onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powrót
POLSKA dodatek "Kuchnia" - listopad 2007
Co Blondynka je w dżungli?
To co można upolować. Chociaż to bardzo trudna sztuka, w której mistrzami są Indianie. Z grubsza biorąc zasada jest taka: wszystko co się rusza, można zjeść.

Nawet węża?
Wąż boa jest pyszny. Ma białe mięso jak ryba ale jednocześnie egzotyczny smak, podobny do mięsa dzikich zwierząt. Podczas jednej z moich wypraw do dżungli amazońskiej Indianie upolowali 7 metrowego węża boa. Został uwędzony nad ogniem i zjadaliśmy go po metrze przez tydzień. Inne egzotyczne potrawy wystarczają zwykle na jeden posiłek.

Na przykład?
Zupa z małpy, kaszanka z tapira, pieczony kajman, piranie smażone na ognisku, zupa z papugi, ogony iguany, mrówki...

Jak można zjeść zupę z małpy?
Głód potrafi rozwiać wszystkie wątpliwości. Zupa z małpy rzeczywiście wygląda niesamowicie, bo w garnku widać kawałki rączek, głowę, zakręcony ogon… Wyobraźnia podpowiadała okropne rzeczy, a jednocześnie czułam prawdziwy głód rozrywający wnętrzności, i nie zastanawiałam się długo. Prawdę mówiąc wolę jeść mięso upolowane przez Indian niż pochodzące z farm i z rzeźni. Dzikie zwierzę na wolności ma zawsze szansę uciec.

A do tej zupy coś się jeszcze dodaje?
Mieliśmy kawałek marchewki i jednego ziemniaka. Indianie nie znają soli ani cukru, ale potrafią znaleźć w dżungli smak słony i smak słodki. Potrawy soli się za pomocą popiołu ze spalonych liści palmy darumo. Pieprz jest w dżungli nieznany, ale rosną tam piekielnie ostre papryczki – aji, których dodaje się do wszystkiego. Na przykład do zupy rybnej, która jest najprostszą potrawą, jaką przygotowuje się w dżungli, kiedy nie ma czasu, żeby udać się w długą wyprawę myśliwską i zapolować. Ryby wrzuca się w całości do wody, dodaje garść papryczek i gotuje. Jedzenie takiej zupy przypomina połykanie ognia, z jednoczesnym wypluwaniem rybich łusek.

Aż boję się zapytać, co pani z tych odkryć przywiozła do domu...
Bardzo lubię próbować nowych smaków i zawsze szukam przepisów. Pewnego dnia w Himalajach Szerpowie poczęstowali mnie swoją codzienną potrawą. Dostałam talerz, na którym znajdowała się kupka białego ryżu i kupka jeszcze czegoś. To drugie coś nazywało się „dal”. Smakowało pysznie. Dopytałam się co to jest i wie pani co co się okazało?

Co?
Zwykła soczewica! Taka, jaką można kupić także w Polsce. Jest bardzo zdrowa, bardzo smaczna i pasuje prawie do wszystkiego. Bardzo często gotuję soczewicę i wymyślam nowe dania. Można zrobić soczewicę z warzywami, z kurczakiem, z krewetkami i z mlekiem kokosowym. Dla wegetarian znakomicie zastępuje mięso.

Lubi pani gotować?
Bardzo. Gotowanie jest podobną czynnością jak malowanie. Wtedy umysł odpoczywa, myśli swobodnie błądzą. A z drugiej strony jest to sztuka, polegająca na umiejętności dobrania odpowiednich składników i wzbogacenia ich przyprawami. Lubię gotować i jeść zdrowo.

A na czym polega zdrowe odżywianie według Beaty Pawlikowskiej?
Nie wierzę w diety, które zakazują jedzenia chleba osobie, która go uwielbia. Jak ktoś ma ogromną ochotę na czekoladę, niech zje. Tylko z umiarem. Nie całą tabliczkę. Dobra dieta polega moim zdaniem na tym, żeby jeść różne rzeczy, ale się nie objadać. Ja jem tylko wtedy, kiedy jestem głodna.

I nigdy pani nie podjada?
Podjadam, ale zdrowo. Lubię świeże owoce i tego sobie nie odmawiam. Nie używam majonezu, masła, margaryny ani cukru, nigdy nie smażę niczego na tłuszczu. Jeżeli jem jogurt, to niskokaloryczny. Bardzo lubię kozi ser, ale zawsze wybieram taki, który ma mniejszą zawartość tłuszczu.

