onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Chińska skrzynka pocztowa (42)

Chińska skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Droga pani Beato!

Nazywam sie Monika i mam 17 lat. Jestem zafascynowana pani podrózami. Maja w sobie niezwykłą moc i magię. Podróżowanie po świcie jest moim wielkim marzeniem, ale narazie ogranicza sie tylko do europy. Ciesze sie ze "spotkałam" pania, ponieważ uświadomiłam sobie ze nie jest to nierealne szczególnie dla kobiety. Juz powoli planuje swoje małe podróze, doszukuje sie róznych artykółów i relacji podrózników. Zapewne impulsem do takich poszukiwan była moja praca z angielskiego o podróży życia, w której zwarłam swoje odczucia wywołane pani opowiadaniami. Poprostu nie moge sie do czekac by swobodnie sobie usiasc i pocztyac pani ksiażki, ale na razie musze sie jeszcze wstrzymac bo niestety jest jeszcze szkoła. Równiez z przyjemnoscia pojechałabym na jedna z pani wypraw do dzungli amazońskiej, ale na razie to raczej rodzice nie zafunduja mi takiej wycieczki, ale nie trace nadziei bo przeciez pieniadze to nie jedyny problem.. zawsze idzie cos wymyslec :).. Wierze ze kiedys zostanie pani moim przewodnikiem lub towarzyszem podrózy.. to równiez jest moim marzeniem. Powoli juz koncze, choc głęboko watpie czy kiedykolwiek przeczyta pani ten list... ludzie sa zazwyczaj bardzo zajeci.

Pozdrawiam i życze dlaszych twórczych inspiracji
Z wyrazami szacunku Monika


 


Moniko, pieniądze to rzeczywiście nie jest najwięskzy problem - zawsze można je zarobić :) Ja tak robiłam przez całe zycie :)

Życzę Ci na Nowy Rok zrealizowania co najmniej jednego podróżnicznego planu :) I mam nadzieję, że wybierzemy się kiedyś razem :) Do zobaczenia więc :)
Dzień Dobry,
Cudownie, że jesteś. Masz wspaniały dom, pełen ciepła i zrozumienia, który daje schronienie poszukującym drogi. Niezwykłe są listy, na które odpowiadasz. Życzę ci nowych przedsięwzięć w Nowym Roku, wszechstronnego rozwoju, może nowej pasji, żebyś była szczęśliwa i nigdy nie czuła się samotnie. I przede wszystkim ciekawych, inspirujących i życzliwych ludzi na drodze.
Zamieściłam postanowienie w Zimowym Pałacu. Są dwie płaszczyzny życia, które radykalnie chcę zmienić (o jednej dość śmiało już pisałam), ale myślę, że w nowym roku lepiej skupić się na tej drugiej. Nie można ciągle trzymać się zasady: wszystko, albo nic. Zacznę więc od zasadniczej zmiany pracy. Mam pewien plan, ale troszeczkę przeszkadza mi hedonistyczny styl życia, do jakiego przywykłam przez ostatnie 9 lat i brak odwagi do ludzi, jeżeli jestem od nich w jakiś sposób uzależniona. Świadomość tego ostatniego bardzo blokuje moją chęć zmiany. Masz może jakieś antidotum na tego typu przypadłość?
Pozdrawiam bardzo ciepło,
Renata

Renato, myślę, że uzależenienie od czegokolwiek lub kogokolwiek jest zgubne, bo swiadczy o braku wolności :) Uzależniają się zwykle ludzie, którzy nie czują się pewni siebie, nie wierzą we własne siły i boją się stawienia czoła odpowiedzialności, jaka spoczywa w ich rękach. W praktyce pewnie prawie wszyscy mają jakies swoje drobne uzależnienia, ważne jednak jest to, żeby taka zależność nie blokowała drogi naprzód.

Zyczę Ci więc znalezienia siły w sobie, żeby podejmowac słuszne decyzje, a potem wprowadzać je w życie :)

Taoizm zaleca, żeby nie działać agresywnie i zbyt gwałtownie. Czasem dobrze jest położyć się na oceanie życia i wyciszyć - a fala zaniesie nas w najlepszym mozliwym kierunku :)
Pani Beato,
ogladalam ostatnio, chyba w TVN Style wywiad z Pania, opowiadała pani o swojej nowej książce, z pewnościa ja przeczytam. Moja 8-letnia 8-letnia córeczka pod choinke wymarzyla sobie podświatlany globus,teraz przeglada NG i odnajduje miejsca opisane w czasopismie. Mam nadzieje, że uda mi sie ja wychowac na osobę, która nie będzie bała sie realizować swoje marzenia, mam nadzieję, że starczy mi sił, żeby być dla niej w tym przykładem.
Zycze Pani wszystkiego najlepszego w Nowym Roku
Pozdrawiam
Monika

Dziękuję ! Ja także życzę Pani na Nowy Rok szczęścia, dobrych ludzi, zdrowia i poczucia, że życie ma sens, a praca jest potrzebna. A globus dla małej podróżniczki to bardzo dobry początek :)
Droga Beato!
Wynika z tego, ze sila woli i wewnetrzna dyscyplina sa w zyciu niezastapione. Dziekuje bardzo za wpsaniala ksiazke "W dzungli zycia" oraz za to, ze jestes, po prostu "po ludzku" dostepna. To bardzo wiele znaczy. Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku
Kasia


