onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Brazylijska skrzynka pocztowa (43)

Brazylijska skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

P.S. Nazwy skrzynek pocztowych nie mają nic wspólnego z tematyką listów. Znajdziecie tu listy o życiu, książkach,  ludziach i ich problemach. Kolejne skrzynki nazywam nazwami owoców albo zakątków świata - żeby było weselej :) 

Kochana Blondynko!
Przeczytałam W dżungli życia i powyłam się jak bóbr.
Dziękuję, pomogło
Anka

Dziękuję! Tak trzymać! Walczyć, nie poddawac się :)
Niedawno kupiłam Pani książkę –„Blondynka u szamana”. Chciałam serdecznie podziękować za to, co pani robi –za poczucie humoru, głęboką duchowość ( tak to czuję), niesamowitą osobowość i …długo by jeszcze wymieniać. Dziękuję. Jestem nauczycielką –Pani książkę zabrałam do szkoły i na początku lekcji czytałam dzieciakom( co prawda była to historia a nie geografioa lub lekcja wychowawcza –ale co tam…) Siedziały jak skamieniałe –klasa szósta szkoły podstawowej.

Życzę Pani wszystkiego co najlepsze, pasjonujących wypraw –i kolejnych książek.

Joanna

Dziękuję gorąco, czyli tropikalnie :) Prosze serdecznie ode mnie pozdrowić uczniów, ja wciąz pamiętam jak było w szkole, i proszę im powiedziec, że życzę im w Nowym Roku spełnienia trzech najwazniejszych marzeń - każdemu z nich. Jesli oczywiście wiedzą jakie mają trzy najważniejsze zyczenia do spełnienia w pierwszej kolejności :)...

Kochana Beato!
Nawet sobie Pani nie wyobraża,jak ogromnie się ucieszyłam,kiedy 08.01.2006r kilka minut po 10.00 usłyszałam ponownie Pani głos w Radiu ZET!
Cieszę się,że Pani wróciła do tej rozgłośni,bo niestety programu pierwszego PR nie posiadam i dawno nie słyszałam Pani głosu.Owszem,czytam,książki i felietony w prasie,ale opowieści sa dłuższe i ciekawsze.
Pomyślności w Nowym Roku,ciekawych podróży i wielu interesujących audycji życzę!
Ada

Ado, ja też się bardzo cieszę z powrotu do Radia Zet :) To zawsze była moja ulubiona audycja, a radość ciągle daje wymyslanie tematów, zagadek, rozmowy z ciekawymi goścmi i wspomniania z moich własnych podróży. Życzę Ci, zebyś w tym roku spełniła wszystkie swoje marzenia, także te podróżnicze i serdecznie pozdrawiam :)
Droga pani Beato,
Wlasnie przeczytalam pani ksiazke i jestem pod wrazeniem. Podziwiam pani osiagniecia. Moje wlasne zycie jest troszke podobne. Takze mialam trudnosci w szkole sredniej i nie bylam rozumiana.Zostalam pielegniarka i po trzech latach pracy wyjechalam do Londynu uczyc sie jezyka, gdzie mieszkam juz od 11 lat. Pracowalam jako opiekunka do dzieci przez wiele lat. Od poczatku mojego
pobytu marzylam zeby cos tutaj osiagnac. Skonczylam dwu letni kurs dla przedszkolanek i obecnie pracuje w panstwowej szkole przedszkolnej. We wrzesniu ubieglego roku rozpoczelam zaoczne studia na Kingston University. Nikt mi nigdy nie pomogl, sama w ktoryms momencie uwierzylam ze cos potrafie.
Dziekuje za napisanie ksiazki " W dzungli zycia ".
Pozdrawiam,
Iwona

Pani Iwono, ciesze się, że i Pani odnalazła swoją dróżkę przez dzunglę życia :) Gratuluje studiów i życzę, żeby spełniła Pani wszystkie swoje marzenia. Są przecież w zasięgu reki jesli bardzo się tego pragnie, prawda? :)

Droga Pani Beato!

Po lekturze Pani ostatniej książki mam bardzo dużą ochotę do Pani napisać :-). W ogóle to odnoszę wrażenie, że "W dżungli życia" ma w sobie właśnie coś takiego, że wydaje się być "listem" od Pani do czytelnika, takim, na który bardzo chciałoby się odpisać. Myślę, że
dostaje Pani bardzo dużo maili, ale może akurat znajdzie Pani chwilkę, żeby to przeczytać, a nawet jeśli nie, to miło czasem napisać coś może bardziej do siebie, niż do jakiegos konkretnego odbiorcy.

Sam bardzo lubię podróże, ale musze przyznać, że jak do tej pory, to zawsze podóżowałem tylko utartymi szlakami i nigdy nie byłem poza Europą. Lubię Szkocję i Alpy a najbardziej chyba polskie góry, szczególnie Bieszczady i lubię - i bardzo się cieszę, że mogę to
szczerze napisać :-),także "podróż" (ale metafora!!;-) ) przez swoje życie. Zawsze tak uważałem, ale teraz, świeżo po lekturze, czuję tak o wiele bardziej, bo "W dżungli życia" ma w sobie coś takiego jak opisana przez Panią filiżanka yerba mate :-) - dodaje energii i
umacnia wiarę w siebie. Aż chce się być prawdziwym "siłaczem"! Myslę, że Pani to wie, ale i tak chciałbym to napisać przy tej okazji - Pani książki, i strona oliwkowo, i Pani audycje są nie tylko czymś ciekawym do poczytania i posłuchania, ale także, a może przede wszystkim - pomocą i czymś bardzo ważnym dla wielu czytelników i słuchaczy.

Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. W związku ze słabym stanem zdrowia - a może przede wszystkim obawami i kiepskim nastrojem spowodowanym przez takie sobie zdrowie, trudno było mi znaleźć w sobie energię do codziennych zajęć. Codziennie rano budziłem się z posatnowieniem, że nie poddam się przez cały dzień, nawet jak będę się źle czuł - i rzeczywiście robiłem wszystko, co musiałem, ale nie czułem się w ogóle szczęśliwy - byłem zestresowany i pełen obaw. Czasem nawet wydawało mi się, że nie za bardzo pasuję do ludzi, którzy mnie otaczają, bo wszyscy z pozoru (a przynajmniej tak sądziłem) wydają się nie mieć żadnych problemów - trochę jakbym tylko ja jeden nie dostał scenariusza sztuki, w którym mam grać, a wszyscy dokładnie
wiedzieli jak w danym momencie postąpić. Ale właśnie najważniejsze było to, by nie poddawać sie, bo nie ma rzeczy niemozliwych do
pokonania :-), a słabe samopoczucie i stres to nie jest jakaś sięgająca nieba góra, której się nie da zdobyć. I z czasem wszystko
sie poprawiło. Oczywiście nadal mam takie gorsze chwile - jak chyba każdy - ale najważniejsze, że wiem, że zawsze sobie z każdym problemem jakoś tam poradzę i jestem zadowolony z tego, jaki jestem i jak sobie
dzielnie radzę :-). Dla mnie to jest jeden z sekretów bycia szczęśliwym - być choć troszkę (ale nie za bardzo!) dumnym z siebie i
wierzyć, że wciąż będą ku temu powody. Ale po lekturze Pani książki odkryłem, że to żaden sekret :-), a przynajmniej nie dla Pani :-).

Pani pisze o tylu różnych mądrych rzeczach, że naprawde skutecznie uczy jak żyć i jak sobie radzić w różnych trudnych chwilach.
Ciesze sie, że mogę się Pani pochwalic, że kończę teraz bardzo dobre liceum, mam bardzo dobre oceny i dużo osiągnięć w chemii - i, chociaż zawsze było to dla mnie nieosiągalnym szczytem marzeń - po rozmowie kwalifikacyjnej która była miesiąc temu dostałem sie na Uniwersytet w Oksfordzie :-) i będę miał stypendium, które pozwoli mi tam studiować i ogólnie jest lux :-). Mam co prawda wciąz wiele wątpliwości - mam dziewczynę, którą bardzo bardzo kocham i nie chcę wyjeżdżać z Polski, ale ona namawia mnie, żebym jechał.. Wiem, że sobie jakoś poradzimy, ale to na pewno będzie dość trudny czas. Poza tym pójście tam byłoby egoistyczne, tak mi sie przynajmniej wydaje.Z drugiej jednak strony to szansa, która będzie procentować przez całe życie.. Nie wiem - na
pewno się bardzo cieszę, że mogę w ogóle dokonać takiej decyzji :-), bo możliwość samodzilenego decydowania o tym, czego sie naprawdę chce jest bardzo wazne.

Nie wiem o czym miał byc ten list tak za bardzo:-). Chciałbym jeszcze raz pogratulowac napisania takiej niezwykłej ksiązki i podziękować za to, że Pani pisze dla ludzi takie różne mądre rzeczy. Idę spać bo padaam ze zwmęczenia. A jutro studniówka !! :)

Marcin, Łódź


Marcinie, myśle, że zajdziesz daleko i osiągniesz wiele z takim pozytywnym nastawieniem do świata i samego siebie. I szczerze Ci tego życzę. Znajdowanie siły w sobie i chęć, by zrobić jeszcze więcej, zawsze procentują niespodziewanymi prezentami od losu. Nie dziwi mnie więc, że dostałes propozycję studiowanie w Oxfordzie. Moim zdaniem taka szansa trafia się rzadko, słuśznie więc byloby z niej skorzystać - choćby po to, żeby sie przekonać i wiedzieć ze 100% pewnością, że to jest dobre i tego własnie chciałeś - lub odwrotnie. Zyczę Ci udanej studniówki i pieknego, ciekawego Nowego Roku, serdecznie pozdrawiam:)
Bardzo się cieszę, że znów można posłuchać w radiu zet programów blondynki. Są extra, tak dalej trzymać. Myślenie blondynki jest bardzo mi bliskie, być może dlatego, że też jestem blondynką (farbowana co prawda ). Każda z nas zreszta jest blondynką w jakies tam dziedzinie i to nie wstyd przyznać się do tego. Wstydem jest udawanie kogoś, kim się nie jest. Serdeczne pozdrowienia, odkrycia nowych szlaków w roku 2006.


Dziękuję :) Znam paru brunetów, którzy są bardziej blondynkami niż Pani i ja razem wzięte, bo "blondynka" to bardziej stan umysłu niż kolor wlosów :) Ja też się bardzo ciesze z powrotu do Radia Zet, serdecznie pozdrawiam :)

Dzień dobry!!
Ostatnio zaczęłam czytać jedną z Pani książek, która wpadła mi w ręce chyba w najodpowiedniejszym momencie!! Mam 17 lat, chłopaka (od 2 lat), kochających rodziców, uczęszczam do wymarzonego liceum artystycznego, które nie zawiodło moich oczekiwań!! Bardzo chciałabym studiować architekture wnętrz, ale do tego potrzebna jest matematyka a tego nie dam rady dźwignąć:(, innym pomysłem na życie jest posiadanie sklepu,w którym będę sprzedawać rzeczy własnoręcznie wykonane, a jesli obydwie te wizje nie dojdą do skutku a zapewne nie wyjdą(jak większość rzeczy w moim życiu) chciałabym pojechać do Australii, nie wiem po co, ale po zaczytaniu się w Pani książce doszłam do wniosku, że wcale nie musze odrazu tego wiedzieć.

Nie wiem dla czemu piszę to wszystko, może podświadomie liczę na jakąś odpowiedź, ale w sumie nie łudze się, że ktoś mi pomoże-zrozumie, skoro sama nie potrafię zrozumieć siebie, paradoksalnie, bo to ja powinnam być istotą najlepiej znająca i rozumiejącą siebie samą!! Piszę więc bo tak chcę. Bo ostatnio moim życiem rządzą emocje i uczucia, nad którymi nie panuję-to one panują nademną!! Kiedyś byłam wesołym dzieckiem, poźniej zaczęłam być ciekawą nastolatką, potem stałam się nastolatką z problemami, obecnie jestem nastolatką która sobie z nimi nie radzi!! dwa tygodnie temu wyszłam ze szpitala po nieudanej próbie samoboojstwa, czekam na terapie a z dnia na dzień jest coraz gorzej:(!! Nie chcę aby ktoś poukładał mi życie chcę, aby ktoś powiedział jak JA mam to zrobić!!

