onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powrót
"Gala" - lipiec 2007

Zdarzyła się nam bajka

Kilka miesięcy temu wyjawiła w swojej audycji i na stronie internetowej, że w jej życiu pojawił się tajemniczy mężczyzna, którego nazwała "Afrykańskim Łowcą Głów". Od ponad pół roku są parą. Dopiero teraz BEATA PAWLIKOWSKA zdecydowała się przedstawić swojego partnera. Ona i RAFAŁ JĘDRZEJEWSKI opowiedzieli Ewie Boreckiej o tym, że nawet ludziom po przejściach może się przytrafić cudowna bajka.

Ona jest podróżniczką. Żyje na walizkach, przygotowując się do kolejnych wypraw do Azji, Afryki albo Ameryki Południowej. On jest "łowcą głów", współwłaścicielem firmy zajmującej się doradztwem personalnym. Ona szuka zaginionych krain i plemion indiańskich, a on dyrektorów i najlepszych rozwiązań w zakresie zarządzania ludźmi. Ona uwielbia ciepło, świetnie czuje się w tropikach, a jej ukochane miejsce na ziemi to amazońska dżungla. Dla niego nawet afrykański poranek z dwudziestoma ośmioma stopniami ciepła bywał nieznośny. Pozornie różni, a jednak bardzo podobni. Wyszukują i pielęgnują te podobieństwa: on urodził się tego samego dnia co jej mama, jej urodziny przypadają dwa dni przed urodzinami jego mamy, oboje mają za sobą 13-letnie związki, oboje w ubiegłym roku zamknęli poprzedni etap życia i wprowadzili się do nowych mieszkań, oboje są ciekawi świata, uwielbiają poznawać nowe miejsca i ludzi, a na ścianach pokojów mają wyłącznie pamiątki z dalekich podróży.
Na jej ścianie łuk i misternie zdobione strzały, na jego masajska włócznia. To pamiątki z pierwszej wspólnej wyprawy do Tanzanii i na Zanzibar. Dla Rafała była to jednocześnie pierwsza, wymarzona podróż do "Czarnej Afryki". Beata podróżowała po Afryce już wcześniej, ale pewnego dnia dowiedziała się o fascynującym miejscu, które zapragnęła zobaczyć - kraterze Ngorongoro. Myślała, że odkryje je sama. Ale kiedy w jej życiu pojawił się Rafał, wiedziała, że chce go zobaczyć właśnie z nim.

GALA: Przez dwa tygodnie w czasie waszej afrykańskiej wyprawy byliście mężem i żoną. A może to była gra?

BEATA PAWLIKOWSKA: To ładnie brzmi w języku suahili, którego zaczęliśmy się razem uczyć. Poza tym w kraju, gdzie panuje kultura macho i podrywa się kobiety na ulicach, lepiej uchodzić za mężatkę. Dlatego w Tanzanii faktycznie mówiliśmy o sobie „Mume Wangu” i „Mke Wangu”, czyli „mój mąż” i „moja żona”.

GALA: Cofnijmy się do listopada. Jak się poznaliście?

BEATA: Spotkaliśmy się na bankiecie organizowanym przez jedną z firm.

RAFAŁ JĘDRZEJEWSKI: Jako goście zostaliśmy posadzeni przy jednym stoliku. Tradycyjnie wymieniliśmy się wizytówkami. Rozmawialiśmy.

BEATA: Zanim kilka dni później wyjechałam do dżungli amazońskiej, dostałam od Rafała dwa czy trzy maile. Zwróciłam uwagę nie tylko na to, co było napisane, ale także jak. Zaskoczyło mnie to, że choć tekst wyświetlił się na ekranie komputera, odebrałam go tak, jakby został napisany bardzo starannym charakterem pisma. Słowa były dobrane bardzo precyzyjnie, ułożone w misterny sposób. Przez tę swoją staranność był dziwnie wyrafinowany.

RAFAŁ: Teraz chyba cię to nie dziwi, bo moja dbałość o formę jest cechą, którą dobrze poznałaś. Jako autor tego maila muszę powiedzieć, że zupełnie świadomie napisałem go właśnie tak. Chciałem, by miał charakter listu, jaki ludzie wysyłali do siebie w epoce tradycyjnej korespondencji. Fakt, że przyszedł drogą elektroniczną był tylko kwestią techniczną. Pamiętasz, o co cię spytałem? Po co się jeździ na koniec świata i co można tam znaleźć? Pomyślałem, że chyba nikt tak dobrze nie zna odpowiedzi na to pytanie jak właśnie Ty. Teraz, po dziesiątkach rozmów z Tobą wiem, że dzięki takim podróżom patrzy się z zupełnie innej perspektywy na to, co jest tutaj.