Nie ma innego wyjścia :) Albo ma jest się silnym, albo stoi się w miejscu patrząc jak świat dookoła pomyka :) Szczęśliwego Nowego Roku:)

witam :)

wczoraj skończyłam czytać Pani nową książkę "W dżungli życia"...ogromnie się cieszę że ją kupiłam. Zwłaszcza że równolegle czytałam poradnik Niwińskiego pt "Ja" i wiekszość rozwiązań jakie pani opisywała miało u niego "dowody naukowe". Chcicałam Pani bardzo serdecznie podziękować za Pani twórczość :) Bardzo mi pomogła...żałuję że nie mam w sobie tyle odwagi co Pani ale mam nadzieję że to się zmieni.
Zastanawiałam się jak to możliwe że ludzie wrażliwi którzy czują sie samotni, smutni, którzy chcą popełniać samobójstwa i nie mogą się odnaleść w życiu, myślą że nikt ich nie rozumie, bo oni nie rozumieją samych siebie... nie zauważąją tego że obok nich są ludzie którzy mają podobne problemy i również szukają zrozumienia....bo przecież tyle osób napisało w recenzji że czuli to samo co pani...

Ja również czułam jakbym czytała opis mojego życia...moich przemyśleń...do każdego rozdziału starałam się dopisać swoją historię....

doszłam do podobnych rozwiązań- stwierdziłam że muszę być swoją własną przyjaciółką,że nie mogę się porównywać z innymi...odnalazłam w sobie dziwną nieskończoną siłę do życia i do walki....ale doły nadal powracają...i pewnie będą powracać całe życie....

Przepraszam za tak długiego maila...pewnie dostaje ich Pani setki i każdy pisze podobnie, ale czuję nieodpartą potrzebę napisania tego co myślę i czuję...:)

Jest Pani wspaniała. Mam nadzieję że ja również spełnię swoje marzenia....i kiedyś spotkam Panią na szlaku w Ameryce Łacińskiej.

Zuzanna

 


Zuzanno, dziękuję za list, wszystkie czytam niezależnie od długości :) Zycze Pani na Nowy Rok podjęcia choćby jednego postanowienia dotyczącego własnego życia i dotrzymania słowa danego sobie :) I do zobaczenia w Ameryce Południowej :))

Droga Beato!
Wydaje mi sie, ze dla wiekszosci ludzi "normalna, prawdziwa praca" to taka, ktora codziennie wykonuje sie w biurze, banku lub innym zamknietym pomieszczeniu.Oczywiscie najlepiej jesli wczesniej, w pocie czola zdobylo sie porzadne wyksztalcenie. Podswiadomie chyba i ja sama tak sadze poniewaz caly czas mam wyrzuty sumienia, ze za malo pracuje, ze inni sie mecza a ja moge sobie pozwolic na tyle luzu. Zawsze slyszalam, ze bycie artysta to bujanie w oblokach, to taki niezyciowy zawod.

Czy Ty nigdy nie mialas podobnych rozterek? Podrozowanie, pisanie to przeciez przyjemnosc, a dookola tabuny ludzi w kieracie pracy? Wiem,ze to poaranoja, bo obok zadowolenia z wolnosci jaka posiadam, wkradaja sie wyrzuty sumienia w stosunku do innych.
Pozdrawiam Kasia.


Bycie artystą to wcale nie jest bujanie w obłokach :) Myśle, że czasem pracuję ciężej niż wielu znanych mi ludzi, a to dlatego, że sama jestem sobie szefem, więc nie ma mowy o przymykaniu oka. Wszystko co robię, staram się robić najlepiej jak potrafię i sama przed sobą nigdy nie udam, że trafiła się jakaś "niedoróbka". Dlatego czasem wiele godzin poświęcam na przygotowanie audycji czy napisanie felietonu. Nie mam godzin pracy - a to znaczy, że pracuję przez cały dzien, żeby zrobić to wszystko, do czego się zobowiązałam :) Najwazniejsze jest to, że "praca" jest dla mnie równoznaczna z "tworzeniem" - a to zawsze daje mi radość :)
Cześć tu Dominika! Na mikołajki dostałam książkę ’’W dżungli życia" i uważam,że to fantastyczna książka. Chciałam życzyć cudownej
podróżniczce wspaniałego 2006 roku. I jeszcze raz pogratulować talentu do pisania książek. Całusy Domi!

Dziękuję, ja też Ci zyczę fantastycznego Nowego Roku, żebys spełniła wszystkie swoje marzenia i plany i czuła się szczęsliwa :))

Pani Beato
Chciałam Pani bardzo podziekować za tak wspaniałą i mądrą książkę, jaką jest "W dżungli życia".
Znajduję się obecnie w takim punkcie mojego życia, że takie słowa są mi niezmiernie potrzebne.
Niby mam dobrą pracę, niby niczego mi nie brakuje i wszystko w zasadzie powinno być w porządku, ale wciąż odczuwam jakąś pustkę i nieznośny bezsens codzienności. Nie jestem zadowolona z mojego życia i nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem szczęśliwa.
Całe dni spędzam w pracy, która choć bardzo mnie angażuje i wypełnia moje myśli, nie jest tym, co chiałabym w życiu robić. A po powrocie do domu odczuwam tym większą pustkę i bardziej zajęta byłam w ciągu dnia.
Kiedy byłam w liceum bardzo bałam się "dorosłego" życia, przede wszystkim tego, że jeden dzień będzie podobny do drugiego, jak dwie krople wody. Jadąc autobusem do szkoły codziennie widziałam tych samych smutnych i znudzonych ludzi. Obiecywałam sobie wtedy, że moje życie będzie inne. A teraz jestem taka jak oni...


