|
|
Lipowa skrzynka pocztowa (34)
6a3c
Lipowa skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl albo
kliknąć tutaj.
Odpowiedzi szukajcie poniżej.
`Witam serdecznie
Za dwa tygodnie wyjeżdżam na północ Afryki, do Maroka. Czy była Pani w Maroko? Co warto tam zobaczyć, na co zwrócić uwagę? Co można tam kupić?
A Pani kiedy wyjeżdża do Tybetu, od razu po wakacjach, czy dopiero pod koniec września? Pozdrawiam gorąco (z Warszawy w deszczu),
Dominik W. :-)`
Maroko to bardzo kolorowy kraj, szczególnie na suku czyli lokalnym targowisku. Można tam znaleć wszystko - od dywanów i chodników, przez czajniki i zestaw małych szklanek do parzenia marokańskiej herbaty (zielona z dodatkiem świeżej mięty), aż po daktyle, korale, pantofle i mnóstwo innych rzeczy. Koniecznie trzeba sie targowac :)) - ale lepiej nie zaczynać jeżeli nie ma się szczerego zamiaru kupienia danej rzeczy. Zycze powodzenia :))
Do Nepalu wyjeżdżam na przełomie września i padziernika :))
`Na początku przesyłam ciepłe pozdrowienia z bardzo ciepłego dziś Elbląga. Zapewne dostaje Pani wiele maili od sympatyków i fanów. Mój będzie jednym z wielu i może nie zwróci Pani na niego uwagi. Jednak chciałabym by było inaczej. Bo ja nie zwracam się do Pani ot tak. Otóż jestem harcerką, a jednym z moich zadań na zdobycie kolejnego stopnia, jest otrzymanie kilkudziesięciu autografów znanych osób. Zadanie trudne, to fakt, ale wierzę że mi się uda i poszukuję osób, które byłyby chętne udzielić mi tej pomocy. To przecież nic wielkiego taki podpis, a może wiele zmienić i wiele radości sprawić również. Pomyślałam o Pani właśnie. To zadanie to właściwie taki pretekst, sama byłabym zaszczycona posiadaniem ich. Zrozumiem jeśli otrzymam odmowną odpowied, choć nie ukrywam iż będzie mi oczywiście przykro.
Pozdrawiam,
Asia`.
Asiu, wysyłam Ci autograf wraz z życzeniami odlotowych wakacji, mam nadzieję, że wszystkie sprawności harcerskie (i nie tylko) uda Ci się zdobyć tak szybko i łatwo :)) :))
`Szanowna Pani Beato!
Przeglądając przepastne zasoby Internetu przypadkowo natknąłem się na Pani stronę i od razu zostałem nią kompletnie oczarowany! Oczywiście,
słuchałem wcześniej Pani audycji w Radiu Zet, ale jakoś nigdy nie odwiedziłem Pani strony. Postanowiłem napisać z dwóch powodów - bardzo chciałbym w Komnacie Sztuk zamieścić dwa urocze wiersze mojego dobrego
przyjaciela, Jay'a Tristero oraz, jeśli to możliwe, poprosić o zamieszczenie przepisu na oryginalne tortillas i nachos.
Jako że literackie eksperymenty są mi całkowicie obce, natura zrekompensowała mi je talentem w kuchni. Za szczególnie ekscytujące uważam poznawanie `tajemnych` receptur i składników, z czym zresztą radziłem sobie całkiem dobrze, dopóki nie zjadłem nachos.
`Rozgryzłem` przepis na kurczaka w 11 ziołach (KFC), na majonezowy sos tatarski, podawany do FishMaca, a nawet udało mi się znaleć całkiem interesujący przepis na pizzę New-York-Style. Niestety, z tortillas i nachos zupełnie sobie nie radzę. Dowiedziałem się mniej więcej jak wygląda `produkcja` prawdziwych tortillas, i że potrzeba do niej mąki z ugotowanej kukurydzy, niestety
nie mam pojęcia czym zastąpić mączkę Masa Harina. Na naszym rynku jest mnóstwo mączek i kaszek z kukurydzy, w końcu chodzi o smak, podobny do tego, jaki mają płatki kukurydziane, niestety, pomimo wielu nieudanych
eksperymentów nie udało mi się upiec w miarę przyzwoitych tortillas, co wpędza mnie w najczarniejszą z czarnych rozpaczy. Gdyby Pani mogła
postarać się dla mnie o ten przepis, byłbym niezwykle zobowiązany.
z poważaniem,
Zephyr Seven`
Tajemnica meksykańskich tortillas leży w dodaniu odrobiny wapna. Niestety, nie wiem czy można je gdzies zdobyć w Polsce, przypuszczam że nie, bo nawet w najlepszej meksykańskiej restauracji w warszawie tortille są pszenne, a nie kukurydziane.
