onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Melonowa skrzynka pocztowa (39)
 Nowe listy proszę słać na adres beata@oliwkowo.pl .  Odpowiedzi szukajcie poniżej.
`Moją pasją są wyprawy w ciekawe miejsca ziemi.
Chciałbym wybrać się na organizowaną przez Panią wyprawę, jeżeli to oczywiście możliwe, w 2006 roku.
W ostatnich latach uczestniczyłem w wyprawach: Australia, Nowa Zelandia, a ostatnio w Brazylii i w Wenezueli.
Proszę o odpowiedź.
Z wyrazami szacunku: Zbigniew`

Panie Zbigniewie, cieszę się, ze chce Pan pojechac ze mną :) Mam na przyszły rok kilka planów, na pewno bede jak co roku prowadziła wyprawę do dżungli amazońskiej w listopadzie. czy ta wyprawa pana interesuje?

"Do kupna książki ,,W dżungli życia" zachęcił mnie swoją wypowiedzią Tomasz raczek. Jutro z pewnością kupię. W swoim blogu również poleciłam ją innym blogowiczom. Mój blog http://hanula1950.blox.pl, W ,,Molu książkowym" przytoczyłam słowa pana Raczka." Często zaglądam na Pani stronę. Jestem dla Pani pełna podziwu!
Serdecznie pozdrawiam!
Hanna


Pani Haniu, rozbawiły mnie kotki i pieski na Pani stronie, szczególnie ten mały rudy nastroszony w odpoiwiedzi na hasło "łapy do góry".

Dziekuję za rekomendację mojej ksiązki :) Zyczę przyjemnej i pożytecznej lektury :)

`Droga Pani Beato,
Właśnie skończyłam czytać Pani książkę “w dżungli życia”! chciałam Pani podziękować za tę książkę, to niezwykle że nagle człowiek odkrywa że nie jest sam na tym świecie, że nie tylko on przeżywa takie życiowe rozterki! Muszę przyznać, że wielokrotnie wzruszałam się i uśmiechałam odnajdując w Pani opowieściach siebie sama.
Mam nadzieję, że dzięki Pani życiowym wskazówkom uda mi się zapanować nad własnym losem. Kilka miesięcy temu skończyłam studia i po chwili euforii nadeszły czasy zastanawiania się nad życiem, nad tym co dalej, nad sama soba !! wnioski nie sa zbyt zadowalające! skorzystałam z Pani rady i sporządziłam listy. I muszę przyznać, że to co ukazało się mym oczom było zatrważające!!! Ale wierzę że jest to pierwszy mały kroczek ku dobrej drodze!
Wierzę że nic nie dzieje się bez przyczyny. Pani książkę dostałam od Mamy, która na wszelkie sposoby próbuje mi pomoc bym na nowo uwierzyła w siebie. Mama usłyszała gdzieś, czy przeczytała o niej i stwierdziła że warto bym ja przeczytała. musze przyznać, że bardzo mi pomogła.
Dlatego jeszcze raz dziękuję Pani z całego serca, że odważyła się Pani na to, by przelać na papier wspomnienia! Psychoanaliza początkowo wydaje się być przerażająca ale również niezwykle oczyszczająca!!
Kończąc życzę Pani by zawsze w sercu nosiła Pani ideały tej siedemnastoletniej Beaty :)
Pozdrawiam serdecznie
Di`

Dziekuję :) Prosze podziękować w moim imieniu też swojej Mamie :) Mocno wierzę w to, że można zmienić swoje życie - pod warunkiem, że człowiek uczciwie sie do tego zabierze i włoży w to trochę wysiłku. Ale jak słodko smakują potem tego owoce, prawda? Serdecznie życzę, żeby także Pani się udało, serdecznie pozdrawiam :))
`Szanowna pani Beato! Mam do pani ogromną prośbe. Koleżenka niedługo będzie obchodzić 20-te urodziny. Jest zafascynowa Peru i wszystkim co związane z tym krajem, ale również Ameryką Południową o której wiedze czerpie również z pani książek. W gronie znajomych chcielibyśmy sprezentować naszej koleżance jakiś
wartościowy prezent związany z tym krajem np. ładnie wydany album. Czy jest pani w stanie coś polecić lub zaproponować coś innego niż album, ale równie interesującego?

Przyszło mi do głowy, że jeśli koleżanka jest zafascynowana Ameryką Łacińską i czyta książki na ten temat, to może dobrze byłoby ją troche popchnąć w kierunku zrealizowania tego marzenia? Ja bym jej kupiła przewodnik po Peru (dobry, naprawdę przydatny w drodze, który omawia wszystkie praktyczne strony takiej podróży, np. Lonely Planet).

