|
|
`Twój Styl` - sierpień 2005
Spotkałam szczęśliwe kobiety
Czy patent na radość życie to uroda i pieniądze? A może miłość i wierność mężczyzny? W biednej chacie z patyków, na rozległych pustkowiach sawanny, na luksusowych jachtach Beata Pawlikowska, podróżniczka i pisarka szukała odpowiedzi na te pytania. Mówi o swoich spotkaniach Annie Grigo. .
Twój Styl: -Beato, czy ty w ogóle znasz się na kobietach? Nie piszesz o nas w swoich książkach, to mężczyni torują ci drogę maczetami przez dżunglę i strzelają iguany, żebyś nie umarła z głodu.
Beata Pawlikowska: - Kobiety w tym czasie wychodzą na wielogodzinne poszukiwanie drew, które można podłożyć do ogniska, żeby nigdy nie zgasło. Dzięki temu mąż i żona choć śpią w osobnych hamakachnie zmarzną o świcie, kiedy robi się chłodno.
I to jest pierwszy rodzaj szczęścia, który przychodzi mi do głowy: móc bezpiecznie i w cieple spędzić noc.
TS: -Byłaś w trzydziestu paru krajach, poznałaś różne kobiety, gdzie żyją te szczęśliwe?
BP:Z mojego doświadczenia wynika, że miejsce ma niewiele wspólnego z takim prawdziwym, głębokim szczęściem. Spotykałam szczęśliwe kobiety w chacie zbudowanej z patyków nad brzegiem Amazonki i w pałacu z basenem w najbogatszej części Miami Beach. Nieważne było też to, czy były młode czy stare, zamożne czy ubogie, czy miały mężów albo kochanków. Myślę, że choć różniły się zamożnością, statusem społecznym, liczbą dzieci i wieloma innymi rzeczami, łączyło je to, że były zadowolone z siebie. Miały w sobie wewnętrzną radość i z tego czerpały siłę. Pamiętam dziewczynę, która przychodziła sprzątać do hotelu w Belem w Brazylii. Miała na imię Mari-Luz, pogodną twarz i wewnętrzny spokój. Pracowała przez wiele godzin pod czujnym okiem recepcjonistek i pokojówek, z kubłem brudnej wody i starym mopem, którym szorowała stuletnie kafelki w łazience. Wieczorami chodziła do szkoły i dzięki sprzątaniu mogła opłacić czesne. I była szczęśliwa! Moim zdaniem poczucie szczęścia wypływa przede wszystkim z tego, że człowiek potrafi docenić to co ma zamiast dręczyć się myślami o tym, czego mu brak, a co mają inni.
TS: - Wróciłaś właśnie z Kuby, gdzie kobiety są zamknięte na swojej pięknej wyspie jak w getcie, nie mają na piękne sukienki ani porządny posiłek...
BP:A czy piękna sukienka jest gwarancją szczęścia? Gdyby tak było, to w sklepie można by sobie codziennie kupić szczęście i nie miałybyśmy o czym rozmawiać. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana o tym, że szczęście wynika z tego, jaki kobieta ma stosunek do samej siebie, a nie zależy od tego jakimi osobami lub przedmiotami się otoczy.
TS Chcesz podważyć stare przekonanie , że mężczyzna da ci szczęście?...
BP Kiedy byłam mała, często słyszałam, że powinnam znaleć odpowiedniego mężczyznę, wyjść za mąż i mieć dzieci to brzmiało jak gotowa recepta na szczęście. I chyba dlatego wiele kobiet liczy na to, że szczęście przyjdzie wraz z kimś, kto wkroczy w ich życie. I wtedy zamiast spojrzeć w głąb siebie i zapytać czego tak naprawdę pragną, przenoszą te oczekiwania na małżeństwo, spodziewając się podświadomie, że mąż sprawi, że zostaną zaspokojone wszystkie jej nadzieje i marzenia. A kiedy tak się nie staje, rośnie smutek , rozgoryczenie i przekonanie, że nigdy już nie będzie lepiej.
Bo nikt nie mówi małym dziewczynkom, żeby siły i radości szukały w sobie, a nie w ludziach, których spotkają w życiu na swojej drodze.
TS: -Co robią Kubanki, które poznałaś?, z czego żyją, kiedy udaje im się żyć w zgodzie ze sobą, niezależnie od otaczającego je reżimu?