Drugi sekret to meksykańskie powietrze, słońce, smak wody i zapach powietrza - nie do powtórzenia w Polsce. Próbowałam robić różne specjalności latynoskie i żadna z nich nie jest mozliwa do odtworzenia w Europie - z powodu braku powyższych czterech składników.
Tak czy inaczej spróbuję poszukać przepisu na tortille, utwory są już w Komnacie 65, pozdrawiam :))
`Droga Pani Beato,
W sumie nie wiem dlaczego do Pani o tym piszę, może trochę z nadzieją że będzie Pani umiała pomóc, coś podpowiedzieć - a może po prostu,żeby podzielić się marzeniem z kimś, kto na pewno je zrozumie - bo
znajomi tylko stukają się w głowę...
Od około półtora roku przygotowuję się - na razie w sumie psychicznie i informacyjnie (mapy, przewodniki, książki...) - do wyprawy dookoła świata. Samochodem terenowym. Przez Rosję, Syberię, wokół Bajkału aż
pod Kamczatkę, potem a Alaski przez Amerykę Północną, Meksyk itd. do Ameryki Południowej. Tam mam zamiar odwiedzić południowy kraniec kontynentu i dalej kontynuować podróż na północny wschód aż na
brazylijskie wybrzeże - stamtąd statkiem przenieść sie do Afryki, przemierzyć Saharę (jeżeli starczy mi odwagi) i wrócić przez Europę do domu. Pomysł w sumie nie taki znowu szurnięty, jeżeli porównać go z
Pani wyprawami.
Do tej pory doskonale radziłem sobie za przysłowiowy grosik - wyprawa w niemieckie Alpy za 200 zł na dwa tygodnie, podobnie kosztująca i trwająca wycieczka w góry na Ukrainę... Nie wyobrażam sobie mieszkania w hotelach, jedzenia w drogich restauracjach, czy w ogóle nocowania w miastach. Niemniej jednak tym razem tanio nie będzie - przecież ja nawet nie mam jeszcze tego Land Rovera, którym pojadę! I tu moje pytanie natury kompletnie praktycznej - czy potrafiłaby Pani podpowiedzieć mi jak szukać funduszy, sponsorów dla takiego przedsięwzięcia? Pewnie najlepiej byłoby najpierw mieć za sobą wsparcie dziennikarskie, kogoś kto mógłby z korzyścią dla Sponsorów sprawę nagłośnić - może wręcz zna Pani jakiegoś dziennikarza, który ma słabość do wariackich pomysłów i chciałby przygarnąć mnie pod swoje skrzydła? I jeszcze jedno pytanie - czy ma Pani jakieś informacje o połączeniach morskich między wschodnim wybrzeżem Ameryki Południowej a
zachodnim Afryki? Takich połączeniach, którymi można zabrać się z samochodem?
Prawie nikt nie wróży mi powodzenia, ale ja wiem, że dam radę. Jak nie za rok to za dwa, może za pięć - marzenia mają tą zaletę, że można je snuć i próbować realizować dowolną ilość czasu. Chociaż im szybciej
tym lepiej...
Pozdrawiam,
Michał`
Znajomi, którzy teraz stukają sie w czoło, będą kiedyś stukać do Pańskich drzwi, spragnieni opowieści z dalekich lądów i zieloni z zazdrości :)))
Życie jest po to, żeby marzyć, a marzenia sa po to, żeby je spełniać. To pewne.
Nie wiem gdzie należy szukać sponsorów, bo sama zawsze wolałam być niezależna. Ale znam pewnego mlodego człowieka, który zaprganął pojechać motorem dookoła świata, poszedł do salonu gdzie sprzedaje się takie motory, znalazł dyrektora, porozmawiał z nim i dostał ten motor w prezencie na czas podróży. Radzę zrobić to samo. Trzymam kciuki i proszę dać znać jak się mają sprawy.