Albo kwotę przeznaczoną na prezent dałabym jej jako pierwszą część biletu lotniczego, na który może własnie zacząć oszczędzać :)

`Mam książkę, z dedykacją - dziękuję. Przy przeglądaniu natknęłam się na zdanie, że nie szukając sponsora tylko starając się sami zarabiać zyskujemy, oprócz pieniędzy - wolność i niezależność:))) - bezcenne. Święte słowa Pani Beato, święte słowa.
Pozdrawiam - Ela.`

A co najdziwniejsze, to jest najczęściej zadawane mi pytanie: `Jak znaleźc sponsora?` Nikt nie pyta `Jak zarobić`, wszystko myślą, że ja wszystko dostaję za darmo :)) I zwykle są zdziwieni, kiedy mówię, że zawsze własną pracą zdobywałam fundusze :)) Miłej lektury :)

`Droga Pani Beato!
Czekałam, czekałam i się doczekałam. Wyciągam książkę z koperty, otwieram a tu niespodzianka. Pierwszy cytat listu to moje słowa napisane do Pani rok temu. Bardzo mi wtedy Pani odpowiedź pomogła. Nawet umieściłam sobie Pani słowa, w swoim internetowym pamiętniku.
Nie będę oryginala, pisząc że czytając niektóre fragmenty książki czułam jakby dotyczyły mnie samej. Chyba każdy tak się poczuł, a zwłaszcza Tubylcy którzy nie raz w dzienniku przerabiali opisane przez Panią sprawy. Książka na pewno otworzy co niektórym oczy. I o to chodzi. Na mnie też podziałała, chociaż ja do pewnych wniosków już sama dojrzałam, a Pani słowa są jedynie kolejnym potwierdzeniem na to, że warto się polubić, akceptować co się dzieje wokół, żyć tu i teraz itd, itp.
Można by wymieniać i wymieniać. Taka książka powinna być w spisie lektur w szkole podstawowej albo średniej, zamiast przerabiania kolejnego tomiska i dyskusji na tematy, których młodzi ludzie po prostu nie `czują`. Oczywiście, do chęci zmiany siebie trzeba samemu dojrzeć (nic na siłę), ale myślę, że może dzięki Pani książce co niektórzy się odnajdą i wreszcie uwierzą w siebie.
Ja cały czas `walczę` ze `świstakami`, czasami myśli mi się plączą, zwoje mózgowe stają się przeciążone, oczy zaszklone ale jest o niebo lepiej niż kiedyś. Praca nad sobą, odkrywanie energii, rozwijanie się jest jakby rodzeniem się na nowo. Przynajmniej ja tak czuję.
Jeszcze raz dziękuję za książkę.
Ania`

Aniu, z mojej wiedzy na temat świstaków wynika, że są jak pory roku - nawet jesli odchodzą, to znów wracają. Ja też mam swoje świstaki, które czasem przybiegają, żeby mnie gryźć po nogach :) Ale cóż, może trzeba nauczyć sie przekupic je cukierkiem?... :))) Dziekuję za recenzję!

`Szanowna Pani
Niniejszym chcialem zapewnic Pania, ze audycje radiowe przez Pania prowadzone sa cenne i wazne Podroze ksztalca to truizm, ale nie kazdy, z roznych wzgledow moze sobie na nie pozwolic Dzieki Pani audycjom mozna dowiedziec sie o istnieniu ciekawych miejsc godnych poznania jak rowniez poznac kulture i obyczaje spoleczenstw tam mieszkajacych Jestem ciekaw jak obserwacje innych kultur i wiedza o roznych modelach organizacji spoleczenstw wplywa na postrzeganie przez Pania przemian i budowy nowego ladu IV Rzeczpoospolitej w Polsce, ale opini Pani w tej kwestii moge sie domyslac Dziekujac za Pani audycje pozdrawiam
Z powazaniem
Andrzej S. `

Dziękuję :) Z jeszcze większą radością bedę prowadzić audycje w radiu :)

Obserwacja różnych kultur i obcowanie na codzien z ludźmi stosującymi w życiu całkiem inne zasady nauczyło mnie otwartości, a jednocześnie pozwoliło zrozumiec co jest naprawdę ważne. Dlatego nigdy nie interesowała mnie polityka - i tak jest do dziś. To co naprawdę sie liczy to ludzkia dusza, przyjaźń, dobro, umiejętność zdobycia i utrzymania harmonii oraz mądrość. Gdyby politycy stosowali te zasady na co dzień, lepsza byłaby nie tylko Rzeczpospolita, ale i cała planeta :)
`Witam Cię Beatko serdecznie! Dziękuję Ci za kksiążkę `Blondynka u Szamana`. Właśnie słucham płytę z książki i chcę Ci pogratulować tych ukąszeń komarów czy tych innych robali. Proszę przeczytaj do końca tą @,, i coś odpowiedz - to ja , Twój wielbiciel; Andrzej Pawlikowski/ napewno nie jesteśmy rodziną, ale nazwiska mamy śliczne - no nie?/- kiedyś zapraszałem Cię na nasze polskie bagna pod Lublinem - ale mi odmówiłaś i wcale nie żałuję/Ty nie lubisz naszego `bagna` - a mnie nie stać finansowo na taką eskapadę/. Dlatego proszę o odpowiedż - nawet i jedynie ze względu na nazwisko / i te rechoczące żabcie./ Dziękuję Ci również za życzenia imieninowe, które znalazłem na Twojej stronie dziśiaj- Duża Bużka! Czekam na `strzałę` z Twojej strony... .. andrzej`
Andrzeju, polskie bagna są też zachwycające :) Ale jesli już mam wybierac, to wolę te amazońskie. Chocby dlatego, że tam żaby spiewają tysiącami różnych głosów :)
`Przeczytałem Pani książkę `W dżungli życia`.Cieszę się , że są jeszcze na tym świecie tacy ludzie. W zeszłym roku zrealizowałem swoje pierwsze marzenie był to `skromny rejs po Bałtyku`. Mam 35 lat ,zawsze dużo pisałem i marzyłem o tym żeby zostać pisarzem, ale były to tylko lamentacje o tym jak mi źle.
  Zanim popłynąłem jednak, musiałem przestać pić alkohol. Obecnie jestem na etapie przebudowy swego życia. Od jedenastu lat jestem żonaty i mam syna, jednakże wydaje mi się , że moje marzenia o podróżowaniu , o próbowaniu nowych rzeczy , o życiu pełnią życia stoją w sprzeczności z celami mojej żony , która średnio co 2 lata kupuje nowy komplet wypoczynkowy, tapetuje, a jedyną jej rozrywką intelektualną jest `Pensjonat pod różą`,

