onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Himalajska skrzynka pocztowa (37)

Himalajska skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl albo 
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

`Witam!
   Jak się udała podróż na dach świata?
Właśnie po przeczytaniu Pani kolejnej książki jestem załamany, bo `moje przygody` niczym się mają do `Pani przygód`! Ale...żeby to było wszystko, Pani książka zmotywowała mnie do oszczędzania na kolejne podróże, i kto wie, może wtedy ...A teraz, żeby mieć jakiekolwiek doświadczenie, piszę powieść i choć jest ona skierowana do jury konkursowego, to mam nadzieję że `trening czyni mistrza` i kiedyś, (tfu, tfu, nie zapeszam) może zdobędę takie doświadczenia jak Pani.
   Pozdrawiam serdecznie!
   Łukasz`


 


Podróż na Dach Świata udała się znakomicie :) Kilka zdjęć ze zdobywania szczytu Lobuche East 6120 m n.p.m. jest już w nowej galerii foto. Wybrał Pan najlepszą możliwą drogę do sukcesu: trening naprawdę czyni mistrza i naprawdę ten kto dużo czyta i dużo pisze, robi to coraz lepiej. Trzymam kciuki :)
`Droga Pani Beato,
Dostalam książkę pani autorstwa o tytule „Blondynka Tao”w prezencie na urodziny od mojego przyjaciela. Chciałabym podziêkować Pani za tak wspanialy opis wycieczki do malezyjskiej d¿ungli. Ma Pani niesamowite poczucie humoru jak tez bardzo pobudzający wyobraznie sposób pisania. Zawsze marzyłam o podróżowaniu lecz niestety ze wzglêdów finansowych nie mogê sobie pozwolic na tak dalekie wyprawy. Nigdy nie mialam okazji zobaczyc dżungli wiec na podstawie opisow z Pani ksiazki mogê jedynie przypuszczac ze takowe wyprawy sa wciągające jak narkotyk. Oczywiście mysl o potwornych krwiożerczych pijawkach jest mniej pociagajaca ale….. Mam nadzieje iż bêdê miala jeszcze nie jedna okazje sledzenia Pani losow z kolejnych szaleñczych wypraw w „nieznane”.
Pozdrawiam
Katarzyna`


Droga Pani Katarzyno, gorąco dziękuję za recenzję książki `Blondynka Tao`. Własnie skończyłam pisać nową książkę, która opowiada o dżungli życia. Odkryłam w życiu kilka bardzo ważnych rzeczy, o których nie powiedzieli mi dorośli kiedy byłam mała i postanowiłam napisać o tym książkę, żeby wszystkie dzisiejsze nastolatki nie musiały szukać prawdy tak długo jak ja :) Książka ukaże się w połowie listopada. Dziękuję jeszcze raz, życze, żebyś sama mogła zobaczyć tylko najpiekniejsze strony dżungli, pozdrawiam :)
`Witam!
Mam do Pani pytanie. Mianowicie, jak zachęcić wydawnictwa do wydania książki podróżniczo - przygodowej? Podczas moich podróży na Bliski Wschód, do krajów arabskich nie raz spotykały mnie `przygody z dreszczykiem` oraz niesamowicie śmieszne historie, wiele ludzi mówi mi, że z chęcią kupiłoby taką książkę.
Jak mam znaleźź wydawcę?
I czy mogę liczyć na jakieś dofinansowanie do kolejnych podróży? Moją pasją jest fotografia, ksiązka byłaby zilustrowana kilkunastoma fotografiami.
Pozdrawiam,
Łukasz`


Pamiętam, że kiedys też stanęłam przed takim pytaniem. Najlepsza rada, jakiej moge udzielić to: niech Pan napisze świetną, ciekawą i zabawną ksiązkę, a następnie wydrukuje i zaniesie do wydawnictwa, które wydaje się, że może być zainteresowane tego rodzaju tematyką. Nie ma sensu pytać teoretycznie czy dane wydawnictwo chciałoby wydać książkę, która jeszcze nie istnieje. Kiedy będzie Pan miał gotową ksiązkę w ręku (`gotową` w znaczeniu napisaną i gotową do wydania), mogę Panu pomóc uczciwą recenzją, i podpowiedzieć do kogo można się z nią zwrócić.

