onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Hawajska skrzynka pocztowa (44)

Hawajska skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl 
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

P.S. Nazwy skrzynek pocztowych nie mają nic wspólnego z tematyką listów. Znajdziecie tu listy o życiu, książkach, ludziach i ich problemach. Kolejne skrzynki nazywam nazwami owoców albo zakątków świata - żeby było weselej :)

witam

chciałam Ci napisać, że niedawno Cię odkryłam i bardzo się cieszę. Ja jestem Grażyna i mieszkam w Poznaniu. Czytam Twoją ostatnią książkę W dżungli życia.
Jest niesamowita, pewnie z tego powodu, że napisała ją niecodzienna osoba, pisałaś, że miałaś pustkę koło siebie i samotność, pewnie jak jestem na takim samym etapie i moje ja łapką wali usilnie w wieko ciasnej walizki. Może ja nie jestem pasjonatką tak wielkich podróży w dżungle, ale podziwiam Cię za te podróże w głąb siebie. Podziwiam, bo do tego też trzeba mieć odwagę, by mówić o tym.WIESZ ! ŻYCZĘ CI WSZYSTKIEGO DOBREGO Z CAŁEGO SERCA,MYŚLĘ, ŻE TAKIM LUDZIOM NIE ZDARZY SIĘ NIC ZŁEGO, BO MAMY KOŁO SIEBIE DOBRE ISTOTY. :-)

Dziękuję :) Ja też się ciesze, że jest na świecie taka Grażyna jak Ty, która przeczytała, znalazła w tej książce coś dla siebie i napisała mi o tym :) Zyczę Ci dużo szczęścia, prostych dróg i dobrych ludzi po drodze :)
Droga Pani Beato!

Wiele lat temu w radiowej Trójce usłyszłem Głos, który mnie zafascynował, był jak balsam na najbardziej skołatane nerwy. Każdy niedzielny poranek z Głosem był dla mnie niezwykłym przeżyciem, to było jak psychoterapia. /przepraszam za ten Głos ale Sinatra był tak nazywany, choć z innych powodów, ale teraz widzi Pani piedestał na którym u mnie stoi/ W jednym z programów zapowiedziała Pani swój wyjazd do brazylijskiej dżungli i o zgrozo ślad po Pani znikł. Proszę sobie wyobrazić moje rozterki i obawy /miałem okazję choć w części je wyrazić podczas naszej krótkiej rozmowy w TVN - przy okazji bardzo dziękuję za książkę/ Moje fasyncje Pani osobą podzielała cała moja rodzina, kiedyś moja /niestety od lat nieżyjąca/ ukochana żona kupiła w kiosku pismo Podróze z Pani reportażem, wtedy odetchnąłem, że nie zjadły Pani piranie. Dzięki, że mogę Panią ponownie słyszeć w Z-ce, dziś o łososiach, mam w albumie National Geographic cudowne zdjęcie niedźwiedzia, któremu do otwartego pyska wpada skaczący łosoś./to tak żby choć trochę było na temat/ .
Przepraszam za ten list ale musiałem się tym z Panią podzielić i od dawna zamierzłem, lecz nie stało odwagi.
Nie ma w tym nic z chorego z urojenia, poprostu lubię Panią słuchać ot co i zawsze kiedy Pani wyjeżdża martwię się o Panią, szczególnie teraz po lektórze "Blondynki u szamana".

Pozdrawiam Panią serdecznie, Życząc Zdrowia i zrealizowania wszystkich fascynujących Panią przygód.

Pani cichy, odległy fan
Wojtek P.