Kiedy jade w góry wszystko jest dobrze, jestem szczęśliwa!! Ale to tylko wakacje:(!! Teraz boję się wszystkiego, lekarz stwierdził, że to normalne!! Ale dla mnie to wclae nie jest normalne, dla mnie która na obozach zawsze wartowała przez całą noc, bo reszta dziwczyn się bała- teraz boję się wstać z łóżka w ciemnym pokoju!! JA, wokół, której biegało na zbiórkach dzikie stado rozwrzeszcanych zuchów, prawie sie popłakałam ze strachu kiedy w sklepie zoologicznym nagle zaczęła skrzeczeć papuga!! A czego najbardzije się boje- moich "złych chwil"!! Jak długo trwają, rożnie czasami 15 min, a czasami całe tygodnie!! Jak wyglądają?? Tak że śmierć fizyczna to już tylko formalność, nie jem prawie nic, nie maluje się, nie myje, ide do szkoły w tym w czym śpie- w wytartych spodniach i bluzie często ze stwardzialymi rękawami, od krwi z pociętych rąk!! Później odbijam sie na chwile, aby znow upaść, znow mieć wyrzuty, że sobie po raz kolejny nie poradziłam kiedy było źle!! Jest we mnie tyle agresji, złości i nieuzasadnionego żalu, który dławi coraz mniejsze uczucie szczęścia i radośc, o które tak chcę walczyć!! Ale nie wiem jak, nie wiem czego tak bardzo brakuje w układance mojego życia, że tak strasznie sie sypie!! nie wiem za co mam się chwycić a co puścić??!! Nie liczę, że mój każdy dzień będzie mi dostawrczał tyle radości co widok potoku w górach kiedy chce się pić, że na każdym kroku będe odczuwać te emocje kiedy czuje pod stopami mokrą, pachnącą górską ziemię, lub że ciągle będę miała na plecach te ciarki, łzy w oczach i ścisnięte serce jak w tedy, kiedy w końcu zmeczona, brudna, ale najszczęśliwsza i najspokojniejsza staję na szczycie, do którego zmierzałam!! Jednak nie chcę abym znów prawie wymiotowała na swój widok w lustrze lub była rozgniatana jak robak!!

Paula


Paulo, wydaje mi się, że jesli ktoś nie panuje nad swoją codziennością do tego stopnia, że przestaje o siebie dbać i zachowywac się tak jak to opisałaś, to chyba w ogóle tymczasowo stracił dostęp do kierownicy swojego życia - a taki stan wymaga specjalistycznego leczenia. Nie jestem lekarzem, nie znam się na tym, ale z logicznego punktu widzenia nie panujesz nad swoimi emocjami ani zachowaniem - więc to chyba objaw choroby, a nie zwyklego zagubienia.

Jedno tylko wiem na pewno - masz świadomość tego, że dzieje się coś złego, więc na pewno czujesz chęć zmiany tego i naprawienia. Byc może potrafisz to zrobić sama - bo wiele takich problemów bierze się z zaniedbania i "odrzucenia" własnej duszy. Jesli masz świadomość tego, co robisz źle, to z pewnością masz też w sobie siłę, żeby to zmienić na lepsze.

Na to znam prosty sposób: kierując się uczciwością, dobrem i przyjaźnią do samego siebie trzeba w pierwszej kolejności nakreslić mapę tych zmian, a potem zaplanowac szlak dotarcia do nich.

Jeżeli ta książka, o której piszesz, to "W dżungli życia", to w niej napisałam wszystko, co wiem o tym jak stac się szczęsliwym człowiekiem. Więcej niż mogłabym napisac w tym mailu.

ŻYcze Ci siły i dotarcia do celu. Szczęśliwe, spełnione życie jest warte tego wysiłku. Serdecznie pozdrawiam.
Byłoby cudownie,gdybym mogła kiedyś z Panią porozmawiać...czuję,że jest Pani taką pokrewną duszą...Ania z Zielonego Wzgórza mawiała "człowiekiem,który zna Józefa" :-) Mam trochę niepokoju w sobie,masę wątpliwości- wynikających z mojego wychowania i z drogi,która przede mną... trudny,odpowiedzialny wybór a tak mało zaufania mam do siebie... choć cały czas nad tym pracuję :-) Może kiedyś wypijemy herbatkę w jakiejś kawiarni w Koszalinie? :-) Marzenia są po to,by je realizować :-) Spotkanie z Panią byłoby ogromną przyjemnością! A wszelkie konfrontacje światów,swoich spostrzeżeń,obserwacji,odczuć,wrażeń i doświadczeń zawsze budują!
Cieszę się, że to Pani...naprawdę się cieszę!
Bardzo bardzo serdecznie ściskam! Dużo ciepła! Uśmiechy!
M.

Spotkanie w Koszalinie jest raczej mało realne, bo bywam tam rzadko i zwykle w pośpiechu :) Ale ponieważ zaczyna się Nowy Rok, w którym wszystko się może zdarzyć, to zycze, żeby z tych kłębków wątpliwości, rozterek i niepokoju utkała Pani piękny dywan na nowe życie :))

Beato,

Witam serdecznie w nowym roku i życzę wszelakiej pomyślności.

Mam do Ciebie prośbę o poradę, ponieważ cały czas chodzi za mną chęć wyjazdu gdzieś do ameryki płd. W związku z tym mam pytanie czy jest sens aby się wybrać na taką wyprawę samodzielnie, nie znając języka, bez doświadczenia itp., czy raczej należy spróbować znaleźć jakiś wyjazd zorganizowany. Tak żeby pozostały miłe wspomnienia z podróży, a nie horror.

Mirek




Moim zdaniem bez znajomości przynajmniej podstaw hiszpańskiego nie ma czego szukać w Ameryce Łacińskiej. Poza wielkimi hotelami w dużych miastach nikt Cię nie zrozumie. W tej sytuacji mam cztery rady:
1. Znajdz współtwarzysza wyprawy, który zna hiszpański
2. Naucz się trochę hiszpańskiego
3. przyłącz się do wycieczki organizowanej przez biuro podróży.
4. przyłącz się do jednej z moich wypraw - być może latem zorganizuję jakąś specjalna wyprawę dla chętnych, a w listopadzie jak zwykle prowadzę wyprawę do dżungli amazońskiej.