`Pani Beato (tak pozwolę sobie do pani napisać) - często w niedzielę kiedy jestem w swoim podwarszawskim wiejskim domku słucham pani audycji. Niezmiennie kojarzy mi się z tą audycją takie lazy afternoon, herbatka, jakiś mały drink, lody..
O ile w tamta niedzielę z zainteresowaniem wysłuchałam leżąc sobie na leżaku fajnych rozmów z p. Agata Młynarska. to......
To dzis jestem oburzona, że promuje pani M.Mellera faceta , którego nie cierpię za to co robi. A `robi` pornograficzną gazetę, zadyma się na oryginała, bazuje na najniższych instynktach - powiedzmy - męskich. Sankcjonowanie tego poprzez dawanie miejsca na antenie właśnie u pani - jest wyjątkowym nietaktem wobec nas - słuchaczy. Nietaktem - to za mało powiedziane. Takiego faceta należy odstrzelić. Odstrzelić - poprzez bojkot oczywiście. Niestety - inaczej sie nie da. Bardzo sie pani dziwię, iz wiedząc jaką twórczością ten pusty ( prawdopodobnie nie ma on ani żony ani dziecka.. mylę się czy nie ?...) chłopina sie para - tak wdzięczy sie pani do niego. Wdzięczy słownie.
Czyli: można być red. pisma pornograficznego, czerpac z tego zyski, jedzić za takie brudne pieniądze... i znaleć sie w programie u Pawlikowskiej.... jako człowiek oryginalny ? A fe !
Bez poważania tym razem
Daria`
Pani Dario, nie zgadzam się, że Marcin Meller `bazuje na najniższych instynktach` - bo tym samym okresleniem należałoby nazwac wszystkich dziennikarzy zajmujących się wszystkim, co ludzi porusza: czyli także polityką. `Playboy` nie jest też pismem `pornograficznym`, ale mniejsza o nazewnictwo. Zapraszam do mojego programu różne osoby, ktore moim zdaniem mają własne widzenie świata, pasjonują się podróżowaniem i potrafią te podróże przez świat przełożyć na różne sfery życia, także najprostszą codzienność. Marcin Meller moim zdaniem właśnie takim człowiekiem jest i dlatego go zaprosiłam. Przykro mi, że sie Pani nie podobał, mam nadzieję, że z przyjemnością posłucha Pani opowieści Magdy Gessler w najbliższą niedzielę :))
`Szanowna Pani Beato!
Podziwiam Panią !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Chciałbym Panią zobaczyć na żywo. Kiedy będzie Pani w Poznaniu ? - Z ogromną radością przyjdę na spotkanie.
Jest Pani blisko optimum jako osoba. * ODWAŻNA, MĽDRA, ATRAKCYJNA, SYMPATYCZNA,.... - no i w ogóle EXTRA.
Pozdrawiam, tak gorąco jak dzisiaj jest w Poznaniu (ponad 30 stop. C)
Włodek`
W najbliższym czasie wybieram się do Nowego Sącza i Sandomierza, niestety Poznania nie mam w najbliższych planach, ale dziekuję za miłe słowa. Zyczę udanych wakacji :))
`Witam!!!
Z tej strony Nitek taki przeciętny 19latek mieszkający w Pyrlandii (zakładam, że wiesz gdzie to: )? Co taka młoda osoba robi w letnią, wakacyjną sobotnią noc zamiast bawić się ze znajomymi w pubie lub łazić gdzieś po mieście? Ano proste siedzi w domu i zastanawia się nad sensem swojego istnienia
Jeszcze nieco ponad dwa miesiące temu, byłem pełen entuzjazmu i chyba byłbym nawet wstanie zerwać gwiazdkę z nieba gdyby mój Promyczek Szczęścia mnie o to poprosił.
Moi rodzice są po rozwodzie, każde z nich ma nową drugą połowę i swoje życie. Starsza siostra także ma męża dziecko i własne problemy. To straszne co powiem ale nie czuje się zbyt mocno emocjonalnie z nimi związany, powiedział bym, że prawie wcale nie jestem z nimi związany zwłaszcza z ojcem i dlatego Promyk był dla mnie kimś tak bardzo wyjątkowym i bezcennym. Wreszcie miałem się przednim otworzyć i podzielić się swoim wnętrzem, które było spragnione odwiedzin i tylko przy Nim czułem się tak bezpieczny (kurde i pomyśleć, że 19 latek przyznaje się do takich rzeczy)
Pewnie jak zwróciłaś uwagę użyłem formy przeszłej pisząc Promyk był no właśnie bo On odszedł zabierając ze Sobą cząstkę mnie
Przyszło to w najgorszym momencie jakim tylko mogło dwa dni przed maturą. Nie umiałem się pozbierać i nie potrafiłem się skoncentrować na nauce bo jak tu myśleć o czymś takim jak świat na głowę się wali?