Niezadowolenie z mojego życia obróciłam przeciwko sobie samej - zaczęłam po prostu nie lubić siebie. Najpierw próbowałam się zniszczyć niejedzeniem, a póżniej nastąpiło niekontrolowane obżarstwo. Na szczęście miałam jeszcze na tyle rozsądku, żeby nie prowokować wymiotów, chociaż poczucie winy było przytłaczające. Czułam się tak, jakbym miała rozdwojenie jaźni, jakby mój umysł
i moje ciało stanowiły dwa odrębne i niezależne elementy - nie byłam w stanie zapanować nad swoim ciałem i apetytem.
Kiedyś w moim życiu taka sytuacja miała już miejsce, ale na szczęście udało mi się z niej wyjść. Niestety teraz historia znowu się powtórzyła i nie mogłam sobie przypomnieć, co właściwie wtedy zrobiłam, żeby się uwolnić od tego koszmaru. Dopiero Pani książka mi to uzmysłowiła - trzeba polubić i zaakceptować siebie i zaprzestać ciągłej walki przeciwko sobie samej. Kiedy to zrozumiałam moje niekontrolowane napady obżarstwa ustąpiły. I wiem, że już nigdy nie będę sobie w ten sposób dokuczać i że będę sobie przyjacielem.
Myślę też, że dzięki Pani książce uda mi się coś zrobić ze swoim życiem, ukształtować je w taki sposób, żebym była z niego zadowolona, żeby było takie jakbym tego chciała i żebym była wreszcie szczęśliwa. Będę musiała dokładnie przemyśleć to wszystko, co Pani napisała i zadać sobie kilka ważnych pytań. I pewnie jeszcze nieraz wrócę do Pani książki.

Serdecznie dziękuję :) i pozdrawiam.
Kasia z Wrocławia

 


Tak, tak, typowy objaw :)) Człowiek niezadowolony z siebie zaczyna wymierzać sobie kary za to, że nie jest dokładnie taki, jakby chciał być. Super, że to jest już poza Panią :) To cudowne uczucie móc zrozumieć swój błąd i zacząć go naprawiać, prawda? Życzę pani, żeby w Nowym Roku odnalazła Pani swoje szczęście, swój cel i samą siebie, na zawsze :)

Dzien dobry Pani Beato. Napisała Pani, ze najlepsze co moge zrobic to otworzyc sie przed soba sama... zgadzam sie z tym..ale mi to nie wychodzi..tyle ksiazek co ja przeczytalam np.:Potega podswiadomosci" J.Murphy i "Lustereczko powiedz przecie" L.  Papadopoulos i Pani ksizke i mnostwo innych i ja wiem , mniej wiecej, "jak mam myslec", ale w praktyce nie wychodzi mi to .

nie wiem dlaczego i tez nie wiem dolaczego mam takie problemy ze soba. ja osobiscie uwazam , ze mam bardzo male poczucie wlasnej
wartosci. Zawsze probowalam zdobywac "przyajciol" i tez mi sie to nie udawalo. W szkole sredniej do ktorej uczeszczalam w
Swinoujsciu nie mialam kolezanek, bylam niesmiala i kiedy ktokolwiek i kiedykolwiek cos sie mnie zapytalam to sie czerwienilam i z tego sie ze mnie smiali. Te czerwienie sie zostalo mi do dzisiaj. Nie czerwienie sie dlatego ze sie zawsydzialam tylko dlatego ze sie kiedys czerwienilam (nie wiem czy Pani rozumie co mam na mysli).. nie moge sie od tego uwolnic..

Najpiekniejsza dla mnie rzecza w Pani ksiazce jest to zdanie gdzie Pani pisze ze kazdy kto probuje uciekac do ludzi ucieka przed samym soba :) to jest prawda..ja mam 21 lat a w duszy sie czuje jak ta czerwieniejaca sie 16, 17 , 18 z ktorej sie uczniowie w klasie smieli..
Troszke sie rozpisalam..mam nadzieje ze zrozumiala Pani mojego e- maila.. Ciesze sie bardzo ze moge do Pani napisac:)
Pozdrawim cieplutko z tej zimnej Szwecji
Viktoria


Wiktorio, rozumiem o czym mówisz i cieszę się, że masz dopiero 21 lat, bo masz wystarczająco dużo czasu, żeby w sobie odnaleźć siebie :) Wyobraź sobie, że inni ludzie Cię lubią, wyobraź sobie, że spotykają się z Tobą tylko dlatego, że sprawia im to ogromną przyjemność - może wtedy będziesz w stanie uśmiechnąc się do nich i nawiązać nić porozumienia - a po takim pierwszym kroku następne stają sie same.

A przede wszystkim nie rozmyślaj o swoim "kompleksie niższości", tylko zastanów się czy masz realne powody, żeby czuć się gorsza od innych. Jeśli tak, co zmień w sobie to, czego nie lubisz. A jesli nie, to głowa do góry :)

Droga Beato! 
Zawsze chcialam byc niezalezna i to osiagnelam. Prowadze wlasna firme, a za tym idzie mam swobode czasowa i finansowa.Jednak brakuje mi tego czegos i meczy mnie, ze pomimo zadawawania sobie pytan nie moge znalesc odpowiedzi czego mi brak.
Pozdrawiam cieplo Kasia




 


Kasiu, to tylko znaczy, że nie dosyć uporczywie zadajesz sobie pytania i nie dosyć mocno szukasz na nie odpowiedzi w sobie :) Może szukasz za daleko?... :)) Czasem to sa bardzo proste rzeczy, na przykład uświadomienie sobie co Cię najbardziej cieszy. Albo przypomnienie sobie w których chwilach czułaś szczęście, które chciałabys powtórzyć :) na pewno Ci się uda, jesli będziesz wystarczająco uparta i nie popuścisz sobie :) Musi się udać :)

Pani Beato,

W Wigilię zobaczyłam Pani ksiązkę "W dzungli życia" i nie mogę się od niej oderwać... To jakby opowieść o moim życiu, o moim błądzeniu, o moich pragnieniach - choć nie jest nim puszcza amazońska. Nie jestem już nastolatką, ale że mnie wciąz brak mi odwagi, aby pokierować moim życiem tak, jak chcę. Kroczek naprzód, dwa w tył... A wiem co chcę, a czego nie chcę robić. Widzę jednak, że nie
tylko ja robiłam błędy:). Czuję też, że jestem na dobrej drodze i o tym chciałam Pani powiedzieć.

