Rozmowa z Beatą Pawlikowską, podróżniczką, pisarką, fotografem
DZIENNIK ZACHODNI: Gdy ukaże się ten wywiad, będzie pani przedzierać się przez amazońską dżunglę, ale tym razem nie sama...
BEATA PAWLIKOWSKA: Raz w roku organizuję wyprawę do dżungli dla początkujących, którzy jeszcze nigdy nie byli ani w Amazonii, ani nawet w Ameryce Południowej. Nie zabieram nigdy więcej niż dziesięć osób. Wędrujemy przez dziewiczą puszczę, odwiedzamy wioski indiańskie, polujemy na kajmany, łowimy piranie...
DZ: Co trzeba zabrać ze sobą na taką wyprawę?
BP: Zapewniam uczestnikom wyprawy specjalistyczny sprzęt, a więc hamaki i moskitiery. Odzież musi być przystosowana do warunków klimatycznych panujących w dżungli, a więc wysokiej temperatury i ogromnej wilgotności powietrza. Nie wszystkie ubrania nadają się na taka wyprawę. Grube bawełniane ręczniki po dwóch dniach po prostu zaczynają pleśnieć.
DZ: Gdy jest pani w Polsce, codziennie rano pisze pani dziennik na swojej stronie internetowej i pije yerba mate. Co to za napój?
BP: Yerba mate nauczyłam się pić w Paragwaju. Jest to wiecznie zielona roślina z rodziny ostrokrzewów. Rośnie w Ameryce Południowej. Zapewnia Indianom zdrowie, energię i długie życie. Podnosi odporność, oczyszcza krew, niweluje zmęczenie, pobudza umysł, zawiera wiele witamin i minerałów. Parzę ją w drewnianym kubku z zielonego, świętego drzewa Indian Nivacle. Kiedyś przemycałam yerba mate zza oceanu, teraz można ją kupić w Polsce.
DZ: Leczy się pani indiańskimi sposobami?
BP: Tak, gdy jestem w dżungli. Amazońskie rośliny są wtedy jedynym lekarstwem na przykład na ukąszenie węża. Nie ma sensu podawanie surowicy na ukąszenia tych gadów, bo działa ona tylko na określony gatunek węża.
DZ: Ukąsił panią wąż?
BP: Nie, bo umiem chodzić po dżungli.
DZ: Ale jadła pani węża.
BP: Nie raz! To jedna z moich ulubionych potraw. Indianie nie znają przypraw, więc upieczone nad ogniem węże posypują popiołem z pewnego gatunku palmy albo dodają do zupy ostre papryczki.
DZ: Co, oprócz węży, będą jeść uczestnicy wyprawy?
BP: na przykład pyszne ryby, które najpierw będziemy musieli złowić w rzece. W tej samej rzece będziemy się kąpać razem z piraniami i kajmanami.
DZ: Wiele razy odczuwała pani w dżungli paniczny strach? Przecież to nie tylko zielony raj, ale i zielone piekło.
BP: Nie odczuwałam panicznego strachu. Miałam świadomość, że właśnie przeżywam swój ostatni dzień na ziemi. Tak było, gdy płynęłam rzeką Ukajali przeładowanym statkiem, a woda wlewała się do środka. Tak było, gdy obudziłam się rano i zobaczyłam leżącego na mnie węża albo kiedy nagle stanęłam twarzą w twarz z jaguarem. Na szczęście wtedy w pobliżu znaleźli się Indianie.
DZ: Umie pani poruszać się w dżungli amazońskiej, ale nieraz była pani bliska utonięcia w dżungli życia. W jednej z książek pisze pani otwarcie, że chorowała na bulimię, anoreksję, brała narkotyki, nadużywała alkoholu, próbowała popełnić samobójstwo. Długo szukała pani tej właściwej drogi życiowej.
