Bardzo ładna, krucha i delikatna blondynka z długimi włosami i tajemniczym uśmiechem. To pierwsze wrażenie jakie odnosi się patrząc na Beatę Pawlikowską. Uważny obserwator zauważy też stalowe mięśnie, niespożytą energię i mądre spojrzenie.
Beata Pawlikowska jest według wszystkich kanonów współczesności gwiazdą.
Znana podróżniczka, pisarka, felietonistka, szamanka, łowca przygód i piranii. Jeśli akurat nie podróżuje samotnie po Afryce lub Puszczy Amazońskiej prowadzi audycję w radiu Zet „Świat według blondynki”. Jej książka „Blondynka śpiewa w Ukajali” była pierwszą polską pozycją wydaną przez National Geographic. Potem były następne. Jej największym sukcesem jest jednak to, że robi to co lubi, w zgodzie ze sobą i ze swoimi marzeniami. Nie zawsze tak było. Kiedyś Beata Pawlikowska nie lubiła i nie akceptowała siebie. To spowodowało u niej cieżkie choroby: anoreksje, bulimie. Udało jej się wyzdrowieć dzięki przyjaźni...z samą sobą!
TŁUSTA BEKA
- W szkole średniej uważałam, że jestem gruba i brzydka i że powinnam schudnąć- wspomina dzisiaj. – Wyzywałam się różnymi epitetami, nie lubiłam siebie. Próbowałam się odchudzać, ale „silnej”woli nie starczało na długo. Wieczorem najadałam się słodyczy i czułam do siebie jeszcze większy wstęt. Nie znosiłam siebie za to, że mam taką słabą wolę, że jestem głupia, nie tak fajna jak inni ludzie. Traciłam czas i energię na walkę ze sobą.
- Kiedy miałam dwadzieścia lat pewnego dnia postanowiłam, że nie będę wcale jeść. I przestałam! – opowiada podróżniczka. - Wydawało mi się wtedy, że w ten sposób rozwiążę moje dwa największe problemy: nadwagę i niezadowolenie z własnego życia.
- Uzaleznienie od niejedzenia to przyjemny stan prowadzący do smierci. Dało mi na chwilę pozorne poczucie siły. Gotowałam dla innych, podawałam im duże porcje, oszukiwałam bliskich , że „ja już jadłam”. Pozwalałam sobie tylko na picie wody z kranu. Świadomie zadawałam sobie cierpienie. Chciałam się ukarać za to, że jestem beznadziejna. Gdybym zastanowiła się nad tym co robię, musiałabym przyznać, że to czysta autodestrukcja, która nie może doprowadzić do niczego dobrego. Ale zbyt byłam zajęta wymierzaniem sobie kary za wszystkie winy, które popełniłam i za to, że – jak mi się wydawalo - nikt mnie nie lubi.
WAŻYŁAM 34 kg
Chudłam...na początku to było fantastyczne uczucie. Czułam się świetnie. Przestałam chorować na przeziębienia i grypę. Ważyłam 34 kilo. Kiedy piłam wodę, czułam jak przepływa przez moje wnętrzności... Byłam blada, wypadały mi włosy i czasem ogarniała mnie taka słabość, że padałam bez sił na łóżko. Zawsze chciałam być płaska jak deska i wreszcie byłam . Uzależniłam się od niejedzenia – opowiada Beata Pawlikowska
W czasie kiedy chorowałam, pojęcia „anoreksja” nie było jeszcze w słowniku. Ponieważ wychudzone ciało zaczęło się jakoś„dziwnie zachowywać. Kiedy zanikła mi całkowicie miesiączka, poszłam do lekarza. To tam usłyszałam ostrzeżenie, że z powodu wychudzenia i wycieńczenia organizmu część moich organów wewnętrznych zaczęła zanikać. Jeżeli nie zacznę jeść, stracę nie tylko macicę, ale i płuca, serce, wątrobę... To mnie zaniepokoiło.
