onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Cynamonowa skrzynka pocztowa (27)

42b2   Cynamonowa, grudniowa skrzynka pocztowa. Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl albo
kliknąć tutaj.
  Odpowiedzi szukajcie poniżej.


  `Kochana Pani Beato,
  Jak zwykle, kiedy mam wolną chwilę, wszedłem na pani stronę internetową. Przy okazji nadmienię, że bardzo mi się ona podoba i podziwiam oraz doceniam fakt, że codziennie znajduje pani czas aby ją uaktualnić.
  Ale dzisiaj zaniepokoiło mnie jedno zdanie:
`Noworoczna wyprawa do Peru - aby naładować się pozytywną energię na resztę roku. Są jeszcze  dwa wolne miejsca.`
 Pomyślałem sobie (zapewne niesłusznie), że jak nie znajdzie się jeszcze dwoje chętnych, to wyprawa może nie dojść do skutku. Czy mam rację ?
  Proszę też o potwierdzenie, że na
Pewno nie potrzeba wiz do Peru i do Wenezueli.
  Do zobaczenia !
  Serdeczne pozdrowienia
  Sławek`



Panie Sławku, prosze się nie niepokoić :))) Informacja o dwóch wolnych miejscach to tylko zachęta dla ewentualnych chętnych, wcale nie warunek odbycia się wyprawy. Mysle, że w tej chwili wiemy już na pewno, że wyprawa dojdzie do skutku.
  Wizy do Peru zostały zniesione kilka miesięcy temu. Jeśli zaś chodzi o wizy do Wenezueli, to ostatnim razem kiedy tam byłam, wizy były na pewno potrzebne. To się mogło jednak zmienić w ostatnich miesiącach, spróbuję sie dowiedzieć jaka jest aktualna sytuacja. ...Kilka minut póŸniej: rzeczywiście, obowiązek wizowy został zniesiony, więc potrzebny jest tylko ważny paszport :)))


 

OTO ODPOWIED, jaką dostałam z Limy od moich peruwiańskich partnerów:

  `Serdecznie witamy z Limy,
 Ojciec Szeliga mial na mysli ziolo GRAVIOLA (annona muricata), efektownie jest nazywana `naturalna chemioterapia` poniewaz bezposrednio eliminuje komorki rakowe ale bez zadnych negatywnych skutkow spowodowanych przez zabiegi chemiczne. W Peru mozna nabyc swieze owoce tej rosliny pod nazwa Guanabana, ale w terapii ma takie same wlasciwosci wywar z lisci.
 
 Ziolandina zajmuje sie eksportem produktow naturalnych w celach leczniczych; zawsze zalecamy aby Pacjenci  przeslali nam swoja historie kliniczna wraz z ostatnimi wynikami badan, gdyz najlepiej skutkuje
indywidualnie dobrany zestaw ziol w sklad ktorego poza graviola wchodza ziola oczyszczajaco-wzmacniajace system immunologiczny.  Z checia odpowiemy na wszystkie dodatkowe pytania, prosimy o bezposredni kontakt: ziolandina@ziolandina.com.pe, serdecznie pozdrawiamy,
  Monika Przybylska / Pawel Canchaya-Kralewski
  Ziolandina


  `Witam Pani Beato. Dzisiaj w programie Zdobywcy usłyszałem o leczeniu Vilcacorą i innymi ziołami pochodzenia andyjskiego.Szczególnie zainteresowała mnie wiadomość o owocu,który bardzo skutecznie leczy raka.Wypowwiadał się na ten temat polski ksiądz,który mieszka w Peru.Zafascynowany podawanymi informacjami
o leczniczych właściwościach ziół andyjskich zapomniałem nazwę tegoż zioła jak i nazwisko księdza opowiadającego o tym.
 Nadmieniam,że u mojego ojca we wrześniu został wykryty nowotwór jelita grubego i przede wszystkim dlatego bardzo jestem zainteresowany uzyskaniem nazwy tego owocu oraz kontaktem z tym księdzem. Od dwóch miesięcy mój ojciec przyjmuje leki ziołowe pochodzenia andyjskiego w tym Vilcacorę. Leki te zamawiam w Andean
Madicine Centre Ltdw Londynie.
 Jeżeli może Pani mi pomóc skontaktować się z tym księdzem i podać nazwę owocu,który leczy nowotwory, będę bardzo wdzięczny.
  Pozdrawiam
  Andrzej`


Ksiądz ma teraz 98 lat i nazywa się Edmund Szeliga. Jest słynnym odkrywcą nie tylko vilcacory, ale i innych peruwiańskich ziół. Napisałam juz do moich partnerów w Peru z pytaniem o
dokładne informacje na temat tej drugiej, nowej rosliny. Nie wiem czy można już ją gdzieś kupic, bo być może przechodzi dopiero etap dokładnych badań, ale mam nadzieję, że w najbliższych dniach uzyskam wszystkie szczegółowe informacje i wtedy dam Panu
znać.
  Nawiasem mówiąc, znam też firmę bezpośrednio w Peru, ktora prowadzi wysyłkę peruwiańskich ziół z certyfikatami i opisem w jęz. polskim. To prostsza i chyba tańsza droga niż okrężnie przez Londyn.


