onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powrót
`Gala`

3c9e   WYWIAD DLA `GALI`  

- Wśród ludzi, którzy z tobą pracują lub pracowali panuje dość zastanawiająca o tobie opinia. Zdanie, które pada na twój temat najczęściej to: `fajna osoba, ale jakaś dziwna...`
 Zawsze mówili, że jestem dziwna.  
- Dziwna, bo niezależna?
 Nie wiem. Szukam ludzi, którzy nadają na podobnej fali co ja, i nie wiem dlaczego, ale łatwiej jest ich znaleŸć wśród moich słuchaczy albo w Internecie. Może dlatego, że ludzie, którzy spotykają się na korytarzu twarzą w twarz, czują przymus krótkiej, łatwej i powierzchownej rozmowy. A ludzie porozumiewający się z oddali mają szansę i czują potrzebę porozmawiania o czymś ważnym. A ja lubię rozmawiać z ludŸmi. Pewnie dlatego ostatecznie trafiłam do radia. A co bycia osobą niezależną, to tak, jestem niezależna. I to bez względu na to, czy słowo to jest w czyiś ustach komplementem czy epitetem.  
- Pracowałaś w radiu Koszalin, w Radiu Kolor, w Trójce, ale Pawlikowska – radiowa podróżniczka narodziła się w Radiu Zet?
 Niedługo po tym jak zaczęłam prowadzić w Trójce „Listę przebojów dla oldboyów” z Grzegorzem Wasowskim, zadzwonił do mnie Robert Kozyra z Radia Zet.  
- A ty odrzuciłaś jego propozycję.
 A on powiedział, że zadzwoni znów za pół roku. I zadzwonił, i nasza rozmowa była podobna do poprzedniej. Aż w końcu do Trójki przyszedł nowy dyrektor, który mnie nie lubił, ale jak każdy szef miał do tego prawo, i dał mi wypowiedzenie. Krótko potem wyjechałam na trzy miesiące do Brazylii i Gujany Brytyjskiej, a po powrocie zapytałam czy wciąż mnie chcą w Radiu Zet. Chcieli.  
- I entuzjastycznie zgodzili się, że będziesz robiła w radiu program podróżniczy.
 Ha ha. Bardzo zabawne. O programie podróżniczym w ogóle nie było mowy. `Nikt tego nie słucha, ludzi to nie interesuje...` Ale audycja, która była z początku o wszystkim i o niczym, powoli zamieniła się w program o podróżach. I okazało się, że mnóstwo ludzi tego słucha, a jeszcze więcej to interesuje.  
- W Radiu Kolor poznałaś Wojciecha Cejrowskiego. Jak żyje się z osobą powszechnie uznaną za kontrowersyjną?
 To są tak naprawdę dwie osoby. Jedna to ta stworzona przez media, a druga to prawdziwy człowiek.  
- Czyli jaki?
 Romantyczny. Dużo bardziej niż ja. Delikatny, wbrew pozorom łatwo go zranić.  
- Martwi się o ciebie, kiedy gdzieś wyjeżdżasz?
 Pewnie się martwi.  
- Nie zamykaj tak buzi na suwak, nic złego ci nie zrobię.
 W tym temacie plotka goni plotkę, a im bardziej ja chcę wyjaśnić jaka jest prawda, tym bardziej narastają plotki. A więc powiem krótko: po pierwsze jestem osobą stanu wolnego i taką chcę pozostać. Proszę, to jest mój dowód osobisty. Zgodnie z polskim prawem jestem panną i będę panną. Nie nadaję się na „żonę”. Być może mogłabym być czyimś mężem, ale raczej nie żoną. Po drugie, jako osoba wolna i szanująca wolność innych ludzi, mogę być odpowiedzialna wyłącznie za to, co sama mówię i robię. Całkowicie zaskoczyło mnie to, że kiedy ludzie zobaczyli mnie na zdjęciu razem z Wojtkiem, z jakiegoś powodu uznali, że jesteśmy tacy sami. Otóż nie. Jesteśmy jak dwa koguty, które ze sobą walczą, bo tak bardzo się różnimy w wielu sprawach.  