Dziękuję :) Historię mojego "zniknięcia" z Trójki opisałam w mojej nowej książce pt."W dzungli życia". Potem z Trójki trafiłam do Radia Zet, gdzie jestem do dzisiaj :) Ciesze się, że Pan napisał, bo mam często takie przedziwne wrażenie, że ludzie znają się nawet wtedy, kiedy sa sobie całkiem obcy - a to dlatego, że łączy ich coś niewidzialnego i nieopisanego, może to jest to cos, co istnieje w falach radiowych :)
Dzien dobry Pani Beato :)
Jest niedziela, przepiekny dzien, oszronione drzewka...Przykro mi bardzo,ale niestety spacer tak mnie ciagnie na zewnatrz,ze nie wyslucham dzisiejszego Swiata wedlug lososia do konca :)
Z tego,co juz uslyszalam to wynika,że chce Pani sobie kupic zlota rybke. Ale taka rybka wtedy i tak potrzebuje filtra i napowietrzacza, tak przynajmniej pan z malego zoo powiedział moim rodzicom,kiedy pod choinke chcieli mi kupic wlasnie zlota rybke w kuli. Skonczylo sie wiec na bojowniku,slicznej malej rybce,tyle ze bez licencji na spelnianie marzen. A Pani przeciez i tak sama spelnia swoje marzenia :)
Ja mam juz teraz drugiego bojownika, Oskara ;) Mieszka sobie wlasnie w szkolanej kuli z plastikowa roslinka,a wadą takiego ukladu jest to,ze trzeba mu co tydzien sprzatac (uzywajac filtra to tak czesto nie trzeba). Moze przesle kiedys Pani jego zdjecie ;))
Moze sie Pani teraz zastanawiac: ’po co ona w sumie do mnie napisala?’ :) No wiec po to,zeby pani polecic bojownika jako malego domownika :) Ale nie tylko. Chcialam jeszcze Pani podziekowac :) Jest Pani jednym z kol ratunkowych,ktorych sie czepiam, kiedy ludzie i swiat naokolo chca mnie wciskac w schematy i dopasowywac mnie do realiow ekonomicznych, spolecznych... Potrafi Pani inspirowac do pozostania soba i robienia tego,co sie chce ;) A mnie sie wydaje,ze kiedy Pani slyszy takie slowa, to
sie Pani usmiecha :) Bo to naprawde piekne, ze wnosi Pani w czyjes zycie pozytywne wibracje.
No i 3. powod,zeby do Pani napisac- egoistyczna chec napisania do Pani- przyjemnosc uczucia,ze Pani przeczyta cos, co ja napisalam i ze w jakis sposob zaistnieję w Pani swiadomosci-chociaz przez chwilkę ;)
Pozdrawiam slonecznie :)
Ola

Tak, zawsze się usmiecham czytając o tym, że komus moge pomóc :) Chocby w tym, żeby wychwycić z wszechświata nas otaczającego te pozytywne wibracje :) Złotej rybki jeszcze nie mam, bojownika też nie :)
Chciałam właściwie napisać, że jesteś fajną i głęboką osobą, myślę,że podąrzam podobną drogą myślową, bo w życiu jestem mamą 2 małych chłopców. Brakuje mi tej jeszcze siły i pewności co Tobie, tym bardziej, że żyłam w toksycznym związku, ale jak się okazuje też z Twojej książki, że nie stworzymy niczego nie kochając siebie, jest koło mnie pustka i samotność, choć mówią, że taka kobieta to ma facetów na pęczki. Myśle, że dzięki Twojej książce więcej pewności we mnie jest, że idę dobrą drogą, myślę,że koło Ciebie i mnie są dobre duchy, anioły i zawsze nam podpowiadają, lub stawiają na właściwą drogę. myślę, że mało jest takich osób jak Ty i dziękuję Bogu, że Cię odnalazłam, bo ta książka pewnie nie bez powodu znalazła się właśnie w moich rękach i właśnie w takim czasie. Życzę Ci wiele dobrego, wielu wspaniałych jeszcze nieodkrytych dróg

i wiem, że wyzwoliłaś się od myśli, że ktoś Ci potrzebny aby być i żyć, czego ja się teraz uczę i odnajduję, ale wiedz , że ktoś życzliwy i myśli moje życzliwe zawsze są gdzieś koło Ciebie. Dziękuję.