BP Reżim i ludzka dusza nie mają ze sobą nic wspólnego. W każdym miejscu na świecie czy to będzie Chicago, czy Hawana ludzie mają codzienne problemy czy to będzie kłopot z dostaniem brylantowej kolii na urodziny matki, czy z kupieniem świeżych jajek na kolację dla syna. Dla nas z daleka te problemy wydają się kompletnie różne, ale subiektywnie dla Mary w Chicago i Marii w Hawanie są takie same powodują stres i zmartwienie, i być może nawet dla wolnej i bogatej Mary w Chicago niemożność kupienia kolii będzie bardziej dotkliwą przykrością niż fiasko zakupów Marii w Hawanie. Bo ona swojemu dziecku da w zamian placek z mąki kukurydzianej i będzie się cieszyła, że stać ją na mąkę. A Mary na przyjęciu w Chicago będzie się skręcać z zazdrości, że jej szwagierka nosi rubiny. Z tych dwóch kobiet Kubanka będzie szczęśliwsza.
A zgadnij gdziewedług naukowych badańżyją najszczęśliwsze kobiety?
TS: -W jakimś bogatym kraju...
BP: -W Kolumbii. Tam, gdzie od ponad pięćdziesięciu lat trwa wojna domowa, gdzie zdarzają się porwania, morderstwa, gdzie niektóre części kraju są opanowane przez mafię narkotykową i partyzantów. Gdzie dochód narodowy na jednego mieszkańca jest o połowę mniejszy niż w Polsce. Gdzie prawie pół kraju jest porośnięte przez dżunglę amazońską. Tam kobiety kwitną.
TS: -W kulturze macho ?
BP:A czemu nie? Kultura macho oznacza tylko tyle, że jeśli kobieta nie ma ochoty podejmować decyzji dotyczących własnego życia, to zrobi to za nią mężczyzna i jest to powszechnie akceptowane. Ale jeśli tylko sama wiesz czego potrzebujesz i szukasz sposobu, żeby to osiągnąć, to żaden macho ci w tym nie przeszkodzi. Myślę, że kobiety są na tyle niezależne, na ile same chcą. Ale w Kolumbii to nie jest tyle kwestia niezależności, co kultury dbania o urodę. Także urodę wewnętrzną, bo to właśnie z niej płynie szczęście, o którym dzisiaj rozmawiamy.
TS: - A dobry klimat?
BP:Tak, to prawda, w krajach, gdzie często świeci słońce, ludzie mają więcej optymizmu. Ale znów: tylko wewnętrzne słońce i pozytywne nastawienie do innych ludzi wyzwala w człowieku dobrą energię, która pozwala się cieszyć życiem i czuć szczęśliwym.
TS Zazdrość nie daje szczęścia.
BP Porównywanie się do innych ludzi to niekończąca się pogoń za czymś bliżej nieokreślonym, za jakimś beznadziejnym przeświadczeniem, że jeśli będę miała to samo, to wreszcie odzyskam spokój duszy. Kobiety w Kolumbii dlatego czują się szczęśliwe, że nie chcą być kimś innym. Chcą być sobą. Poza tym żyją blisko natury, jedzą prostą, nieprzetworzoną żywność. Na każdej ulicy stoi budka z owocami, gdzie na miejscu można przyrządzić świeży sok z ananasa, mango czy bananów. To bomba witaminowa, która nie tylko daje energię, ale i radość.
TS: -U nas kupuje się coca cole i energetyzery.
BP:Bo w naszym świecie trzeba się ciągle śpieszyć. Nasz rytm życia wyznaczają budziki, godziny pracy, spotkań i terminarze. A wiesz co mówią Indianie? Że nie wolno stosować budzików, bo to szkodzi duszy. Dusza podczas snu wychodzi z człowieka na wędrówki i jeżeli zostaniesz nagle i gwałtownie obudzona, bo twoja dusza może nie zdążyć wskoczyć z powrotem do twojego ciała i wtedy le się czujesz. Poza tym nasz europejski wzorzec urody różni się od kolumbijskiego...
TS: - W Ameryce Łacińskiej albo w Azji twoja rewelacyjna figura nie budzi zazdrości innych kobiet ? Bo moją budzi.
BP:Och nie, raczej litość... nad Amazonką ludzie o dobrym sercu starali się mnie dokarmiać. Kiedy siadaliśmy do posiłku, ja dostawałam tak samo wielkie porcje, jak myśliwi i wojownicy. Jestem szczupła, to znaczy, że nie stać mnie na jadanie do syta.
TS: - Piękna mieszkanka Ameryki Lacińskiej na co ma szanse?