- Nigdy nie chciałaś wyjść za mąż?
 Nie. „Małżeństwo” zawsze kojarzyło mi się z jakimś zniewoleniem, któremu człowiek sam się oddaje, po to, żeby zamknąć sobie drogę ucieczki na wypadek, gdyby zmienił zdanie. Jak można komuś przysięgać, że coś będzie trwało „zawsze”?... Przecież to jest niemożliwe. Jak mogę komuś powiedzieć: „Zawsze będę cię kochać” jeżeli nie jestem w stanie w żaden sposób tego zagwarantować ani tej drugiej osobie, ani nawet uczciwie sobie samej?... Dlaczego mam komuś obiecać że „zawsze będę z tobą”, jeśli nie wiem co się wydarzy jutro?... A jeśli żona zamieni się w brzydką jędzę, to mąż ma być przy niej nieszczęśliwy do końca życia?... A jeżeli żona odkryje niedługo po ślubie, że mąż traktuje ją instrumentalnie i okłamuje, to co?... Ja uważam, że człowiek powinien dążyć do szczęścia, a nie narzucać sobie kolejny obowiązek. „Obowiązek” kojarzy się z przymusowym obciążeniem. Dlatego ludzie w małżeństwach tak często są nieszczęśliwi – bo mają świadomość braku odwrotu. Sami sobie odcięli drogę ucieczki. I najbardziej dręczące jest nie to, że nie można już odejść, ale to, że człowiek nie ma swobody wyboru. Jest skazany. Myślę, że w wielu kryzysach małżeńskich, gdyby ludzie czuli, że mają prawo odejść albo zostać, zdecydowaliby się jednak zostać. Ale kiedy czują, że „muszą” zostać, to prędzej czy póŸniej będą próbowali uciec. Stąd biorą się pozamałżeńskie romanse i kłamstwa. A przecież bycie z drugą osobą powinno być szczęściem, a nie więzieniem. A poza tym ludzie w „małżeństwie” wiedzą, że mają siebie na zawsze, więc nie muszą się już o nic starać. A to, co jest zagwarantowane i nie wymaga żadnego wysiłku, traci wartość i przestaje być ważne.  
- Na ślubie cywilnym nie przyrzeka się dozgonnej miłości. Mówisz tylko, że postarasz się, aby twoje małżeństwo było zgodne, szczęśliwe itd.
 To brzmi rozsądnie.
- Chciałabyś mieć dzieci?
 Gdybym miała pewność, że będę miała szczęśliwe dzieci, które wyrosną na szczęśliwych ludzi, to tak.  
- Na to nikt nie daje gwarancji.
 Ale ja jestem teraz w stanie przytomnie zadać sobie to pytanie i na nie odpowiedzieć. I jeśli nie mogę uczciwie sobie odpowiedzieć, że jestem gotowa poświęcić na przykład mój dotychczasowy styl życia wagabundy i człowieka wolnego, to znaczy, że mogłabym je skrzywdzić, a tego nie chcę. Nie chcę mieć w domu samotnych dzieci, które tęsknią za kontaktem ze swoją matką, która w tym czasie mieszka z Indianami w dżungli.  
- Egoistka z ciebie.
 Pewnie tak. Ale wiesz, ja myślę, że kobietom w życiu jest łatwiej...  
- Zamieniam się w słuch.
 Facet musi udowodnić w życiu, że jest kimś. A kobieta, jak jej się nie uda to czy tamto, zawsze może zajść w ciążę i stwierdzić, że dziecko jest jej największym osiągnięciem. I wszyscy przyznają jej rację. Wystarczy, że ona powie: mam takie wspaniałe dzieci i cudownego męża. To jest jej sukces.  
- Nie kusiło cię nigdy pojść w `jej` ślady?