Bo to wcale nie chodzi o to, żeby mieć "facetów na pęczki", prawda? :) Ciepło, spokój i bezpieczną przystań trzeba też mieć w sobie. Życze Ci odnalezienia ich w sobie i w drugim, bliskim człowieku :) I dobrych ludzi na drodze :)
Witam Cię Beato bardzo serdecznie!
Dwa dni temu skończyłam czytać Twoją książkę "w dzungli zycia". wyawrła na mnie bardzo pozytywne wrarzenie tym bardziej, ze rowniez jestem regularnym obserwatorem swojego zycia , doswiadczen i zauwazylam u siebie podobne spostrzezenia.ogolem stwierdzilam ,ze wszyscy przez to przechodzimy predzej czy pozniej, borykamy sie z podobnymi problemami i nabieramy dosiwadczenia, czy sami, czy tez z czyjas pomoca. rowniez pisze proze, choc osttanio mam na to bardzo malo czasu powodu nauki. marze o podrozach i staram sie ze wszystkich sil swoje marzenia realizowac. Twoja osoba wywarla na mnie ogromne wrazenie i ciesze się ,ze moge Ci o tym napisac.
pozdrawiam goraco i trzymaj tak dalej ;-)

Tristea.

Dziękuję :) Życzę Ci, żebys w Nowym Roku znalazła wystarczająco dużo czasu i sił, żeby spełnic marzenia o podróżowaniu i o pisaniu. Bycie "obserwatorem swojego życia" pomaga i w jednym i drugim :)

Witam!!
Wyczytałam na Pani stronie, że zaczęła Pani pisać książkę dla dzeciaków:). Po przeczytaniu kilku książek na temat ich rozwoju, ukonczeniu paru kursów i kilku latach pracy z nimi, muszę stwierdzic ze wbrew pozorom, dzieci bardzo często sięgają po książki, ale bardzo niewiele jest książek specjalnie dla nich przystosowanych. Jest całe mnustwo książek zawierających wiele ciekawych opowieści, lecz do przeczytania takich książek dzieci potrzbują rodziców;), przez co czas nauki czytania wydłuża się. Kiedy w końcu zaczętoby robić książki dla nich, po które same chętnieby sięgały. Książki te nie powinny być kilkom zapisanymi białymi kartkami ewentualnie z kilkoma obrazkami, ale dzieci powinny w nich odkrywac opisany w nich świat. Powinno się w nich zawierać informacje zapisane w ciekawy sposób, np. w jakis zakładkach, mapach, ciekawych tajemniczych ilustracjaach/zdjęciach, z jakimiś próbkami traw, skór itd.!!A myslę że tematy, które Pani porusza świetnie nadają się do stworzenia takiej książki-idealnej dla dzieciaków:)!!

A.


Myslę juz nad tym pomysłem od kilku lat, a jedyne co mnie powstrzymuje to brak czasu :) Ale na pewno odpowiedni moment nadejdzie i na to :) A na razie z przyjemnością raz na miesiąc pisze jeden rozdział opowieści o chłopcu na latającym dywanie :)
Kochana Beatko,

W dniu 24.12.2005. dostałam od Św.Mikołaja najpiękniejszy prezent.Twoją książkę ( W Dżunglii życia).Nawet nie wiesz ile pozytywnych emocji i magii jest zawarte w tych kilkuset kartkach. Jeśli chodzi o mnie, to nic tak do mnie nie przemawia jak historie i doświadczenia wzięte z życia. Gdyby wszyscy ludzie wzięli sobie do serca to oczym piszesz, świat byłby o wiele piękniejszy:). Twoje rady i wnioski, dodały mi otuchy i wiary w siebie. Dzięki Tobie będe wytrwale dążyć do celu jaki sobie obrałam i za wszelką cenę będe spełniać swoje marzenia. Z głębi serca jeszcze raz wielkie dzięki. Z niecierpliwością czekam na kolejne pozycje:-).