  `Dzień dobry!
  Jestem studentką etnologi z Torunia i członkiem wydziałowego koła naukowego. Choć doskonalę zdaję sobię sprawę z niedorzeczności mojej propozycji, to chciałabym zaprosić Panią w imieniu naszego koła na spotkanie w bardzo sympatycznym gronie:). Chętnie posłuchalibyśmy o Pani książkach i wyprawach.
 A swoją drogą Toruń, to jak zapewne Pani wie, piękne miasto, które warto zwiedzić o tej porze roku, gdyż zimą prezentuje się naprawdę urokliwie.
 Serdecznie pozdrawiam.
 Agata.`

 

Dziękuję za zaproszenie :)))) Toruń znam z piernikowych wycieczek, które robiłam jako dziecko na Starówkę. Chętnie przyjmuję zaproszenia na spotkania z czytelnikami, ale najbliższe miesiące mam gęsto zaplanowane. Myślę, że spotkanie byłoby mozliwe dopiero na wiosnę, można by je wtedy połączyć z promocją mojej nowej książki wydanej przez National Geographic. Pozdrawiam,
Wesołych Œwiąt!


  `Ja tylko z takim pytaniem..hmm..zastanawia mnie jedno zdjecie u Pani na stronie. W dziale `U indian dzikich plemion` jest zdjecie podpisane jako `Duch w chacie Indian Kiczua(Ekwador)` no i mam takie glupie pytanie..czy to na tym zdjeciu naprawde duch czy to efekt kombinacji przy czasie naswietlania przy robieniu fotografii? bo chyba ducha sie nie da sfotografowac ,prawda?
  Z gory bardzo dziekuje za odpowiedz i ze
wzgledu na czas w roku zycze Spokojnych,wesolych swiat.. .
 Pozdrawiam. Agata

 

Myślę, że w sprawie duchów nigdy nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W książce  `Blondynka u szamana` jest jeszcze jedno takie zdjęcie, co do którego nie mam pewności czy to co fotografowałam, było widoczne gołym okiem. Pamiętam, że robiłam wtedy zdjęcie dżungli - tymczasem na obrazku zobaczyłam potem czarną postać człowieka, która wyglądała jak cień. Ze zdjęciem w chacie było
podobnie.


  ``Pani Redaktor.
  Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem w niedzielę Pani programu. Muzyka wpływa relaksujaco na słuchacza. Postanowiłem napisać do Pani aby wyjaśnić sprawę kasztanów.
  Kasztany jadalne Castanea sativa są jadalne na surowo, pieczone, przetwarzane na różny sposób.
Natomiast te `kasztany` sygnalizujące najwyższy czas zabrania się maturzystów do pracy , są kasztanowcami Aesculus hippocastanum, które nadają się tylko do jedzenia przez zwierzęta. Są cennym surowcem leczniczym, a drzewa mają wartość estetyczną.
  W nasionach kasztanowców znajdują się saponiny, związki pieniące się. Tak się kiedyś utarła nazwa `kasztany` na oba gatunki z odległych rodzin systematycznych, że często w potocznej mowie nazwa ta funkcjonuje. Na zajęciach staram się zwracać na to uwagę studentom, ale jak Pani wie, przyzwyczajenia są drugą naturą człowieka.
  Wszelkiej pomyślności w Nowym Rok życzy Marian Ciaciura, prof. dr hab. kierownik Katedry Taksonomii Roślin i Fitogeografii Uniwersytetu Szczecińskiego`.

 

Dziękuję bardzo :)))) Teraz nie mam już najmniejszej wątpliwości, zaskoczył mnie też fakt, że największe, najbardziej okazałe drzewa kasztanów jadalnych rosną w Europie, a w szczególności na zboczach Etny. Wesołych Œwiąt!