  Ja zacząłem żyć oszczędnie , sprzedaję samochód, nie piję, nie palę , nie mam komórki, kablówki, nowych ciuchów na które mnie nie stać. Staram się ograniczyć wydatki tylko do tego co w moim życiu jest najistotniejsze, jednakże chciałbym aby mój syn był szczęśliwy , miał ojca lepszego niż był Paul Gauguin.
  Mieszkamy w bloku , M3 na Śląsku, gdzie ziemia jest wyeksploatowana,króluje brzydota i zgniatanie puszek po piwie na śmietnikach,

  Nie wiem co robić , bo czuję ,że powinienem coś zrobić, Często myślę o rozwodzie , żona mnie nie rozumie, tego co mówię ,że znudziły mi się zabawki dla dorosłych i wydawanie pieniędzy na nowe meble , okna,

  Uwielbiam czytać i jak dotąd to nie znalazłem ludzi podobnych do siebie , do ciebie ; marzycieli , ludzi wieczni młodych.

  Nie wiem jak rozwiązać problem  w mojej rodzinie , ale wydaje mi się , że my z żoną nie pasujemy do siebie, Zawsze czułem się przy niej bardzo samotny,
  Mam pytanie czy możliwe jest wg Ciebie takie życie , domatora ( moja żona )z kimś kto chce podróżować. Dodam ,że nie mamy wspólnych tematów , oprócz płacenia rachunków , tapetowania , czy rozmowy o rodzicach albo sąsiadach,

  Twoja książka umocniła we mnie wiarę , że nie zwariowałem , że marzenia można realizować nie będąc miliarderem. No i to , że nie wszystkie kobiety są takie jak moje żona i jej koleżanki,
  Dodam , że jednym z moich marzeń jest kiedyś Cię spotkać i porozmawiać,

  Dzięki ,,że żyjesz
  Podpowiedz co robić?
  Leszek`

Tak, Leszku, myślę, że jest mozliwe zycie z osobą, ktora ma odmienne zainteresowania i inny sposób na życie. Myśle, że do szczęścia potrzebne byłoby spełnienie tylko jednego warunku: obie części tego małżeństwa musiałyby pogodzic się z tym, że bedą realizowały swoje pasje oddzielnie. Zona-domatorka bedzie urządzała dom, a mąż-podróżnik będzie zwiedzał świat - lub odwrotnie.

Wartość obecności drugiej osoby najczęściej docenia się dopiero wtedy, gdy jej zabraknie. Może wcale nie byłbyś szczęsliwy jako samotny podróżnik bez swojej zony. A może rzeczywiście jeśli myslisz o rozwodzie, to jest dowód na to, że nie jestes szczęśliwy w związku z drugą osobą.

Jak zwykle wszystko jest kwestią podjęcia decyzji. Na Twoim miejscu zaplanowałabym to, o czym marzę najbardziej, i opowiedziałabym o moim planie żonie/mężowi, mówiąc, że jesli zechce, może wziąć w tym udział. Jeśli zechce - super. jesli nie - trudno. Wtedy zrealizuję to sam/sama, i bede miała świadomość, że czynię swoje życie lepszym.

I wiesz co? Może Twoja żona też powinna przeczytac moją książkę? :) Powodzenia!
`Dzień dobry Pani Beato :)
Czy widziała Pani najnowszego Harrego? Ja właśnie wróciłam z kina i jestem oczarowana. Była miłość, był śmiech, przyjaźń, była śmierć. Płakałam, a to dobra recenzja.
Film mówi o tym, że jest dobro i to co łatwe; mówi, że nie jesteśmy sami, że mamy przyjaciół. Bardzo mądrze i ślicznie opowiedziana historia. No trzeba zobaczyć :
Sciskam mocno,
Dee`

Nie widziałam, ale po takiej recenzji na pewno zobaczę :)

Szanowna Pani Beato!