I życze Ci, żeby w Nowym Roku udało Ci się przeżyć w Ameryce Południowej przygodę życia :)

Beato,

jestem po lekturze Twojej ksiazki.I coz moge powiedziec? Jestem smutna. Jestem bluszczem. Zawsze bylam i boje sie ze tak juz zostanie. Cale zycie uciekam przed odpwiedzialnoscia za swoje zycie,przed podejmowniame decyzji. Obecnie mieszkam za granica-ucze sie jezyka-ale pomimo swoich 27 lat nie mam jeszcze zadnych osiagniec.Nie wiem nadal co chce robic w zyciu. Mam ukonczone dwa fakultety-ale co z tego jesli nie jestem w stanie znalezc pracy-dlatego tu,teraz zajmuje sie dziecmi obcych mi ludzi-zyjac nadzieja, ze odpowiedz na nurtujace mnie pytanie ’Co ze mna?’ sama nadejdzie. Jakiez to zludne!!! Czekam tak juz od wielu lat.

Boje sie Beato-czasem nie mam juz sil wstac z lozka,po co? Czym jest moje zycie? To jakis koszmar,agonia!

Moje zycie uczuciowe rowniez nie jest ciekawe-wpaltuje sie w romanse-czy mam w sobie jakis bledny gen, ktory zawsze kieruje mnie w strone mezczyzn nalezacych juz do innych kobiet? oddajac sie im calkowicie, kochajac ich,popadajc w obsesje...Czy oni to wyczuwjaa czy tez problem lezy tylko we mnie?Bylam kochanka-przezywalam juz ten koszmar bycia ta druga,czekajaca na swojego mezczyzne, a teraz znowu pakuje sie w to samo. Zawsze odrzucam mezczyzn, ktorzy chca byc ze mna! To tak, jakbym miala tylko satysfakcje z gonienia kroliczka, tego co trudne i niedostepne.To jakis masochizm! Jestem zmeczona wlasna osoba i swoim postepowniem. Utknelam.

Beato co jest ze mna nie tak?

I kiedy nadejdzie odpowiedz co mam zrobic ze swoim zyciem?ja nie umiem sobie odpowiedziec na to pytanie!


MIMO

 


Mimo, jesli już jestes na samym dnie, to masz tylko jedno wyjście: wstać, otrzepac się z kurzu przeszłości i zrobić coś dla siebie. Zmienić coś na lepsze. Jesli wszystko jest takie okropne jak piszesz, a Ty jesteś tylko marnym bluszczem, to masz idealną sytuację, bo cokolwiek zmienisz na lepsze choć odrobinę, już bedziesz miała poczucie sukcesu. Pierwszego sukcesu, który mam nadzieję poprowadzi Cie do wielu nastepnych. Jak to zrobić nie będe Ci pisac, bo masz to wszystko w książce. A wszystko zależy od Ciebie :) Jesli wolisz byc bluszczem, to nie ma sprawy - ale z Twojego listu przebija raczej nie radośc, tylko dół i beznadzieja, a to znak, że trzeba coś wreszcie ze sobą zrobić. Zrób to :) Z głębi serca życze, żeby Ci sie to udało.

Pani Beato, na ten mail Pani pewnie juz nie odpowie, ale teraz chwytam się wszystkiego. Wczoraj stwierdzono u mojej mamy nieoperacyjny nowotwór macicy z przerzutami na jajnik i wątrobę. Profesor wydał wyrok. A ja chcę jeszcze walczyć o mamę, Ona bardzo wierzy w Boga, to jej pomaga, ale nie wiem jak spojrzę jej w oczy kiedy będzie już w domu. Znalazłam taki adres www.vilcacora.com.pl - co Pani o tym myśli, czy są leki, które mogą pomóc, a my w Polsce ich nie znamy? Czy już teraz zrezygnować i
czekać? Mama była zdiagnozowana i leży teraz w prywatnym szpitalu swiss med w Gdańsku. To raczej przedsiebiorstwo niż szpital - najpierw myślą o pieniądzach, dopiero potem o chorym. Co ja teraz mogę zrobić.

Agata

 


Agato, znam firmę w Peru, która przysyła zioła z certyfikatem. Vilcacora pomaga, choc nie wiem na jakim etapie. Rozmawiałam kiedyś z o. Szeligą, który odkrył dla zachodniego świata vilcacorę w puszczy amazońskiej, bo Indianie stosowali ją już od dawna. Powiedział mi, ze jest jeszcze jedna roślina, bardziej skuteczna - graviola, łac. annonia muricata. Ale nie wiem też kiedy można ją stosować i czy potrafi cofnąć chorobę. Napisz do ziolandina: www.ziolandina.com.pe (maja stronę w jęz. polskim), ziolandina@ziolandina.com.pe.
Droga Pani Beato!
Pragnę bardzo podziękować za "W dżungli życia." Przyznaję, że jest to książka porywająca, zmuszająca do rozmyślań, chwil refleksji, postanowień. Dodała mi mnóstwa energii, pozytywnego spojrzenia na wiele spraw, większej wiary we własne możliwośći, siły. Z większą uwagą śledze teraz własne potrzeby, staram się być bardziej asertywna i bardziej pozytywnie egoistyczna:)
Pani ma to szczęście, wytrwałóść i możliwosć podróżowania, ja na razie jej nie mam. Często w myślach gdzieś podróżuję- z muzyką,
z własnymi wyobrażeniami,z marzeniami o poznawaniu świata...Jednak są to tylko początki i więcej w nich przyspieszonego bicia serca, niż konkretnych działań, planów, czy pieniędzy...Bardzo Pani (może nie zazdroszczę)...eh, zazdroszczę tej swobody życia, deteminacji
i tego, co Pani przeżyła, zobaczyła, poznała podróżując...Mam nadzieję, że też będę miała taką szansę w przyszłośći...
Cieszę się, że umie Pani otwarcie rozmawiać o takich problemach jak: anoreksja, bulimia, samobójstwo, gwałt. Nie chce byc niegrzeczna, ale po takich przeżyciach chyba potzrebowałabym psychoterapeuty, nie wiem, czy samej udało by mi się poardzić z tak wielkimi ciężąrami, doświadczeniami. Dlatego z podziwem, a jednocześnie z lekkim niedowierzaniem, czytałam Pani książke, pisana niejako ze stoickim spokojem...
"W dżungli życia" jest pierwszą Pani książką, jaką przeczytałam. Myślę, że mie ostatnią...Mam jedną uwagę- proszę nie dodawać podtytułu "poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)", gdyż to odtrasza. Ówczesna literatura jest "zalana" poradnikami, od których dwoi się i troi przed oczami, a Pani książka nie zalicza się do zwykłych poradników.
Na zakończenie, mam pytanie:czy yerba mate jest w Polsce dostępna,
a jeśli tak, to gdzie? Bardzo zafascynował mnie ten napój:)
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję...
Joanna


Mój "stoicki spokój" wynika z tego, że te złe rzeczy są juz poza mną. Zastanowiłam się jaką mogę z nich wynieśc nauke na przyszłośc, dlaczego stało się tak jak się stało i zrozumiałam wiele rzeczy, które splotły sie w całkiem nowa wiedzę o życiu, która teraz mam i która właśnie opisałam w tej książce.