Miłego dnia,pozdrawiam.

P.S
Bardzo ciekawa okładka,pa.

Weronika 19.

Gorąco i tropikalnie życzę Ci zrealizowania wszystkich planów, odnalezienia właściwej drogi, wiary we własne siły i odnalezienia szczęścia! I serdecznie pozdrawiam :)
Droga Beato!

Napisałam już do Ciebie kiedyś maila i wtedy poradziłabyś ,żebym mimo wszystko skończyła szkołę średnią. Widzisz okazuje się ,że to nie takie proste,pisze bo nie wiem już jak to nazwać i ciekawi mnie czy Ty też miałaś takie problemy. Ja poprostu nie wytrzymuję w szarej codzienności,najchętniej rzuciałabym to wszystko-ale wszyscy na okragło powtarzają ,ze bez średniego nie znajdę nigdzie pracy.Ale mnie strasznie ,strasznie zbrzydło to życie-to codzienne wstawanie ,ta nudna szkoła ,ci ludzie z poukładanym w głowie.Wszyscy twierdzą ,że zwariowałam"Ona będzie podózowac"jakie to głupie ,faktycznie.Tak twierdzą wszyscy,uważają pewnie to za głupi wybryk nastolatki,albo ,że sobie wmówiłam.To ,że głupie ograniczone społeczeństwo tego nie rozumie ,mogłabym jeszcze przeboleć ,ale nie to ,że nie moge żyć JAk ( w sposób jaki) chcę.Ja wiem ,ze "mogłabym "się przemeczyć i skończyć ta srednią,tyle ,ze czuję ,że może nie wytrzymama.Więc co mi jest-czemu nie potrafię się odnależśc w szarej codzieności ,czy to faktycznie wybryk nastolatki czy może moja potrzeba podrózowania jest aż tak silna? Czy to możliwe żeby w tym wieku (17) wiedziec już na pewno czego się chce?Ktoś powiedział ,ze bardziej załuje się tego czego się nie zrobiło niż to co się zrobiło.Więc czy rzucic wszystko i pójśc za głosem serca ,nie rozumu?Jest jeszcze coś -tak jak Ty ja boję się ,ze jak tu dłużej zostane to wpadnę w ten kierat codzieności i przestanie obchodzić mnie cokowliek opróczutrzymania się na powierzchni-już teraz zauważam u siebie oznaki zobojętnienia.Czy naprawde bez średniego nigdzie nie znajdzie sięż pracy?
A pani Beato-prosze powiedzieć swoja opinię-słyszałam ,ze ponoć dzieci w wieku 5 lat mają zaczynać już edukację w szkole ,tu u nas w Polsce-w ramach przystosowania do UE.Sadzę ,ze to chore,bo to pozbawianie dzieci dzieciństwa ,ale otoczenie ma b.często inne zdanie.
Dziekuję ,ze pomaga pani tym wszystkim ludziom którzy do pani pisza-daje im pani nadzieję.Proszę się trzymać.
aleks(andra)

Droga Aleks :) Tak, ja też chciałam rzucic szkołę. Czułam się jak więzień, w dodatku nie znosiłam uczyc się rzeczy, które kompletnie mnie nie interesowały. Ale - jak już wiesz - jednak skończyłam szkołę średnią i zdałam maturę. I muszę Ci powiedzieć, że istnieje gdzieś w ludzkich glowach takie pojęcie jak "panienka bez matury" czy coś w tym stylu. Chodzi o to, że traktują Cię wtedy trochę z góry, a Ty musisz strasznie się napracować, żeby udowodnić, że jesteś dobra.

To niesprawiedliwe, ale tak jest i trudno. Nie chodzi tylko o to, że można się wypiąć na resztę świata i robić swoje. Czasem świat bywa bardzo potrzebny i dobrze jest mieć otwarte drzwi. Maturę trudno nadrobić - jesli za 10 lat zorientujesz sie, że jednak jest Ci potrzebna.