BP:Piękna, to znaczy w rozmiarze co najmniej 44. Zwykle pracuje przez większość życia, jeśli jest bardziej zaradna, to własny mały kram z owocami i sokami, jeśli nie, to pracuje u kogoś. Rodzenie dzieci to czynność tak samo naturalna, tak jedzenie i spanie, więc małe dzieci to nieodłączna część kobiet, najczęściej noszona na biodrze. Starsze dzieci opiekują się młodszym rodzeństwem. Związki z mężczyznami są mniej oficjalne niż w Europie, pary są ze sobą na zasadzie wzajemnej niepisanej umowy. Ale nie ma takiej stresującej pogoni za młodością. W Europie budzi się w nas strach i poczucie winy, że każda zmarszczka na twarzy to przestępstwo. I że natychmiast musimy szukać pomocy w kremach odmładzających, zabiegach i kuracjach. To nieprawda. W Ameryce Łacińskiej kobiety potrafią cieszyć się życiem bez względu na wiek.
TS: -Chińczyk w malezyjskiej puszczy podczas rajdu Rainforest Challenge, który opisujesz w najnowszej książce Blondynka Tao, z powodu zafascynowania tobą uratował ci życie parę razy i karmił pysznościami w cukrze.
BP:Tak, stosował wiele różnych sposobów, żeby mnie uwieść. Ale w Ameryce Południowej mężczyni wolą krągłe kształty, szczególnie jeśli są wciśnięte w za małą elastyczną bluzkę i szorty. To jest seksownefałdka tu, fałdka tam, śniade pulchne ciało o tanecznych ruchach.
TS: -No, nie opowiadaj, gdyby tak było, Wenezuelki nie zwyciężałyby raz po raz w wyborach miss świata. To jest kraj pięknych, szczęśliwych kobiet!
BP:One są wyjątkowe z innego powodu. One siebie po prostu lubią. Nie dlatego, że mają idealne nosy i nieskazitelną figurę. Lubią siebie jako postać. Dzięki temu już na starcie sprawiają wrażenie że są piękniejsze niż w rzeczywistości. Emanują dyskretną pewnością siebie i wewnętrznym światłem. Takiego blasku nie daje nawet najlepszy makijaż.
TS: - Pisałaś w jednej ze swoich książek, że noszą w torebkach pełny zestaw kosmetyków, a więc ciągle czuwają nad swoją urodą, poprawiają ją.
BP:Bardzo dbają o siebie, nie z powodu kompleksów, ale wprost przeciwnie: jeśli się sobie podobam, to dokładam starań, żeby być jeszcze piękniejsza. Osiemnastoletnie dziewczyny dostają na urodziny nowy nos, nowy biust.
TS: -Takie są próżne?
BP:Tak, ale czasem ten nowy nos to szansa to rozpoczęcie zupełnie nowego życia i wyrwanie się ze slumsów. To jest kraj wielkich dysproporcji, nieporównywalnie większych niż u nas.
TS: -A kto płaci za te operacje?
BP:Pieniądze zbiera cała rodzina. Ładna dziewczyna potem pomaga swoim siostrom, rodzicom, krewnym, a poza tym jest najlepszą reklamą samej Wenezueli.
TS: -Na razie do szczęśliwych kobiet docieramy z trudem. A właścicielki willi z basenami wśród pomarańczowych gajów, wystarczy sięgnąć ręką by spijać sok, żadnych zmartwień, poznałaś takie szczęściary?
BP:Bywałam w pałacach z kryształowymi żyrandolami, ale nie odkryłam tam nic nadzwyczajnego. Szczęście częściej mieszka tam, gdzie ludzie nie muszą niczego udowadniać swoim sąsiadom i krewnym. W biednej dzielnicy portowej pewnego miasta...
TS: - Oooo...
BP: ...szczupła, opalona, ogorzała od wiatru Francuzka, w nieokreślonym wieku, ubrana w wygodne spodnie i koszulę, czekała na listy z Europy. Razem ze swoim mężem Indianinem. Nie przypominała dziewczyn z reklam, ale była piękniejsza od nich, bo oprócz ładnego ciała miała piękną duszę. Przyjechała do Brazylii kilka lat temu, zakochała się i postanowiła zostać. Pomaga dzikim zwierzętom, które ludzie trzymają w niewoli. Stara się nauczyć je z powrotem życia na wolności. Czy to nie piękne? Takie kobiety które odnajdą sens i spełnienie są zadowolone. I są bogate, choć nie z pieniędzy czerpią radość.
TS: - Ja myślę, że z miłości.