P.S. Do drugiego pytania: nie, raczej niech Pan nie liczy na to, że jakieś wydawnictwo zechce Pana wesprzeć finansowo przy następnej wyprawie. Takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach :)
`chciałabym wiedzieć skąd wzięła pani pieniądze na pierwszą wyprawę? Też wiążę z tym swą przyszłość. Chcę studiować etnologię, a potem podróżować. Czytam wiele tematycznych książek, szczególnie o Amazonii (również Blondynka u szamana). Proszę o odpowiedź na podany adres.`


Na to pytanie odpowiadałam już bardzo często w skrzynkach pocztowych. Odpowiedź jest najprostsza z mozliwych: zastanowiłam się jakie są prawdopodobne źródła uzyskania pieniędzy na podróż: można je pożyczyć, ukraść, znaleźć na ulicy, wygrac w totolotka, można dostać w prezencie albo w spadku. Żadna z tych możliwości w moim przypadku nie wchodziła w rachubę, zakasałam więc rękawy i zarobiłam własną pracą. Zajęło mi to wprawdzie kilka lat, ale udało się. Zycze powodzenia :)

`Dzień Dobry.
Zastanawiam się co się stało że juz pani nie ma w Jedynce Polskie Radio. Czyżby Jedynka powtórzyła ten sam bład co Radio Zet? Mam nadzieje że nie. Bo pani adycja należy do smej radiowej `Ligi mistrzów` Jeśli by pani zabrakło to ja nie wiem... :-(
Ale mam nadzieje że się myle i w końcu będzie można gdzieś pani słuchać ?
Pozdrawiam Andrzej` 


Dziękuję za `Ligę mistrzów` :) Ciesze sie też, że zauważył Pan brak mojej audycji. Nie wiem naprawdę co odpowiedzieć. Radio publiczne to taka dziwna instytucja, z której dyrektor odszedł w sierpniu, a nowy przyjdzie dopiero w listopadzie. Nie mam pojęcia jakie bedą losy mojej audycji i mojej osoby w Programie 1 PR, ale cokolwiek sie stanie, na pewno stanie sie dobrze, bo wierzę w dobrą naturę świata :)
`A ja myślałam, że nie przepada pani za zdobywaniem szczytów... WITAM panią i cieszę się - naprawdę - bardzo, że jest już pani w domu - tym pierwszym i tym trzecim, jeżeli kolejność i podział ma tu jakiś sens.
`Odkryłam w życiu kilka bardzo ważnych rzeczy, o których nie powiedzieli mi dorośli kiedy byłam mała i postanowiłam napisać o tym książkę, żeby wszystkie dzisiejsze nastolatki nie musiały szukać prawdy tak długo jak ja :)` Droga pani Beato, to bardzo piękne, że myśli pani o nastolatkach i oczywiście jestem za, popieram, schlebiam, podziwiam... Nie znam jeszcze pani nowej książki, ale wydaje mi się to trochę naiwne, bo jak powiedział ks. Tishner: `Są pewne prawdy, które można wyczytać z książek siedząc przy biurku. Ale są inne prawdy, do których można się jedynie pługiem dogrzebać, kilofem dokopać, pracą dorobić. I są prawdy, które się osiąga poprzez płacz: trzeba niejedną łzę wylać, by je móc zrozumieć. Ale do prawd najgłębszych dochodzi się poprzez szczerą modlitwę.` Obawiam się, że każdy odkrywa prawdę swoim własnym sposobem, swoim własnym życiem. Życzę wszystkim dużo mądrości, żeby odkrywanie prawdy nie zostawiało blizn, ran i cierpienia, o którym trudno póżniej zapomnieć, bo prawda nie zawsze jest piękna i przyjemna. Warto jej jednak szukać, by znależć swój złoty środek na życie i być człowiekiem szczęśliwym.
Pani Beato, mam nadzieję, że pani nowa książka zdobędzie uznanie czytelników. Życzę nowych pomysłów na pisanie i weny twórczej.
Pozdrawiam ciepło, jesiennie i kolorowo,
Renata`


To prawda, że wiele rzeczy w życiu trzeba odkryć samodzielnie i osobiście wypróbować. Ale są też takie błędy, które można by porównać do garnka ukropu. Nie trzeba przecież samemu boleśnie sie oparzyc, żeby uwierzyć, że wylanie wrzątku na skóre boli. O takich rzeczach piszę - takich, które odkryłam sama i czasem z bólem, bo nikt mi nie powiedział jasnymi, prostymi słowami dlaczego lepiej tego nie robić.

