|
|
WiK
1ff8
Wywiad dla "WiK-a" (Warszawskiego Informatora Kulturalnego)
Rozmowa z Beatą Pawlikowską, pisarką, podrózniczką, autorką wiata według Blondynki w Radiu Zet, autorką pierwszej polskiej książki wydanej przez National Geographic.
- Na pytanie Co Blondynkę ciągnie do dżungli? odpowiedziała Pani Przygoda!.
Jaka przygoda przychodzi Pani w tej chwili na myśl?
Pierwsza jaka przychodzi mi do głowy to przygoda z dżunglą w sercu. Podczas przeprawy przez puszczę amazońską często trzeba omijać różne przeszkody leżące na drodze. Czasem trzeba czołgać się albo pełzać, czasem latać jak Tarzan na lianie. Pamiętam, że kiedyś trzeba było skakać. Przepaść nie była zbyt głęboka, a wokół nie rosły drzewa, z których zwisałyby liany. No więc skoczyłam. I sama pani wie, że czasem udaje się obliczyć odległość od jednego brzegu do drugiego, a czasem nie. I wtedy człowiek spada zanim uda mu się dolecieć do celu. Tak właśnie ja spadłam, przewracając się wprost na czubek ostrego kija. Indianie często ścinają młode drzewka maczetą, żeby oznaczyć w ten sposób szlak. Zostawiają ostry, sterczący kikut. I na to właśnie się nadziałam. Gdyby nie pasek od plecaka, to miałabym dżunglę w sercu bo drzewko przebiłoby mnie na wylot.
- To dość niebezpieczna praca...
To nie jest praca. Słowo praca kojarzy się z obowiązkiem, który należy wypełniać. A to co ja robię, jest przyjemnością. Nadawanie relacji do radia czy telewizji, robienie notatek do nowej książki czy fotografowanie nie jest pracą. W dżungli i w ogóle w Ameryce Południowej jest mnóstwo niezwykłych rzeczy, o których natychmiast ma się ochotę komuś opowiedzieć. Cieszę się, że mogę to robić na bieżąco z podróży.
- Gdzie jedzi Pani na urlop?
Urlop?... Taki prawdziwy urlop?... Kiedy wędruję po W Ameryce Południowej, to jestem jakby jednocześnie przez cały czas w pracy i na urlopie. Nie umiem tego rozdzielić. Przez 24 godziny na dobę jestem nastawiona na to, by zebrać, nagrać albo sfotografować coś ciekawego, co potem będę mogła przekazać innym ludziom. Ale gdybym na przykład wygrała dwutygodniową wycieczkę i mogłabym wybrać dowolne miejsce na świecie, to wybrałabym się na Wyspy Pacyfiku.
- Dlaczego akurat to miejsce?
Dlatego, że nigdy tam nie byłam, a chciałabym być. Zawsze gdy planuję następną wyprawę, zadaję sobie pytanie: dokąd tym razem? Czy do Czarnej Afryki, do której zawsze chciałam pojechać, czy na Wyspy Pacyfiku, na które zawsze chciałam pojechać, czy może jeszcze raz do Ameryki Południowej? I jednak zawsze sobie odpowiadam: Jeszcze raz do Ameryki.
- Dlaczego Ameryka Południowa działa na Panią jak magnes?
Jestem tam jak u siebie w domu. Łatwo potrafię się dogadać z ludmi, bo znam ich język, kulturę, zwyczaje. I nie jadę tam po to, by zobaczyć jeszcze raz to samo, tylko po to, by za każdym razem znaleć coś nowego. I zawsze coś mnie zaskakuje.
- Nie jest już Pani Blondynką w dżungli?
Jestem i pewnie zawsze będę. Kultura Indian mieszkających w Amazonii jest zupełnie inna od naszej, więc ciągle zdarzają się sytuacje, w których czuje się jak Blondynka na obcej planecie. Dodam dla pewności, że nawet brunet i rudy jest Blondynką kiedy trafia do dżungli.
- Skąd to zainteresowanie Indianami?
