|
|
`Gazeta Poznańska`
WYWIAD DLA `GAZETY POZNAŃSKIEJ`
-
Jak jest różnica między opowiadaniem o dalekich, egzotycznych krajach, a odwiedzaniem ich osobiście?
Taka sama jak pomiędzy oglądaniem tortu na wystawie w cukierni a spróbowaniem go we własnych ustach. Albo taka sama jak pomiędzy oglądaniem filmu o oceanie a zanurzeniem się w błękitnej, chłodnej wodzie w samo południe w tropikalny dzień. Albo taka sama jak pomiędzy patrzeniem na przelatujący samolot wysoko na niebie a patrzeniem w dół na ziemię przez jedno z okienek tego samolotu. Przygoda.
Co jest takiego wyjątkowego w Amazonii? Dlaczego ten zakątek Ziemi tak Panią urzekł, że wciąż tam Pani wraca?
Tam są rzeczy, których nie da się opisać słowami. Może dlatego tam wciąż wracam, bo to jest miejsce pełne zagadek i tego wszystkiego, czego zwykły człowiek nie jest w stanie odebrać zmysłami. Tam jest jeszcze mnóstwo ponad to, co można zobaczyć, powąchać, usłyszeć i dotknąć. Tam duchy krążą po puszczy w nocy, tam szamani prowadzą magiczne obrzędy, tam zwierzęta zamieniają się w ludzi i odwrotnie, tam po raz pierwszy uczyłam się latać... z dobrym skutkiem.
Nie jest Pani ciekawa reszty wiata?
Oczywiście, że jestem! Podróżuję głównie po Ameryce Południowej, ale nie tylko. W najbliższych planach mam podróż na wyspy Oceanu Spokojnego. Byłam w Azji, Afryce i Ameryce Północnej. Za tydzień lecę na Florydę odwiedzić Ernesta Hemingwaya i pozdrowić koty, które mieszkają w jego ogrodzie na Key West.
Europa jest pociągająca, czy nie? Jeśli tak to w jaki sposób?
Jest parę miejsc w Europie, do których chciałabym pojechać: na przykład na południe Francji, gdzie rośnie lawenda, albo do Irlandii do hrabstwa Cork, gdzie przy szosach stoją znaki drogowe ostrzegające przed przebiegającymi drogę krasnoludkami, albo na wysepkę grecką, gdzie czas zatrzymał się w miejscu kilkaset lat temu. Fascynujące. Ostatnio marzę o podróży do Turkmenistanu (to już Azja, wiem, ale bliska Azja), gdzie panuje dożywotni prezydent, który ma władzę absolutną i ostatnio na przykład rozkazał zmienić nazwy wszystkich dni i miesięcy.
Była Pani kiedyś na zwykłej wycieczce autokarowej, z przewodnikiem? Jakie to przeżycie?
Byłam raz i nie będę nigdy więcej. To koszmar. Ciągle ktoś mnie popędzał albo ktoś się spóniał, ciągle trzeba było na kogoś czekać, a ludzi najbardziej interesowało to kiedy będzie obiad.
Dlaczego polski turysta zginął w Boliwii? Czy wina mogła leżeć po stronie nieznajomości ludzi, ich mentalności?
Myślę, że tak. Podczas ostatnich dziesięciu lat podróżowania po Ameryce Południowej po dużych miastach i bardzo małych wioskach, po górach i po dżungli nigdy nie przytrafiło mi się coś podobnego. Nie jestem w stanie ocenić tego, co się stało w Boliwii, bo tak naprawdę bardzo mało o tym wydarzeniu wiemy. Kluczowym pytaniem jest na przykład: czy turyści, którzy zostali zaatakowani znają hiszpański?... Być może samo wpakowali się w sytuację, której można było uniknąć.
Ja pamiętam kiedyś w Panamie płynęłam czółnem po rzece przez dżunglę. Mieliśmy w planie odwiedzenie kilku indiańskich wiosek Indian Cuna i Choco. Pewnego dnia przewodnik po rozmowie z miejscowymi Indianami powiedział, że powinniśmy zmienić trasę, ponieważ Indianie w najbliższej wiosce mają święto, będą pili cziczę (czyli lekko alkoholowy napój robiony z manioku albo owoców palmowych) i w całej okolicy zrobi się niebezpiecznie. W innej wiosce trochę dalej w górę rzeki kilka miesięcy wcześniej Indianie Cuna porwali troje białych i oświadczyli, że ich nie wypuszczą jeżeli ktoś nie zapłaci okupu w wysokości 500 dolarów. Gdybym nie znała hiszpańskiego i nie zrozumiała ostrzeżenia, wpakowałabym się wprost w największe kłopoty.
Być może ktoś we wcześniejszej wiosce próbował ostrzec polskich turystów?
Nie wiemy też co robili wcześniej zanim przybyli do tej wioski. Być może nieświadomie złamali jakiś zakaz, jakieś tabu?...
Wiele plemion indiańskich wierzy na przykład, że zrobienie im zdjęcia to kradzież kawałeczka duszy. W niektórych regionach dużo zła wyrządzili biali poszukiwacze złota albo ropy naftowej. Słyszałam też o przypadkach kręcenia filmów pornograficznych z udziałem nieświadomych Indian. Słyszałam o porywaniu indiańskich dzieci, które sprzedaje się potem w Stanach Zjednoczonych rodzicom do nielegalnej adopcji.