Każdy dokonuje własnych wyborów w życiu. Zastanowiło mnie jednak to, że wielu ludzi pisało do mnie z waznymi pytaniami w rodzaju `Jak żyć, czym się kierować podejmując decyzję, jak Pani sie udało tak ułozyc swoje życie`. Postanwoiłam więc opisać moją podróż przez życie - opowiadając przy tym o błędach, jakie popełniłam i wnioskach, jakie z nich wyciągnęłam - żeby stac się w końcu szczęśliwym człowiekiem :) I o tym jest ta nowa książka :)
Witam Serdecznie Pani Beato!
Mam na imię Jarek. Do niedawna mieszkałem w Łodzi, ale losy rzuciły mnie trochę dalej na południe naszego Kraju i obecnie mieszkam kawałek za Częstochową w małej miejscowości Woźniki. Mam 32 lata i kawałek życia za sobą.
Jakieś 2 lata temu wpadła mi do rąk Pani pierwsza książka z serii `Blondynka...` i od tego czasu powróciłem do czytania książek. Na co dzień po skończeniu studiów, zarzuciłem trochę ten rodzaj rozrywki, no bo praca, no bo dzieci, i ciągły brak czasu, ale dzięki pani na nowo odkryłem przyjemność z czytania. Za co chciałem serdecznie podziękować. Do tego zawsze chyba pozostanę małym chłopcem jak większość facetów, i zawsze literatura podróznicza, przygodowa i krajoznawcza będzie wzbudzała dreszczyk emocji i chęć do zobaczenia opisywanych miejsc na własne oczy. Sporo Europy zobaczyłem dzięki moim rodzicom, którzy zarobkowo, co prawda, ale jednak, nie jeden raz przewieźli mnie i brata słynnym szlakiem polskich `turystów` przez Lwów, Czerniowce, Constance, Bukareszt, do Warny, Sofii lub Złotych Piasków lub jeszcze dalej na południe aż do Puli lub Salonik.
Kilkudziesiącio kilometrowe kolejki do przejścia granicznego w Medyce na zawsze pozostana w mojej pamięci i szkoda, ze nie było wtedy aparatów cyfrowych, bo klisze się zniszcyły aświadectwo tego co przeżyliśmy zniknęło na zawsze. Od nich też złapałem bakcyla do zwiedzania, bo chociaż każdy wyjazd musiał się zwrócić finansowo i było wiadomo od razu co gdzie kupić i gdzie sprzedać żeby wyjść na swoje, to zawsze w odróznieniu od większosci `turystów` z lat 80-tych, moi Rodzice starali się coś zobaczyć i pokazać nam mimo naszych, moich i brata, usilnych protestów, że Łańcut jest nudny, a w Krzemieńcu na zamek bardzo wysoko. Ale muszę teraz przyznać, że gdyby nie ich stanowczosć nie miałbym pojęcia o Europie i potędze Polski kiedyś przed wiekami, nie zobaczyłbym kwitnącej agawy w Łańcucie i wielu innych rzeczy. Byłaby z tego tez niezła książka i może kiedyś spróbuję swoich sił i postaram się to jakoś opisać?! Nie wiem tylko czy umiałbym to zrobić z takim humorem jak Pani!
   Przygodę z Blondynką zacząłem od `Blondynki u szamana` i zaraz po skończeniu pobiegłem do księgarni po `Blondynka śpiewa w Ukajali`. Obydwie książki ubawiły mnie do łez i polecałem je kazdemu, kto zamierzał coś przeczytać.
Ostatnia Pani ksiażka, to po prostu rewelacja!! `Blondynka Tao` oraz bohaterowie w niej opisani utkwili mi w pamięci na zawsze. Książkę tę czytałem płynąc promem po Nilu i musiałem głupio wyglądać, kiedy z walkmanem na uszach zaśmiewałem się do łez, nie zwracając zupełnie uwagi na otaczających mnie ludzi. Kilka osób chciało się koniecznie dowiedzieć co czytam, a ja z niezmiennym uśmiechem na buzi pokazywałem im Pani książkę.
   Z ciekawością słuchałem też `Świata wg Blondynki` w zetce, a teraz jeżeli tylko mam chwilę przełączam radio na Jedynkę na `Świat wg Beaty Pawlikowskiej`. Miło się słucha.
   Ale się rozpisałem! A miały być tylko krótkie podziękowania za wspaniałe chwile z Pani ksiażkami.
   Pani Beato! Jeszcze raz gratuluję pomysłu na serię książek oraz gratuluję, i przyznam się że zazdroszczę trochę, podrózy i humoru z jakim potrafi je Pani opisać. Nie będę w tym chyba odosobniony i proszę o jeszcze kilka książek w serii National Geografic napisanych tak, jak te dotychczasowe.
Pozdrawiam serdecznie
Jarek`


Drogi Panie Jarku :)
Wszyscy jestesmy i zawsze bedziemy małymi chłopcami, którzy lubią marzyć :) Dobrze jest też czasem spełnić chocby częśc z tych marzeń - i tego Panu życzę :) Oraz oczywiście natchnienia, by opisac polskie przygody w agawą w tle.

