma najmniejszego znaczenia jaki ma kolor wlosów.
Ja raczej myśle, że Twój problem leży zupełnie gdzieś indziej, wcale nie w kolorze włosów, ale sama przed soba nie chcesz się do tego przyznać. Wiesz dlaczego? Bo gdybyś się do tego przed sobą przyznała, to musiałabys zrobić coś, żeby to zmienić. Dlatego łatwiej jest zwalic wszystko na rude włosy. Ale są tu całkiem niewinne, naprawdę :)
Witam pani Beato! Ma Pani swietne życie, podróże swietny program w radio. Moim najwiekszym marzeniem jest zostac dziennikarka radiowa lub pisac do gazety. To własnie ja byłam tworca szkolnej gazetki w gimazjum,pisuje teksty do gazety opolskiej i na strone szkoły oraz czekam na opowiedz gazety studenckiej UMCS. NBardzo bym Pania prosiłą o ocenę mojego reportazu i prosze o zajrzenie i komentarz na mym blogu www.paula-mala.blog.onet.pl
Paulina
Paulino, reportaż jest fajny, choć mam dwie uwagi: "Ja oczywiście puszczałam to koło nosa" - zapewne chodzi Ci o to, że puszczałaś to "Mimo uszu" :)
Odnosze też wrażenie, że część reportażu została zmyślona albo dopowiedziana, bo zaczyna się fajnie i mocno, a potem czuje się, że autorka chciała jeszcze trochę podkręcić temat i dopisała coś, co niekoniecznie miało miejsce.
Ale może tylko mi się zdaje :) Życze powodzenia w próbach dziennikarstwa :)
Beato, To bardzo miło dowiedzieć się, ze następną niedzielną audycję o Chinach przygotowujesz m.in. dla mnie:))) . Mam nadzieję, że kiedyś w końcu uda mi sie tam dotrzeć. Cenię w Tobie to, że podchodzisz do swojej pracy (tzn. do czytelnika, słuchacza, widza) w sposób odpowiedzialny i profesjonalny. Pozdrawiam serdecznie:)) Ania
Do usłyszenia w niedzielę :) Mam nadzieję, że tenm program zainspiruje Cię do zrealizowania tej podróży :)
Witam Pani Beato,
A tak.....po prostu...... chciałem wysłać Pani walentynkę :) Nie będę czarował, że się w Pani zakochałem, ani nic z tych rzeczy. Uważam Panią za bardzo nietuzinkową i ciekawą osobę.
Życzę wielu sukcesów w dziennikarstwie no i w podróżach. Jest jeszcze tyle ciekawych miejsc do odwiedzenia, prawda? :)
Pozdrawiam Tomek
Dziękuję za Walentynkę :) Zyczę spełnienia wszystkich marzeń, tych podróżniczych także, pozdrawiam :)
Witaj Beata!
Witamy w nowym dniu! Dziękujemy za wczorajszy interesujący program w zetce.Miło spędza się z Tobą niedzielne południa.Życzymy miłego poniedziałku:)
Ewelina, Kamil i Waldek
Dziękuję, ja także zyczę miłego dnia pełnego przyjemnych niespodzianek :)
Droga Pani Beato:) Przede wszystkim chcę z całego serca podziękować Pani za niezwykłą książkę "W dżungli zycia". Czytałam ją z wielkim przejęciem, przyznam się, że momentami także z ogromnym wzruszeniem, bo zdawało mi się, że czytam o swoich problemach. Wcześniej nie potrafiłam ich po prostu nazwać. Było to dla mnie wilekim przeżyciem, którego nigdy nie zapomnę:)
Pani rady otworzyły mi oczy na wiele spraw. Naprawdę, jestem baaaarzdo wdzięczna za te słowa:) Jednak nadal mam pewien problem: otóż nadal trudno mi porozmawiać ze sobą. Zdaje się, że przez większość mojego życia kierowałam się wskazówkami innych ludzi, robiłam takie rzeczy, by byli szczęśliwi ( przynajmniej tak mi się wydawało). Mam poczucie, że nie wiem kim jestem, a najgorsze jest to ,że nie wiem co chcę w życiu robić. Wydaje mi się, że jestem taką czystą kartka niesioną przez wiatr.