Moim szczególnym zainteresowaniem cieszy się twórczośc Beaty Obertyńskiej (jestem doktorantką IBL PAN-piszę pracę właśnie o Beacie Obertyńskiej). Ośmielam się zapytac, czy jest Pani spokrewniona z pisarką, a może jest Pani wnuczką lub prawnuczką Leli Pewlikowskiej? Będę ogromnie wdzięczna za informację. Przepraszam za obcesowośc pytań.
Serdecznie pozdrawiam

Małgorzata


Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia :) Wiem, że jestem spokrewniona z Józefem Ignacym Kraszewskim, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską oraz malarzami Kossakami.
"Dzień Dobry Pani Beato. Nazywam się Ewa i mam 14 lat. Bardzo Pani zazdroszczę bo zobaczyć Amazonię i cieszyć się życiem tak jak Pani to także moje marzenia. Piszę na Pani pocztę bo nie kompletnie nie wiem o co chodzi w tych wszystkich pocztach na pani stronie. Próbowałam coś tam napisać ale chyba nie wyszło i nawet nie wiem gdzie szukać odpowiedzi=))
Czy mogłaby Pani odpisac mi chociaż raz na moją pocztę?? Proszę. Bardzo chciałabym wiedzieć jak to się stało że wyruszyła Pani w pierwszą podróż. Ja też postanowiłam w przyszłości podróżować.
Pomyślałam, że życie mamy jedno- i trzeba go przeżyć tak mocno jak tylko potrafimy. Książkę "Blondynka śpiewa w Ukajali" przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i ona jeszcze mocniej
utwierdziła mnie w moich planach. Podziwiam Panią i mam nadzieję że mogę liczyć na odpowiedź. BUZIAKI!!!
kolejna fanka=)) ewa"


Ewo, dostałam Twojego maila, dziękuję :) Życzę Ci, żebyś na Mikołaja dostała w tym roku pewność, że zrealizujesz wszystkie swoje plany i marzenia.

Jak to się stało, że wyruszyłam w pierwszą podróż?
Długo i uparcie o tym marzyłam.

Czytałam książki podróżnicze i wyobrażałam sobie, że jestem ich bohaterem i że to ja przedzieram się przez dżungle, cierpię z pragnienia na pustyni, błądzę w zatarasowanych dolinach, kupuję owoce na egzotycznych targowiskach i oswajam dzikie słonie. Wyobrażałam to sobie tak mocno, że byłam w stanie przeżyć i doświadczyć tych wrażeń zanim naprawdę stały się moim udziałem. Pragnęłam podróżować na przekór wszystkim przeszkodom, które stały na mojej drodze i które mogłam łatwo opisać i wyliczyć. Tak było z moją pierwszą wielką podróżą zagranicę.

Realnie patrząc nie miałam szans. Mieszkałam z rodzicami, siostrą i bratem na ósmym piętrze mrówkowca w nowej, północnej dzielnicy Koszalina. Przy dobrej pogodzie z okna mojego pokoju widziałam słońce odbijające się w morskich falach. Stałam przyklejona do szyby i wyobrażałam sobie, że czeka tam na mnie potężny żaglowiec gotowy do drogi, który śmiga na drugą stronę oceanu i oto schodzę wśród motyli na daleki, gorący ląd. Widziałam witających mnie ludzi ubranych w muszle i kwiaty, dostawałam od nich tropikalne owoce i pozwalałam się prowadzić dalej do ich wioski.

Pewnego dnia dowiedziałam się, że można przystąpić do egzaminów, po których zwycięzcy wyjadą na OHP zagranicę. W mojej szkole odbyły się wstępne egzaminy na szczeblu lokalnym. Potem zdałam egzaminy wojewódzkie i zostałam wysłana do Warszawy na egzaminy ogólnopolskie z języka obcego oraz wiedzy społeczno-politycznej. Pan w komisji egzaminacyjnej pouczył mnie, żebym w przyszłości bardziej uważała na to, co mówię, a potem dodał, że dostałam skierowanie na obóz pracy do Włoch. I tak wyruszyłam w moją pierwszą wielką samodzielną podróż do miasteczka Monte San Biaggio niedaleko Rzymu nad Morzem Tyrreńskim. Pojechałam pociągiem przez Katowice i Wiedeń. Miałam wtedy osiemnaście lat.

Jesli się mocno o czymś marzy, to staje się rzeczywistością.

`Witam pani Beato!
Wczoraj skończyłam czytać `W dżungli życia...` Książkę przeczytałam jednym tchem. Sięgając po nią już właściwie czułam, że będę w niej szukać jakiegoś drogowskazu dla siebie. I chyba go znalazałam... Niektóre rozdziały są po prostu o mnie! Zaczynam myśleć nad planem życiowym, zadałam już sobie kilka ważych pytań, na razie jeszcze nie otrzymałam jednoznacznych i prostych odpowiedzi...
Może wrócę do nauki hiszpańskiego (godzinka co drugi dzień), w końcu zapiszę się na kurs tańca - oj, dużo by tego się nazbierało. Myślę, że w wielu momentach po prostu brakuje mi odwagi, żeby coś zrobić, a to wynika z braku wiary we własne możliwości, a to z kolei z tego, że patrzę na siebie oczami innych, a nie swoimi (ale dopiero teraz, po przeczytaniu książki, odkryłam ten niszczący `mechanizm`!).
Już wiem, że do `dżungli` będę bardzo często sięgać- dobrze, że są podkreślenia i wykrzykniki, bo nie będę musiała sama ich robić!
Pozdrawiam serdecznie i dziękuje za `dżunglę życia` (tak naprawdę po przeczytaniu książki życie chyba nie jest już ciemną dżunglą, dla tych, dla których nią było, a pani paradoksalnie ODKRYŁA to wszystko w dżungli...)
Kasia`