Serdecznie pozdrawiam, Ewa



 


Bardzo się cieszę, że jest pani na "dobrej drodze". Najtrudniejsze to iśc dalej przed siebie. na początku wszystko wygląda łatwiej, ale zwykle ludzie dają sie połknąc codzienności i pospiechowi. Mam nadzieję, że wytrwa Pani na szlaku do spełnienia :) Serdecznie tego życzę i trzymam kciuki :))

Czy społeczność w indiańskich albo innych plemiennych wiosek cierpi na problemy skorne? Czy mają oni, np.trądzik, łuszczycę, łupież? Czy stosują metody na pozbycie się tych nieprzyjemnych dolegliwości -szczegolnie trądziku?
P.S. Gratuluję ostatniej książki. Prawdziwie przywraca wiarę w ludzi, sens życia i skłania do postawienia sobie jasnych celow.

Joanna


Indianie też mają problemy ze skórą i maja na to swoje skuteczne srodki. Oczywiście nie ma w dżungli apteki ani żadnego sklepu, gdzie można by kupić środki chemiczne, ale one są tam całkiem zbędne. Wiele roślin posiada własności lecznicze i z nich korzystają Indianie. Nawet odzywkę do włosów robią z soku pewnego gatunku drzewa.
Pani Beato!

Pewnie podobnych zapytań otzrymuje Pani mnóstwo. Mimo wszystko spróbuję... :-)

W przyszłym roku mam wakacyjny miesiąc na podróżowanie po Peru (plecaki, namiot i mapa). Mój mąż ma już wstępny zarys naszej wspólnej wyprawy ("śladami Polaków w Peru", nawet udało nam się pozyskać kilku sponsorów, ufff...) , ale ciekawa jestem, co Pani uważa za najciekawsze w tym kraju. Czego absolutnie nie możemy przegapić!
Będę wdzięczna za choćby wypunktowanie kilku miejsc.

Serdecznie pozdrawiam
i życzę wielu ciekawych podróży w Roku 2006

Ewa

Peru to miejsce magiczne, w którym na każdym kroku można odnaleźć coś fascynującego. Gdziekolwiek Pani pojedzie, jest pięknie :) Jeden punkt obowiązkowy to Machu Picchu - naprawdę emanujące przedziwną energią spod ziemi. Proszę zajrzeć do Galerii Foto na stronie www.oliwkowo.pl - jedna z galerii jest poświęcona magicznym miejscom w Peru :) Szczęsliwej podróży!

Witam na dzień dobry. Nazywam sie Sylwia, mam 30 lat skonczyłam studia, pracuje, mam gdzie mieszkac i co jesc...ale coraz bardziej pogrązam sie w pustce istnienia. Codzienna rutyna praca, dom, czasem spacer, ale tak naprawde ja nie zyje czuje jak czas mi przepływa przez palce. Tak kurczowo uczepiłam sie mysli, ze czlowiek jest szczesliwy wtedy gdy ma kogos obok siebie, samotnosc mnie zabija, te dlugie niekonczace sie wieczory i poranne frustracje, zeby isc do pracy. Mam za soba 2 nie udane zwiazki. Pewnie pisza do Pani tysiace podobnych do mnie...a ja mam tyle milosci w duszy co z nia zrobic? Umieram powoli...

 


Sylwio, znam ten ból, bo tak samo się czułam. Wiem skąd wzięło się to uczucie i wiem co zrobić, żeby je przezwyciężyć - i o tym napisałam książkę pt. "W dżungli życia . Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)". Książka ukazała się miesiąc temu. Żeby opowiedzieć Ci wszystko, co wiem na temat "bezsensu istnienia" i zamienienia go na "sens i radość życia", musiałabym napisac ze 300 stron listu. Napisałam to wszystko w książce. Zajrzyj do niej, może znajdziesz coś pożytecznego dla siebie :)

Szanowna Pani Beato!

Jakiś czas temu ogromnie zainteresowałam się Pani osobą. Stało się tak dlatego iż obie mamy podobne doświadczenia... obie przeszłyśmy przez anoreksję, bulimię, alkohol... szukałam inspiracji, sposobu walki o własne życie i szczęście - w taki spsób odkryłam Pani istnienie. Jako wielka pasjonatka radia oczywiście słuchałam Pani audycji nadawanych z Ameryki Pd. w radiu Zet. Nie wiedziałam jednak, że Pani tak wiele przeszła i że poza podobną do mojej pasją posiada Pani również podobne
doświadczenia. Czuję wielkie pokrzepienie czytając w "Dżungli życia", bo widzę jeszcze dla siebie nadzieję. Chciałabym, aby Pani poznała moją historię i jako osoba mądra, niegdyś też bardzo zagubiona ustosunkowała się do niej.