Boję się, że nie mam już marzeń, mam trudności z podejmowaniem decyzji. Można powiedzieć, że moim marzeniem jest mieć pasję, coś, czemu pragnęłabym sie w zupełności oddać i poświęcić swój czas. Obecnie studiuję. Jestem na 3cim roku Stomatologii, ale przyznaję, że nie jest to kierunek na którym czuję się spełniona.Podjęłąm te studia za radą Rodziców oraz dlatego, że nie miałam za bardzo innego pomysłu ( no może tylko renowacja zabytków,ale perspektywa egzaminu z historii i z chemii przeraziła mnie).Tak bardzo chciałabym wreszcie się ze sobą dogadać, dowiedzieć się od siebie co powinnam postawić sobie za cel.
Po lekturze Pani książki wiem, że wszystko jest możliwe. Można powiedzieć, że zapałałam chęcią wyruszenia w drogę ku szczęściu, ale nie wiem co ono dla mnie oznacza:) Bardzo proszę o pomoc:) Pozdrawiam serdecznie!! Życzę wielu szczęśliwych, pełnych przygód wypraw oraz siły i mocy ,by je opisać w kolejnych książkach:) Jeszcze raz bardzo dziękuję
Monika
Pani Moniko, odpowiedź na pytanie, ktore Panią dręczy, zna tylkojedno osoba na świecie: własnie Pani. Na pewno jest coś takiego, co Panią porusza do głębi i przynosi wielka radość, tak wielką, że wszystko inne przestaje się liczyć. A może ma Pani jakis ukryty talent, ktory zna tylko rodzina i często Panią za to chwali? Niech Pani zajrzy do swojej duszy i odnajdzie to, co tam drzemie :) Powodzenia :)
Pani Beato,
kupiłam Pani książkę "W dżungli życia". Bardzo chciałabym zacząć już ją czytać, ale ... boję się. Boję się, że odkryję w niej coś, co od dawna usiłuję w sobie zagłuszyć. Że zacznę zadawać sobie pytania, na które nie chcę (?) znać odpowiedzi: "dlaczego już się nie uśmiecham? dlaczego tkwię w związku, w którym czuję się samotna jak nigdy? dlaczego tak źle sypiam? dlaczego każdego ranka myślę tylko o tym, by ten dzień wreszcie się skończył? dlaczego nawet noc nie jest wybawieniem?" itp itd
mam 31 lat a wydaje mi się, że nic pięknego już mnie nie spotka, że gdzieś tam, a może nawet całkiem blisko, za ścianą, toczy się normalne życie, ludzie jedzą razem kolację, kochają się, przytulają, rozmawiają, planują wyjazd na wakacje, cieszą się, bo wieczorem idą do kina... to w zasadzie jest zwyczajne życie, ale to życie, do którego ja nie mam dostępu, do żadnego innego też nie...
tak czy inaczej, Pani książka leży obok mnie i chyba nie mam innego wyjścia, jak po nią wreszcie sięgnąć...
Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Katarzyna
Droga Kate, ta książka została napisana przez osobę, która czuła się dokładnie tak samo jak Ty teraz. Potem przez wiele poszukiwała sposobu, żeby poczuć się szczęsliwym człowiekiem. A kiedy znalazła ten sposób, napisała o tym książkę - po to, żeby takie osoby jak Ty nie zmarnowały dziesięciu czy piętnastu lat na błądzenie po omacku. Trzymam kciuki, że i Tobie się uda :)
Dzien dobry!
Dzieki ktorejstam wizycie na Pani stronie doszlam do yerba mate. Juz wczesniej o niej slyszalam, ale jakos szybko odeszla w zapomnienie. Tym razem, pijac kolejna kawe i czytajac o cudownych wlasciwosciach mate postanowilam skusic sie na jej zakup. Po dlugich poszukiwaniach herbaciarn wkoncu znalazlam! Ha! Zakupilam caly zalecany sprzet wraz z "ziolkami". Zastosowalam sie do wszystkich instrukcji [wylaczajac dodanie innych roslinek] i... szok! Wiedzialam, ze nie bedzie to w smaku najlepsze, ale nie az tak okropnee! Jestem gotowa pic do swinstewko dalej, ale musi mi Pani odpowiedziec na jedno pytanie: jak dlugo bedzie to dla mnie tak paskudne?
z gory dziekuje za odpowiedz pozdrawiam
Martyna
Po pierwsze: w herbaciarniach yerba mate jest przechowywana niewłaściwie i szybko wietrzeje, poza tym zwykle dość długo leży i zwykle nie jest świeża - co wpływa na jej smak.