To co pani je na śniadanie? Łysy chleb?
Nie jem białego pieczywa, bo nie lubię. Jem kanapkę z razowego chleba albo pumpernikla z cienka warstwą koziego sera, chudym twarogiem i plasterkiem pomidora albo ze szczypiorkiem

To jak wygląda pani kulinarny dzień?
Rano piję kubek gorącej kawy zaparzonej po amerykańsku, czyli z dużą ilością wody. Potem parzę sobie yerba mate, czyli zioła z Ameryki Południowej, siadam do komputera i zajmuję się pisaniem. W przerwie czasem robię koktajl owocowy, który nauczyłam się przyrządzać podczas moich podróży. W Brazylii, Kolumbii czy Wenezueli na każdym rogu ulicy stoi budka, gdzie honorowe miejsce zajmuje mikser i miska z owocami. Zrobienie koktajlu zajmuje kilka minut, a jest prawdziwą bombą witaminową. I daje mnóstwo energii. Robię ten koktajl z dowolnego zestawu owoców: świeżych jabłek, gruszek, brzoskwiń albo ananasa, z dodatkiem banana, który nadaje całości kremowej konsystencji. Do tego plasterek świeżego imbiru, który wspaniale podkreśla smak. Wczesnym popołudniem jem śniadanie – kanapka z razowego chleba, kozi ser, twaróg, ogórek małosolny albo pomidor.

I już?.
Po południu czasem gotuję soczewicę z warzywami, kasze gryczaną albo piekę rybę. Zazwyczaj nie jadam kolacji. Lubię iść spać trochę głodna. Niedawno też odkryłam coś zupełnie nowego, a mianowicie wino.

Nie znała pani do tej pory?
Nigdy nie miałam ochoty na alkohol i zawsze wydawało mi się, że nie lubię wina. A teraz przekonałam się, że kieliszek dobrego, czerwonego wina ma wiele poziomów smaków. Ale trzeba wiedziec jak je znaleźć. Czerwone wino dopiero pół godziny po otwarciu butelki zaczyna pachnieć i smakować. Wtedy można poczuć niezwykłe smaki.

Jakie?
W winie można znaleźć smak pieprzu, goździków, jabłek, cytrusów, tytoniu. To niesamowite, bo przecież robi się go tylko z winogron.

I pani to wyczuwa?
Tak. Mam dobrego nauczyciela. Nauczyłam się rozróżniać szczepy, winnice i znajdować w tym przyjemność.


A co pani zamawia w restauracjach?
Bardzo lubię sushi. Choć właściwie nie trzeba chodzic do restauracji, żeby je zjeść. Niedawno po raz pierwszy własnoręcznie zrobiłam sushi i byłam zaskoczona jakie to jest łatwe.

Nie wierzę
Naprawdę! Moim zdaniem najlepsze sushi wychodzi z nie z surowej ryby, ale z pieczonego łososia. Poza tym to tylko sztuka zwinięcia w rulon bibuły z wodorostów i kilku drobno pokrojonych składników, takich jak rzodkiewka, szczypior, awokado czy ogorek z dodatkiem kawioru, sera Philadelphia albo majonezu. Każdy to potrafi.


Brzmi apetycznie, ale to chyba wersja dla zaawansowanych kulinarnie.
Ależ skąd! Łososia wystarczy pokroic w cienkie paski i położyć na blaszce w opiekaczu albo na suchej patelni. Nie trzeba dodawać tłuszczu ani żadnych przypraw. Po kilku minutach ryba jest gotowa, a pozostałe składniki potrzebne do sushi można kupić nawet w supermarkecie.

Ale to mówi osoba, której wpadki kulinarne raczej się nie przytrafiają...
I tu się pani myli. Kiedyś postanowiłam upiec dla gości moją ulubioną drożdzówkę. Zrobiłam ją według sprawdzonego przepisu i niestety wyszedł z tego absolutnie klasyczny zakalec. Ale co mogłam zrobić? Goście zaproszeni, w całym domu unosił się zapach świeżo pieczonego ciasta, nie mogłam więc udać, że go nie ma. Pomyślałam więc, że trudno, niech mnie wyśmieją. Postawiłam ciasto na stole, jeden z gości wziął pierwszy kawałek i wie pani co powiedział?

Co?
Jaki pyszny jabłecznik! Musisz mi dać przepis!

A nie mówiłam!

Powrót