Na imię mi Marzena... jeszcze 3 lata temu byłam Piotrkiem. Mam 21 lat, mieszkam w małej miejscowości. Moim życiowym problemem, dramatem i wielkim doświadczeniem jest transseksualizm - zespół dezaprobaty płci. O tym, że wewnętrznie jestem dziewczynką wiedziałam od najmłodszych lat życia. Czułam, ze coś jest nie tak jak być powinno. W wieeku 5 - 6 lat uwielbiałam bawić się lalkami, przedbierać w kobiece ubrania i organizować rewie mody. Kiedy pani pielęgniarka na początku szkoły podstawowej w trakcie tzw. bilansu chciała, żebym zdjęła koszulkę ja krępowałam się, bo przecież dziewczynki nie musiały. Żyłam rozdarta między tym co czułam, kim byłam naprawdę, a tym w jaki sposób postrzegali mnie ludzie. Byłam doskonałą aktorką, udawałam chłopaka, bo tak chcieli ludzie, otoczenie. Wiedziałam, że jeśli zdradzę komuś moją tajemnicę to zostanę wyśmiana.

Ukrywałam swój problem wiele lat, przed rodziną, przyjaciółmi, kolegami. Bywały oczywiście momenty, w których prawda
wychodziła na jaw w jakimś damskim geście, czy spojrzeniu ( nie dawałam rady kontrolować karzdej sekundy w ciągu 24 godzinnej doby ), ale zaraz po tym ponownie przywdziewałam męską maskę. Wiele lat nie byłam sobą, nie mogłam. Strach był tak silny, że wydawał się być nie do pokonania. Jedyną odskocznią od codzienności okazało się radio, pisanie wierszy i publikowanie ich na łamach gazetki, którą zaczęłam wydawać i w lokalnej prasie.

Uczyłam się dobrze. Pod koniec 8 klasy zdałam wzorowo egzaminy do szkoły średniej. Wybrałam klasę o profilu dziennikarsko - językowym. Cieszyłam się, że ędę mogła poszerzać swoje zainteresowania, że spotkam ludzi otwartych, kreatywnych, z polotem, którzy nie będą mi dokuczać z powodu mojej inności. Szkoła podstawowa upływała pod znakiem morza łez, walki o to, zeby nie dać sie pogrążyć, zniszczyć. Byłam wyśmiewana przez kolegów, którzy nie rozumieli dlaczego nie chcę grać z nimi w piłkę... itp. Pamiętam kiedy w 7 klasie znalazłam artykuł w jakiejś gazecie o tym czym jest transseksualizm. Dowiedziałam sie z niego, że to zaburzenie powstaje w łonie matki na skutek niedoboru jakihś hormonów i że jedynym wyjściem dla takich osób jest zmiana płci. Czytałam ten tekst ze łzami w oczach. Wiedziałam, że to jest to, ze znalazłam odpowiedź, definicję swojego dramatu. Artykuł pokazałam mamie. Nie mogła uwierzyć, pojechałyśmy do lekarza w Warszawie, który stwierdził, że ze zmianą płci trzeba poczekać do 18 roku życia czyli jakieś 4 lata. Ja cieszyłam sie tylko z tego, że to jest realne, że będe mogła dostosować swoje ciało do psychiki, wiedziałam, ze zrobię wszystko, aby tego dokonać.

Wracając jednak do szkoły średniej. Bardzo cieszyłam sie, że mogę tam być. Mogłabym o niej długo pisać, ale nie chcę Pani zanudzać, a mam jeszcze wiele do napisania. Szkoła okazała się piekłem, byłam bita, poniżana, wyśmiewana znacznie bardziej niż w podstawówce. Im mocniej starałam się tym słabiej wychodziło. Udawałam jak mogłam. Grałam chłopaka, a moje wnętrze płakało. Pamietam momenty, kiedy londowałam w łazience z podbitym okiem. Pamietam ich słowa "gejów nie obsługujemy" ( gdy wchodziłam do szatni). To był koszmar. Nie umiałam tam być. Drżały mi ręce, głos. Zrezygnowałam, mimo, ze byłam tam jedyną obobą, którą inteesowało dziennikarstwo. To było okropne doświadczenie, bo zrezygnowałam tak jakby z siebie, żeby ratować swoje psychiczne zdrowie. Przeniosłam się do szkoły wieczorowej. Rodzina nie mogła w to uwierzyć, robli mi z tego tytułu ogromne wyrzuty, oni też w jakis sposób mnie przekreślili. Odnalazłam spokój w tej własnie szkole wieczorowej.

Podjęłam decyzję o zmianie płci. To stało się moim jedynym celem - stać sie sobą. Musiałam nakłonić rodzinę do pomocy, a to wtedy nie było łatwe. Ojczym, który nie rozumiał moich problemów traktował mnie jak chłopaka, któremu potrzebna jest męska ręka - potrafił mnie udeżyć i skarcić. Myślałam sobie w duchu, że on nie wie kogo bije. Zaciskałam jednak zęby i nie poddawałam się. Zaczęłam sama zbierać pieniądze. Mama pokryła koszty badań, diagnoz ( wszystkie jednoznacznie wskazywały, ze jestem kobietą uwięzioną w ciele mężczyzny) i kueacji hormonalnej.  Wiem też czym jest anoreksja. Wpadłam w nią, gdy poczułam, że potrafię panować nad tym co jem. Zawsze wszystkie swoje kłopoty i stres zajadałam słodyczami. Chciałam jednak byc piękną i doskonałą kobietą. Zaczęłam się odchudzać. W końcowej fazie anoreksji ważyłam 43 kg przy 175 cm wzrostu. Anoreksja przerodziła sie bulimię. Teraz powoli dochodzę do siebie. Jem słodycze, bo stwierdziłam, że nie chcę zniewalać swojego umysłu jakimiś ograniczeniami. Jem je w ramach 5 posiłków w ciągu dnia. Kiedy leżałam w AM poznałam swoją wielką pierwszą miłość - chłopaka, który mnie zaakceptował taką jaką jestem. Myślałam, ze to już koniec bólu w moim życiu, że on da mi radość i szczęście. Przekonałam się jednak, że pomyliłam się. Paweł w pewnym momencie zaczął mnie bić, był agresywny. Wytrzymałam z nim 2 lata, nadal mo0je serce bije dla niego, a ja wiem, że nie mogę z nim być.