  `Droga Pani Beato!
  Spędziłam wczoraj parę `upojnych ` godzin, na Pani stronie...Nigdy nie sądziłam,że można się, aż tak zatracić. Zachowywałam się jak małe dziecko czytające wspaniałą powieść przygodową. Bujając w świecie marzeń i fantazji. Bo zaiste są, pełne niezwykłości Pani przygody i... pisane po nich wspomnienia.
 Jestem NOWA - jestem świeżutkim bywalcem i już dziś wiem, że będę bywać TU często...
 Moja przygoda z Panią zaczęła się od felietonów w Dzienniku Łódzkim. Polubiłam te krótkie pare zdanek na koniec każdego tygodnia...  Jakże można się zrelaksować marząc o wielu zakątkach świata, gdzie nie było się i...zapewne nigdy nie będzie. Jako mała dziewczynka nie opuściłam żadnego odcinka Tone'go Halika i to była taka moja dziecięca pasja. Dziś mimo, że od tych czasów upłynęło sporo czasu... nadal czytuję `National Geographic` i ...Pani felietony. I to nie pozwala mi zwariować w dzisiejszym `nawiedzonym` świecie... Praca, dom, dziecko, uczelnia - a na wieczór marzenia O...
 DZIĘKUJĘ -bo jedynie tym sposobem mogę podziękować i wyrazić podziw i uznanie dla tej `życiowej Pani pasji`... którą zaraża Pani innych.
 W okolicy tych ŒWIĽT szczególnych pragnę Pani złożyć dużo serdecznych życzeń HUMORU, POGODY ŻYCIA i REALIZACJI jeszcze wielu, wielu WYPRAW w nieznane...
  Wierna czytelniczka - Duśka z Łodzi.`


Dziękuję :)))) Z mojego doświadczenia wynika, że nawet jeżeli marzenia są - logicznie rzecz biorąc - całkiem nierealne, a mimo to trzyma się je w sobie jak skarb, to przychodzi moment, w którym one same zastukają do Pani drzwi i zaczną się spełniać :)))) Tego życzę :))) Pozdrawiam i witamy na Poletku :))))


  `Witam serdecznie,
  w artykule p.t. : `Tu narodziły się chmury` dotyczącym wodospadów Cataratas de Iguazu, pisze Pani :
 `(...) a w oddali przez cały czas słychać szum pędzącej do przepaści wody, która spada z prędkością 1750 metrów na sekundę.`
 I tutaj moja uwaga :
 Jest absolutnie niemożliwe żeby spadająca woda osiagnęła taką prędkość. Można to wyliczyć z prostej zasady zachowania energii.
 Rozważając teoretyczny przypadek, weŸmy kamień albo
jakikolwiek inny przedmiot (a nadmienię, iż prędkość swobodnego spadku nie zależy od masy) i puśćmy go w warunkach próżni z wysokości 200 metrów. Okazuje się z elementarnych obliczeń, że kamień u powierzchni Ziemi osiągnie prędkość 63,24 METRÓW na SEKUNDĘ (czyli ok. 227 km/h).
 Pani pisze o prędkości 1750 m/s - nawet gdyby był to tylko błąd jednego zera, to i tak 175 m/s to stanowczo za dużo. Prędkość dzwięku w powietrzu o temperaturze 20 st. C to 343 m/s.  1750 m/s to 6300 km/h !! A jako kolejne porównanie niech posłuży tu samolot pasażerski Boeing 737-200, którego maksymalna prędkośc to ok.  965 km/h.
 Podsumowując :
 moim zdaniem prędkość spadającej wody z wodospadu o wysokości nawet 200 metrów (a uwzględniając opory powietrza) to około 50 m/s.
 Bardzo lubię czytać Pani artykuły, jednakże błedy tego typu bardzo rażą i prosiłbym w przyszłości o więcej rozwagi w sprawach fizyki.
 Życzę wielu kolejnych przygód i pozdrawiam serdecznie,
 Tomasz`


Nie jestem mistrzem fizyki, wiem o tym - i dziękuję za zwrócenie uwagi na możliwy oraz niemożliwy przepływ wodospadu. Ponieważ wiem, że dużo jeszcze nie wiem, staram się zawsze sprawdzać podawane przeze mnie informacje, nawet wtedy, kiedy mam co do nich 99% pewności. Zawsze wolę sie upewnić. W przypadku wodospadów jednak żadnej pewności nie miałam, więc na wszelki wypadek zajrzałam do jak najbardziej godnych szacunku Ÿródeł. Mam teraz przed sobą trzy książki: `South American Handbook` - przewodnik Footprint, `South America: - przewodnik Lonely Planet oraz `Ameryka Południowa` - przewodnik National Geographic. Wszystkie te trzy Ÿródła podają, że w wodospadach woda leci `at a rate of 1750 cubic metres a second` - czyli PRAWIE tak, jak napisałam. Przepraszam, rzeczywiście chodzi o METRY SZEŒCIENNE wody, a nie o zwykłe metry. Być może powinnam pojechac tam jechac raz i zmierzyć to osobiście :))))
  Dziękuję za czujność, życze Wesołych Œwiąt i szczęścia w Nowym Roku :))))