BP:Na Kanale Panamskim spotkałam fantastyczną parę z Rzymu, ona była nauczycielką wychowania fizycznego, on aptekarzem. Pewnego dnia podjęli decyzję. Sprzedali dom, kupili jacht. I postanowili pływać. W zimie płyną na południe, latem na północ.
TS: -Stale wędrują? Nie tęsknią za domem, za dziećmi?
BP:Poznałam wiele takich ludzi. Mieli odwagę, żeby wybrać wolność. Po prostu płyną. Szukają słońca i dzielą się swoją pogodą ducha z innymi ludmi spotykanymi po drodze. To wszystko. I to nie musi być jacht. Chodzi o wybór, o świadomość czego ja naprawdę chcę. I o decyzję, żeby to osiągnąć.
TS: -I symbiozę z naturą?
BP. -Nie spotkałam ludzi naprawdę głęboko szczęśliwych żyjących w naszej cywilizacji, choć sami ją stworzyli z betonu i stali na miejscu puszczy. Nasz świat samochodów, telewizji, kariery i polityki jest bardzo agresywny.
TS: -A Ciebie atakowały tysiące pijawek, u mnie w domu uważnie stawiasz stopy jakbyś bała się czy nie nadeptujesz skorpiona, natura też atakuje, wydaje się agresywna.
BP:Z pozoru tak szczególnie dla tych którzy stykają się z nią na krótko. W oczach ludzi, których zabieram do dżungli, często widzę strach. Ale my przecież stąd jesteśmyz lasu, z wody, z powietrza. Wynalazki cywilizacji dają nam wygodę, ale jednocześnie zabierają część rzeczywistości.
TS: -A co ma zrobić kobieta cywilizacji wysoko rozwiniętej, która cierpi na chorobę morską, boi dzikich zwierząt, wielkich pająków, które mają śmiertelny jad, jest uczulona na moskity, to szczęścia nie spotka?
BP:Szczęście zależy od tego, co masz w środku. Pamiętam Alejandrinę, która nosiła na palcach pierścionki zrobione z ogona iguany. Mieszkała na sawannie w środkowej części Wenezueli., w małym gospodarstwie, gdzie za najbliższych sąsiadów miała półdzikie krowy, konie, kajmany, anakondy i żółwie To kraina mężczyzn, kowboi, gauchos, którzy wypasają bydło. Alejandrina była cały czas zajęta, prała, opiekowała się dziećmi, gotowała posiłki, kajman na śniadanie, żółw na obiad, koziołek na kolację, do tego fasola, makaron, ryż....
TS: -Jejku....
BP: -... ich dom stoi na środku wielkiego pustkowia, z którego nie ma ucieczki. Konno nie jedzi, samochodu nie umie prowadzić, a na piechotę musiałaby iść przez kilka dni.
TS: -I ona nie narzekała?
BP: -Nigdy. Zawsze się uśmiechała. Ale kiedyś zobaczyłam, że Alejandrina przerywa pranie, patrzy w niebo na lecące ptaki i miałam wrażenie że gdyby mogła to poleciałaby z nimi. To taka krótka chwila, jedno marzenie o wolności. Czy byłaby szczęśliwsza gdyby wyruszyła w nieznane?
TS: -Pewnie uważała ciebie za wybrankę losu, która jeśli zechce, pakuje plecak i rusza w świat?
BP: -Alejandrina była pięknie pogodzona ze sobą. Wtedy znika dławiące poczucie braku czegoś, pretensji do losu. Robiła na mnie wrażenie kobiety zanurzonej w swoim spokojnym szczęściu.
TS: -A Indianki w dżungli amazońskiej, gdzie tak często wracasz?
BP: Często się śmieją, malują twarze barwnikami z roślin, noszą biżuterię z liści i kwiatów. I ja też wiele razy w nocnym obozowisku czułam taki niezwykły spokój, prostą radość z tego, że żyję, oddycham, poruszam palcami...
TS: -Ta radość trwa gdy jesz małą małpkę która w garnku przypomina skurczone dziecko?
BP:Tak. To fantastyczne, kiedy można zaspokoić głód. Zrozumie to tylko ten, kto choć raz w życiu był głodny. Mnie to się zdarzyło wiele razy. To taki stan, w którym na każdą żywą istotę patrzysz jak na obiekt do zjedzenia. Każdy odlatujący ptak był moją niedoszłą kolacją. Zmęczenie po wysiłku, możliwość zatrzymania się w bezpiecznym miejscu po wędrówce przez dziewiczą puszczę to też szczęście. W dżungli jest strach, ale nie ma stresu, który prześladuje ludzi naszej cywilizacji. Pewnie dlatego ludzie są tam szczęśliwsi.