Po drugie: tak, yerba mate jest gorzka na początku :) Kiedy po raz pierwszy spróbowałam jej w Paragwaju, żołądek mi się skręcił. Nie zmuszałam się do picia - ale ciągle ktoś mnie częstował. Dobrym sposobem jest nie picie najmocniejszego naparu, jaki jest na początku. Z każdym kolejnym zalaniem yerba mate staje się coraz słabsza.
I yerba mate najlepiej kupowac wprost u importera - wtedy jest gwarancja świeżości i smaku :) Ja zawwsze kupuję mate u http://yervita.home.pl
Mam 41 lat. Przeczytałam Pani książkę "W dżungli życia". Świetnie zebrała Pani w niej i przekazała czytelnikom różne "prawdy życiowe". Dla mnie oczywiste, też doszłam do podabnych wniosków jak Pani, jednakże uświadomiłam sobie, że nie przekazałam ich w odpowiedni sposób swojej siedemnastoletniej córce. Dla niej ta książka jest faktyczne poradnikiem, który wywołał sporo dyskusji. Pozdrawiam i życzę dużo szczęśliwych dni. Ze szczęściem latwiej pokonać różne zawiłości życiowe. Hania.
Dziękuję :) Tak jest jakos świat skonstruowany, że każdy nastolatek musi przechodzić przez to samo piekło poszukiwań i zagubienia - a ponieważ ja bardzo dobrze pamiętam jak się wtedy czułam, postanowiłam dzisiejszym nastolatkom troche pomóc. Mam nadzieję, że Pani córka znajdzie w mojje książce coś pożytecznego dla siebie :)
Dziekuję Pani za świetny program na antanie Radia Zet. Janusz
Dziękuję :)
witamy Cię serdecznie.wczoraj podłączyliśmy się pod internet i postanowiliśmy pierwszego naszego maila wysłać do Ciebie.MIłego poranka (my właśnie wstaliśmy)oraz owocnego dnia.NASTROJE (Ewelina, Waldek i Kamil).
Witam w krainie internetu :) Dzięki za Pierwszego Maila :)
Witam, Pani Beato, pisałem kilka tygodni temu o kilka porad dotyczących życia. Pordziła pani abym tą ksiązke przeczytał. Nie myślałem że to bedzie prawdziwy elementarz życia. Po przeczytaniu miałem chęć iśc do pani od polskiego i powiedzieć: to powinno być lekturą szkolną a nie jakieś duperele. Ale mam ferie wiec do pani od polskiego nie pójde. Ale sądze że te pani rady są prawdziwe i napewno bardzo madre bo poprate własnymi przykładami. Od dzisiaj poczynię wszystko aby zmienić swoję, życie a tą ksiązke potraktuje "jak instrukcję obsługi życia..."
Pozdrawiam Paweł
Panie Pawle, proszę do tej onstrukcji dołożyc jeszcze własne serce i sumienie, a powinno zadziałać :) Życzę powodzenia, odnalezienia własnej drogi przez dżunglę życia i wejścia na Mt. Everest własnego przeznaczenia :)
Witam pani Beato
Skończyłam czytać pani książkę W dżungli życia. I jest pod bardzo dużym wrażeniem. Książka jest świetna! Czasem czytając ja miałam wrażenie, że ta ksiązka jest o mnie i to moje własne przemyślenia. Moje losy, pomimo, że inne, były dosyć podobne.
Urodziłam się z zajęcza wargą. Wydawałoby się, że jestem skazana na nudne życie i pracę nie przynosząca mi satysfakcji. Bo co może robić człowiek z buzią jak..... Och, różne nieprzyjemne epitety słyszałam na temat mojej twarzy..... Jednak się nie poddałam! Zaczęłam od operacji plastycznej. Zbierałam na nią bardzo długo. Resztę pieniędzy, na owe czasy zawrotnej sumy, dołożyli rodzice. Potem przez dwa lata nosiłam aparat ortodontyczny... koszmar. Pracowałam wtedy jako krawcowa, wszystko to co inni ludzi dostają od losu, czyli normalny wygląd, ja musiałam zdobywać sama. Potem stwierdziłam, że nie chcę szyć do końca życia! Zaczęłam studia bibliotekoznawcze.
