onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powrót
"Gala" - luty 2007

Kilka tygodni temu odkryłam, ze windsurfing to mój ulubiony sport. Razem ze słuchaczami radia Zet pojechałam na wyprawę do Kenii i kilka ostatnich dni spędziliśmy w hotelu w Mombasie na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, odpoczywając po pełnych wrażeń safari. Nie jestem typem osoby, która lubi smażyć się na piasku. Wolę odkrywać coraz to nowe miejsca i rzeczy. Pewnego dnia zauważyłam śmigające po wodzie deski windsurfingowe z kolorowymi żaglami.

Patrząc na opalonych windsurferow od razu uderzyło mnie idealne połączenie gorącego słońca, wiatru i chłodnej wody oceanu. Pomyślałam: „Jeśli oni śmigają, to może i ja mogłabym spróbować?...” Tego samego dnia zapisałam się na pierwszą lekcje. Mój nauczyciel - przystojny, muskularny Kenijczyk – najpierw uczył mnie pływać na piasku, wyjaśniając podstawowe pojęcia, zwroty i zasady. Najważniejsza rzecz – jak twierdził – to umieć rozmawiać z wiatrem. Nigdy nie wolno z nim walczyć. „Jeśli walczysz z wiatrem, z góry jesteś przegrany. Wiatr zawsze wygra z człowiekiem.” Korzystanie z wiatru na desce wymaga to nie tylko umiejętnego ustawienia żagla, ale również balansowania całym ciałem dla utrzymania równowagi.

Podczas moich podróży po dżungli amazońskiej często pływałam wywrotnym, indiańskim czółnem, wiec szybko odkryłam, ze taka gimnastyka nie stanowi dla mnie problemu. Po pierwszej lekcji mój instruktor powiedział, że jestem gotowa do samodzielnego spaceru po falach. Oczywiście od razu postanowiłam spróbowaćç. Na szczęście pogoda mi sprzyjała: wiał ciepły, lekki wiatr, a szmaragdowo - zielone morze było tak przejrzyste, ze widziałam białe dno. A tam - bujna roślinność i czające się w niej porośnięte kolcami jeżowce
i małe kraby. Możliwe, ze z daleka moje zmagania obserwowały rekiny lub delfiny, ale byłam zbyt zajęta surfowaniem, żeby je dostrzec.

Ponieważ jestem bardzo ambitna, postanowiłam, jak najszybciej musze dojść do takiej wprawy, kiedy nie myśli się o tym jaki należy wykonać ruch, tylko automatycznie się go robi, tak jak podczas jazdy samochodem, kiedy doświadczony kierowca nie zastanawia się jak zmienić bieg. Spędziłam więc na ćwiczeniach cały dzień i przerwałam je tylko dlatego, ze zbliżał się odpływ. Po powrocie do hotelu usiadłam na chwile na łóżku – i obudziłam się trzy godziny później.

Następnego ranka zauważyłam, ze ludzie na płazy ludzie dziwnie mi się przyglądają. W końcu odkryłam, ze śpiesząc się na deskę poprzedniego dnia, niedokładnie posmarowałam plecy kremem i opaliłam się jak abstrakcyjny obraz – w czerwone i białe wzory i plamy, wśród których wyraźnie odciśnięte pozostały także długie ślady po moich palcach. Zabawnie było wracać do Polski z abstrakcyjnym malowidłem zrobionym na moich plecach przez afrykańskie słonce. Polubiłam windsurfing za to, że wymaga intensywnej pracy wszystkich mięsni i całego ciała, co odbywa się zresztą w idealnych warunkach i moim ulubionym klimacie – czyli na tropikalnym oceanie. Za miesiac lecę znów do Afryki i mam zamiar ćwiczyć windsurfing na Zanzibarze, gdzie będzie mi towarzyszył Afrykański Łowca Głów, będący jednocześnie mistrzem windsurfingu, liczę wiec na jego przyjazną pomoc.

Wysłuchała MAJA MATUSZEWSKA

Powrót