BEATA: Przede wszystkim inaczej się patrzy na siebie, bo ilekroć jadę do dżungli, nie wiem, czy z niej wrócę. To najpiękniejsze, ale i najbardziej niebezpieczne miejsce na ziemi.

RAFAŁ: Kiedy Beata była w Amazonii, wysyłałem do niej kolejne maile. Czułem potrzebę opowiadania jej o różnych sprawach, chociaż wiedziałem, że nie odpisze, bo nie ma dostępu do Internetu. Przeczytała je dopiero w Bogocie.

GALA: W dżungli myślałaś czasem o Rafale?

BEATA: Teraz powiem coś, czego Rafał nie wie. Pewnego dnia w dżungli weszliśmy na szczyt 50-metrowego drzewa i mieliśmy tam spędzić noc na specjalnej platformie. Rozłożyliśmy karimaty i moskitiery, zjedliśmy kolację pod milionem gwiazd na niebie, a potem nagle w ciemności padło pytanie o marzenia. Jeden z uczestników wyprawy bez namysłu odpowiedział: „Napiłbym się zimnego piwa", a ja zapytałam: "A nie marzysz o tym, żeby się zakochać?" Zapadła długa cisza. To był przedziwny moment, a potem nagle ktoś niesmiało powiedział, że wznosi toast. Za to, żeby się szczęśliwie zakochać. Sekundę później zerwał się wiatr, rozpętała się amazońska ulewa i gwałtowna burza z piorunami. Wiatr zmiótł nam wszystko, co misternie rozłożyliśmy na platformie i o mało nie zdmuchnął też nas. I wiedzieliśmy, że to był znak.

GALA: Jak się później okazało bardzo dobry znak.

BEATA: W Bogocie odebrałam trzy maile od Rafała. Pytał czy moglibyśmy się spotkać po moim powrocie.

RAFAŁ: Chwileczkę, nie pytałem, ale bardzo prosiłem o spotkanie, a przynajmniej taki miałem zamiar.

BEATA: Umówiliśmy się na herbatę, za drugim razem na czekoladę, a potem zjedliśmy razem kolację.

GALA: Zwykle poprzednie doświadczenia, zwłaszcza nieudane małżeństwa uczą nieufności, podchodzenia z rezerwą do nowych znajomości. Nie mieliście oporów, wątpliwości?

RAFAŁ: Nieudany związek jest nie tylko lekcją ostrożności, ale także uczy doceniać, gdy dzieje się coś naprawdę urzekającego i niezwykłego. Wtedy wiedząc, że różnie w życiu się układa, że nawet wielkie miłości czasem się kończą, postanowiłem zadbać o nas najlepiej jak potrafię. Zaangażowałem się całkowicie zamiast ostrożnie skradać się na palcach.

BEATA: A ja podchodzę do naszej historii z pewną dozą niewiary i z przyjemnym zaskoczeniem. W przeszłości nauczyłam się, że ludzie albo dogadują się ze sobą i lubią ze sobą być, albo nie. A jeśli nie lubią spędzać ze sobą czasu i wiecznie toczą walki o drobiazgi, to takie życie nie ma sensu. Po prostu nie pasują do siebie.

GALA: Nie kusiło cię, by jednak coś zmienić w Rafale?

BEATA: Nie. Być może dlatego, że nie miałam się do czego przyczepić, a może po prostu dlatego, że zmieniło się moje myślenie. Moim zdaniem związki rozpadają się dlatego, że ludzie nie szanują i nie akceptują siebie nawzajem. Często mają też wobec siebie gigantyczne oczekiwania. Spodziewają się, że ta druga osoba będzie robiła i mówiła jakieś konkretne rzeczy, albo odwrotnie – że przestanie coś robić albo mówić - bo to niby miałoby świadczyć o prawdziwości uczuć.

RAFAŁ: Jesteśmy parą ludzi o silnych osobowościach. Gdyby którekolwiek z nas chciało zmienić drugą osobę według swoich oczekiwań, byłoby to karkołomne przedsięwzięcie. Wierzę raczej w związki dwojga samodzielnych ludzi, którzy sami są w stanie kreować swój świat i sterować swoim życiem. I jeśli się spotykają i okazuje się, że te dwa światy są nawzajem dla nich ciekawe, wtedy jest szansa na dobry związek. W sytuacji zaś kiedy jedna osoba musi podporządkować się drugiej - a znam wiele takich par - niczego dobrego tym związkom nie wróżę. Ja nie potrafiłbym się znaleźć w takiej relacji.