 Zdarzyło mi się znaleŸć w takiej sytuacji w życiu, kiedy byłam zagubiona. Zupełnie nie wiedziałam jak się odnaleŸć i w którą ruszyć stronę. I różni ludzie radzili mi wtedy: „Powinnaś mieć dziecko! To cię uspokoi, nada sens twojemu życiu”. I pomyślałam wtedy, że może rzeczywiście, że może chciałabym mieć dziecko. Ale przecież w życiu nie chodzi o to, żeby jak najszybciej znaleŸć sobie coś, co mi wypełni czas i zajmie myśli. Chodzi o to, żeby znaleŸć coś, co mnie uskrzydli, co będzie Ÿródłem natchnienia i radości. Więc w porę uświadomiłam sobie, że to byłaby tylko próba ucieczki od samej siebie.  
- Co robi twoja siostra?
 Skończyła polonistykę, ma męża i dwoje dzieci.  
- Czyli ma swój sukces.
 (Œmiech) Tak, ale nie mówię tego z ironią. Ona jest szczęśliwa. Znalazła swój sens w życiu. A ja może wciąż szukam.    
- Dzisiaj piszesz książkę kucharską ze słuchaczami Radia Zet. A kiedyś z jedzeniem miałaś spory problem. Ile miałaś lat, jak wpadłaś w anoreksję?
 Chyba 19. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział co znaczy to słowo. To był czas, kiedy czułam się osaczona przez rzeczy, na które nie miałam żadnego wpływu. Dzisiaj, patrząc z perspektywy, myślę, że chciałam po prostu udowodnić sobie, że mam jeszcze nad czymkolwiek kontrolę. Więc przestałam jeść. Piłam tylko wodę.  
- To była kontrola ograniczona, bo zamiast pozwolić sobie na obiad, ty go sobie zabraniałaś.
 Ale wtedy ci się wydaje, że to jest kwestia wyboru, że gdybyś tylko postanowiła jeść, to byś jadła. To tak jak z nałogowymi palaczami papierosów. Anoreksja to nałóg niejedzenia. To choroba. Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Pewnego dnia poszłam do lekarza, bo zauważyłam, że mój organizm zaczął wyłączać niektóre funkcje, żeby zaoszczędzić na energii. Ze zdziwieniem usłyszałam, że jestem chora. A potem dowiedziałam się, że jest to choroba śmiertelna, i miałam jeszcze na tyle rozumu, żeby postanowić, że nie chcę umierać.  
- A w domu nikt nie widział, że jest ciebie coraz mniej?
 Ja byłam zbuntowana i nie słuchałam co mówią rodzice.  
- Byłaś trudną nastolatką?
 Tak, bo walczyłam o swoją wolność i chciałam wszystkim udowodnić, że mogę robić co chcę. Do szkoły przychodziłam w piżamie albo w kapeluszu z deski klozetowej. A znacznie częściej niż do szkoły chodziłam na wagary do fonoteki, gdzie siadałam w wielkim fotelu, nakładałam słuchawki na uszy, włączałam płytę i odpływałam w inny świat, zapełniając dziesiątki kartek papieru wierszami, opowiadaniami i rysunkami.  
- Masz przyjaciół?
 Czy przyjaciel to taka osoba, której możesz zaufać w 100%, która cię nie zrani i na której zawsze możesz polegać? To nie, nie mam przyjaciół.  
- Raz do roku znikasz na kilka miesięcy w dżungli amazońskiej. Uciekasz przed czymś?
 Już nie. Kiedyś uciekałam do dżungli. Byłam wtedy nieszczęśliwa, nie wiedziałam kim jestem i o co mi w życiu chodzi, i byłam na tyle głupia, żeby czekać aż ktoś przyjdzie i mi to wszystko wyjaśni. Aż w końcu pewnego pięknego dnia zrozumiałam, że nikt przecież nie wie jaka ja jestem i nikogo to tak naprawdę przecież nie obchodzi. Więc jeśli chciałabym być szczęśliwa, to ja sama jestem jedyną osobą, która to może sprawić.  
- Nie lubiłaś siebie?
 Czułam się jak Kopciuszek na balu, gdzie bawią się inni ludzie. W moim życiu panowała pustka, chociaż pozornie zajmowałam się wieloma rzeczami. Nie miałam szacunku ani do tego, co robię, ani do samej siebie. Żyłam jak większość ludzi: z dnia na dzień, bez zastanowienia, bez radości, z rozpędu. Aż doznałam olśnienia – i uświadomiłam sobie, że tak nie musi być. Dlaczego zajmuję się nieważnymi rzeczami, skoro tak naprawdę w głębi duszy chciałabym robić zupełnie coś innego?... Wystarczy zrozumieć, że człowiek sam decyduje o tym, jak ma wyglądać jego życie. Po co się męczyć, jeśli można być szczęśliwym?...  