W moim przypadku było to dobre wyjście. Wyleczyłam się z kompleksów! Uwierzyłam w siebie. Zmieniłam też pracę. Pracuję w bibliotece szkolnej! Uwielbiam to co robię! Łączę w mojej pracy dwie pasje: literaturę i wychowywanie dzieci i młodzieży! 13 lutego kończę studia podyplomowe z pedagogiki opiekuńczej!
Do tego wszystkiego doszłam sama. Była to długa i bardzo ciężka podróż. Dlaczego się zdecydowałam? Bo kiedy miałam 18 lat zmarł mój młodszy brat.... Po okresie, rozpaczy, kiedy także chciałam umrzeć.... stwierdziłam, że życie jest krótkie i nie warto go marnować, nad użalanie się na sobą!
Dziękuję pani za te książkę! Nie każdy młody człowiek ma w życiu takie traumatyczne przeżycia jak ja. I dlatego każdemu młodemu człowiekowi polecę pani książkę! Jutro wysyłam ją mojej kuzynce, zagubionej w życiu 20- latce! Sama zawsze chciałam coś takiego napisać, tyle, że adresować to do ludzi którzy urodzili się z taka wadą genetyczną jak ja.
W rodz. Jałmużna napisała Pani, że żebranie nie sprawia nikomu przyjemności. Do tego samego wniosku doszłam jakieś 2 tygodnie temu, kiedy zobaczyłam żebrzącą matkę dzieckiem na 20 stopniowym mrozie. Dawniej wahałam się pomoc nie pomóc? Teraz nie mam wątpliwości i pomagam.
Bardzo istotne było dla mnie zdanie, że człowiek powinien robić w życiu to co naprawdę chce, nie uginać się pod naporem pragnień innych ludzi. Gdybym przeczytała pani książkę, to może nie związałabym się z człowiekiem, do związku z nim nie byłam przekonana, a nawet nie chciałam być z nim, ale tak ładnie mówił.... Związek po pół roku rozpadł się, a ja o mało nie zwariowałam, bo zdążyłam się już zakochać..... Minęło 8 miesięcy boli dalej........... Brakuje mi tylko W dżungli życia rozdziału o miłości???
Ze wstydem muszę przyznać, że nie znam pani książek......... Ale już nadrabiam zaległości. Już teraz rozumiem dlaczego moja koleżanka Monika panią uwielbia!
DZIĘKUJĘ ZA KSIĄŻKĘ W DŻUNLI ŻYCIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam gorąco i życzę wszystkiego co najlepsze!
Renata
Pani Renato, to wspaniale, że nie załamała Pani nad sobą rąk, tylko pracowała nad tym, żeby życie było lepsze, pełne i piękne. Gratuluję! Pani list powinni przeczytać ci wszyscy, którzy choć mają silne, zdrowe ciało, ciągle się nad sobą rozczulają i nigdy nie są zadowoleni. Gratuluję jeszcze raz i ciesze się, że przeczytałam Pani moją ksiązke i znalazła w niej coś dla siebie :)
przesyłam Pani moc pozdrowień z Kalisza.
Bardzo mi sie Pani podoba. Chciałbym być na jakims spotkaniu o ile to możliwe. Lubię podróżować. Podczas studiów 95 byłem w Egipcie na własną rękę. Dużo zdjęć.
Trzymaj się Beatko!
bartek.
Dziękuję za pozdrowienia :) Informacje o spotkaniach są na bieżąco zamieszczane na stronie www.oliwkowo.pl. W najbliższym czasie spotkań autorskich nie mam :)
Droga pani Beato !
Przeczytałem Pani książkę "W dżungli życia" i płakałem,a nie płakałem od 1998 kiedy to w wieku 21 lat postanowiłem się zabić. Pierwszy raz przeczytałem coś nie dlatego, że ktoś mi kazał albo musiałem się czegoś nauczyć ( tak musiałem, bo nie pamiętam, kiedy czegoś naprawdę chciałem), Ale, teraz naprawdę chciałem zrozumieć przekaz twórcy. I zrozumiałem ! Nie zabiłem się do tej pory, bo uważałem że nie mogę tego zrobić mojej mamie. Ona by tego nie zniosła. Jej córka (moja siostra) znalazła się w okolicznościach podobnych do opisanych przez Panią w rozdziale "Konsekwencje" niestety miała mniej szczęścia - została zgwałcona i zamordowana...to było w 1987. Pomyślałem wtedy, że gbyby Ona przeczytała Pani książkę pozostałaby przy życiu...