Mój list jest dość chaotyczny, gdzieś podrodze zgubiłam swoje zdolności redaktorskie. W tym roku zdałam maturę. Dyrektor szkoły, do któej chodziłam powiedział mi, że ja już wygrałam w życiu, że wygrałam siebie. Wyglądam ładnie, dostałam nawet propozycje od kilku agencji modelek, żeby u nich pracować ( w życiu nie spodziewałam się takiego efektu). Ja jednak czuję jakbym przeszła przez obóz koncentracyjny, brak mi sił, energii. Nie użalam sie, tak zwyczajnie jest. Zaczęłam studia, ale chyba zrezygnuję, poszłam tam dlatego, że mam ogromną potrzebę zdobywania wiedzy. Tylko te siły, cięko mi, bo chyba się wyczerpały. Nie mam przyjaciólki, z którą mogłabym rozmawiać, korespondować. etc. Jestem sama, oby ten stan był chwilowy. Nie jestem wampirem, którego opisała Pani w swojej ksiażce, ale tak, chcę, zeby ktoś mnie zauważył i wyciągnął rękę, bo sama już nie wiem jak wrócić na normalne tory. Tak jak Pani kocham podróże. Nie opisałam wielu rzeczy, ale jeśli choć trochę zainteresuje Panią mój list bardzo proszę o kontakt.

Pozdrawiam,
Aneta


Pani Aneto, zgadzam się z dyrektorem, że "wygrała Pani siebie". Ludzie z natury swojej są słabi i chętnie poddają się tej słabości - i wtedy czują się coraz bardziej nieszczęsliwi. trzeba siły, żeby próbować zmienic swoje życie na lepsze. Pani to zrobiła. Taki wysiłek musi kosztowac zmęczenie. Wyobrażam sobie, że to jest tak jak z wejściem na Amadablam w Himalajach. Długa droga, wysiłek, zmęczenie, a jednak człowiek stawia następny krok, chociaż brakuje mu tchu i nogi już nie chcą nieść. Ale moment, kiedy stanie na szczycie jest niesamowitą radością i uczuciem spełnienia.

Zrobiła Pani najcięższy kawałek drogi pod górę. teraz pozostaje tylko
przymierzyć się do nowego zycia i zacząć je pomału smakować, ciesząc sie każdą chwilą.

Zmęczenie za chwilę minie, a pozostanie cudowne uczucie spełnienia. To nie koniec drogi, ale początek. Ma Pani w sobie dość siły, żeby iść dalej - dokładnie tam, gdzie pani sobie wymarzyła.

Przypuszczam, że nie napisałaby Pani tego listu gdyby nie rozstanie z chłopakiem. Miłośc ma to do siebie, że nie zawsze jest prawdziwa. A raczej: łatwo dać się nabrać na pozór miłości dlatego, że każdy z nas na świecie o niej marzy i jej pragnie. Ale prawdziwa, dobra miłośc przychodzi dopiero wtedy, kiedy sama zechce. A kiedy przyjdzie, to już na zawsze i szczęsliwie.

Pewnie bardzo Pani potrzebuje przyjaznej duszy i mysli Pani, że mężczyzna przyniesie ze sobą szczęście i ukojenie. Ale tak nie jest. Musi Pani to szczęście, ukojenie i przyjażń znaleźć najpierw w sobie. Zyczę Pani szczęścia :)

dzien dobry

na imie mam jola. jestem uczennica liceum.

psize bo to dla mnei wazne,zeby do pani napisac i podzielic sie z kims czyms dla mnei waznym, no i nawet jesli pani mnei wysmieje,to nie bedzie tak bolało. sorry,ze tak pesymistycznie.

a wiec chodze do liceum,rok temu poznalam kolezanke, nigdy nei bylam jakas super lubiana,znaczy bywalo,ze bylam odrzucona przez klase, zawsze lubie co innego niz wszyscy, nie ubieram sie modnie,nei slucham hip hopu, techna , hausa,czy popu. w ogole zawsze inna, ,nie lubei imprez, ale przez to nie mialam blizszych kolezanek,wiec szlam do tego liceum z mysla, ze poznam przyjaciole do konca zycia, wiec bylam sobie w klasie,no i jak to powinno byc kazdy w klasie zaczal sie z kims zadawac, meic swoja paczke, ja zazelam sie zadawac z dorą, minią, i dosia... bylo ok,no i pewnego razu  okazalo sie,ze dosia mnie lubila i chciala sie ze mna zadawac,a bylo to dla mnie na maxa dziwne,ze woooooooooow,ktos chce ze mna zadawac. to bylo dla mnei spelnienie,marzen zawsze chcialam,miec taka przyjaciolke, no i ona akceptowala moje gorsze chwile  i dosia byla, to bylo suuuuper, kots mnei lubil,ktos sie mna interesowal, i zaczelo sie tak,ze po lekcjach szlysmy do mieszkania i moja wielka potzeba milsoci wybuhła. potrzebowalam opieki zainteresowania,czegos co rzaden facet mi nei dawal,bo nei inetersowalam faectwo,wiec lezalysmy z dosia wtulone w siebie, ja sie czulam bezpiecznie, i tak pare dni,ale pewnego dnia pocalowalysmy sie. po prostu nie bylo to pozadanie,tylko kolejny sposob wyrazenia uczuc, no i na pocalunkach sie nei skonczylo,ale to juz pozniej bylo .