Na egzamin poszedłem, polski jako tako coś tam napisałem, ale na geografie poszedłem z myślą iż wyjdę po 2 godzinach i oddam pustą kartkę no i ze ściągą, która zrobiłem odręcznie ekspresem na 40 minut przed wyjściem do szkoły na egzamin. Tylko los chciał, że na ściądze trafiło się akurat to czego potrzebowałem i dlatego udało mi się nie oddać pustej kartki (już nie będę się chwalił, że ściąga mi w trakcie gdy z niej korzystałem wypadła na ziemię i mam wrażenie, że każdy udawał, ze nie widzi
)
W końcowym rozliczeniu co prawda nie na super ocenach ale maturę zdałem i chyba tylko i wyłącznie dlatego, że jakieś dobre duchy nade mną czuwały.
Niestety na tyle ile matura pozwoliła mi zahamować myślenie o tym co się stało to gdy już było po egzaminach moje myśli nie miały gdzie się podziać i mimowolnie wracały tylko w jedno miejsce
W tym tez okresie sporo serwowałem po Internecie bo jakoś wtedy udawało mi się wyłączyć pewną część mojego umysłu odpowiedzialną za myślenie o Nim. I tak też po bardzo długiej przerwie (oj super długiej trwającej chyba ponad rok) trafiłem na twoją stronę. I tak się zaczytałem, zwłaszcza w listach które różni ludzie pisali do Ciebie. I tam też przeczytałem coś co wyrwało mnie z letargu i przywróciło na dobrą drogę. Napisałaś tam coś takiego, że trzeba szukać szczęścia w sobie a nie winnych.
Gdybyś wiedziała jak bardzo mi to pomogło, chyba dopiero to tak naprawdę przywróciło mi nadzieje, ze jeszcze kiedyś będę szczęśliwy, bo przecież to czy tak będzie zależy tylko ode Mnie!
Kilka dni temu minął rok od dnia gdy wróciłem z samotnego wyjazdu do Iranu. Nie uważasz, ze lepszego prezentu na dzień ojca niż mail Tato od wczoraj jestem w Iranie nie można swojemu starszemu zafundować: )?
Podczas tamtej podróży po raz pierwszy byłem tak naprawdę szczęśliwy! Najwidoczniej byłem w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu i spotkałem swoje szczęście!
Niestety musiałem nieco szybciej wracać gdyż jako ówczesny podróżniczy żółtodziób na początku podróży poniosłem niepotrzebne wydatki i w Iranie miałem trochę mniej szmalu niż pierwotnie planowałem ale już w tedy wiedziałem, że podróże są tym czemu chcę się poświęcić
Dziś wracam do tej myśli, i lada dzień skonkretyzuje swoje plany na te wakacje. Mam bowiem dylemat między dwoma azjatyckimi regionami i nie wiem który wybrać. Jeden jest dalszy i podróż wiązała by się z długim lotem samolotem i na miejscu był bym dość krótko jak na tak ciekawy kraj.
A drugi wariant to podróż lądem i powrót w zależności od czasu drogą powietrzną albo co bardziej by mi się podobało tez lądem ale inną droga, między innymi przez upragniony Pakistan
tyle że wtedy miałbym problem z powrotem do Padziernika na rozpoczęcie studiów
Wiem jedno tak naprawdę to dopiero ta podróż będzie moim egzaminem dojrzałości!
Dobra chyba kończę bo już trochę póno się zrobiło, sory, za tak długi chaotyczny miejscami list. Jak już będę w 100 procentach pewny gdzie się wybiorę to dam ci znać Wiesz co? Fajnie, ze Jesteś!
Nitek.