Gdybym napisała tylko, że "słuchajcie, anoreksja jest podstępna i zła", w teorii, to kto by mi uwierzył? Ale ja to wiem z praktyki - bo sama w to wpadłam, przezyłam i z tego wyszłam. Dlatego to, co wiem o zyciu, chciałam poprzeć własnym przykładem. I dlatego o niektórych rzeczach wcale nie napisałam - bo ich sama nie przeżyłam.

Wytrwałośc to skutek pracy nad sobą :) Nie lubię mieć spraw nie załatwionych, które wiszą nade mną jak czarne chmury, dlatego koncentruje sie na tym, co mam do zrobienia.

yerba mate jest dostępna w Polsce, jest kilku importerów wprost z Ameryki Poludniowej. Ja zawsze kupuję yerba mate w sklepie internetowym yervita.home.pl - jest tam wszystko, sprzęt i zioła. W dziale "W kuchni" na www.oliwkowo.pl jest opis wszystkiego, co trzeba wiedziec o yerba mate :) proszę się nie zrażac początkowym gorzkim smakiem :)

Witam bardzo serdecznie,pani Beato!
Wiem,że jestem jednym z miliarda głosów kierowanych do Pani,ale z góry dziękuję za to,że przeczyta Pani ten list.Będę się maksymalnie
streszczać. Pani książka,"W dżungli życia" jest fenomenalna! DZIĘKUJĘ Pani za nią! Zainspirowała mnie do pisania w zeszycie swoich dialogów wewnętrznych. Bardzo pomaga! :-) Wlała we mnie potrzebną do tego odwagę.DZIĘKUJĘ!

Zaczęłam ją czytać,gdy jechałam...do Kołobrzegu! Pani rodzinne strony,prawda? Robiłam w swoim życiu wiele rzeczy,które dla ludzi
były pozbawione sensu a mi dużo dały,choć zapłaciłam za to wysoką cenę.Mogłam jeszcze większą (jak np.Pani),ale los był dla mnie
łaskawszy.Poza tym zawsze miałam jakąś intiucję,czerwone światełko,które mi się włączało,gdy coś mi zagrażało.Byłam
wstrząśnięta Pani doświadczeniami londyńskimi.I Pani odwagą, dojrzałością, że była Pani w stanie o tym pisać dla ludzi! Gdy wracałam PKSem z Kołobrzegu,całą drogę powrotną pisałam.Piszę od wielu lat,choć jestem młodą osobą.Więcej niż 20,ale mniej niż 30
lat :-) mam.

Chcę Pani tylko powiedzieć,że to cudownie,że jest ktoś taki jak Pani,kto potrafi tak otwarcie mówić o tak ważnych sprawach. Daje Pani tyle Nadziei! Ona jest dla mnie czymś najważniejszym w życiu, zaraz po Miłości :-)
DZIĘKUJĘ raz jeszcze i jeszcze raz !!!
Ściskam bardzo serdecznie i mocno!
Wszystkiego dobrego!
M.


To ja dziękuję :) I za uściski, i za list, i za słowa, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że mogę komus pomóc. Gdyby nie odzew ze strony czytelników, ta książka nie mialaby sensu, bo przecież nie napisałam jej dla siebie :)

A swoja drogą, pisanie różnych rzeczy ma tak samo wielką moc jak wypowiadanie ich na głos. To tak, jakby słowa nabierały konkretnego kształtu i już nie można ich wtedy cofnąc ani o nich zapomnieć :)
dzien dobry!
pisze bo juz nic nie czuje, juz nawet jesli pani mnie oleje nie bedzie tak bolalo, chyba sie uodpornilam na chwile na ból...
czuje sie fatalnie, człowiek, w którym jestem zakochana  powiedzial ze sie zawiodl, ze lubi metafizyke a ja jestem inna...
wiem, ze to zalosne co wyrabiam. ale boli to, ze sie poraaz kolejny zawiodlam, ze ktos kto sie mna fascynowal nagle stwierdzil,ze jestem mu objoetna...

ania


Aniu, to przecież takie proste! To jest dowód na to, że to nie była wcale miłośc, tylko jakas gra, ktora prowadziłyście ze sobą. Jasne, że to boli, bo odebranie czegoś komuś zawsze jest bolesne i nieprzyjemne, ale spójrz na to tez z drugiej strony: teraz znasz prawdę. Nie musisz się łudzić ani okłamywac. Masz prawdę jasno powiedzianą, kawa na ławę, bez niedomówień. Boli, i to normalne, że boli, ale przestanie boleć. Boli też pewnie trochę zraniona ambicja i duma, ale to są akurat źli doradcy. Zastanów się co tak naprawdę jest dla Ciebie w życiu ważne - jak widzisz swoją przyszłość, skup sie na tym. Miłośc sama przychodzi wtedy, kiedy zechce. I ucieka od ludzi, którzy za nią gonią. Trzymaj się ciepło :))

Każdy człowiek jest godzien tego, żeby go kochac i szanować. Na tym polega prawdziwa miłośc. Najwidoczniej to, co własnie sie skończyło, nie było oprawdziwa miłością.

Droga Pani Beato,

jak pisać arytkuły do gazet (jako dziennikarz freelancer) żeby zostały one przyjęte i opublikowane. Na studiach i na praktykach nikt nam o tym nie mówił. Czy do arytkułów i zdjęć muszę dołączać jakieś specjalne klauzule prawne? Jeśli tak, to jak one powinny wyglądać? Jak rozmawiać z gazetą, żeby zechciała publikować arytkuły? I ostatnie pytanie. Jak opublikować książkę?
Pewnie się Pani zastanawia po co ktoś zadaje tyle pytań. Szukałam pracy w mediach, ale się nie udało. Nie chcę dłużej czekać, aż mi spadnie gwiazdka z nieba, dlatego postanowiłam wziąźć wszystko we własne ręce. Pomysłów na artykuły mi nie brakuje, więc mają odpowiedzi na w/w pytania liczę na to, że się uda.