Dziękuję za słowa zachęty i dobre recenzje. Kończę własnie pisać nową książkę dla National Geographic, mam nadzieję, że ukaże się jak zwykle na wiosnę (w kwietniu lub maju). Będzie to książka o mojej wyprawie na Kubę.
A za miesiąc polecam Pańskiej uwadze książkę o mojej podróży przez życie i tego, jak nauczyłam sie być szczęśliwa. Książka ma tytuł `W dżungli życia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)`. Serdecznie pozdrawiam, życzę powodzenia i szczęścia :)
`Dzien Dobry Pani Beato!
Przykro mi bardzo naniesc mala poprawke do pani oswiadczenia o znajomosci z O.Edmundem Szeliga. O. E.Szeliga odszedl juz od nas przed paru tygodniami, byl to rowniez moj wielki przyjaciel, dzieki niemu żyje jeszcze do dzis i miewam sie bardzo dobrze. To odkrycia tego wielkiego Polaka uratowaly zycie dziesiatkom tysiecy nieuleczlnie chorych w tym i mnie (rak prostaty) wystarczylo 6-m-cy picia wskazanych przez niego odwarow z ziol by rak zniknal bezpowrotnie. Jestem obecnie wielkim pasjonatem `Fitoterapii` pomoglem wielu chorym wyleczyc sie podobnie jak sam to zrobilem. Peru stalo sie moja kolejna ojczyzna, mam tam wielu przyjaciol, zwlaszcza nad Amazonka.
Pozdrawiam serdecznie Pania i jej sluchaczy (sam czesto slucham Pani audycji w Kanadzie)
Stanislaw z Toronto-Ontario
ps: historia mego uleczenia opisana jest w ksiazce, pt: ’Zyje dzieki Vilcacorze’`


Dziękuję, choć bardzo smutna to wiadomość. Spotkałam o. Szeligę prawie dokładnie rok temu, we wrześniu. Opowiadał o roslinach dżungli z wielką pasją. Z trudem chodził, ale na twarzy przez cały czas miał uśmiech. To był człowiek wielkiej wiedzy i równie ogromnego serca.
`Dzień Dobry!
Mam na imię Mateusz i chodzę do liceum. Muszę napisac pracę na konkurs, którego tematem jest `bursztyn`. W waszym jednym numerze [NR. 5 (44) Maj 2003] przeczytałem Pani artykuł na temat Bursztynowej Komnaty (dokładny tytuł: `Bursztynowa Komnata wróciła! Ruszamy tropem tajemnic bałtyckiego złota`). Wspomniała też Pani coś o Bursztynowej Koronie Jana III Sobieskiego. Owy eksponat bardzo by mi pasował do mojej pracy. Czy posiada Pani jakies wieksze informacje na ten temat?
Pozdrawiam Mateusz


Przygotowując się do napisania tego artykułu dla `National Geographic` przeczytałam kilka książek i wiele artykułów poświęconych bursztynowi. Najlepszy adres, jaki mogę polecić, to biblioteka albo internet. Wiele ciekawych informacji znalazłam też w Muzeum Ziemi w Warszawie. Jednak o Bursztynowej Koronie Jana III Sobieskiego bardziej szczegółowych informacji nie znalazłam. Zycze powodzenia :)

`Pani Beato stac mie na kazda impreza ale wymagam! Lubie skoki  i od lat adrenaline,snowboart,narty, i to czego mi brak !!!!ostatnio pod chwila niesienia wsiadlem w samolot i zle wyladowalem.;..Moge jdechać z Panią???`

 


Chce Pan skosztować ektremalnej dzungli amazońskiej? To bardzo proszę :)

Witam pani Beato:-)
Jestem, jak wielu ludzi, pełna podziwu dla pani osoby. Pani daje ludziom wiarę, że można spełnić nawet najbardziej niespełnialne marzenia:-)).
zę dziś do pani w chwili smutnej dla mnie. Dowiedziałam sie niedawno, że mój wuj chrzesny jest nieuleczalnie chory na raka. I pomyślałam zaraz o pani... Może spotkała pani wsród indiańskich szamanów kogoś, kto potrafi,z nieznanych nam substancji, przygotować lekarstwo? Medycyna konwencjonalna jest bezsilna. Jak obudzić ducha w chorym człowieku, który pomoże choćby zatrzymać postępowanie choroby? Czy można wierzyć, że istnieją takie sposoby czy raczej poddać i pogodzić z losem?
Pomyślałam, że zwrócę sie do pani z tym pytaniem, bo przecież nikomu to nie zaszkodzi a może pomoże.
Pozdrawiam serdecznie
Beata z Dąbrowy Górniczej`