Ja natomiast w 1998 stwierdziłem, że nikt mnie nie lubi, życie nie ma mi nic do zaoferowania i już mnie nie interesuje. Więc skończę ze sobą, ale dopiero po śmierci mamy. I tak od 1998 chodzę z kąta w kąt nieszczęśliwy i opuszczony przez wszystkich. Bo i po co miałbym się starać skoro mam się zabić na co komu takie nieciekawe życie ? A co ja zrobiłem żeby było ciekawe ? Absolutnie nic ! W Pani książce znalazłem odpowiedzi na pytania, których nigdy nie miałem odwagi sobie zadać. POSTANOWIŁEM ŻYĆ, co zawdzięczam wyłącznie Pani. Pani postawiła mnie pod ścianą i wygarnęła całą prawdę prosto w oczy, tak że płakałem dwa dni, ale najważniejsze powiedziała mi Pani, że warto żyć ! To takie proste, ale nie dla wszystkich. Zmarnowałem jedne z najlepszych lat mojego życia z własnej głupoty! Ale Pani dała mi nadzieję, że to co się zdarzy zależy ode mnie ! Jest Pani strasznie wymagająca. To o czym Pani pisze NIE JEST WCALE TAKIE PROSTE. Zastanawiam się, czy nie jest zbyt trudne jak dla mnie.
Podobno nie ma większej przemiany duchowej od tej, która zaczyna się pragnieniem śmierci, a kończy postanowieniem, aby jednak żyć dalej... Dopiero teraz wydaję się rozumieć co to tak naprawdę oznacza. w każdy razie myśl o samobójstwie porzuciłem raz na zawsze Dziś wszystko wygląda zupełnie inaczej, nawet śnieg za oknem jest bardziej kolorowy.
Zastanawiam jak to jest możliwe że wśród nas istnieją ludzie tacy jak Pani, którzy chcą komuś bezinteresownie pomóc... Udzieliła mi pani częściowej odpowiedzi na to pytanie - Po prostu Bóg miał bardzo dobry plan wymyślając Beatę Pawlikowską pisarkę, podróżniczkę, łowcę, DOBREGO CZŁOWIEKA...
PS Naprawdę nie wiem, gdzie jest Afryka ale gdybym wiedział kim Pani jest nie przyznał bym się do tego Teraz mogę tylko obiecać Pani i sobie że na pewno się dowiem. Bardzo serdecznie Pani dziękuję i pozdrawiam z całego serca
Z wyrazami szacunku graniczącego z uwielbieniem Leszek
Panie Leszku, ja wiem, że to o czym piszę nie jest łatwe. Ale też jednym z moich najwiekszych odkryć w życiu stało się to, że próbowałam zawsze najłatwiejszych rozwiązań i dziwnie zawsze się to kończyło tym, że wciąż stałam w miejscu zamiast iśc do przodu. Dlatego trudne rozwiązania są lepsze - bo przynosza postęp.
Wyobrażam sobie jak Panu było trudno. Niezrozumie tego nikt, kto sam czegoś takiego nie przeżył.
Ale teraz też potrafię sobie wyobrazić Pańską radość i uczucie lekkości i siły, którą daje postanowienie odmiany na lepsze. Z całego serca trzymam kciuki za to, żeby sie Panu udało i żeby nastepne łzy były łzami radości :)
Droga Pani Beato, Piszę, gdyż dłużej już trudno mi się powstrzymywać. Mam taką intucję (niestety nie zawsze jej słucham!), która mówiła mi, że Pani nowa książka będzie czymś wyjątkowoym dla mnie - z różnych względów. Prawdę mówiąc, jestem porażona! To tak jakbym czytała swoje myśli, przeżywane problemy, troski, rozterki i wszystko co się z tym wiąże. Niedługo będę obchodzić 30-tkę. Marzyłam o jednym - nowe miejsce (kraj), nowi ludzie i ....wreszcie doznanie szczęścia. I jaka jest sytuacja na dzisiaj? Poczucie niespełnienia, zagubienia, niezrozumienia, niezrealizowania. Jestem bardzo otwarta na kontakty z ludźmi, ale nawet przyjaciele nie są w stanie mi pomóc. Czuję w pewien sposób pokrewną duszę w Pani - jeśli wolno mi tak powiedzieć.