Pani Kasiu, bardzo się cieszę, że moja książka okazała się w czymś pomocna :) To był jedyny powód, dla którego ją napisałam: żeby podzielic sie tym, co sama odkryłam o życiu. Najdziwniejsze, że to są proste rzeczy - ale nikt nigdy mi o nich nie powiedział :)

`Pani Beato,
  Naprawdę pani uważa, że w ramach trenigu umysłu, żeby umysł wytworzył wyspecjalizowany talent, można go przyzwyczaić do pisania jednego wiersza codziennie o tej samej porze? Regularny, systematyczny wysiłek twórczy? Napisanie wierszyka w nocy zajęło mi ok. dwóch minut, ale wcale tego nie planowałam. Po prostu myśl sama wyskoczyła mi z głowy i inaczej być nie mogło. Wiem tylko, że to było bardzo przyjemne.
  Życzę twórczego poniedziałku,
  Renata`

 

 


Tak, tak myslę. Wiersze pisane w natchnieniu i tak będą sie pojawiały, ale dobrze przyzwyczaić umysł, żeby o okreslonej porze stał się bardziej podatny na odbieranie tego natchnienia :)

`Droga Pani Beato!
Czytając ostatnią pani książkę odniosłem wrażenie, że jest ona dla mnie przewodnikiem, który ma pomóc w odnalezieniu właściwej drogi, znalezienia szczęscia i wiary w to co robię oraz spełniania marzeń (no właśnie, co do rozdziału 15. `Sięganie po marzenia` czytając go odnalzałem trochę swojego ja.
Nigdy wcześniej nie myślałem poważnie o wypłynięciu w rejs pełnomorski. Kiedy trafiła się nagła okazja wypłynięcia na krótki okres czasu popłynąłem... po prostu, zawsze przcież można w najbliższym porcie wysiąść - pomyślałem wtedy. I tak wszystko się zaczęło. Poczułem, że pływanie to moje marzenie, które wcześniej czy później zrealizuję. Początkowo myślałem tylko o tym, by móc jeszcze wypłynąć... z czasem kiedy po jednym rejsie nadarzał się drugi... pomyśłem wtedy ponownie, by teraz przepłynąć Atlantyk, a z czasm opłynąć przylądek Horn. Cel odległy, ale nie niemożliwy. Związku z tym świadomy jestem, że nie jutro, czy po jutrze, ale kiedyś uda mi się zdobyć wyznaczony cel. I dokładnie to potwierdzają pierwsze słowa z tego rozdziału.

Czytając dalej zastanowiłem się, czy `pewny Bartosz` to Bartosz Gonzo z Oliwkowa (?) W sumie wszystko się zgadza! To dobry przykład na to, że marząc trzeba pielęgnowac i wykonywać swoje mniejsze marzenia, bo to one mogą być początkiem czegoś nowego, o czym w ogóle wcześniej nie myśleliśmy.

Przeczytawszy książkę jestem pod wrażeniem Beaty Pawlikowskiej jako nastolatki! Rady poparte przykładami to nie psychologiczne domniemania tylko samo życie... prosto wypowiedzane, ale dające do zastanowienia się i przemyślenia, tego co jest tam napisane.

PS. Znalazłem jeszcze kolejne trafne stwierdzenie dot., że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i sami powinniśmy je układać: `Jeżeli chcę cokolwiek osiągnąć, w życiu muszę to po prostu zrobić sama - bo nikt inny za mnie tego nie zrobi.`

Gratuluję napisanie świetnej książki i dziękuję!

PS2 W tym roku postanowiłem wysłać `pocztę butelkową`. Przez ostatnie dni zastanawiałem sie co włożyć do zielonej butelki oprócz adresu nadawcy. Teraz wiem, że jeżeli zgodzi się Pani, będą to m.in fragmenty-porady ( z książki `W dżungli życia`, które pomogą innym, tak jak mi, zrozumieć życie i umieć się w nim odnaleźć. Chciałbym jeszcze powielić stronę 74 ze wzgledu na rysunek:).

Planowo butelka będzie wrzucona do Morza Śródziemnego. Jeżeli wyłowi Polak! będzie dobrze, a jeżeli wyłowi obcokrajowiec i przetłumaczy nawet `z ciekawości` i odpowie, bedzię bezsprzecznie fenomen i wielkim uznaniem.
z morskimi pozdrowieniami
Andrzej`


Andrzeju Morski, to szczęście odnaleźc swoje powołanie, więc cieszę się, że je odkryłeś i masz na tyle samodzielności, żeby je pogłębiać i uczynić z niego `życie`. `Pewien Bartosz` to rzeczywiście nasz Bartosz Gonzo, nawet napisał do mnie maila o tym jak odkrył siebie w tej książce :) Zamieściłam jego list w poprzedniej skrzynce pocztowej.