Dlatego, że oni wiedzą o życiu rzeczy, o których myśmy już dawno zapomnieli. Od Indian nauczyłam się kilku bardzo ważnych rzeczy, na przykład tego, że trzeba być w życiu samodzielnym. Dopiero w dżungli zrozumiałam jakie to ważne. W naszej białej, miejskiej cywilizacji człowiek jest zawsze otoczony opieką wie, że czuwa nad nim państwo, pomoc społeczna, kasy chorych itd. A w dżungli nikt nikomu niczego nie obiecuje. Każdy musi być samodzielny i starać się jakoś zorganizować swoje życie. W przeciwnym razie będzie groziła mu śmierć z głodu i samotności. Drugim ważną rzeczą, jakiej nauczyłam się od Indian to to, żeby żyć teraniejszością, tu i teraz. My ciągle odwołujemy się do przeszłości, bo była taka piękna, albo do przyszłości, którą sobie budujemy, ale co teraz? Czy ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że TERAZ jest najważniejsze ze wszystkich? Bo jeśli zrobię sobie tylko piękny plan, który ma się rozpocząć za tydzień albo w przyszłym roku, to nic z tego może nie wyjść. Przecież może się okazać, że już jutro mnie nie będzie i z mojego planu pozostaną tylko zapiski na papierze. Najważniejsze jest to, że działać teraz. Jeżeli coś jest istotne, to nie odkładać tego na póniej, tylko zrobić od razu.
- Cenna lekcja na wakacje?!
Tak, to się wydaje proste, ale dużo lat mi zajęło, żeby to pojąć. Pewnie dlatego, że nikt mi o tym nie powiedział. Nie chodzi o to, by żyć chwilą jak niebieski ptak. Chodzi o to, że przestać snuć marzenia, a zabrać się do działania. Ja kiedyś czułam w środku dziwną pustkę i nie wiedziałam skąd się ona bierze. Tyle miałam planów na przyszłość, tyle rzeczy chciałam zrobić. Ale ja tylko chciałam je zrobić, kiedyś tam, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości. I ciągle nie miałam w życiu nic, bo wszystko miało się zacząć kiedyś jutro, za tydzień, od nowego roku. Aż pewnego dnia postanowiłam przestać wiecznie planować mnóstwo różnych rzeczy i na początek zrobić choćby jedną z nich. I nagle poczułam się wspaniale. I moje życie nabrało sensu.
- Teraz z zupełnie innej beczki. Skąd w tak energicznej, zdecydowanej i niezależnej kobiecie chęć poznania sztuki kulinarnej całego świata.
Po pierwsze jedzenie jest przyjemne. Po drugie ładnie wygląda (śmiech). Gotowanie jest jak malowanie. Kiedy zaczynam gotować albo malować, trafiam do innego świata, w którym myśli szybują swobodnie, a niczym nie ograniczona wyobrania kwitnie. I wtedy rodzą się nowe pomysły. Czasami dobrze jest uwolnić myśli, nie sterować nimi, nie starać się czegoś wykombinować, tylko pozwolić, żeby one same coś wykombinowały. Tak właśnie mam z gotowaniem i z malowaniem.
- Pytanie z logistyki co Blondynka pakuje do plecaka?
Jedną parę długich spodni, jedną krótkich, jedną koszulkę z krótkim rękawem, jedną z długim, jedną bez rękawów, dwie pary skarpetek, sandały, kapelusz z moskitierą, hamak, śpiwór, moskitierę. Reszta to sprzęt elektroniczny: aparat fotograficzny, minidisc, obiektywy, telefon satelitarny, baterie, filmy.
- Tak na koniec: poradziła sobie Pani z moskitami. Ma pani jakąś receptę na walkę z polskimi komarami?
Sposobów jest kilka. Na krótką metę można się schować w plastikowym worku, tak jak to zrobił jeden z moich indiańskich przewodników. Można używać środków chemicznych, które jednak zwykle przestają działać po kilkunastu minutach. W Kolumbii jest nawet specjalne mydło przeciw komarom, które się nazywa Nopikex czyli niegryziec. Ale i tak prawdę mówiąc jest tylko sposób skuteczny w 100 procentach: koszula z długimi rękawami, długie spodnie, skarpetki, rękawiczki i kominiarka. (śmiech) Trochę przesadziłam, ale jeśli chodzi o to, żeby się po prostu szczelnie ubrać. Trzeba włożyć długie rękawy, długie spodnie i skarpetki, dłonie i twarz posmarować środkiem przeciw komarom.
|