Zaczęłam szukać informacji o anoreksji. – Choroba to jest przecież coś, na co się zapada, zaraża się, a ja się tylko odchudzałam! – wspomina podróżniczka. - Z czasem zrozumiałam, że anoreksja to choroba wypływająca z chorej duszy. Właściwie nawet nie choroba, a stan zaburzenia emocji. Kiedy człowiek koncentruje się na rozpamiętywaniu krzywd, pielęgnuje w sobie żal i rozczarowanie, a jednocześnie nie robi nic, żeby zmienić swoje życie na lepsze, doprowadza się do stanu całkowitego zagubienia i poczucia braku perspektywy i jakiejkolwiek nadziei. Nie wolno biernie pogrążać się w swoim cierpieniu, bo to tylko potęguje poczucie bezradności. Trzeba aktywnie tworzyć swoje życie, zmieniać je lepsze, codziennie próbować naprawić to wszystko, co jest brzydkie albo złe.
Pewnego dnia, kiedy znów zaczęłam się nad soba rozczulać, zalewając się gorzkimi łzami, uratował mnie mój wewnętrzny głos. Uświadomilam sobie, że mam problem i tylko ja mogę go rozwiązać. Zrozumiałam, że mam przed sobą tylko dwie drogi: albo umrzeć, albo wreszcie zacząć żyć – wspomina Beata Pawlikowska. - Wybrałam tę drugą...chyba trudniejszą – dodaje po chwili. - Przecież głodowanie dawało mi namiastkę bezpieczeństwa.
Postanowiłam, że rozpoczne nowe zycie w Londynie. Znalazłam pracę w hotelu i zaczęłam zbierać pieniadze na podróż dookoła świata. Po kilku tygodniach oczarowania i zachwytu, wróciły wszystkie problemy, z którymi wyjechałam z Polski.
- Znów poczułam w sobie tę przerazającą pustkę i samotność, dręczące poczucie niespełnienia. Tym razem wpadłam w sidła bulimii.
BULIMIA
To było przejście ze skrajności w skrajność. Teraz nie potrafiłam sobie odmówić jedzenia.
Podczas bulimii pękają wszystkie bariery i hamulce związane z jedzeniem. Jadłam i jadłam, choć wcale nie byłam głodna. Po każdym takim przejedzeniu dopadał mnie strach, że zrobiłam coś złego i że utyję. Nie chciałam być gruba! Biegłam więc do łazienki i wywoływałam wymioty. Przez jakiś czas czułam ulgę, ale potem pojawiał się głód, więc zaczynałam jeść. Jadłam, jadłam i znów wszelkie hamulce puszczały. Jadłam mimo że wcale nie chciałam tego robić – opisuje podrózniczka.
-Obżarstwo – wymioty-obżarstwo-wymioty. Czułam, że jestem niewolnikiem swojego ciała.
Osiągnęłam wtedy ostatni stopień zagubienia i zagmatwania właśnego życia. Doprowadziła mnie do tego moja słaba wola i wewnętrzna pustka.
Na wspomnienie tego okresu sprzed kilkunastu lat Pawlikowska znów staje się na moment bezradną, zagubioną dziewczyną
- Postanowiłam walczyć – opowiada prostując się na tamto wspomnienie. - Po wielu nieudanych próbach pewnego dnia, gdy chcialam zjeść kolejną porcję słodyczy, posłuchałam głosu rozsądku, który mówił, krzyczał gdzieś w środku mnie: - Nie rób tego! Przecież wcale nie chcesz tego zrobić! Przecież nie jesteś głodna! Nie jedz, bo będziesz czuła do siebie wstręt!
Zrozumiałam, że to ja sama wyrządzam sobie krzywdę.
Zatrzasnęłam lodówkę i ucieklam z kuchni. To był przełomowy moment. Uświadomiłam sobie, że tylko ode mnie zalezy to, jak będzie wyglądało moje zycie. Jeżeli poddam się uzaleznieniu od glodu, umrę. Jeżeli ulegnę uzaleznieniu od objadania się, będę czuła do siebie wstręt. A przecież w życiu chodzi o coś zupełnie inne, prawda? Ja chciałam być szczęśliwa, ale zrozumiałam, że nigdy nie zrobiłam niczego, żeby to szczęscie osiągnąć. Wcześniej zawsze biernie czekałam, że coś stanie się samo.
Postanwoiłam przestac czekać, wziąć moja przyszłośc we własne ręce i zadbac o nią najlepiej jak potrafię. I po raz pierwszy poczułam do siebie nic sympatii. Pomyślałam, że może nie muszę wymierzać sobie kary za następne „przestępstwa”. Może mogłabym polubić siebie i zacząć traktować siebie z przyjaźnią?...