Za ewentualne "byczki" ortograficzne, interpunkcyjne czy stylistyczne przepraszam.



Serdecznie pozdrawiam

Anka :)

 


Anko, po pierwsze trzeba być za pan brat z ortografią, stylistyką i interpunkcją :) A potem trzeba napisac coś interesującego - i wysłać do upatrzonej redakcji.

Mój pierwszy artykuł opowiadał o Indianach Yanomami w puszczy amazońskiej. Wysłałam go do "Poznaj Świat" i został opublikowany, wraz z moimi fotografiami. Temat był ciekawy, bo mało znany w Polsce, a ja własnie byłam po powrocie z wyprawy nad Orinoko.

Najważniejsze, co mogę Ci poradzić, to: napisac dobry tekst, odłożyc go na tydzień bez czytania. Po tygodniu znów przeczytać, poprawić błędy (zawsze jakieś się znajdą), wysłac gotowy tekst wraz z krótką informacją o sobie do redakcji pisma.

Jesli nie odpowiedzą, wysłac go jeszcze raz, a potem jeszcze raz. Jesli wciąż nie odpowiadają - zadzwonić i zapytać albo odpuścić. Spróbowac gdzieś indziej.

Z książkami - sprawa identyczna. Najpierw napisz dobrą książkę, a potem zastanów się w jakim wydawnictwie chciałabys ją wydać. I nie zrażaj się odmowami :) Wydawnictw jest dużo, warto próbowac :) Powodzenia :)

kochana Pani Beato!

Dziś przeczytałam Pani książkę "W dzungli życia".Właściwie pochłonęłam ją jednym tchem.
To zbiór mądrości (choć niektórym mogą wydać się oczywiste) które są dla nie absolutnym katalitarorem zmian w moim życiu.
Choruję na anoreksję.Już od dawna i teraz jestem już w złym stanie. To,co znalazłam w Pani tekście ( i nie chodzi tylko o rozdział o chorobie) to dla mnie więcej niż dotychczasowa terapia,na którą chodzę.
Nikt nigdy nie powiedział tego,czego dowiedziałam się od Pani.
Mam nadzieję,że stanie się to dla mnie prostą i krótką drogą do zdrowia.Do życia,które zanika.
Bo moja choroba to nie efekt chęci bycia szczupłą,czy piękną.
To jest brak siebie,brak kształtu i osobowości i lęk przed byciem.Bardzo chcę, abym mogła bez strachu wyruszyć kiedyś w podróż taką jakie są pani udziałem.Z wiarą we własne możliwości.Chcę mieć na to siłę .

bardzo mocno pozdrawiam
i dziekuje

dała mi Pani autorytet

marta

ps.jeśli mogę,spytam o coś co mnie bardzo ciekawi:czy chorobę pokonała Panisama,czy z pomocą terapii?


 


No własnie, trafiłas w samo sedno :) Kiedy człowiek nie wie co zrobić ze sobą, że swoim życiem, kiedy traktuje siebie jak brzydkiego i odrażającego wroga, to zaczyna wyrządzac sobie krzywdę i wymierzac kary za wszystkie popełnione i niepopełnione czyny. A każdy człowiek chce byc "kimś", wiedzieć kim jest, czuć się dobrze w swojej skórze. Dlatego niektórzy przyłączają się do gangów, które narzucają jakiś sposób widzenia świata. A inni wpadają w anoreksję, bo nie moga znieść tej dziwnej pustki w sobie.

Sama wyszłam z anoreksji, tak i później z bulimii. Zastanowiłam sie głęboko czy tego własnie chcę - być chora, bez sił, bez celu - czy też mogłabym to zmienic. I odkryłam, że mogę to zmienić!

Mnie też nikt nie powiedział czym naprawdę jest ta anoreksja, zrozumiałam to dopiero kilkanaście lat później - i dlatego napisałam tę książkę.

Marto! Bądź szczęśliwa! Wytrwaj w postanowieniu zdrowia, bo Twoje życie to najlepsza rzecz, jaką masz na świecie :)

Wiatj Beato! myślę, że w taki sposób mogę sie do Ciebie zwrócić. Jest mi bardzo ciężko, pisząc ten list, ale chciałam się z Tobą podzielić moim zdaniem ważną informacja (oczywiście dla mnie). Zacznę może od tego, ze zanim dotarłam do Twojej książki "W dżungli życia" sama zaczęłam pracować nad sobą, sama stwierdziłam, że dalej tak nie można żyć tzn robiąc wszystko pod kogoś a nic dla siebie. Jestem DDA więc w zwiazku z tym problemem wybrałam sie na terapię uczęszczam już1,5 roku systematycznie. Jest mi cholernie cieżko,bo po 1 moj ojciec popełnił samobujstwo we wrześniu zeszłego roku do dziś jakoś nie mogę tego przeżyć, po drugie rozstałam się z facetem w grudniu. I tak czytam Twoją kaiążkę i jest w niej tyule mądrości życiowej, które sama zaczęłam przyjmować do życia wlasnego np. szczęście zależy tylko ode mnie, cokolwiek chce osiągnąć muszę zrobić to sama i wiele innych takich mądrych zdań znalazłam w tej Twojej książce. Nawet zrobiłam sobie w moim małym mieszkanku kącik mądrości czyli zaczęłam w antyramach wieszać mądre zdania, które dodają mi sił. Chciałabym Tobie podizękować za tak świetną książkę, która moim wachaniem emocjonalnym pomogła mi podjąć decyzje,bo nie chciałam żyć w kieracie z łańcuchem na szyji.Jeszcze raz dzięki i myślę, że odpiszesz na moj skromny list. Trzymaj się :) 

 Julka

 


Julko, zawsze kiedy w życiu jest ciężko, przypominam sobie jak to jest kiedy wchodzi się na szczyt wysokiej góry. Czlowiek jest zmęczony, brakuje sił, wydaje się, że następny krok jest niemozliwy... ale jednak stawia się ten następny krok, a po nim jeszcze jeden i jeszcze jeden. Wiesz dlaczego? Bo w perspektywie jest wierzchołek góry, na którą się wspinam.

W życiu jest tak samo. Droga do tego, żeby uczynić swoje życie szczęsliwym jest czasem długa i męczaca, ale trzeba miec świadomośc celu i sensu po co sie to robi. Wtedy nawet kiedy jest ciężko, można znaleźć w sobie siłę, żeby iść dalej. Do celu.