Trudno się dziwić, że kiedy po okolicy krążą takie plotki, to na każdego przybysza patrzy się podejrzliwie, szczególnie jeżeli ma aparat fotograficzny albo inny sprzęt, którego działania nie znamy i nie rozumiemy.
A poza tym powiem jeszcze raz nie wiemy nic o tym co działo się wcześniej, zanim turyści zostali zaatakowani. Co robili poprzedniego dnia, gdzie byli, z kim się spotykali. Myslę, że padli ofiarą jakiegoś gigantycznego nieporozumienia albo pechowego splotu przypadków.
Czy można jeszcze podróżować po świecie na zasadach pewnej naiwności, wiary w dobrą wolę tubylców?
Absolutnie tak! Ja wierzę, że ludzie są z natury dobrzy. Jeżeli wszyscy zaczną do wszystkich podchodzić z podejrzliwością i spodziewając się najgorszego, świat zamieni się w piekło. Myślę, że do bezpiecznej podróży przez świat wystarczy zaopatrzyć się w cztery rzeczy: 1. swoje własne dobre serce i zamiary, 2. szacunek do zwyczajów innych narodów, 3. podstawowa wiedza na temat miejsc i ludzi, do których jadę, 4. zdrowy rozsądek.
Nie boi się Pani, że kiedyś spotka na drodze w `dalekim kraju` kogoś kto nie będzie przyjacielsko nastawiony do obcokrajowców?
Boję się. A jednak podróżuję i będę podróżować w najbardziej odległe zakątki świata. Trzeba zawsze myśleć o kilka długości szybciej niż złodziej albo inny przestępca.
Wierzy Pani w romantyzm podróżowania? Czym dla Pani on się przejawia?
Czasem kiedy siedzę przy komputerze pisząc kolejny rozdział nowej książki, wyobrażam sobie, że mogłabym teraz być na przykład... w czółnie na Orinoko. Albo na zatłoczonej ulicy w Indiach. Albo na sawannie obserwować żyrafy w Afryce. Czemu nie?... Przecież wystarczy zaplanować taką podróż, kupić bilet i wyruszyć w drogę. Wtedy będę siedziała w czółnie na Orinoko wyobrażając sobie, że mogłabym w tym samym momencie pić yerba mate siedząc w moim pokoju na strychu w Warszawie. Czy to nie jest romantyczne? Myśleć o czymś kompletnie nieosiągalnym, odległym jak bajka, a potem nagle wskoczyć w sam środek tej bajki i stać się jej bohaterem?...
Myśli Pani, że świat stanie się kiedyś nudny?
Roześmiałam się, słysząc to pytanie. Oczywiście, że świat nigdy nie stanie się nudny, bo codziennie w milionach miejscach na Ziemi dzieją rzeczy, o których nie mamy pojęcia. Fajnie byłoby je wszystkie zobaczyć...
Interesują Panią cudze podróże?
Tak, i to głównie im jest poświęcony mój program w Radiu Zet wiat według Blondynki.
Która opowieść (z tych opowiedzianych przez gości programu) najbardziej Panią zszokowała?
Hm... Czy któraś mnie zaszokowała?... Chyba nie. Ale zdumiałam się, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym, że w Tybecie pije się herbatę z masłem i solą. Albo że w Finlandii podczas nocy świętojańskiej najwięcej Finów ginie z otwartymi rozporkami bo piją mnóstwo piwa, potem idą na pomost się wysiusiać i wpadają do wody. Albo że Japończycy mieszkają w mieszkankach o średnim metrażu 8 12 metrów kwadratowych. Albo że na Wyspie Robinsona u wybrzeży Chile rośnie mnóstwo szpinaku, którego nikt tam nie chce jeść, a który smakuje dokładnie tak jak polski szpinak i można z niego zrobić zupę na oceanie.
Czytała Pani książki Arkadego Fiedlera? (Jeśli tak) Co wtedy podczas lektury Pani czuła?
Skoro jesteśmy przy Arkadym Fiedlerze, to najpierw chce powiedzieć coś innego: kilka miesięcy temu byłam w Puszczykówku pod Poznaniem, gdzie synowie Arkadego Fiedlera prowadzą muzeum jemu poświęcone. To jest jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na świecie, w jakich byłam. Nie tylko dlatego, że w ogrodzie stoi piramida egipska, a obok niej posągi wodzów indiańskich, kalendarz azteków, czy czółno z kanadyjskiej kory brzozowej. Nie byłam tam nigdy wcześniej, ale w momencie, gdy tam weszłam, poczułam się tak, jakbym wróciła do domu. Droga do Puszczykówka wiedzie między zielonymi drzewami, potem jest brama, totem i zupełnie inny świat, tak jakby to miejsce zostało odcięte na wyspie i zachowało to, czego w dzisieejszym świecie już nie ma jakieś dziwne ciepło, jakaś przyjań, jakaś dobroć... Zew przygody...
A wracając do książek Arkadego Fiedlera, to czytając je czułam się jak w bajce. Potem ta bajka stała się dla mnie rzeczywistością.
-
Dlaczego pisze Pani książki o swoich podróżach?
Bo chciałabym się podzielić tym, co widziałam. Bo być może uruchomię w ten sposób czyjąś wyobranię i pomogę komuś spełnić marzenia.
|