To było niesamowite odkrycie. Nagle zrozumiałam, że nie jestem sama na świecie. Mam siebie i ja sama spróbuję zmienic siebie i moje życie na najlepsze, jak potrafię.
DZWONEK OSTRZEGAWCZY
Dzisiaj umiem kontrolować mój apetyt. Przyjemnośc sprawia mi branie odpowiedzialności za wszystko co robię. Kiedy siedzę przy stole w Polsce, w Afryce czy Ameryce Południowej, słucham swojego organizmu i wiem kiedy powinnam odłożyc sztućce i podziękowac za posiłek. Lubię czuć lekki niedosyt, bo jest dla mnie symbolem zwycięstwa nad uzależnieniami, którym kiedyś uległam i silnej woli, jaką w sobie wypracowałam.
Nie boję się powrotu anoreksji i bulimii, bo nie jestem już słabą istotą użalająca się nad swoim losem. Jestem szczęśliwa, bo sama tworzę swoją przyszłość, codziennie podejmuje nowe decyzje, mam plany i marzenia, które staram się zamieniac na rzeczywistość. Kiedy mam problem, próbuję go rozwiązać. Pracuję nad sobą, codziennie staram się być lepszym człowiekiem. Wierze w to, że dobro zawsze zwycięża i tym kieruje się w życiu. Mam pozytywne nastawienie do siebie i do innych ludzi. Kocham zycie.
Jestem szczęśliwa, a człowiek szczęśliwy jest silny wewnętrznie i może dokonać rzeczy niezwykłych.
MOJA DIETA
Z czasem opracowałam dietę dla siebie. Jej zasady są bardzo proste. Przede wszystkim jem tylko wtedy, gdy jestem naprawdę głodna.
Mój jadłospis i pory posiłków wygląda zwykle tak:
Rano piję sok pomarańczowy, jem owoce i piję yerba mate.
Około południa jem śniadanie. Zwykle jest to kromka pełnoziarnistego, razowego chleba (najchętniej pumpernikla) z kozim serem, twarogiem i plasterkiem pomidora.
Późnym południem czasem robię albo jem w mieście jakiś mały posiłek – grilowaną rybę z warzywami, sushi albo danie z ryżem.
Wieczorem jem tylko owoce.
Przez cały dzień piję niegazowaną wodę mineralną.
Najważniejsze jest jednak to, że mam zdrową duszę. Szamani w puszczy amazońskiej twierdza, że wszystkie choroby ciała biorą się z chorej duszy. Kiedy ktos pielęgnuje w sobie złe emocje – strach, złość, rozczarowanie, zazdrość – prędzej czy później te negatywne myśli zaczynają trawić człowieka od środka, atakując narządy wewnętrzne i skórę. Wtedy człowiek zaczyna chorować.
Właśnie szykuję się do kolejnej podróży. Jade do Afryki, do krateru ogromnego wulkanu, który wybuchł dwadzieścia milionów lat temu, pozostawiając po sobie rozległe wgłębienie, gdzie żyją dzikie zwierzęta. Chciałabym dotrzeć do jeziora Wiktorii i na równiny Serengeti. Potem wrócę na Wyspę Przypraw – Zanzibar. Tam odszukam mglisty port, gdzie o świcie przybywają rybacy ze świeżym połowem papuzich ryb.
Będę oddychać głęboko i patrzeć dookoła, poznawać nowych ludzi i wymieniać się z nimi myślami i słowami. Niektórych przywiozę ze sobą do Polski na zdjęciach i w sercu :)
NAJKRÓCEJ O SOBIE SAMEJ
Imie i nazwisko: Beata Pawlikowska
Wiek: między 27 a 127, zależnie od nastroju
Zawód: łowca – myśli, wrażeń, fotografii, słów, emocji i przygód
Hobby: życie
Motto życiowe: podążaj za swoimi marzeniami
Recepta na sukces: życie w zgodzie z własną duszą, bycie twórczym, aktywnym i pozytywnie nastawionym do siebie i świata
O Beacie Pawlikowskiej jej życiu, przygodach, książkach i planowanych podróżach, do których można się przyłączyć można przeczytać na stronie: www.oliwkowo.pl
Joanna Reyman