Zyczę Ci więc, żebyś nie straciła poczucia celu. Warto jest włożyc w to trochę wysiłku i pracy, żeby osiągnąć efekt i zostac dyrektorem swojego życia. Trzymaj się ciepło i powodzenia!

Pani Beato!

Długo zastanawiałem się, co napisać o pani najnowszej książce. Chociaż dostałem ją już na początku grudnia i to, z jakże świątecznym autografem, to dopiero teraz, po dogłębnych przemyśleniach piszę tę wiadomość. Otóż chcę powiedzieć, że ja to
wszystko wiedziałem. Wszystkie prawdy, jakie znajdują się w "dżungli życia"; tkwiły w mojej głowie już od dawna, nie potrafiłem ich tylko ubrać w słowa. A pani zrobiła to tak po prostu, tak...pięknie:) Szukałem potwierdzenia moich poglądów i znalazłem je. Dziękuję pani za to.

Życzę udanej wyprawy do Afryki, ja na Czarnym Lądzie znajdę się w lutym lub marcu, ale trochę wyżej od pani, na północy:) A
następnie zacznę zbierać fundusze (czyt: ciułać grosz do grosza) na podróż do Tajlandii, Malezji, Kambodży, Laosu i Birmy:) Ale to
dopiero w 2007 lub w 2008:) Muszę przyznać, że jedyną książką jakiej nie przeczytałem z serii Blondynki jest właśnie "Blondynka
Tao"; -  a to przecież Malezja. Pozdrawiam i  dorzucam kulkę śniegu  dla orzeźwienia:)

Łukasz


Łukaszu, ja także życzę udanej wyprawy do Afryki i potem do Birmy i Kambodży, ja też mam podobny plan :) Zycze szybkiego uzbierania funduszy, podobno istnieje coś takiego jak stoliczek, który zawsze sam się nakrywa i samo napełniająca się sakiewka, może taką uda Ci sie znaleźć :) Dziękuje za recenzję i życzę Szczęśliwego Nowego Roku:)
Droga Beato! :)))
Jestem pełna podziwu dla tego, co robisz w życiu, dla Twojej pasji i "siły ducha". Ja też mam swoją pasję. Mam wiele marzeń...i konsekwentnie dążę do ich realizacji. Jednak cały czs zbaczam z drogi do samej siebie...od pewnego czasu (już 6 lat) borykam się to z anoreksją, to z bulimią. Jestem już tym wszystkim wycieńczona, ale nie poddaję się. Jestem silna! Chyba po prostu pogubiłam się w tej naszej "dżungli życia"... Chcę przebrnąć przez to bagno, pokonać swoje słabości i czerpać z tego siłę!!!!! Przede mną jeszcze wiele ważnych pytań, na które postaram się sobie odpowiedzieć. Na razie próbuję zapełnić tę straszliwą pustkę w mojej duszy. Na razie strasznie się boję:(((
Dziękuję, że jesteś:)
Twoje słowa pomagają mi przetrwać.
Całuję gorąco:***
Magda

Madziu, siła, jaką nosi w sobie każdy człowiek, jest ogromna. Rzadko tylko mamy okazje z niej korzystać, bo w naszym świecie życie jest łatwe i wygodne. Ale w ciężkich chwilach, kiedy narastają problemy, łatwo można sprężyć się w sobie i sięgnąć do tych ukrytych pokładów siły, żeby zwyciężyć. Szczęście jest w Tobie :) Tak jak i siła do pokonania własnej słabości też w Tobie jest. Wiem to na pewno, bo sama kiedyś tak samo jej szukałam. Zrób mądry, prosty plan. Zrealizuj go dla siebie samej. I zobaczysz, że życie może byc piekne :)
Witam,
kiedyś do pani pisałem maila i o dziwo dostałem odpowiedź. Po tym przekonałem sie że nie wszystkie znane osoby są "ważne". Pisze ponieważ jest Pani niezwykle ciekawą osobą i myśle że moglibyśmy podyskutować na ciekawe tematy. No wiec jak bedzie???? Jak już pisze to chciałbym sie kilku rzeczy dowiedzieć jesli można oczywiście. Trzeba przyznać że odniosłą pani kariere a ja mam pytanie czy trudno było sie dostać aż tak wysoko???? Jedno może głupie pytanie ale mam jedno wielkie marzenie: aby byc choć raz na stadionie Old Trafford w Manchesterze, no iczy to jest rzecz trudna do spełnienia???? Czy wogóle marzenia sie spełniają....

Pozdrawiam,
Paweł

Marzenia się spełniają, szczególnie te najbardziej upragnione i wypowiedziane na głos do samego siebie na początku roku :) Moim zdaniem kluczem do szczęścia i sukcesu jest pasja do tego, co się robi. Uczciwość wobec samego siebie i wobec innych ludzi. Szczere i dobre pragnienie jest jak ogień, które rozgrzewa od środka i pozwala człowiekowi unosić się nad ziemią :) Napisałam o tym dokładniej w książce "W dżungli życia". Niech Pan zajrzy :)
Droga Pani Beato!

Dziękuję Pani za Pani najnowszą książkę ’ W dżungli życia’. Jest niezwykle poruszająca, szczera i skłania do zastanowienia się nad swoim życiem. Dzięki Pani zrozumiałam, że tylko czynnie działając i idąc przez trudy i znoje można dojść do wyznaczonego celu. Nie zniechęcać się i nie użalać się nad własnym losem. Jest Pani niezwykła i dzielna i umie się Pani dzielić swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Życzę Pani Szczęśliwego Nowego Roku 2006!
Dziękuję!
Karolina :)


Karolino, dziękuje za miłą recenzję iżyczę Ci, żebyś odnalazła swoją droge przez życie :) A także dużo szczęścia w Nowym Roku :)

Witam Panią. Nazywam się Karolina i mam14 lat. Przez wiele lat byłam gnębiona w szkole (przez kolegów) i wydaje mi się, że szybciej dorosłam do życia. Mam tylko jeden problem:bardzo pragnę tego aby mnie ktoś pokochał. Zawsze byłam samotna, nawet nie mam przyjaciółki, której mogłabym o tym powiedzieć.

Co ja mam zrobić żeby nie czuć się tak samotnie?

Może Pani mi to podpowie?