BEATA: Podporządkowanie to jedna sprawa, ale jest jeszcze inna - ludzie robią sobie straszną krzywdę będąc ze sobą i nie potrafiąc szanować indywidualności tej drugiej osoby, jej osobowości, pasji i zainteresowań. Trzeba sobie dawać tylko dobre rzeczy zamiast próbować cokolwiek narzucać. Ja nigdy nie oczekuję, że Rafał przyjedzie po mnie na lotnisko, a jego widok jest zawsze cudowną niespodzianką. A kiedy wylatuję o czwartej rano i mówię Rafałowi, że pojadę na lotnisko taksówką, on się upiera, że mnie odwiezie i że tak właśnie powinno być.

RAFAŁ: Dla mnie to odwożenie i odbieranie Ciebie z lotniska ma symboliczny wymiar, ale i jest oczywiste. Tęsknię za Tobą od momentu, gdy znikasz za szklanymi drzwiami. A im dłużej Ciebie nie ma, tym bardziej na Ciebie czekam.

GALA: Nie uwierzę Beato, że to Cię nie wzrusza.

BEATA: To jest fantastyczne. Ale nigdy nie pomyślę, że tak być musi. I nigdy nie oczekuję, że Rafał zachowa się w jakiś określony sposób. Tym bardziej się cieszę kiedy mnie pozytywnie zaskakuje. Pamiętam o wszystkich dobrych rzeczach które zdarzyły się do tej pory i cieszę się tym, co mam dzisiaj. I nawet kiedyś rozmawialiśmy o tym, że przytrafiła nam się tak niewiarygodnie piękna bajka, że nawet gdyby miała się skończyć dziś albo jutro, to warto było ją przeżyć.

RAFAŁ: Tak... Aczkolwiek plany mamy długoterminowe!

BEATA: Masz plany? Ja nie mam planów.

RAFAŁ: Przecież zaplanowaliśmy już co najmniej trzy kolejne podróże: do kanadyjskiej puszczy, na Saharę i do Indochin.

GALA: Kiedy zaczęliście traktować siebie jako parę, oboje byliście wolni?

RAFAŁ: Tak, oboje wcześniej zamknęliśmy poprzednie etapy w naszym życiu i okazało się, że zrobiliśmy to niemal jednocześnie. Najbardziej cieszę się z tego, że udało mi się pogodzić moją samodzielność z byciem kochającym tatą dla Szymona, mojego dziewięcioletniego syna. Ma swoje miejsce zarówno w moim domu, jak i w moim życiu. W momencie gdy poznałem Beatę, od dziesięciu miesięcy mieszkałem sam, a ona od pół roku.

BEATA: Byliśmy szczęśliwymi singlami. I oboje dawno doszliśmy do wniosku, że nie można zacząć niczego nowego, jeżeli nie zamknie się wszystkich spraw dotyczących przeszłości. W takiej sytuacji nie ma szans na zbudowanie nowego związku i prawdziwe otwarcie się na drugą osobę. Oboje wierzymy w uczciwość i szczerość, nie tylko wobec drugiego człowieka, ale także wobec siebie samego. Wiele razy rozmawialiśmy o ludziach, ktorzy męczą się w swoich nieszczęśliwych związkach, bo oszukują się nawzajem i nie potrafią ani o tym rozmawiać, ani się do tego przyznać. W takich związkach rośnie poczucie uwikłania, zniewolenia i nic się nie udaje. Przecież to koszmar.

RAFAŁ: Najpierw udowodniliśmy sobie, że każde z nas potrafi żyć samodzielnie. I że jeśli decydujemy się być z drugą osobą, to nie z konieczności czy strachu przed samotnością, ale z wolnego wyboru. I wtedy nagle się okazało jak ogromnie wiele nas łączy i że potrafimy wyzwolić w sobie rzeczy, z których istnienia nie zdawaliśmy sobie sprawy. Ona -nieustraszona podróżniczka - okazała się bardzo wrażliwą i czułą kobietą...

BEATA: ...a on – wytrawny biznesmen – nadzwyczajnie opiekuńczym i delikatnym mężczyzną.

RAFAŁ: Wiesz co dodatkowo nie przestaje mnie urzekać? To jak dużo czasu spędzamy razem i że nigdy nie mamy dosyć... Dosyć rozmów o muzyce, filmach, książkach i labiryntach życia, a także Twoich ukochanych podróżach, które i dla mnie bywają spełnieniem.

BEATA: Gotujemy razem, robimy razem zakupy, chodzimy do kina i na koncerty, oglądamy razem mecze piłki nożnej, a wczoraj pojechaliśmy rowerami na daleką wycieczkę, złapał nas deszcz i burza, a potem zobaczyliśmy na niebie ogromną tęczę. Czy to nie był znak?... (śmiech)

RAFAŁ: Jestem tego pewien! A czy wiesz, że to Ty nauczyłaś mnie odczytywać znaki?