Znam szamanów w amazońskiej puszczy i wiem, że potrafią leczyć za pomocą niezwykłych środków.
Znam też polskiego misjonarza, ojca Szeligę, który od kilkudziesięciu lat mieszka w Peru i bada tamtejszych Indian. To on własnie światu pokazał niezwykłą peruwiańską rośline o nazwie vilcacora. Jest to jeden ze sposobów naturalnego leczenia nowotworów. Medycyna ludowa nie zastępuje klasycznej, ale są takie sytuacje, kiedy lekarze mówią, że nie ma już pomocy, a szamani wciąż podają swoje leki z amazońskiej apteki.
Jeżeli chciałaby się Pani dowiedziec więcej o vilcacorze, zródeł jest wiele - nawet w polskich aptekach sa chyba środki na bazie tej rosliny. Mam też przyjaciół w Peru, którzy prowadzą wysyłkę ziół z certyfikatami, w tym także vilcacorę. Jeżeli będzie Pani chciała się z nimi skontaktowac, podaję adres: ziolandina@ziolandina.com.pe
`Pani Beato
Tylko raz napisze taki list,przepraszam,pewnie bedzie dlugi. odwazylam sie napisac.. nie wiem jak zaczac ,mowi sie o mnie ze jestem zamknieta i mam trudny charakter(mama),wiec nie zwyklam pisac takich listow.. choc nie wierze w przyjazn, nie jestem nawiedzona fanka to musze podzielic sie z Pania pewna historia.
zaczne od konca,bede sie stresczac. moja droga do wzglednego szczescia byla bardzo podobna do tej ktora przeszla Pani. choc bylam na dnie(a dlugo na nie opadalam)to dzieki glebokiej autoanalizie udalo sie-jestem(narazie)wolna.
bylam b grzecznym dzieckiem(uwazam ze za bardzo)malowalam,spiewalam,lubilam ludzi i siebie. szybko nauczono mnie ze nie jestem kochana,nie licze sie,zycie jest twarde a ja bujam w oblokach...wiec zeszlam z oblokow zostalam sama. z domu wynioslam brak wiary w siebie.przestalam marzyc. w bardzo bogatym domu bylam sama;nowa j(gruba, brzydka, glupia, powolna,leń) z czasem zaczelam rozpaczliwie szukac pomocy,zwracac na siebie uwage,z czasem wyrosla ze mnei piekna dziewczyna - zostaniesz glupią dupą -zobaczysz(skwitowala mama). ucieklam na studia. zostawilam matke. zakochalam sie. tylko nie mysl ze jestes mile tu widziana - pow Tata. kiedy moj chlopak 1 raz mnie uderzyl, stwierdzilam ze mi sie nalezy, takie jest zycie, wiedzialam ze nikt mi nie pomorze. w myslach zaczelam mowic do siebie slowami matki i ojczyma, pokaze im ze dam soebie rade. podjelam prace, lykalam lzy, wylam w myslach ale coraz ciszej(zamknij sie - mowilam do siebie)przestalam sie smiac, jestem nikim - pomyslalam - dobrze mi z tym..itd.
od zawsze pisalam pamietnik(czytywany przez mame)zaczelam w nim nagle opisywac siebie w innym mcu, w innym zyciu ,nie mnie.sama sie zdziwilam. pisalam o sobie daleko,wolnej i szczesliwej. innej i nowej. ukrylam siebie daleko. wytrzymam - pomyslalam. pewnego dnia los sie do mnie usmiechnal. choc wtedy peklo mi serce. zostalam okradziona doslownie i porzucona przez mojego `ukochanego` zalamalam sie. popadlam w bulimie(wymiotujac, w myslach krzyczalam)chcialam sie oszukac - to nie mnie spotkalo... bylam tyg nieprzytomna nie pamietam co sie dzialo, wiem co bylo we mnie - potok MYSLI.
dotknelam prawdy, poznalam wszystko do konca - dam rade pomyslalam kiedys. wraz z kilogramami odchodzily zmartwienia, znalazlam wiele odpowiedzi np. kto mnie kocha?? JA SAMA - brzmi odp, co ze mna bedzie -obojetne, BO MASZ SIEBIE. czy dam rade? NIE PODDAM SIE, nie tym razem.
wtedy odkrylam Pani ksiazki. ale wiem ze moja droga prowadzi gdzies indziej, jeszcze nie wiem. narazie zmienilam miasto, wybaczylam Mamie, ukochalam male dziecko we mnie, przestalam ogladac sie na innych, nie wierze w przyjazn, milosc, wierze w przychylnosci to ze czasem z kims nam po drodze. pracuje nad soba codziennie, nad kazda bzdura. pilnuj sie, czasem przegrywam. akceptuje siebie. to ze nie chce zyc w zwiazku, ze ludzie mnie nie znaja, ze mysla ze jestem pusta`laseczka`, walcze o siebie, pilnuje mego terytorium. w tym roku chce jechac do Ugandy, marze by znow zniknac . dlatego chcialam spotkac Pania, bo mi Pani w jakims sensie towazyszyla mi w podrozy do prawdy, do wolnosci(TAKI JEST TEMat MOJEJ PRACY MGR)wiem ze mama sie mylila - stac mnie na wiele.
L. /gdy spotkalam Pania w Klifie,w Gdyni zdolalam tylko powiedziec dziendobry/