Mam nadzieję, że włożenie do butelki fragmentu ksiązki sprawi, że przesyłka trafi w ręce człowieka, który będzie jej potrzebował :) To dobry uczynek :) Butelka dla rozbitka życiowego :)

A Przylądek Horn tylko pozornie wydaje się daleki :))
`Recenzja książki… Z jednej strony czyta się ją lekko, bo taki ma Pani styl pisania niezależnie od poruszanego tematu. Ale bardzo często jednak cierpła mi skóra, bo miałem wrażenie, że pisze Pani o mnie – do mnie. I na pewno wiele, wiele osób też tak będzie mogło napisać od siebie.
Cały rozdział „mój przyjaciel, ja” to jestem wypisz, wymaluj ja sam – ten przykład z siedzeniem w milczeniu przy stole gdy inni jeden przez drugiego rozmawiają. Zawsze bardzo, bardzo zwracam uwagę na szczegóły, analizuję je, często ta burza mózgu nie daje mi spokoju i zdaję sobie sprawę, że w ten sposób robię często z igły widły.
Ale wszelkie inne poruszane tematy a przede wszystkim złote myśli dawały do myślenia. Kiwałem za każdym razem głową, ściskało mnie coś w środku bo wiedziałem – że „tak by było dobrze, że takie postępowanie byłoby pewnie najlepsze” ale… no i zawsze znajdzie się ale, które związane jest ze strachem, lenistwem, brakiem wiary w siebie, rezygnacją. Bierne tkwienie w różnych sprawach i etapach życia, które tak naprawdę ani trochę pożytku nie daje, ciąży jak kamień ale dalej jest bo nie mogę się zdecydować w końcu na krok na przód – bo wiąże się on oczywiście z różnymi konsekwencjami i pojawia się wielka niewiadoma, czy to co zrobię, co planuję zrobić aby na pewno wyjdzie mi na dobre, może będzie jeszcze gorzej?

Gdy pisze Pani, że dochodzi do jakiegoś etapu gdzie nagle coś zaczyna być nie tak, zaczyna uwierać i bez względu na konsekwencje, po prostu należy to przerwać, bo to nie ta droga i … no właśnie… i tu przechodzi Pani do kolejnego etapu, dalszego rozwoju, dalszych spraw. A ja się w takim momencie zastanawiałem, że przecież gdy szła Pani na rozmowę z Robertem Kozyrą zdawała sobie Pani sprawę z tego, że mogłaby stracić pracę łamiąc wcześniej ustalone warunki. A jeśli tak by się stało to co dalej. Ja rozumiem, że praca, dana praca, w danym miejscu to nie pępek świata, że ważne są nasze marzenia i wszystko zależy od priorytetów, że jak nie tu, to gdzie indziej. Ale w tamtym dokładnie momencie to przecież jest wielka niewiadoma, co się stanie dalej z naszym życiem. Brak źródła dochodu w tym konkretnie momencie, brak pewności, że znajdzie się kolejna okazja, rozwiązanie i wszystko potoczy się dobrze może zaprzepaścić różne plany i marzenia, może spowodować zwrot w naszym życiu o 180 stopni i to nie koniecznie w dobrym kierunku.
Czytając rozdział o ludziach-wampirach przestraszyłem się, że chyba jestem jednym z nich, ale… jednak nie… nie spełniam wszystkich warunków :) Bo co prawda zawsze widzę przede wszystkim negatywne strony sytuacji, ciągle się nad czymś użalam i wkurzam i rozmawiam o tym z osobami, z którymi mam dobry kontakt. To jednak nie jest tak u mnie, że nic nie robię z radami, które dostaję. Często tak.. pokiwam głową i mówię „ale”. Jednak rozmowa z kimś uspokaja mnie i czasem – zależy od mojego rozmówcy – daje szerszy punkt widzenia na sprawę, postukam się w głowę, przyznam rację, przestaję wariować, staję do pionu.

Przy studiach jestem tylko bardzo niereformowalny, odbyłem bardzo nieprzyjemną dla mnie rozmowę, w której kolega poruszał i drążył tak głęboko temat, że nie miałem drogi „ucieczki” za każdym razem jak odpowiadałem to padało pytanie „a dlaczego tak jest” „i co z tego wynika” „i co w związku z tym” „i jak sobie to dalej wyobrażasz” „i jaki masz w takim razie plan działania” i po każdej odpowiedzi seria takich pytań się powtarzała. I faktycznie, mimo że to nie były moje pytania skierowane do siebie samego na głos, to musiałem sobie odpowiedzieć na różne sprawy na głos.
I choć było to tak naprawdę oczywiste to jednocześnie czasem mnie przeraziła moja odpowiedź, zdumiała. Czasem okazywało się, że wybieram wygodne półśrodki i prędzej czy później i tak będę musiał zadziałać w 100% i stawić czoło sytuacji, czyli jednak przerwać to, w czym się zapętliłem zastanowić się, co mnie tak naprawdę zainteresuje i kontynuować studia. Z lenistwa nie rozwijam dalej nauki języków, co sprawiało mi naprawdę dużo frajdy. Mimo mojego krótkotrwałego zapału to widzę, że przy językach świecą mi się oczy, więc to jednak to.