BP: Byłam tak zagubiona jak dzisiejsze nastolatki. Nie miałam nikogo, kto pokazałby mi, co w życiu jest naprawdę ważne. Dziś przemoc w szkołach bierze się właśnie z tego, że nikt nie rozmawia z uczniami o życiu, o tym, że trzeba być samodzielnym, że dobrze jest marzyć i dobrze jest iść czasem pod prąd, żeby zrealizować coś, co się uważa za ważne. Potrzeba dziś mądrych nauczycieli, którzy mają uczniom do przekazania nie tylko zasady matematyki, ale też pasję i mądrość, nie tylko z książek, ale z życia. Książkę „W dżungli życia” napisałam jako poradnik dla dziewcząt i chłopców i niektórych dorosłych, jak mówi podtytuł. Pomysł przyszedł razem z mailami, które dostaję od czytelników, słuchaczy, internautów, którzy piszą mi o swoich problemach. Chciałam podzielić się z nimi tym, co sama po latach odkryłam.
DZ: Była pani zbuntowaną nastolatką?
BP: Gdy miałam 17 lat usłyszałam po raz pierwszy, jak Paul McCartney śpiewa „Michelle”. W jego głosie znalazłam wszystko, o czym skrycie marzyłam: wolność, podróże, pasję tworzenia. Odkryłam wtedy, czego tak naprawdę w życiu pragnę. Buntowałam się przeciwko szkolnej niewoli, zmuszaniu do zapamiętywania niepotrzebnych rzeczy, zakazowi palenia papierosów. Na znak tego buntu przychodziłam na lekcje w spodniach od piżamy, w kapeluszu zrobionym z deski klozetowej, zimą chodziłam boso po śniegu. Uciekałam ze szkoły na wagary. Wolałam słuchać muzyki Beatlesów, pisać opowiadania o dżungli i rysować.
DZ: Ale tak naprawdę samą siebie odnalazła pani dopiero w amazońskiej dżungli. Co cennego pani tam odkryła?
BP: W dżungli nauczyłam się samodzielności. Odkryłam, że moje życie zależy ode mnie, że wcale nie trzeba gonić za kasą i żyć w rytm budzika. Tam nie ma jutra, jest tylko dzisiaj. Nie ma reklam, polityki, pieniędzy, książek. Jest tylko człowiek. Sam, zdany na własne siły. Radzę każdemu, żeby wybrał się nawet w niedaleką podróż, ale bez towarzystwa. Tylko wtedy, w samotności, będzie mógł zajrzeć w siebie i usłyszeć własne myśli.
DZ: Czy wobec tego życie w samotności to pani świadomy wybór?
BP: Nie znam nikogo, z kim chciałabym dzielić życie. Uważam, że w takiej sytuacji trzeba być uczciwym wobec siebie i nie wiązać się z kimś tylko dlatego, żeby nie być singlem. Być może ktoś jest mi przeznaczony...Na razie żyję spokojnie sama.
Beata Pawlikowska wychowała się nad polskim morzem. Gdy była mała chciała zostać piosenkarką albo aktorką, w szkole średniej myślała o byciu kierowcą TIR-a albo prezydentem USA. Jej pierwszym sukcesem literackim było wyróżnienie za prozę poetycką „Siedmiu japońskich żeglarzy” w konkursie organizowanym przez Wojewódzki Dom Kultury w Koszalinie. Na studiach z hungarystyki, a potem z anglistyki wytrzymała kilka miesięcy. Pracowała jako operator komputera przemysłowego, sekretarka, sprzedawczyni w sklepie. Przez cały czas pisała powieści i wysyłała je na konkursy. W Londynie, pracując jako sprzątaczka i kelnerka, zbierała pieniądze na pierwszą wyprawę. Dziś Beata Pawlikowska prowadzi cotygodniową audycję „Świat według Blondynki” w Radiu Zet, pisze felietony do kilku gazet. W styczniu wybiera się w podróż do Afryki, w marcu do południowo-wschodniej Azji. Jest autorką dziewięciu książek podróżniczych, w tym pierwszej polskiej książki wydanej przez National Geographic (najnowsza to „Blondynka na Kubie. Na tropach prawdy Ernesta Che Guevary”). Napisała też: „W dżungli życia”, „Księgę dobrych życzeń” i „Książkę o prezentach”. Swoje książki ilustruje własnymi fotografiami i rysunkami. Jest fanką Beatlesów, Pablo Picassa, Bruce’a Lee i Gertrudy Stein. Wieczorami maluje piranie. (kaw)