Ale wciąż tkwię w czymś co nie przynosi mi radości. Przeraża mnie to, że nie mam odwagi samej wyjechać. Nie potrafię a czuję, że jeszcze moment i się uduszę. "Niewolnik swego rozgoryczenia" - to prawda, w wyniku odkładania wszystkiego na potem, "jakoś będzie" itp. Przywołując w pamięci minione lata...Zawsze miałam marzenia: śpiew, fotografia ("Kto to będzie finansował?!"), wiersze (żeby już nie słyszeć tych słów ośmieszających, wyszydzających - zawsze pisane do szuflady). Myślę, że tego typu słowa dobiły we mnie resztki poczucia własnej wartości, właściwej samooceny i pewności siebie. Szkoła Muzyczna, udział w konkursach fotograficznych - wszystko gdzieś się rozmyło. Obecnie śpiewam tylko dla siebie, wiersze mam głęboko w szufladzie a zdjęcia robię (o dziwo mam siłę i chęć działać). I w tym wszystkim podróże stały się pasjonującą przygodą, spełnianiem marzeń i ..ucieczką. Aby nigdy nikt mnie tak nie ranił. Ta moja pokręcona artystyczna trochę, dusza nie powala mi marnować czasu w kraju, w którym nie czuję się dobrze (delikatnie mówiąc), z ludźmi, którzy odbierają mi energię i marzenia. Nie mam w sobie Pani odwagi (mój podziw jest bezgraniczny!) i naprawdę nie wiem co mam zrobić! Te urodziny miały przynieść diametralną a zarazem pozytywną zmianę w moim życiu! Obawiam się, że nie wykrzesam z siebie takich możliwości jakie Pani w sobie znalazła. Pozdrawiam i dziękuję za te piękne słowa, trafne spostrzeżenia oraz ...nadzieję. Powodzenia w Pani niekończących się podróżach! Ala
Alu, a ja myslę, że jesteś blisko spełnienia swoich planów - bo przecież mimo wszstkich przeciwności wciąż o nich pamiętasz i marzysz. Czas więc może nie tylko mówić, snić i marzyc, ale wybrac jeden dobry niewielki plan do zrealizowania w pierwszej kolejności?
I jeśli coś Cię "przeraża", to musi to mieć jaki swój sens. Na wszystko jest właściwy moment - wtedy nie czuje sie już strachu, tylko radość.
Nie poddawaj się, bo wszystko, co masz do zrobienia to odnalezienie właściwej drogi i szczęścia. Warto szukać :) I warto ciągle próbować na nowo. Powodzenia!
Witamy serdecznie w naszym zimnym szaroburym obecnie kraju:))) Fajnie że już jesteś, choć znając życie pewnie Wolałabyś tam jeszcze trochę zostać? A jak już emocje po powrocie opadną i będziesz miała chwilkę czasu to zapraszamy na: www.azja2005.blog.onet.pl Pozdrawiamy Miś Oliver i Nitek
Ps. Czy byłaś może w Johanesburgu? Czy serio jest tam tak niebezpiecznie jak wszędzie piszą?
Byłam w Johannesburgu i jest tam tak samo niebezpiecznie, jak w innych wielkich miastach, gdzie lubią mieszkać drobni i więksi przestępcy w nadziei na większy zysk. Wszystko zależy od tego w jakiej dzielnicy akurat człowiek się znajduje. W miastach zawsze trzeba mieć oczy dookoła glowy, a po moich doświadczeniach w Ameryce Łacińskiej Johannesburg mnie nie peszy :)
Droga pani Beatko! Bardzo potrzebuję pani rady. Proszę mi udzielić paru informacji o Kolumbii. Dostałam zaproszenie do tego kraju, ale po przeczytaniu kilku tekstów w internecie odechciało mi sie jechać, a raczej przestraszyłam się. Z informacji tam zawartych wynika iż jest to kraj bardzo niebezpieczny- napady na turystów, zabójstwa, podrzucanie narkotyków do bagażu podręcznego na lotnisku. Czy pani wie coś na ten temat? Jak tego uniknąć(mam na myśli szczególnie narkotyki), strasznie się boję.A jeżeli chodzi o wizę??? Mam zaproszenie od księdza katolickiego z Kolumbii a ja miałabym tam jechać jako socjolog do pomocy w pracy z młodzieżą. W zaproszeniu mam zagwarantowany "wikt i opierunek", czy w związku z tym muszę wykazywać jeszcze jakies środki materialne na pobyt w tym kraju? Z tym byłby kłopot, bo i tak muszę wziąć kredyt na bilet. A propos biletu : jak znaleźć najtańsze połączenie??? Z góry dziękuję za odpowiedź - Pani imienniczka Beata
Pani Beato, proszę się nie bac na zapas. Kolumbijczycy to piękni, bardzo uczynni i przyjaźni ludzie. Pod warunkiem, że nie wchodzi się do miejsc, gdzie biali nie są mile widziani. O tym poinformuje Panią każdy tubylec na miejscu. Wystarczy przestrzegac podstawowych zasad bezpieczeństwa - np. nigdy nie chodzić samotnie po zmroku.
