Pięknie pani wygląda, od razu widać, że jakaś taka zakochana...
- Gdy w zeszłym roku na bankiecie usadzono mnie i Rafała przy jednym stole, przez myśl mi nie przeszło, że to początek pięknej historii...
Zwłaszcza, że on jest biznesmenem a pani podróżniczką, która lubi samotne włóczęgi. Pochodzicie z dwóch kompletnie różnych światów.
- Okazało się, że nasze światy wcale nie są tak bardzo różne od siebie. Rafał jest współwłaścicielem firmy doradztwa personalnego. Jego praca polega na znajdowaniu właściwych ludzi na stanowiska dyrektorskie. Ale prywatnie łączą nas wspólne zainteresowania i pewien szczególny rodzaj wrażliwości.
Dlaczego nazywa go pani afrykańskim łowcą głów?
- Bo jego zawód po angielsku to dosłownie „headhunter” czyli „łowca głów”. A poza tym lubi podróżować. Zdziwiłam się, gdy po raz pierwszy zobaczyłam jego mieszkanie. Zwykle ludzie wieszają na ścianach obrazy. A u Rafała wiszą meksykańskie maski, zdjęcia z Nowej Zelandii, bębenki i marakasy z Kuby.
Dotychczas podróżowała pani sama. Niedawno jednak wybrała się pani do Tanzanii z Rafałem. Jakim okazał się towarzyszem?
-¬ Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam tego wyjazdu. Ale Rafał sprawdził się znakomicie. Odkryłam, że podróż we dwoje może być równie przyjemna.
Jeżeli odkryła Pani w nim tego właściwego mężczyznę, to... na kiedy planujecie ślub?
-¬ Myśli pani, że ślub miałby sprawić, że będziemy bardziej szczęśliwi, niż teraz?
Nie, ale czyż niezapomiana ceremonia ślubna w pani ukochanej Amazonii nie byłaby cudownym zwieńczeniem miłości...
- Nie myślałam o tym. Od deklaracji ważniejsze jest dla mnie to, co widzę w oczach człowieka. O tym, czy związek przetrwa nie decyduje ślub, tylko to, czy ludzie szanują osobowość i indywidualność drugiej strony. Czy ¬potrafią dzielić się swoimi pasjami, zamiast obarczać się oczekiwaniami.
No dobrze. Czy zatem Rafał jest właśnie tym człowiekiem, z którym chciałaby sie pani zestarzeć?
- Nie myślę o tak odległych czasach. Cieszę się z tego, co mam teraz. Przecież i tak nikt nie jest w stanie przewidzieć, co zdarzy się jutro, czy za tydzień. To, co do tej pory przeżyliśmy, jest tak niewiarygodnie piękne, ze nie żałuję ani jednej spędzonej razem chwili. Nawet gdyby z jakiegoś powodu nasza historia miała się skończyć jutro rano. Ta świadomość zupełnie mi wystarcza.
Nie żałuje pani, że spotkaliście się z Rafałem dopiero teraz, już jako dojrzali ludzie?
- Oboje mamy za sobą długie związki. Nawet w podobnym czasie rozstawaliśmy się z partnerami i wyprowadziliśmy się do nowych mieszkań. Zamknęliśmy poprzednie etapy w życiu, dopiero wtedy było nam dane się spotkać. W innych okolicznościach ten związek nie miałby szans.
Nachodzą czasami panią myśli, jakby to było być matką?
- Tak, zastanawiam się czasem jak wyglądałoby wtedy moje życie.
Czy do tej pory rezygnowała pani z macierzyństwa ze względu na niebezpieczeństwo, czyhające na egzotycznych wyprawach?
- Nigdy nie wyrzekłam się macierzyństwa dla realizowania innych pasji. Wyobrażam sobie, że rodzicielstwo też może być rodzajem pasji. Nie mam dzieci, bo dotychczas nie czułam takiej potrzeby.
ALEKSANDRA LIPIEC