  `Pani Beato...
  Mam prośbę- czy dla dobra ludzkości mogłaby Pani przestać rozpowszechniać wiedzę na temat dżungli amazońskiej i przestać uczyć ludzi jak w niej przeżyć? Podziwiam Pani hobby i czytam Pani książki, ale program telewizyjny, który Pani prowadzi jest dla mnie zamachem na dobro natury. Niech Pani przestanie robić z dżungli amazońskiej raj dla popapranych turystów, którzy potrzebują dla dobrej rozrywki trochę adrenaliny. Jeśli chce Pani zrobić coś pożytecznego, niech Pani da karabin uczestnikom programu i powystrzelajcie wspólnie tych, którzy wycinają drzewa. Wtedy Pani przyklasnę - na razie robi Pani show, który nie jest w żadnym stopniu moralnie uzasadniony. No bo niby co Pani chce w nim przekazać? Kolejny Big Brother czy Bar w innej nieco oprawie nie jest juz nikomu potrzebny - chyba, że do nabijania kasy producentom.
 Zdecydowanie wolę Pani książki... i wolę ruszyć głowę i wyobranię, aby pobyć tam gdzie Pani. Niech Pani rzuci ten program!
 Pozdrawiam
 Dagmara`


Pani Dagmaro - musiałam się usmiechnąć czytając Pani maila. Każdy przecież może robić to, co mu w duszy gra, a jeżeli jeszcze można się tym graniem podzielić z innymi - ku ich radości - to czemu nie?... Poza tym odnoszę wrażenie, że dopiero ktoś, kto zorumie czym naprawdę jest dżungla amazońska, będzie w stanmie zrozumieć, że trzeba ją chronić.
  Ale mam tez dobrą wiadomość: program `Zdobywcy` własnie się skończył, więc nie bedę już pokazywała dzungli amazońskiej żadnym młodym turystom. Będę ją podziwiać w samotności - czyli tak, jak lubię najbardziej. Wesołych Œwiąt!

 
  `Dobry Wieczór Beatko! :)))
  Dzisiejszy wpis w dzienniku bardzo mnie zainteresował, gdyż od dawna marzę o tym, by w końcu skosztować kasztanów. Podczas Œwięta Zmarłych pieczone kasztany sprzedawane były na cmentarzu bródnowskim, ale nie miałam odwagi ich kupić (na cmentarzach lepiej nie kupować rzeczy typu pańska skórka itp.). W związku z tym mam pytanie - gdzie można kupić jadalne kasztany? W Warszawie oczywiście :)))
 Pozdrawiam cieplutko :]
 Magda`


Prawdę mówiąc nie miałam pojęcia, że pojawiły się w Polsce! Chociaż zaraz...
Wczoraj na targowisku przy hali Mirowskiej w Warszawie widziałam kasztany! Te prawdziwe, jadalne kasztany, ale w wersji surowej do upieczenia. Nie kupiłam, ale na pewno tam je widziałam :))))


  `Pani Beato,
 ostatni rok studiuje na UW na CESLi czyli kulturoznawstwo Ameryki Łacińskiej, ponieważ to już ostatni rok to czeka mnie pisanie pracy magisterskiej. Mój temat to; `Przemiany w turystyce międzynarodowej od początku lat 40-tych w Ameryce Południowej`, mam pytanie, może miała by Pani bibliografie, którą mogłabym wykorzystać w mojej pracy? Szczególnie chodzi mi o destynacje turystów czyli po co jeżdzili do Ameryki Południowej( po wojnie, w okresie międzywojennym do czasów obecnych).
Przepraszam za kłopot, pozdrawiam
E.`


Przypuszczam, że turyści przybywali do Ameryki Południowej tak jak i teraz - po przygodę, po tamto świetliste słońce, po egzotyczne widoki... Szczegółów niestety nie znam. Myśle, że odpowiedŸ może Pani znaleŸć w gazetach z tamtego czasu i w starych przewodnikach turystycznych . Takie rzeczy na pewno istnieją w bibliotekach. Życze powodzenia, pozdrawiam, Wesołych Œwiąt!

Powrót