Ciągle mi chodzi po głowie takie oczywiste stwierdzenie, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i sami wiemy co jest tak naprawdę dla nas dobre. Muszę przestać patrzeć na innych, ale to jest naprawdę trudne. Poza tym ja nadal nie lubię siebie i nie chodzi tu o wygląd, chodzi o mój charakter i podejście do różnych spraw. Że ciężko mi komuś odmówić bo chciałbym oczywiście żeby się nikomu nie narażać, żeby każdy z kim się zetknę polubił mnie. Że z trudem podejmuję decyzje bo myślę od razu o negatywnych skutkach zamiast pomyśleć ile może korzyści to przyniesie. Że za bardzo wszystko biorę do siebie i nie mam takiej skorupy na sobie, dzięki której nic mnie nie będzie ruszać a wszystko sobie racjonalnie wytłumaczę i przestanę dalej sobie zawracać głowę rozmyślaniem.

Na spotkaniu w PKiN powiedziała Pani, że tylko raz na początku w Trójce poproszono Panią o „papierek”, nigdy więcej potem. Ale mi od razu pojawiła się taka myśl w głowie, że może potem już po prostu samo imię Beata Pawlikowska wystarczyło. Bo była Pani potem mniej lub bardziej znaną osobą i nikt nie potrzebował i nie potrzebuje dodatkowych potwierdzeń Pani zdolności, możliwości i za przeproszeniem przydatności dla nowego miejsca pracy.

Od początku wiedziałem, ta książka wcale nie będzie łatwą lekturą do przebrnięcia – nie chodzi mi o łatwość czy trudność czytania, ale o tematykę. Można otrzymać różne wskazówki poparte własnymi doświadczeniami życiowymi, czy czytelnik czynnie wykorzysta tę wiedzę w swoim przypadku i w swoim życiu, to inna sprawa…

Ja już staram się nie odganiać bezmyślnie uporczywych myśli „co dalej?” powoli, choć to nieprzyjemne, próbuję układać plan.

Pozdrawiam ciepło, jest Pani dla mnie takim dobrym duchem, dziękuję
M.

Po pierwsze na pewno nie jestes Wampirem :) Bo Wampir tylko wysysa, nie potrafią dać niczego w zamian. A Ty jesteś raczej bardzo wrażliwym człowiekiem, który czasem nawet pragnąłby dać więcej, ale nie wie jak to zostanie przyjęte. Poza tym starasz się coś zrobić, coś zmienić, pracujesz nad sobą, więc całkiem nie jesteś Wampirem.

Nie bój się tego, że jesli postanowisz się wyprowadzic, to Twoi rodzice się zmartwią. Trudno. Nie chcesz przecież zyć dla nich, prawda? Bo co wtedy stanie się z Tobą kiedy oni odejdą? Chyba że posługujesz sie argumentem ich żalu, żeby ukryć trochę swój lęk przed samodzielnością - i to jest zrozumiałe, bo taki krok na głęboka wode musi budzic lęk.
Pewnie czujesz się winny przed samym sobą, że nie jesteś wystarczająco samodzielny, nie tak jakbyś chciał, i tę swoją złość może troche przelewasz na rodziców. Ale pomysl: o Twojej samodzielności świadczą nie Twoje słowa, tylko czyny. No i nic w tym złego, że jesteś zależny od rodziców - bo jesteś w idealnym punkcie, żeby pomału, krok po kroku, zacząć sie usamodzielniać. Na wszystko jest odpowiedni czas :) i wtedy to się samo zaczyna stawać. Nic na siłę :)

Przy ważnych decyzjach, które zmieniają życie - wiesz, przy tej rozmowie z Robertem Kozyrą to nie była kwestia decyzji, że jesli on się nie zgodzi, to ja odejdę. W ogóle wtedy tak nie myślałam. Wydaje mi się raczej, że tak bardzo i głęboko pragnęłam wyjechac na następną wyprawę, że on to po prostu wyczuł - nawet jeżeli sobie tego nie uświadamiał - i to wpłynęło na jego decyzję.

Bo ja często nie podejmowałam świadomych decyzji o `odejściu` czy `zostaniu`. Po prostu robiłam tak, bo inaczej zwyczajnie nie mogłam. Tak samo było kiedy rzucałam studia. Po prostu nie mogłam, wszystko we mnie krzyczało i nie zgadzało się, żeby taki stan trwał.

I to mam na mysli pisząc, że `człowiek dochodzi do jakiegoś etapu gdzie nagle coś zaczyna być nie tak, zaczyna uwierać i bez względu na konsekwencje, po prostu należy to przerwać, bo to nie ta droga i …` - czasem po prostu człowiek ma głęboką pewność i niezachwiane przekonanie, że coś jest `złe` - i wtedy powinien przestac to robić - i kiedy przestanie, poczuje ulgę i radość.

W Pałacu PKiN zapomniałam dodac, że poproszono mnie w Trójce o papierek na dowód ukończenia wyższych studiów - bo to był warunek pracy w Polskim Radiu. A ja przyniosłam Maturę i powiedziałam, że sorry, nic więcej nie mam, bo nie skończyłam studiów. A jednak pozwolili mi pracować :)