Ps. Czy trzeba zdać jakiś egzamin by zostać Tubylcem Oliwkowa? Bo wiesz ja już mam dość egzaminów jak na ten rok: )`
Nitek, cieszę się, że napisałeś. Szczęścia trzeba szukać w sobie - i ono tam jest! Nie chodzi o to, żeby stac się samolubem myslącym tylko o własnych przyejmnościach, tylko żeby byc silnym wewnętrznie i przyjacielem samego siebie. To daje niesamowite poczucie samodzielności - że jeśli wezmę swoje życie we własne ręce, to stworzę je takim, o jakim zawsze marzyłem. Jasne, że zawsze jest żal, kiedy odchodzi ktoś, kto stał się cząstką twojej duszy. Ale jeśli ten ktoś postanawia odejść, to znaczy, że tak naprawdę do Twojej duszy nie należał, więc dobrze, trudno, niech odchodzi. Cieszę się, że odzyskałes wiarę w życie :)) Na Twoim miejscu poleciałabym samolotem, a na miejscu jedziłabym lokalnym środkami transportu :))))
P.S. Tubylcem jest każdy, kto zechce, bez egzaminów i pozwoleń. Zostan z nami w Oliwkowie jeśli zechcesz. Spotkasz tu wielu ludzi, którzy myślą podobnie jak Ty :))
`Szanowna Pani Beato,
kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Panią opowiadającą o `tym` świecie zapragnęłem z Pania tam pojechać i zanurzyć się wilgoć tropików. Kiedy w Biblotece Wojewódzkiej w Gdańsku, wziąłem ulotke o terminie spotkania z Panią myślałem, że się zobaczymy. Niestety dzień 'zwyczajny' przeszkodził przybyciu na Pani odczyt.
Ale dla tych co po wielokroć czytali `Tomków Wilmowskich` `Fidlerów`, `Jacków Londonów` nic nie powstrzyma by zapytać ile kosztuje ten najbliższy wyjazd do puszczy?
Będzie mi miło otrzymać wiadomość.
Acha, nie jestem zwolennikiem fałszywego mitu rodem
z XVIII w. o `szczęśliwym dzikusie`
Serdecznie pozdrawiam
Piotr`
Panie Piotrze,
cena wyprawy do dżungli i na Karaiby obejmuje lot samolotem do Ameryki Południowej, gdzie przesiadamy się do mniejszego samolotem i lecimy do dzungli. Tam czekają na nas przewodnicy i łód gotowa do drogi, wsiadamy na nia i płyniemy sześć godzin w głąb puszczy. Po licznych przygodach wracamy samolotem do Bogoty i startujemy następnym - na karaiby, by po kilku dniach znów wrócic do Bogoty i jeszcze raz wylecieć - z powrotem do Polski. To co sie będzie działo między lądowaniami i wylotami to trudna do opisania zwykłymi słowami przygoda, na której nawet Tomek i Jack London nie siada :))
Cena i wszystkie szczegóły są na http://www.beatapawlikowska.com/show_text.php?id=1377
`Szanowna Pani Beato - myślę,ze będe wyrazicielem dużej rzeszy Pani fanów - ale wiekiem niestety od Pani starszej. Ja osobiscie podziwiam Pania za wszystko -piekne ksiązki,wspaniałe wycieczki. Mam pytanie czy w swoich najsmiejszych planach nie przewiduje Pani
wycieczki dla ludzi ` trzeciego wieku` Mam 57 lat i chetnie wraz z żoną wybralibysmy sie pod Pani ` kierownictwem` Z nadzieja, ze potraktuje nas Pani łaskawym uśmiechem śle pozdrownia LEO`
Szanowny Panie Leo, z przyjemnością poprowadzę Państwa po ścieżce wsród puszczańskich leo, czyli lwów, oraz pozostałego amazońskiego bractwa. A kiedy chciałby się Pan wybrać w tę podróż? Zdaje się, że są jeszcze wolne miejsca na wyprawę listopadową do dżungli w Brazylii i Kolumbii :))
`Witaj,
Przed chwilą przeczytałam wywiad z Tobą dla `Twojego Stylu`, powiedz jak Tobie się udało dotrzeć w głąb siebie i poczuć że to właśnie to? Ile trzeba mieć siły żeby odrzucić wszystko inne ?
Ile w tym wszytkim jest słów, a ile emocji, odczuć , spokoju, czy lęku, że tak jest dobrze?...
ciągle mnie dopadają takie filozoficzne rozterki... a życie leci do przodu...
Wzięłam tydzien urlopu, pochodziłam trochę po górach, chwilę spędziłam z rodziną na podlasiu podświadomie szukając `mojego miejsca na ziemi` i siebie samej. Efekt niestety jest kiepski, szukać trzeba dalej...