w kazdym razie przerodzilo sie to w milosc,zakochalam sie, ona tez, moze zauroczylam,. spedzalysmy ze soba dnie i noce lezac, olaysmy wszystko,bylam szczesliwa ktos mnei kochał, opiekowal sie mna, bylo swietnie,no i tak pzez dlugo,bo ponad 7 miesiecy,ale zaczelo sie psuc, uzaleznilam sie. stalam sie zaborcza, ... no zerwalysmy ze soba. zaczely sie straszne kłotnie. baaaaardzo siebie ranilysmy, do teraz. mimo wszytskiego nadal utrzymywalysmy ze soba konakty,nadal sie calowalysmy, nadal byla jakas milsoc fizyczna miedzy nami. ale ja i moaj zaobrczosc.. wiem,ze mozna meic przyjaciolke, no i ze ona mzoe meic milion koelezanek,innych przyjaciol .ale coz tego,ze ja to wiem,skoror zrobilam tyle glupot? och,dlugo by opowiadac, teraz jestem zraniona.

stracilam przyjaciolke,choc trudno mowic o przyjazni,stracilam dziewczyne. hmm codziennei sie budze i chce umrzec, mysle jak znowu sie zabic,powstrzymuje mnei to,ze rodzice moga juz tego nei przezyc, zyje bo zyje,szukam sensu zycia. chce zyc i cos tworzyc, ale nie umiem,bo cierpie, bo ocieram sie o smierc.

ogolnie to wszytsko bylo w skrocie.moze brzmiec banalnie. tylko prosze nei smiac sie ze mnie. przepraszma za klopot. 
jola


Jolu, daj spokój z "ocieraniem sie o smierć", bo smierć to definitywne i nieodwracalne zamknięcie drogi, kiedy nic już nie można zrobić, poczuć ani zmienić. Przecież nie o to Ci chodzi.

Pewnie jest Ci teraz trudno, ale najlepsze w tej sytuacji jest to, że sama wiesz gdzie popełniłas błąd, więc w przyszłości możesz tego błędu uniknąć. Człowiek uczy się przez całe życie na swoich błędach. Wyobraź sobie, że coś podobnego mogłoby się zdarzyć wiele lat po Twoim ślubie. Masz rodzine, męża, dzieci - i nagle odkrywasz, że wcale nie męża chciałas mieć, a w dodatku rozbijasz związek zazdrością. Zaborcza miłość nie jest dobra w żadnym związku. Trzeba dać drugiemu człowiekowi wolność i w ten sposób okazać mu szacunek. A jesli tego szacunku brak, to znaczy, że to nie była prawdziwa, dobra uczciwa miłość, tylko próba. A
jesli to była tylko próba, to znaczy, ze prawdziwa miłośc dopiero do Ciebie przyjdzie.

Nie skupiaj się więc na tym co było i zostało stracone, tylko patrz w przyszłość. I pamiętaj, żeby nie popełnić tych samych błędów. Zyczę Ci, żebys w Nowym Roku znów mogła się zakochac, tym razem szczęsliwie :)

Pani Beato, jestem zachwycona i poruszona Pani książką. Cenię Panią za szczerość z jaką opisuje Pani swoje życie, za chęć podzielenia się z czytelnikiem Swoimi odczuciami i przemyśleniami, i że w ogóle zależy Pani na drugim człowieku. To teraz niezwykle rzadkie, wszyscy dbają tylko o swoje sprawy.

Chciałam też Pani złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowych, spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku. Oby zawsze była Pani sobą i nigdy się nie zmieniała. Mam nadzieję, że mogę do Pani od czasu do czasu napisać.

Pani czytelniczka Basia


Dziękuję :) Myślę, że wielu ludzi chciałoby pomóc innym, tylko nie zawsze potrafia znaleźc sposób. Cieszę się, że ja taki sposób odkryłam i mam nadzieję, że komuś rzeczywiście tą książką pomogę. Szczęśliwego Nowego Roku :)
Pani Beato,

Najpierw pozwoliłam sobie przeczytać listy kierowane do Pani:-))teraz pozwalam sobie sama napisać...
Desperacja moja nie jest co prawda w najwyższym stadium, aczkolwiek się pojawia...często... to taka moja mała przyjemna okropnie desperacja na dzunglę.
Marzy mi się bardzo bardzo...Ostatnio śniło mi się nawet, że miałam chorą wątrobę, wychodzę z oceanu(ocalałam w katastrofie lotniczej)i nagle nie wiadomo skąd pojawia się wódz jakiegoś indiańskiego plemienia, który zaczyna mnie leczyć...hmmmmmn nie wiem skąd się to bierze,bo przecież ostanią Pani książkę czytałam chyba w lipcu.:-)). Wracając jednak do tematu marzy mi się bardzo wyprawa w tamte strony...No teraz to chyba już determinacja:))))
odważyłam się zrobić pierwszy mały kroczek w tym kierunku, choć o skontaktowaniu się z Panią myślę już od ponad roku.
Pani Beato kończąc te wywody może trochę chaotyczne, bo już pierwsza prawie w nocy, pragnę się usilnie dowiedzieć, KIEDY Pani znowu jedzie????????
I czy mnie Pani ze sobą zabierze????
STELLA l.27 Łódź