I na koniec muszę Cię zapytać: dlaczego układanie planu na przyszłośc jest `nieprzyjemne`? Przecież możesz narysowac sobie bajkową przyszłość i do tego dążyć :) I tego Ci życzę z całego serca :))
`Dzień Dobry Pani Beato,
Do książek wartych nieprzespanych nocy zdecydowanie zaliczam najnowsze pani dzieło. Własnie skończyłam to autobiograficzne studium psychoanalizy i muszę przyznać, że cholernie mi pani zaimponowała. Tym razem czytałam bardzo wolno, pewne kwestie kilka razy. Najtrudniej przyszło mi doczytywanie postscriptum, ale i tu jestem pod wrażeniem talentu pani, dobrych dialogów, dojrzałej oceny/krytyki swiata dorosłych. Zabrakło mi tylko pani wierszy... Mam jednak nadzieję, że też wyjmie je pani kiedyś z szafy.
Tyle mądrych spostrzeżeń: `Talent to pasja`, koncepcji pomocy samemu sobie np. Siłacza i Ofiary, bo przecież jednocześnie gramy obie te role; walki prowadzonej na polu decyzji z własnym ego, a przede wszystkim pasji poznawania i tworzenia. To zrozumiałe, że w okresie młodości zazwyczaj nie doceniamy otaczających nas dobrodziejstw i chcemy więcej, szukamy, dążymy, walczymy, ale zastanawiam się, dlaczego zdobywszy tak wiele tak szybko: nagrody literackie i praca w radiu, żyła pani `w poczuciu niespełnienia, tęsknot, rozczarowania i pretensji` i była pani `najbardziej typową księżniczką`.
Przecież świat stał przed panią otworem: `Pracowałam w radiu, zajmowałam się tłumaczeniami, pewnego dnia spotkałam mężczyznę, w którym się zakochałam i który zakochał się we mnie. Pieniądze zbierane przez ostatnie lata wreszcie pozwoliły mi spełnić jedno z moich największych marzeń: zaczęłam podróżować.` A zaraz potem: `Kiedy dowiedziałam się, że nie mam już pracy w Trójce, poczułam się bezdomna. Zostałam sama, z niczym w rękach i z pustką w sercu, opuszczona.`
Jednak mimo pustki i samotności imponujący, systematyczny wysiłek twórczy, wewnętrzna dyscyplina, czy reguła przetrwania... W pani książce jest tak wiele ciekawych zagadnień dotyczących ludzkiej natury i pani życia, że chętnie przeprowadziłabym z panią wywiad.
Muszę jeszcze dodać, że jako nastolatka była pani fascynująca i odlotowa, a kapelusz z klozetowej deski uważam za przedni pomysł dla kreatorów awangardy w modzie. Nie mogę tylko pojąć źródła kompleksów i braku pewności siebie u tak kolorowej, pełnej fantazji, wyobraźni i aktywności osoby, której przecież pobłażali niektórzy dorośli. Musiała być pani bardzo wrażliwa i to na szczęście się nie zmieniło, tylko nabrało mądrej, spokojnej tonacji. Jeszcze raz gratuluję, pozdrawiam,
Renata`


Dziękuję :) To poczucie niespełnienia, o ktorym pisałam, brało się stąd, że byłam sobie wrogiem. I jednoczesnie próbowałam coś osiągnąć, a z drugiej strony wymierzałam sobie kary za to, że nie jestem wystarczająco doskonała. Poczucie harmonii, równowagi, spełnienia przyszło dopiero wtedy, kiedy zaczęłam siebie traktowac jak `człowieka` i zaprzyjaźniłam sie ze sobą. Mysle, że wielu nieszcześliwym ludziom tego własnie brakuje :)

`Witam!Od paru dni wchodzę na pani stronę w internecie i muszę przyznać, że jestem zachwycona tym co zobaczyłam.Ciągle jeszcze nie odważyłam się tam nic napisać, bo mam wrażenie, że na tej stronie piszą ludzie, którzy się dobrze znają.(głupio mi tak się wtrącać do rozmowy). Choć nie znam pani osobiście(może się kiedyś poznamy :)), to jestem przekonana, że jest pani bardzo miłą i ciepłą osobą :)
Cieplutko pozdrawiam.
Anka`

 





 


Tubylcy w Olivkowie rozmawiają ze sobą często także dlatego, że się nie znają :) Choć równie często jest odwrotnie :) I zawsze chętnie przyjmują do rozmowy każdego, kto zechce się wtrącić, nawet kiedy jest to gderający Anonim :)

`Kiedyś tam się urodziłam, ale nie żyłam, no może do szesnastego roku życia, kiedy to mój świat legł w gruzach. Na przemian z anoreksją i bulimią walczę ponad trzydzieści dwa lata i wiem, że każdy dzień niesie nowe wyzwania, którym teraz na szczęście wychodzę naprzeciw, a nie zamykam się w świecie ułudy. Bo tylko walką rozsądna przemyślaną można coś osiągnąć. Życie dane jest nam jeden jedyny raz i trzeba czerpać z niego garściami zachłannie, nie zatracając przy tym człowieczeństwa. Dziękuję za mądre słowa zawarte w książkach, życzę sukcesów w odkrywaniu tego co nieznane w nas i dokoła!
Aleksandra`


 


Pani Olu, czy widziała Pani moją nową ksiązkę `W dżungli życia`? Piszę w niej o anoreksji i o bulimii i o tym jak z nimi walczyłam i jak z nich wyszłam. Być moze znajdzie tam Pani troche siły dla siebie i podpowiedź albo inspirację?...
Pozdrawiam, życzę siły i trzymam kciuki, żeby uwolniła sie Pani od demonów.
Powrót