- Co cię zatem uszczęśliwiło?
 Przestałam odkładać „na póŸniej” rzeczy, na których naprawdę zależało mi najbardziej. Zaczęłam znów pisać i malować, a przede wszystkim zaprzyjaŸniłam się z samą sobą. Podeszłam do siebie jak do obcej osoby, której chcę pomóc odnaleŸć się w życiu. Zadałam sobie kilka ważnych pytań i po raz pierwszy uczciwie na nie odpowiedziałam.  
- Byłaś wtedy sama?
 Zawsze byłam sama i pewnie zawsze już będę, nawet jeżeli blisko jest jakiś mężczyzna. Dawno temu popełniłam ten sam błąd, który bez przerwy popełniają kobiety: myślą, że kiedy spotkają fajnego faceta, to od tej pory będą szczęśliwe, bo on się nią zaopiekuje i zadba o wszystko. Dość długo zabrało mi zrozumienie, że to jest najbardziej samobójcza rzecz, którą można zrobić.  
- Uwiesić się na kimś?
 Nawet nie, po prostu oczekiwać, że ten drugi człowiek może dać mi szczęście, którego sama nie umiałam znaleŸć. To niemożliwe. W praktyce niewykonalne. To jest coś, co każdy musi zrobić sam dla siebie, albo cierpieć. Ja też cierpiałam. A im dłużej człowiek nad sobą się użala i roztkliwia, tym bardziej nieszczęśliwy się czuje i mocniej sobie pobłaża, a ponieważ w którejś chwili czuje, że doszedł do kresu możliwości użalania się nad sobą, więc zaczyna pić albo brać narkotyki. Ja wyrwałam się z tego zaklętego kręgu.  
- Po co ciągle wracasz do Ameryki Południowej?
 Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Karaiby w Wenezueli, to skamieniałam z zachwytu.  Zrozumiałam, że tak wygląda raj. A skoro do raju mamy iść po śmierci, to dlaczego nie udać się tam jeszcze za życia?  
- Ale tułaczka po pełnym kolców i robactwa lesie równikowym nie kojarzy mi się z rajem.
 To raj innego rodzaju. Tam można zrozumieć dużo rzeczy o sobie. Życie tu w Polsce na co dzień jest strasznie łatwe: jeśli jesteś zmęczona, to odpoczywasz, jeśli jesteś głodna, to idziesz do sklepu i kupujesz kawałek chleba. A dżungla amazońska to miejsce, w którym człowiek zdany jest wyłącznie na siebie. Jeśli nie upolujesz sobie jedzenia, to będziesz głodna. Jeśli nie wykarczujesz kawałka puszczy, żeby rozwiesić hamak na noc, to nie będziesz spała. Tam po raz pierwszy zrozumiałam co to znaczy być człowiekiem niezależnym i silnym. Pojęłam, że można pokonać swoje słabości, znaleŸć w sobie moc do robienia rzeczy nawet wbrew własnemu ciału i zmęczeniu. Twoje życie zależy wyłącznie od ciebie, a ty ponosisz wszelkie konsekwencje swoich decyzji.  
- Czego nauczyłaś się od Indian?
 Indianie żyją teraŸniejszością. Przeszłości nie ma. Przyszłość będzie, ale tylko wtedy, gdy stanie się teraŸniejszością. Liczy się tylko to, co jest teraz.  
- Nie kusi cię, by zostać tam na stałe?
 Przez cały czas żyję taką myślą. To realna możliwość, z której może kiedyś skorzystam.  
- Masz dom? Swoje miejsce na ziemi?
 Nie mam miejsca, gdzie chcę zapuścić korzenie. Nie jest moim domem Warszawa ani Koszalin. Mój mentalny dom jest przy moim biurku, tam czuję się u siebie.  
Powrót