Stello, do dżungli pojadę w lutym lub w marcu, na moją samotną wyprawę. Latem byc może zorganizuje wyprawę do Peru, a w listopadzie jak co roku odbędzie sie wyprawa dla początkujących do dżungli w Brazylii. Drzwi są więc szeroko otwarte :) Szczegóły - w dziale podróże :)

W gruncie rzeczy jawisz mi się jako osoba dość niezwyczajna. Wcale nie wynika to z Twoich podróży... wbrew pozorom. Ze zdziwieniem znalazłem w księgarni książkę "W dżungli życia". Zdziwienie moje wzięło się głównie z tego, że uważałem się za jednego z nielicznych niedobitków ludzkiej gromady, która szczerze patrzy na innych ludzi i chce ich dobra. A zwłaszcza patrzy na młodych ludzi i pragnie im coś przekazać...

Nie czytałem tej Twojej książki, ale ją już kupiłem i od razu pożyczyłem ją memu "pomocnikowi w survivalu", Adamowi, który dopiero co wszedł w dorosłość, stara się całym sercem być dobrym człowiekiem, ale wciąż jest marząco-naiwny. Jak i ja. Jak i ja "wtedy" i teraz. 

W ten sposób możesz się spodziewać, że Twoja książka pojawi się w mojej galerii z moją recenzją. Bywam ironicznie złośliwy, ale generalnie należę do ludzi życzliwych. Mam już pierwsze sygnały od Adama, że masz już na niego wpływ. Potem będą to czytać inni moi ludkowie... 

Jeśli tylko bedziesz miała ochotę, to zabierz się z nami w ferie zimowe na... bytowanie w szałasach i namiotach. Chcemy pojechać sobie w Bory Tucholskie i tam pomieszkać ze 3-4 dni.
Sciskam serdecznie!
Krzysztof

 


Nie boje się szczerych recenzji, więc pisz śmiało, z ciekawością przeczytam jakie jest twoje zdanie na temat mojej książki :)

Piszę własnie następną książkę, podróżniczą, prowadzę znów program w Radiu Zet, a potem wyjeżdżam do Afryki, nie bedę więc mogła pobyc z Wami pod namiotami w Borach Tucholskich, czego bardzo żałuje, bo przeżycie musi byc odlotowe. Zyczę całej Twojej gromadzie zdrowego odpoczynku i radości i Szczęśliwego Nowego Roku:)

Droga Beato!
Święta to czas rodzinnych spotkań, ciepłej atmosfery, bliskości. Jednak w naszej rodzinnie jest inaczej gromadzimy się przy wspólnym stole i...zamiast miłej, spokojnej rozmowy-pretensje, rozczarowania i wzajemne oskarżenia.
Dlaczego tak jest, iż pomimo wieku chcemy sprostać oczekiwaniom jakie pokładają w nas rodzice, nawet gdy podświadomie czujemy, że jest to niemożliwe. Żałuję , że słowa bliskich tak potrafią zaboleć, że nie potrafię złapać dystansu, który może uchroniłby mnie przed poświątecznym smutkiem.
Serdecznie pozdrawiam Kasia.

 


Kasiu, poświąteczny smutek znam z własnego doświadczenia :) Czasem ludzie nie potrafią się porozumieć chociaż mówią tym samym językiem, i trudno, tak było i będzie. Jedyne co można zrobić w tej sytuacji to "robić swoje". Postepowac tak, jak jesteś pewna, że powinnaś, niezależnie od narzekań i żali innych ludzi. Kiedy rzucałam studia, wszyscy mi mówili, że to błąd. A ja robiłam swoje. Taka droga wymaga więcej siły i wewnetrznej dyscypliny, ale jest warta wysiłku. Skoncentruj się na tym, co jest dla Ciebie najważniejsze, to odnajdziesz poświąteczną radość :)

Musze przyznać, że bardzo Panią lubię wręcz uwielbiam.Codziennie oglądam Studio Pogoda, ale w piątek to wręcz nie mogę oderwać wzroku- jest Pani fantastyczna, a te opowieści, po prostu super.Bardzo interesuję się geografią, ale niestety nie dane mi było studiować.Ostatnio w moim Kościele było zorganizowane spotkanie z Anna Czerwińską- himalaistką, a dzisiaj tzn, 26.12.2005 z Markiem Kamińskim- zdobywcą biegunów,o czym Pani w 100% wie.Może i Pani dała by się zaprosić, by opowiedzieć o swoich podróżach na żywo.Jeżeli nie to rozumie, ma Pani tyle na głowie.Mieszkam 4 km od Sieradza.Błagam niech Pani chociaż coś mi napisze, bo jest Pani dla mnie prawdziwym podróżnikiem i wzorem.Pozdrawiam. Dawid

 


Dawidzie, studia na szczęście nie są konieczne do podróżowania :) Ja też ich nie skończyłam, bo przez życie prowadziła mnie pasja do tego, co robię. Prowadzę w każdą niedzielę program "Swiat według Blondynki" w Radiu Zet", ktory wymaga ode mnie dużo pracy, dlatego obawiam się, że nie będę mogła przyjechać na sptokanie do Sieradza, ale życzę Ci na Nowy Rok siły, żebys mógł własnymi rękami spełnić swoje marzenia o podróżowaniu i nie tylko :)
Powrót