Lailo, znam wszystko o czym piszesz i wiem jak się czujesz - i własnie z myślą o takich osobach jak Ty napisałam tę moją nową książkę pt. `W dzungli życia`. Opisuję w niej całą moją drogę do odnalezienia samej siebie - od początku, kiedy wyzywałam siebie w myślach, że jestem taka głupia, brzydka i nikomu niepotrzebna, przez różne sposoby, w jakie próbowałam siebie za to ukarać - aż do odkrycia kim jestem naprawdę i dokąd idę. Przeszłam przez anoreksję, bulimię, ucieczki z domu, walkę z rodzicami, próbowałam oszukać się używkami i winić świat za to, że nie jestem szczęsliwa. Ale teraz już wiem co jest najważniejsze i opowiadam jak dochodziłam do tego krok po kroku, ze łzami w oczach :)

Gdybym mogła streścić to co napisałam w tej książce jednym zdaniem, zrobiłabym to. Ale nie umiem. Na razie powiem Ci jedno: tylko Ty decydujesz kim będziesz w życiu i tylko od Ciebie zależy czy będziesz ze swojego życia zadowolona, czy nie. W pierwszej kolejności trzeba zaprzyjaźnić się ze sobą i uwierzyć w swoje siły. Potem wyznacz sobie jeden niezbyt odległy cel i skoncentruj sie na nim. Potem wyznacz następny. I nagle zobaczysz, że kiedy lubisz siebie i spełniasz kolejne zadania, jakie przed sobą postawisz, to idziesz NAPRZÓD. I stajesz się tym, kim chciałaś być.

Zapomnij o tym, co było. Myśl do przodu :)
Moja książka o życiu `W dżungli życia` ukaże się 17 listopada. Zajrzyj do niej, może znajdziesz coś pożytecznego :)

`Witam serdecznie Beato,
   Cieszę się, że wróciłaś ze swoich kolejnych wojaży, a jeszcze bardziej czekam na nową książkę, której fragmenty bardzo mnie zafrapowały.
   Mam też do Ciebie pytanie. NA stronie zamieściłaś informację, że na koniec lutego planujesz wyprawę do Wenezueli. Czy coś może na ten temat więcej już wiesz, no a najważniejsze pytanie czy przewidujesz że można by się z Tobą zabrać???
   Mirek`

 


Prawdopodobnie na luty zostanie przełozona wyprawa z listopada - ponieważ teraz w Amazonii panuje niespodziewana susza i jest za mało wody w rzekach. Więc wyprawę do dzungli przełożę na luty, a Wenezuela - jest na razie otwartym planem :) Czy chciałbyś jechac sam, czy z kolegami (lub koleżankami)?
`Szanowna Pani Beato,
gratuluję zdobycia Lobuche East. Nawiazując do Pani informacji w `Gazecie poznańskiej` z dn. 21 października chciałbym zwrócić uwagę na pewne uchybienia: tzw.granica śmierci wysokościowej zaczyna się od 7500 m. Powyżej tej wysokości organizm nie regeneruje się i dłuższe przebywanie może doprowadzić do śmierci. Wcześniej za taką granicę przyjmowano
7800 m, możliwe, że 5800 m to bład drukarski. Gdyby granica śmierci wysokościowej znajdowała się na wysokości 5800 m, to pewnie żaden ośmiotysięcznik nie zostałby zdobyty.
Serdecznie pozdrawiam i życzę udanych wypraw.
Henryk`