Pozdrawiam,
Dorota`
Jak mi się udało dotrzeć w głąb siebie? Bardzo chciałam. To było dla mnie najważniejsze, bo czułam się totalnie zagubiona w świecie, więc przez długi czas szukałam odpowiedzi w innych ludziach, szukałam w nich pomocy i rozwiązania mojego problemu - oczywiście bezskutecznie.
Mówię `oczywiście`, bo każdy człowiek powinien w sobie znaleć przyjaciela, i to daje siłę. Dopiero potem może z podniesioną głową wyjśc do inncyh ludzi.
Ale mnie się wydawało przez wiele lat, że dostane szczęście od kogoś, i nawet oczekiwałam od ludzi, że dadzą mi to, czego mi brak.
Aż w końcu się okazało, że ja mam to w sobie - i każdy to w sobie ma, bo trzeba żyć przede wszystkim w zgodzie z sobą.
I to było `TO`.
Więc nie musiałam odrzucać wszystkiego innego, bo ja z radością odkryłam, że odpowied na wszystkie pytania jakie mam, znajduje się w mojej duszy - ale po prostu nigdy nie zadawałam sobie różnych pytań dotyczących mnie i mojego życia. Dopiero kiedy zaprzyjaniłam się ze sobą, moje życie nabrało sensu.
Myslę, że masz poczucie kręcenia się w kółko dlatego, że szukasz wszędzie dookoła, a nie w sobie. Spróbuj.
`Witam serdecznie!
Spotkalismy sie dzisiaj w Empiku na Marszłkowskiej, nie wiem czy pani pamieta (szczupły, długowłosy chłopak i dziewczyna z grzywką w białej kurtce). Chcielibysmy podziekowac za rozmowe i cenne uwagi i przy okazji zapytac o dzial: `wyprawy dla zuchwałych` z pani strony www.oliwkowo.pl. Czy te wyprawy, organizowane przez pania, są dostępne tylko dla pani najblizszych znajomych, czy tez rowniez dla ludzi odwiedzajacych stronę?
Czy istnieje mozliwosc (w przyszlosci) pojechania z panią na jakąś wyprawę?
pozdrawiam,
Piotr`
Oczywiście, że Pana pamiętam, to przecież było zaledwie kilka godzin temu :))
Wyprawy opisane w dziale `Wakacje dla zuchwałych` organizuję własnie dla takich osób, które wolą pojechac ze mną, a nie same. Każdy może się do nich przyłączyć. Trwają zwykle około 2 tygodni - bo tyle zwykle osoby wybierające się ze mną mają urlopu.
Moje własne wyprawy to zupełnie odrębna sprawa. Zawsze są dłuższe, bardziej niebezpieczne i prowadzą w ekstremalne miejsca, często w równie ekstremalnych warunkach. Na te wyprawy zabieram tylko siebie.
Jest tez możliwość zorganizowania wyprawy nie opisanej w dziale `Wakacje dla zuchwałych`, ale takiej, jaką sobie ktoś wymarzy. Wystarczy tylko dać mi znać :))
"Droga Pani Beato,
mam ochotę na drobną polemikę po przeczytaniu w internecie wywiadu dla "Twojego Stylu", w którym roi się od truizmów, a także stwierdzeń, z którymi się nie zgadzam.
W rzeczy samej szczęście nie ma długości i szerokości geograficznej, a radość można czerpać z rzeczy małych, które jednak są dla nas istotne! Można być zadowolonym z tego co się ma (dla niektórych to trudna, ale czasami motywująca umiejętność) i czerpać prostą radość z tego, że się żyje, oddycha, porusza palcami i zaspakaja głód. Czasami warto pozbawić się wygód, jedzenia, poczucia bezpieczeństwa i innych przyjemności, by je potem docenić ze zdwojoną siłą. Ale to jeszcze nie jest szczęście. To jest tylko radość wynikająca z procesu przetrwania. Mimo wszystko, można nie czuć się szczęśliwym człowiekiem.
"Szczęście wynika z tego, jaki kobieta ma stosunek do samej siebie, nie zależy od tego jakimi osobami lub przedmiotami się otacza."