Radzę Ci skończyć srednią szkołę i zdać maturę. To jest coś takiego jak stanięcie na murze okalającym nieznane miasto. Z tego muru łatwiej dotrzeć do chmur i odfrunąć w dowolnie wybranym kierunku :)
Dzień dobry Pani Beato,

Pisze do Pani jako do osoby, która osiągnęła wiele, może dużo zmienić i pomóc innym realizować się w życiu.

Przez wiele lat, nie wiedziałem, co chce tak naprawdę w życiu robić, wykonywałem i wykonuje rożne prace, które w chwili obecnej mogą być spełnieniem ambicji wielu osób, dla mnie to sposób zarobienia pieniędzy na podróże i fotografowanie. Dwa lata temu zdałem sobie sprawę, co tak naprawdę chce w życiu robić i tak naprawdę czuje i czemu chce się poświęcić: To podróżowanie i fotografowanie.

Odbyłem już wiele ciekawych podróży, od tych rowerowych po całej Polsce, ze spokojnym spojrzeniem na przyrodę, które cieszą niezmiernie, poprzez te europejskie odkrywające nowe kraje, do tych kontynentalnych, które uczą spojrzenia na inne kultury. Najbardziej cieszą mnie podróże, które sam planuje, mam czas na fotografowanie i pisanie tego, co widzę i doświadczam.

Przesyłam Pani kilka swoich zdjęć. Może po ich przejrzeniu pomoże mi Pani znaleźć sposób/rade, w jaki mogę zrealizować to, co naprawdę chce w życiu robić, bo czyż jest cos piękniejszego niż robić w życiu to, co się naprawdę kocha.

Z wyrazami szacunku,

Rafal


Panie Rafale, w fotografowaniu najwazniejsza jest umiejętność patrzenia w oryginalny sposób i zapamiętania tego spojrzenia na kliszy. Zdjęcia nie muszą pokazywać egoztycznych miejsc, wystarczy, że codziennośc pokażą w egzotyczny, oryginalny sposób. Pan to potrafi. Zdjęcia mają klimat.

Nie wiem jaka jest recepta, żeby z marzyciela stac się znanym fotografem :) Jedyna rada, jaką znam jest taka, jaką daję w książce "W dżungli życia": jeśli Cię coś porywa, fascynuje i czujesz, że robią to naprawdę zyjesz, nie przestawaj tego robić. Pasja to ognista kula, która przyciąga do siebie inne elementy kosmosu - może więc przyciągnie i odpowiednią osobę w odpowiedniej chwili, ktora sprawi, że Twoja pasja stanie się Twoim zawodem.

Najwazniejsze to cieszyć się z robienia tego, co Pana pasjonuje. Reszta przyjdzie sama.
Kochana Blondynko!
Przeczytałam W dżungli życia i powyłam się jak bóbr.
Dziękuję, pomogło
Anka

Dziękuję! Tak trzymać! Walczyć, nie poddawac się :)

Droga Pani Beato,
Chodze do liceum i od jakis trzech lat interesuje sie Ameryką Południową,oczywiście dzięki Pani! czytam tez ksiazki Arkadego Fidlera. za dwa lata chce poleciec do Ameryki, jesli tylko uda mi sie zgromadzic odpowiednia liczbe pieniedzy.:) teraz jestem w domu, rozkłada mnie grypa...i ogladam Pani strony.ciekawe przemeblowanie w Oliwkowie, bardzo mi sie podoba!:)