BEATA: A Ty nauczyłeś mnie smakować wino i odróżniać pinot noir od cabernet sauvignon.

RAFAŁ: Nie mogliśmy tego po prostu zmarnować...

BEATA: Tak, chociaż rozpoczęcie samodzielnego życia po wielu latach bycia w związku to bardzo trudna decyzja. W teorii to się wydaje łatwe – spakuję się, wyprowadzę, zacznę własne życie. Ale w momencie, kiedy naprawdę dochodzi do rozstania, człowiek uświadamia sobie, że oddał komuś wiele lat swojego życia, mnóstwo uczuć i emocji, po prostu cząstkę siebie. Kiedy się wyprowadziłam, nagle pomyślałam: „Od dzisiaj mam własne mieszkanie i własny porządek. Jestem sama. To znaczy, że jeżeli raz mi się nie udało z miłością, to pewnie nigdy mi się nie uda. Więc będę sama do końca życia".

RAFAŁ: Ja uważam zupełnie inaczej - jeżeli nie udało się raz, człowiek jest znacznie bogatszy o wiedzę, którą może wykorzystać – pod warunkiem, że wyciągnął wnioski z tego co się stało. A skoro stał się mądrzejszy, jest większa szansa, że ten następny związek się uda.

GALA: Wam się udało. Jesteście szczęśliwi?

BEATA: Człowiek powinien być przede wszystkim szczęśliwy sam ze sobą. A jeżeli zdarzy się taki cud, że spotka kogoś, w kim może się zakochać, wtedy szczęście jest podwójne.

RAFAŁ: Kiedy poznałem Beatę, bardzo szybko zorientowałem się, że jest osobą szczęśliwą. I że zawdzięcza to życiowej mądrości, zbudowanej na swoich przeżyciach i wnioskach, jakie z nich wyciągnęła. W moim przypadku było podobnie - przez wiele lat uczyłem się jak być szczęśliwym. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, co jest dla mnie najważniejsze, co najcenniejsze i co ma naprawdę sens, a co przynosi tylko chwilową, płytką satysfakcję. Dlatego ogromnie doceniam i rozumiem tę drogę, którą przeszła Beata. Pomogła mi ją poznać kiedy podarowała mi swoją książkę "W dżungli życia".

GALA: Mocna książka, bo w niej Beata przyznaje się do nałogów, z których wyszła, do słabości i dramatycznych przezyć.

BEATA: Prawdę mówiąc, dałam ją Rafałowi, żeby go przestraszyć. Myślałam, że go zniechęci, że poczuje się zagrożony, zaskoczony i więcej się nie odezwie.

RAFAŁ: Twój plan się nie powiódł. Myślę, że dzięki tej książce stało się dla mnie jasne, że łączy nas więcej, niż sądziłem. Również to, że szukamy, sprawdzamy, jesteśmy ciekawi świata i życia. Wielość doświadczeń i przeżyć, o których pisze Beata, nie przytłoczyła mnie, a przeciwnie - byłem nią jeszcze bardziej zafascynowany. To fantastyczne, że podzieliła się z ludźmi swoimi doświadczeniami. Niewiele osób zdobyłoby się na taką szczerość jak ona. Mój bagaż zyciowy jest niemały, tym bardziej podziwiam jej przemyślenia i rady zawarte w tej niezwykle mądrej książce. Dodatkowo zaskoczyło mnie, jak blisko jest nam do siebie w kluczowych kwestiach.

BEATA: A ja ciągle zadaję sobie pytanie: "Co tu się dzieje? Przecież takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach". Nie zastanawiam się co będzie jutro. Ale wiem, że jest pięknie dziś i było pięknie wczoraj.

RAFAŁ: Uprzedzam, że zamierzam Ciebie pozytywnie zaskakiwać jeszcze przez bardzo wiele dni!

BEATA: A ja myślę, że ludzie zakochują się w sobie, coś ich do siebie przyciąga, mają ogromną potrzebę, żeby rozmawiać ze sobą, spędzać razem czas, patrzeć na siebie. Ale równie łatwo mogą obudzić się rano i pomyśleć: „Co ja tutaj robię?”. Nie ma nic „na pewno i na zawsze”.

RAFAŁ: Ale oboje wiemy równie dobrze, że prawdziwe zakochanie zdarzyło się nam bardzo niewiele razy. I mam wrażenie, że dlatego właśnie wiele energii i chęci wkładamy w to, żeby ta historia trwała. I pielęgnujemy tę naszą bajkę, w którą Ty dalej nie dowierzasz, a ja nie mogę się nią nacieszyć.

Rozmawiała Ewa Smolińska-Borecka

Powrót