Dziękuję za gratulacje i wyjasniam :): piszą ten felieton posłużyłam się określeniami zastosowanymi w książce pt. `The High Altitude Medicine Handbook` Andrew J. Pollarda i Davida R. Murdocha. Podają oni m.in. definicje `dużej wysokości nad poziomem morza`, dzieląc ją na nastepujące części: Intermediate altitude - średnia wysokość 1500 - 2500 m, High altitude - duża wysokość 2500 - 3500, Very high altitude - bardzo duża wysokość 3500 - 5800 m oraz Extreme altitude - wysokość ekstremalna, powyżej 5800 m. Dodają przy tej ostatniej, że powyżej 5800 niemozliwa jest permamentna aklimatyzacja i że następuje stopniowe pogorszenie warunków zdrowia. Nie jest to granica śmierci, ale wysokośc, na której życie jest trudne i po pewnym czasie staje się zagrożone. To własnie miałam na mysli w felietonie.
`Droga Beato!
Mam do Ciebie znów bardzo ważne pytanie. Jest ono trudne jak sądze ,bo tyczy się szkoły czyli naszej życiowej często drogi. Niestety wiele osób sądzi , że jedynej. A ja chciałam Ciebie spytać co Ty sądzisz o szkole - czy Twoim zdaniem trzeba miec naprawdę skończoną średnią , żeby później móc sobie jakoś poradzić w podróżach?
Pytam bo głeboko zastanawia mnie czy dla osoby chcącej zostać dosłownie trampem szkoła ma aż tak istonte znaczenie ,czy bez niej można sobie poradzić. Pytam pod kątem ewnetualnego dorabiania podczas podróży na dalszą drogę ,czy wtedy za granicą będę się mnie pytać o szkołę ? Sama wiesz jak to jest ,wielu ludzi ocenia Cie po szkole jaką skończyłas , mnie to denerwuje.
Czy to `jakieś wykształcenie` jak mówią najblżsi faktycznie jest takie niezbędne ,czy uważasz ,że sama szkoła podstawowa może wystarczyć? Ciekawi mnie Twoje zdanie bo przecież nie raz pisałaś na temat różnych dróg życiowych. Ja bowiem słyszałam o nielicznych co prawda ,ale jednak przypadkach ludzi którzy rzucali szkołę i dobrze sobie później poradzili ,bo też ich bardzo ciagneło do robienia tego co lubią ,kochają etc.
Czuję się jakbym stała na rozstaju dróg ,decyzję musze podjąć sama ,ale prosze o Twoje zdanie Beato. Cieszę się ,że wróciłaś i ,że `wypad` był udany^^
Serdecznie podrawiam wszystkich przyszłych i obecnych podróżników i ludzi mających jakąś życiową pasję
Aleks A.`


Kiedy byłam w szkole średniej, kilka razy chciałam ją rzucić. Przekonywano mnie wtedy, że zawsze w życiu będzie mi potrzebny jakiś dokument, że matura będzie przepustką do świata `dorosłych`. Zostałam w szkole średniej i skończyłam ja, zdałam maturę.

To nieprawda, że matura zrobi z Ciebie dorosłą osobe, która potrafi podejmowac mądre decyzje.

Ale prawdą jest to, że jeżeli nie skończysz szkoły średniej, to na pytanie o wykształcenie bedziesz musiała zgodnie z prawdą odpowiedzieć `podstawowe` - a to rzeczywiście zamyka wiele drzwi.