Mam do Pani kilka pytan: nie bala sie Pani pierwszy raz tam pojechac? wlasnie to jest najgorsze,ja sie troche boje. szczegolnie jakis groźnych zwierzat lub ze nie bede wiedziala co robic jak sie zgubie lub ktos mnie oszuka.co wtedy?: (i co Pani bierze na taka wyprawe?co jest najwazniejsze? i na co najbardziej uwazac? jasli to nie sprawi Pani trudnosci bardzo bym liczyla na odpowiedzi.
Wie Pani co? nie spodziewalam sie ze tyle osob interesuje sie Ameryka Poludniowai Pania. w samej mojej klasie (biologiczno-chemiczna, moze w przyszlosci zajme sie rownikowymi lasami?:)) sa ze trzy osoby ktore tak jak ja sa zafascynowane Pani podrozami. brata tez zarazilam!
Serdecznie pozdrawiam i zycze samych milych wypraw z wieloma przygodami!!!
wierna czytelniczka,Malwina


Nie bałam się pojechać do Ameryki Południowej, wprost przeciwnie, nie mogłam się już doczekać :) W takich sytuacjach czlowiek zbiera w sobie wszystkie siły (także siły umysłu), więc w nieoczekiwanych sytuacjach radzi sobie lepiej niż zwykle. Ważne tylko jest to, żeby kierowac się zdrowym rozsądkiem i nie zachowywac bezmyślnie.

Co jest najwazniejsze podczas podróży? Moim zdaniem najpierw trzeba poznac choć trochę kulturę i zwyczaje ludzi, do których się jedzie. Zabrac ze soba otwartość, ciekawośc i życzliwość dla wszystkich stworzeń, i ludzi, i zwierząt. Oraz zdrowy rozsądek, o ktorym pisałam wczesniej.

Zyczę Tobie i kolegom spełnienia marzen o podróżowaniu :)
Witaj Beato,
szukając prezentu gwiazdkowego dla mojej przyjaciółki Ani dotarłam do Czułego Barbarzyńcy, tam opisując jakiej książki szukam sprzedawca zarekomendował mi "Przewodnik po dżungli..." .
Zanim Mikołaj wręczył go przyjacółce przeczytałam rozdział o piciu yerby. Od dzisiaj zaczęłam . Każdy komu mówiłam, że planuję ją pić mówił, że też próbował, że jest bez smaku a niektórzy mówili, że smakuje okropnie - "jak wyrzęta ścierka". Przed godziną spróbowałam - jest naprawdę dobra, myślę że z każdym łykiem będzie smakowała lepiej. Chyba porzucę nawyk, bo przecież już nie przyjemność picia kawy (rzadko gdzie można wypić naprawdę dobrą kawę).
Dziękuję za tę radę i wiele innych, które pomimo 40-tki na karku wzięłam do serca (i rozumu)
pozdrawiam z Milanówka
też Beata

Yerba mate jest naprawdę dobra - tylko rzeczywiście troche trzeba sie do niej przyzwyczaić. Poza tym radze nie kupowac yerba mate na wagę w sklepach z herbatą, bo tam bywa zwietrzała. Mój dostawca mate jest w dziale "W kuchni - yerba mate". Ma zawsze świeże dostawy prosto z Argentyny. Po drugie: do yerba mate można dodawac różnych ziół, które złagodzą gorzki smak. W Argentynie niektórzy nawet posypują yerba mate łyżką cukru albo słodzą wodę w termosie.

Witaj Beato

Mam na imię Leszek i ma 26 lat.Jestem właśnie chwilę ,po przeczytaniu twojej książki pt."W dżungli życia".Muszę przyznać, że dawno nic nie zmotywowało mnie tak bardzo ,do przemyślenia kilku faktów dotyczących mojego życia.Do szczerego podsumowania tego co było,a także tego co niechybnie może nastąpic.Zawsze gdy coś czytam zastanawiam się dlaczego akurat autor wymyślił daną postać ,sytuację ,czy rzeczywistość z jaką bohaterom przyszło się zmagać. Stawiam się w okolicznościach jakie dotykają bohaterów,rozmyślając jak sam bym się w nich zachował.