Jesli chodzi o wizę, nie przypominam sobie wymagań finansowych, ale najlepiej zadzwonić do konsulatu i zapytac jaki zestaw dokumentów należy dostarczyć.
Najtańsze połączenie do Bogoty? Proszę zapytać agenta podróży, na przykład andrzej.rutkowski@supertour.com.pl
Powodzenia!
Beato! Nie wiem dlaczego zawsze wydawalo mi sie,ze kiedy wybierasz sie na wyprawe trwa ona bardzo dlugo.... Tymczasem wyjazd do Afryki byl stosunkowo krotki.. Od czego to zalezy? Czy bedac gdzies daleko, w dzungli zdarzylo sie tak,ze przedluzylas swoj pobyt tam? Czy zawsze kupujesz bilet powrotny z okreslona data? Troszke tych pytan zadaje,ale bardzo mnie to ciekawi.... pozdrawiam agnieszka PS. Do ksiazki "W dzungli zycia" wracam bardzo czesto.
Wyprawa do Afryki trwała dokładnie zgodnie z planem tyle, ile miała trwać. Zabrałam na te wyprawę grupę osób - tak więc nie mogłam jej przedłużyć chociaż "okoliczności przyrody" sprawiały, że wszyscy mieliśmy ochotę zostać tam dłużej.
W przeszłości tak, zdarzało mi się przekładać termin powrotu na później.
Krótkie wyprawy też są przyjemne, bo napełniają apetytem na więcej :)
witam Pania,
pozwolilam sobie napisac do Pani kilka slow wierzac, ze zostana one szczesliwie wylowione z tysiaca innych listow.. Przypadkiem ale jakze szczesliwym trafilam na Pani ksiazke W dzungli zycia.. Przeczytalam i powiem krotko: jestem pod wrazeniem. Jestem pod wrazeniem tego jak Pani potrafila wyprowadzic swoja lodke na spokojne wody i konkretny cel. To jest tak niewiarygodne, ze czytam i nie wierze.. Przeciez nie wystarczy wziac kartke i wypisac to czego sie pragnie. A moze wystarczy? Moze to jest poczatek drogi, pierwszy krok, jeszcze niesmialy ktory uruchamia lawine dobrej energii, pomocy jaka zaczyna z tym krokiem plynac..? To odnalezienie to po prostu odnalezienie siebie, ale bardziej odnalezienie siebie Tam niz Tu...? Bardzo bardzo jestem ciekawa Pani rozmow z Szamanami, ich wskazowek, rad.. o czlowieku, znalezieniu, odnalezieniu siebie, poczuciu calosci i jednosci.. Odnlezieniu sily zeby wlasnie zerwac z siebie to ’przescieradlo’ i ruszeniu dalej a moze pewniej?
Bardzo podoba mi sie wiersz zamieszczony na koncu ksiazki. Cudny ostatni wiele mowiacy wers: a ja nie wolam
dziekuje i gwiazdziscie pozdrawiam Sylwia
Sylwio, jest tak jak napisałam w ksiażce. Pierwszy krok jest najważniejszy, ale on sam pociąga za sobą następne. Większośc ludzi przez całe życie narzeka i smuci sie tym, czego nie ma - zamiast wlożyć trochę pracy i siły w zdobycie tego, o czym się marzy.
Tobie też się uda :)
Zycie powinno być szczęśliwe - w przeciwnym razie jaki to miałoby sens?
Jestem bardzo ciekawa, gdzie odbędzie się Pani kolejna wyprawa. Mam nadzieję, że w jakiś ciekawy zakątek świata.
Pozdrowienia z Białegostoku. Iga
Moja najbliższa wyprawa zaprowadzi mnie znów do Afryki :)
|