Radzę Ci skończyć średnią szkołę i wtedy zastanowić się głęboko i podjąć decyzję co zrobić z resztą swojego życia. Srednie wykształcenie przyda Ci się nie tylko na papierze. Wiem to już teraz - chociaż srasznie męczyłam się w szkole. Ale cieszę się, że jej nie rzuciłam - i Tobie radzę to samo :)
`Witam,
Pani Beato,po raz kolejny przeczytalam jakis stary wywiad z Pania i pomyslalam,ze wiele spraw odczuwam podobnie. Mam prawie 26 lat, jestem szczesliwa, zadowolona z zycia, niedawno wrocilam z Paryza /to tylko pare dni,ale bylo tak.../i...
Moje zycie. Studiuje, choc wcale nie czuje, ze to jest dla mnie dobre. Teraz to juz sa moje 3 zaczete studia /najpierw rok filozofii, potem pare lat polonistyki, teraz historia sztuki/ brzmi ciekawie, prawda? Zadnych studiow nie udalo mi sie jescze skonczyc, moze gdybym studiowala poza domem, gdzies jako anonimowa studentka, a nie corka jednego z profesorow, moze gdybym byla mniej krnabrna byloby mi latwiej?
Tata odszedl w styczniu,przed smiercia obiecalam, ze te studia na pewno skoncze...
Wie Pani jak to jest kiedy studia nie sa poszerzaniem wiedzy, czy horyzontow, a jedynie kontynuacja szkoly?! To, ze jestesmy w niej pelnoletni, a profesorowie mowia nam na pani niczego nie zmienia. Twain powiedzial kiedys, ze nie pozwolil, by szkola stanela na drodze jego edukacji... Piekne,prawda?
Tylko jakos nikt mi nie wierzy, wariujesz, nie wiesz czego chcesz. Przemecz sie pare lat, `przysiadz faldow` - nienawidze tego powiedzenia, skoncz cos wreszcie, a potem rob co chcesz.
Pani Beato,wiem,ze Pani nie skonczyla studiow, ale kiedy to bylo? Lata 80, 90 dawaly taka mozliwosc, a teraz? Moze cos uda mi sie zakonczyc, ale jak przetrwac
ten czas? Stracilam pare bliskich osob, bo nie umialy zaakceptowac moich wyborow /sami pokonczyli jakies nienawistne im studia ,ale co tam/ innych trace kazdego dnia, bo ONI PRACUJA, a ja wciaz studiuje.
Mam marzenia, chce byc dekoratorka wnetrz, jezdzic po swiecie, zwozic piekne przedmioty, tkaniny, przyprawy; zalozyc wlasny butik, ktory bylby czyms wiecej niz tylko miejscem zarabiania pieniedzy. Chyba dobrze, ze mamy teraz Unie, przynajmniej pootwieraly sie granice, mozemy mieszkac gdzie chcemy, w Lublinie, czy Barcelonie...
Lubie Pania za szczerosc, za mowienie prawd niepopularnych, ze mozemy byc czasem slabi, zagubieni, miec depresje, albo melancholie. Ciagle szukac swojego miejsca i sensu zycia, zakladac rodzine, albo nie. Czasem lezec w lozku i godzinami nic nie robic, a czasem gnac na zlamanie karku /to jakas forma psychozy, czy tak;)))?
Dobrze wiedziec, ze sa na swiecie tacy ludzie jak Pani. Takie kobiety jak Pani. Dzieki tej mysli nie czuje sie taka samotna w tej ludzkiej pustyni.
Dziekuje i przesylam duzo, duzo slonca, ktorego troche tu w Lublinie dzisiaj mamy. I usmiech.
Pozdrawiam Marta`


Odpowiem fragmentem mojej nowej książki pt. `W dzungli życia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)`, która ukaże się za dwa tygodnie:

`W głębi duszy nie chciałam iść na studia, bo szkoła podstawowa i średnia były dla mnie więzieniem. Ale ponieważ wszyscy mi mówili, że bez dyplomu niczego w życiu nie osiągnę, postanowiłam jednak spróbować.
Spodziewałam się, że wyższa uczelnia okaże się miejscem, gdzie spotkam mądrych przewodników, którzy pomogą mi rozwinąć skrzydła. Myślałam, że będę tam spędzać czas wśród ludzi twórczych i inteligentnych, otwartych na świat, którzy mnie pociągną za sobą. Wyobrażałam sobie, że to będzie wielka, intelektualna przygoda – tak samo jak w książkach Gertrudy Stein, która mieszkała w Paryżu na początku XX wieku, przyjaźniła się z Picassem, Matissem, Apollinairem, zapraszała na obiady Ernesta Hemingwaya czy Jamesa Joyce’a i prowadziła z nimi ożywione dyskusje o sztuce aż po świt.

Wkrótce jednak okazało się, że studia to tylko kolejna szkoła, gdzie wymaga się ode mnie czytania nieinteresujących książek i recytowania z pamięci gotowych formułek. Nie było miejsca na twórczość, rozmowę, rozwijanie się. Zero kontaktu i porozumienia. Po dwóch miesiącach kupiłam butelkę wina, upiłam się i postanowiłam: nigdy więcej. Spakowałam się, wróciłam do domu i zaczęłam pisać moją pierwszą powieść pt. „Powrót”.

Nie chcę powiedzieć, ze studia wyższe to zła rzecz. Znam ludzi, którzy lata spędzone na uniwersytecie wspominają jako najszczęśliwszy okres swojego życia.
Wszystko jednak zależy od tego jakie podejmuje się decyzje. Najgorzej jest wtedy, kiedy człowiek w ogóle nie wie, że powinien je podejmować, ponieważ ostatecznie tylko on będzie ponosił konsekwencje złych wyborów.`

Dodam do tego jeszcze, że każdy człowiek jest szamanem własnego losu i nikt nigdy nie będzie wiedział czego naprawde Pani pragnie i potrzebuje tak dobrze, jak Pani to wie :) A czy warto w życiu robić rzeczy nieważne?... :)
Powrót