Z "Dżunglą życia "jest zupełnie odwrotnie.......nie błądze bezkarnie w gąszczu wyimaginowanych światów,lecz poraz pierwszy konsekwentnie na gruncie lektury podejmuje decyzje dotyczące mojego prawdziwego świata.A dzieje się tak dlatego że większość opisanych rzeczy jest mi zupełnie bliska ,i sam miałem okazje ich doświadczyć.W swoim poradniku pewne zdania podkreślasz jako wążne sentencje,a ja uważam że każde zdanie powinno być podkreślone w ten sposób.Albowiem jest to szczególny poradnik ,w którym nie ma gotowych rozwiązań , ale jest gigantyczny impuls dający odwagę i motywację do myślenia .

Ponadto udaje Ci się jeszcze jedna szczególna rzecz ."Bezkompromisowo szczerą" opowieścią o swoim życiu ,skutecznie przełamujesz wstyd tkwiący w nas samych ,a który nie pozwała się rozprawić z własnymi słabościami. Dobrze wiem że czeka mnie jeszcze wiele przeszkód w drodze do celu podróży mojego życia,jednak opowieśćią ze z "wyprawy do swojej dżungli" bezpowrotnie kilka z nich likwidujesz , za co ogromnie Ci dziękuje.


Pozdrawiam Leszek.


Witaj Leszku, dziękuję! Życzę Ci na szlaku przez dżunglę wiele jasnych drogowskazów i beczułki z miodem, którym bedziesz mógł pokrzepić siły :) przeszkody sa po to, żeby je łamać - i zauważyłam, że kiedy podchodzi się do nich z silnym przekonaniem, że można je przezwyciężyć, one same ustępują. Tego Ci życzę!
Twoja ksiazke, “ W dzungli zycia” przyjelam bardzo przychylnie. Latwo ja sie czyta, napisana jest bezposrednim jezykiem docierajacym do tych chlopcow i dziewczynek i nie tylko... Przeczytalam ja jednym tchem w samolocie; skonczylam na pare godzin przed wyladowaniem z Chicago.

Przeczytalam ja z cicha satysfakcja powtorki ze znajomego materialu; Jestes moja rowiesniczka; ja te same lekcje dojrzalosci poznalam i doswiadaczylam, ale na szczescie bez popadania w anoreksje, bulimie, alkoholizm, czy narkotyki. Tez mi nie bylo latwo, rowniez wilam sie w “growing pains”, ale jakos doszlam do siebie...

Majac 19 lat wyladowalam w Stanach sama i bez instrukcji. Przyjechalam do cioci na studia, ale nie znalazlam tam rodziny, opieki, ani ciepla w jej domu. Przyjechalam bez zadnego doswiadczenia z doroslego zycia, niezdolna do zabierania glosu w towarzystwie, ograniczona do niesmialego bakania pod nosem, nieprzyzwyczajona do wypowiadania sie pelnym glosem, nieswiadoma wlasnych opinii, niepwena wlasnego zdania, cichutka, zahukana, zszokowana asertywnoscia calego nowego swiata dookola mnie, naiwna w takich roznych “zyciowych sprawach”, i bez zadnego planu, celu i wyobrazenia “co teraz dalej”...

“Wyrobienie sie” zajelo mi cala dekade. Trzymalam sie zdrowego rozsadku i chyba dzieki temu nie popadlam w pulapki roznych uzaleznien. Mialam zdrowy samokrytyczny "srodek" samozachowawczy, i instynktownie trzymalam sie logiki. Zupelnie nieswiadoma ze to ja kieruje swoim zyciem, zycie mi sie tak jakos samo przytrafialo, a ja egzustujac na autopilocie nie bylam pewna o co chodzi i co dalej... Tylko ze po dwoch zawodach milosnych i probach ulozenia sobie zycia, cos mi sie zchrzanilo. Okazalo sie, ze chyba wszystkiego na rozum nie mozna rozwiazac. A gdzie dojrzlosc emocjonalna, umiejetnosci wspolczucia, empatii, doswiadczania swiata szezej niz tylko przez rozum??? Gdzie fantazja zaburzen logiki, wolnosc w odbiorze, zdrowy egoizm, swiadomosc wyborow, umiejetnosc oszacowania konsekwencji, a jeszcze wazniejsza uniejetnosc okreslenia wlasnych stanow emocjonalnych, sympatia i przychylnosc dla siebie samej, a potem swiata....???