- To raczej akceptacja samej siebie, będąca podstawą zadowolenia, ale nie szczęście - jest mi dobrze ze sobą, ale czy jestem szczęśliwa? Natomiast od tego, jakimi osobami się otaczamy zależy nasze życiowe powodzenie, które daje poczucie zadowolenia, satysfakcji. Piękne przedmioty mogą poprawić nastrój, zainspirować, a jeszcze bardziej piękni ludzie, ale ma pani rację szczęście nie zależy od pięknego otoczenia.
"Szczęście płynie z urody wewnętrznej, pozytywnego nastawienia do innych ludzi."
- To raczej piękno człowieka płynie z jego wewnętrznej urody, a pozytywne nastawienie do innych ludzi jest efektem zadowolenia lub szczęścia, a nie odwrotnie, chociaż eskaluje i nakręca to zadowolenie lub szczęście.
"Kobiety, które odnajdą sens i spełnienie są zadowolone."
- Moim zdaniem właśnie szczęśliwe, a nie tylko zadowolone. (moja definicja zadowolenia i szczęścia - głupcy często są zadowoleni np. z siebie, a szczęście wymaga świadomości, że jest się szczęśliwym) Mam wrażenie, że w Ameryce Łacińskiej ludzie odczuwają naturalne zadowolenie i motywację z kontrastującego ze sobą kultu mężczyzny macho i kobiety emanującej pięknem kobiecości. W naszym społeczeństwie zamiast w/w zadowolenia często popadamy w kompleksy - chore społeczeństwo. Sukienki, obcasy i bizuteria mogłyby dla mnie nie istnieć, chociaż bywa, że podkreślają kobiecość do tego stopnia, że mężczyni tracą głowę. Czy to jednak daje szczęście??? Żeby być szczęśliwym nie wystarczy wiedzieć czego się chce, mieć dobry plan i odwagę do podejmowania śmiałych decyzji. Nie wystarczy lubić samego siebie i być przyjacielem dla samego siebie. Wydaje mi się, że naturalne społeczności Indian pozbawione są podstawowego problemu naszej cywilizacji - SAMOTNOCI, osamotnienia.
Nie wierzę w samotne szczęście, w to, że osoba samotna jest szczęśliwa. Jak długo możemy być szczęśliwi sami z siebie i dla siebie, ze swoim wewnętrznym przyjacielem? Moim zdaniem, żeby być naprawdę szczęśliwym, człowiek potrzebuje bliskości drugiego człowieka, nawet, jeżeli byłaby to wię tylko emocjonalna, tylko emocjonalna czułość, bez której człowiek usycha. By zyć w harmonii, człowiek musi niestety zaspokoić swoje podstawowe i akurat dla niego niezbędne potrzeby. A ponieważ jest istotą społeczną, więc potrzebny jest mu drugi człowiek. Czasami zastępuje go Bóg, ale jak powiedział ks. Józef Tishner: "Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem. Bo człowiek jest dla człowieka zawsze zarazem spełnieniem obietnicy i obietnicą." Zastanawiam się jak długo można być szczęśliwym samotnie, samemu ze sobą. Chyba raczej można tylko bywać. Pani jest szczęśliwa, ale czy nie zawdzięcza pani tego stanu innym ludziom??? Również dostrzegam doskonałość wszechświata, ale człowiekowi jej odrobinę brakuje.
Pozdrawiam wakacyjnie,
Renata
P.S. Podoba mi się słowo 'udobruchać' i uwielbiam te pani historyjki pogodowe (sama wymyślam takowe na potrzeby własne), ale obawiam się, że nie jesteśmy w stanie udobruchać destrukcyjne siły natury, a tylko je zakłócać."
Co do szczęścia, to moim zdaniem nie trzeba mieć swiadomości bycia szczęsliwym, żeby szczęśliwym być. I uważam, że jak najbardziej można osiągnąć szczęście w samotności - wszystko zależy od konstrukcji psychicznej danej osoby. Najwazniejsze jednak - i co do tego mam absolutną pewność - jest życie w zgodzie z własnym sumieniem i tym co człowiekowi w duszy gra. To jest pierwszy warunek i podstawa do szczęścia. Czasem nawet nie potrzeba nic więcej. Bo kiedy mówię "szczęście", to nie mam na mysli porywającej chwili, która jak burza przechodzi rzez życie, ale wypełniające człowieka dobre i spokojne poczucie, że "JEST DOBRZE", że jest tak, jak powinno być, jak zawsze chciałem, jak pragnąłem. To jest szczęście.
| |