Dziękuję za przeczytanie listu i czekam na odpowiedź Karolina



 


Karolino, wiem jak się czujesz, bo miałam kiedyś ten sam problem. Krótko mówiąc wydaje Ci się, że jesli się zakochasz, to staniesz się szczęsliwym człowiekiem, a Twoje całe życie się odmieni i odtąd będziesz zadowolona i spełniona. Co do pierwszej połowy - zgadza się. Co do drugiej części (czyli tego, co robisz w swoim życiu) - nie. Każdy człowiek jest wlaściwie sam ze swoimi myslami, uczuciami i marzeniami. Każdy człowiek też ma swoje życie, które powinien próbować uporządkowac i przeżyć jak najlepiej.

Twoje poczucie samotności i pustki nie bierze się z braku ukochanej osoby, ale z tego, że nie bardzo wiesz kim jesteś, kim chciałabys byc i jak możesz urządzić swoje życie.

Napisałam o tym książkę pt. "W dzungli zycia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)" - zajrzyj do niej, może znajdziesz odpowiedź na trapiące Cie pytania.
Dzien bobry,

Dostalam od mamy na Mikolajki Pani ksiazke "W dzungli zycia" z jednego bardzo prostego powodu. 2 i pol roku temu, bedac na kursie jezykowym w hiszpanii, idac po la Rambla w Alicante poznalam pewnego Wenazuelczyka, z ktorym sie zareczylam 29 pazdziernika 2005 i w lipcu przeprowadzam sie do Hiszpanii aby tam zaczac "nowe zycie". Nigdy nie wierzylam w milosc od pierwszego wejrzenia, ale od samego poczatku czylam, ze jest on moja bratnia dusza. Oczywiscie barzdo roznimy sie od siebie, ale
podstawowe zasady i opinie mamy takie same. Mamy podobne marzenia i priorytety, uczymy sie od siebie nawzajem. On dzieki mnie poznaje kulture i kraje wschodniej europy, a dla mnie jest to niewyczerpana studnia kultury iberoamerykanskiej, ktora jestem zafascynowana odkad los popchnal mnie do klasy z wykladowym hiszpanskim w jednym z warszawskich liceow.

Mama, oczywiscie jak kazda mama, nie jest zadowolona z mojej decyzji o wyruszeniu w swiat "w tak mlodym wieku"(20lat) i postanowila kupic mi pani ksiazke. czytajac ja, w pewnych momentach, czulam sie jakbym ja sama ja napisala. czuje sie calkowicie rozczarowana szkola, nauka. juz w liceum, do ktorego wyrwalam sie z malego podwarszawskiego miasta spragniona wiedzy, zaczely sie pierwsze rozczarowania. przede wszyskim moj ukochany polski- dlaczego w renomowanym liceum uczy kobieta bez
odpowiedniego przygotowania, ograniczajaca nasza tworczosc i nieumiejaca sklecic poprawnego zdania po polsku? szkola mnie dusi i ogranicza zamiast otwierac drzwi i poszerzac horyzonty...

moim wielkim hobby jest nauka jezykow obcych, ktore zawsze chlonelam jak gabka majac nadzieje, ze otworza one przede mna caly swiat. i jak sie okazuje moje plany zaczynaja sie realizowac. teraz kiedy przygotowuje sie do wyjazdu z kraju pojawia sie cala masa problemow, ktore wiekszosc ludzi by zniechecily, ale ja jestem uparta. wiem ze wyjazd jest jedyna okazja na spelnienie moich ambicji i marzen. oraz na zycie z moim wenezuelczykiem...

Pani ksiazka jest tylko potwierdzeniem tego, o czym od dawna wiedzialam, a w co wielu ludzi nie wierzy- ze sila marzen jest ogromna, ze to jest moje i tylko moje zycie i tylko ja mam prawo o nim decydowac oraz ze "wystarczy chciec" i wziac los w swoje rece. jak pani napisala nie mozna czekac w domu az przyjedzie ksiaze na bialym koniu i zmieni nasze zycie. ja wyszlam z domu, znalazlam sobie ksiecia, przy ktorym spelnie swoje marzenia i bede mogla zyc w zgodzie z soba. jestem juz zmeczona
robieniem wszystkiego bo tak trzeba. trzeba zaliczyc egzamin, nie wolno powiedziec mamie co naprawde mysle, bo bedzie mi przykro, trzeba sie uzerac z falszywa przyjaciolka, bo nie chce sie od ciebie odkleic. zycie jest za krotkie, zeby je tak marnowac....

pozostalo mi jeszcze jedno marzenie, ktore do tej pory chowalam gleboko w szufladzie. jednak gdy przeczytalam pani ksiazke stwierdzilam, ze pora sprobowac. jako nastolatka zaczelam pisac wiersze. pisze tylko wtedy gdy juz nie moge sobie poradzic z moim nieszczesciem i brak mi slow zeby wyrazic uczucia, wiec nie mam tego duzo. gdy mialam 15 lat moj wiersz zostal wydrukowany w gazecie, a majac 16 lat wygralam konkurs literacki "moj swiat" organizowany przez nasz dom kultury. od pewnego czasu
tkwi we mnie pragnienie aby ktos zobaczyl moje wiersze, moze by sie je dalo wydrukowac, gdziekolwiek... nie potrzebuje za to pieniedzy, chcialabym tylko zeby choc jeden moj wiersz pojawil sie w jakimkolwiek, chocby najmniejszym tomiku. dlatego wlasnie do pani pisze. czy zna pani moze kogos do kogo moglabym sie zwrocic? a moze pani by przeczytala moje wiersze?

zycze wielu owocnych podrozy w nowym roku i aby pani ksiazka w przyszlosci dodala odwagi wielu ludziom do zmiany swojego zycia na lepsze.

pozdrawiam
karina

Karino, na miejscu Twojej Mamy też bym się niepokoiła. 20 lat, pierwsza miłośc, fascynacja egzotycznym chłopakiem... Takie rzeczy ładnie wyglądają na początku. Ale czasem są prezentem danym od losu :)

Jesli nie masz cienia wątpliwości, to chyba musisz zrobić tak, jak Ci dyktuje serce. Nawet jesli za parę miesięcy czy za parę lat okaże się, że to nie do końca jest tak, jak myslałas, że będzie, to przynajmniej będziesz miała świadomośc tego, że dałas sobie szansę.

Trzymam kciuki i z całego serca życzę Ci, żeTwój wybór okazał się słuszny :)

Przyslij mi wiersze, zamieszczę je w Komnacie sztuk Wszelkich, wtedy masz szanse na więcej recenzji :)
Powrót