Wlasnie o to chodzi ze mnie tez nikt o tym nie powiedzial...
O dojrzalosci emocjonalnej wiemy malo. Takiego tematu nie ma w szkolnych podrecznikach lub w planie nauczania. A szkoda, bo mogly by byc to swietne tematy do dyskusji na lekcjach wychowawchych. W domach o takich rzeczach sie najczesciej po prostu nie mowi, zazwyczaj dlatego ze rodzice sami sa nieswiadomi, albo nie potrafia sobie z tym poradzic.

Kiedy ktoregos roku spedzilam kilka dni swiat wielkanocnych w samotnosci i bezruchu na kanapie, przyszlo mi do glowy ze to nie jest normalne zachowanie... Chcialam z kims pogadac ale nie mialam z kim... Po kilku telefonicznych rozmowach wybralam psychoanalityka ktory wydawal mi sie “normalny”. Ty chyba trafialas na jakis niekompetentnych ludzi. Ja mialam szczescie: Doktor, profesor psychologii na Berkeley, z wlasna praktyka, zakorzeniony w kulturze europejskiej Szkot, wyksztalcony w elitarnym meskim college-u, klasycznie wyszkolony spiewak, biznessmen i niespokojny duch, do dzisiaj pielegnujacy znajomosc z przyjacielem Polakiem z czasow dziecinstwa zaimponowal mi. Mialam z nim dobry kontakt. Nie, nie myslalam ze cos nowego moze mi powiedziec, ze w ogole terapia jest czegos warta... A jednak chcialam cos zmienic.

Nigdy nie powiedzial mi co mam robic. Zbijal mnie z tropu, wytykal rozne strony tego samego tematu, pokazywal ze kategoryczne stanowisko ogranicza rozwiazania problemu, jak krytycyzm i cynizm funkcjonuja jako mechanizm obronny, nie robil ceregieli – dawal mi do myslenia. Czasami wracalam tak skolowana po rozmowie ze nie moglam nic konkretnego zrobic do konca dnia. Odgrzewalam w mysli tematy, niekiedy wracalam z pretensjami o cos tam, co powiedzial. Z czasem naprawde polubilam te wizyty. Takie filozoficzne debaty sprawialy mi przyjemnosc. Traktowalam terapie jak prywatne studia zaoczne, oczywiscie ograniczone konraktem prawnym i sesjami po 60 minut. Napracowalam sie nad soba :) niezle. Po czterech latach bez zalu a nawet z radoscia zakonczylam nauke. Nawet bedze mi tego brakowac, ale dam sobie rade, spoko, mam rozne opcje i mozliwosci. A przedewszystkim nie jestem sama. Mam siebie, mam innych bliskich.


Dziekuje za napisanie tej ksiazki
kasia

Kasiu, to bardzo ważne co napisałaś - że nikt nie uczy młodych ludzi dojrzałości emocjonalnej i nawet nie jest w stanie uświadomić jak bardzo to jest ważne - a to własnie klucz do całej sprawy.

Cieszę się z całego serca, że stoisz na własnych nogach i nie jesteś tą samą zahukaną i przestraszoną dziewczyną co kiedyś. Życzę Ci, żebys odtąd była szczęśliwą osobą, która spełnia swoje marzenia, a jeśli będziesz któregoś dnia w Warszawie, daj znać, może zgodzisz się opowiedziec moim słuchaczom w radiu o życiu w Ameryce :)
Powrót