TS: - Indianki mówiły ci o swoich uczuciach, o tym, że dobrze im tu i teraz?
BP: -Nie muszą mówić. To widać. Wystarczy jeden błysk w oczach, uśmiech, gest. To radość z tego, że codziennie wstaje słońce, że ryby biorą w rzece, a dżungla wieczorami śpiewa. Poza tym w świadomości Indian cały świat jest dżunglą poprzecinaną rzekami.
TS: - Nie znają innego świata?
BP: -Jest jedno legendarne miejsce zwane Tierra sin mal, czyli Ziemią Bez Zła. To coś w rodzaju naszej Ziemi obiecanej. Niektóre koczownicze plemiona Indian nie zakładają wiosek, bo całe życie szukają tego tajemniczego miejsca w którym nie istnieje zło i ludzie są szczęśliwi.
TS: - Próbujesz chyba udowodnić mi, że im mniej posiadamy tym piękniej żyć....
BP:Znasz historię o królu i koszuli? Nie? Pewien król był chory, a medycy powiedzieli, że wyzdrowieje dopiero wtedy, gdy włoży koszulę szczęśliwego człowieka. Król wyruszył więc na poszukiwania. Najpierw szukał wśród bogatych, bo wydawało mu się, w pałacach najszybciej znajdzie kogoś, kto przyzna, że jest szczęśliwy. Ale nikogo takiego nie znalazł. Przemierzył cały kraj, aż w końcu trafił do lepianki, gdzie spotkał staruszka uradowanego śpiewem skowronka. Król opowiedział mu o swoich poszukiwaniach, a staruszek odrzekł: Nie musisz szukać już więcej, bo ja jestem szczęśliwym człowiekiem! Król poprosił go więc o koszule, ale staruszek roześmiał się i powiedział, że chętnie dałby królowi swoją koszulę, ale niestety jest tak biedny, że nie ma nawet jednej koszuli.
TS: - Zamiast mu współczuć, to się śmiejesz!
BP: -Bo ja wiem, że to prawda! Kobiety nad Orinoko czy Amazonką czują się szczęśliwe. Tam ludzie prowadzą proste życie wolne od oszustw, gier, polityki, walki o władzę i pieniądze. Nie ma potrzeby kłamania ani oszustwa. Nie ma stresu ani pośpiechu. Ludzie mogą spokojnie spać i dzielą się dobrem. A przecież czynienie dobra zawsze daje szczęście. Jestem tego pewna. Byle nie zagubić się w robieniu czegoś dla innych, bo trzeba pamiętać też o sobie. Harmonia najpierw z samą sobą, potem z resztą świata.
TS: -Chyba jakiś szaman zaczarował cię w tej dżungli.
BP:Długo szukałam tego, co jest dla mnie najważniejsze. Uciekałam z domu, szukałam rozwiązania w alkoholu, środkach odurzających, papierosach. Aż odkryłam, że to nie świat mi przeszkadza, ale to, że nie lubię samej siebie. Zaczęłam więc zmieniać w sobie to, czego nie lubiłam, aż wreszcie znalazłam w sobie przyjaciela. I wtedy zaczęłam podróżować. Lubię wracać do Ameryki Południowej. Tam zrozumiałam jak niewiele potrzeba do szczęścia. Dzisiaj puszcza amazońska jest moim drugim domem.
TS: -Czy kiedykolwiek chciałaś zostać wśród tamtych kobiet, w dżungli?
BP: -Wiele razy. W miejscach, które były piękne dziewiczą, nieskażoną przyrodą. W takim klimacie wszystko pachnie, oddycha, żyje. Wieczorem zachodziło słońce, zapadała ciemność jak aksamitny welon, a ja nie widziałam, gdzie kończy się moja ręka, a zaczyna noc, byłam częścią wielkiej zielonej komnaty wypełnionej dwiękami i zapachami... Pomyślałam: nie wsiądę do tej łódki, nie popłynę z powrotem, zostanę, niech przewodnik wraca sam, tu nikt mnie nie znajdzie.
TS: -Ale nie zostałaś.
BP: -Widocznie to jeszcze nie było moje miejsce .
TS: - Podobno tam znalazłaś wreszcie siebie, tak piszesz w ostatniej książce Blondynka Tao. Co to znaczy tao?
BP: -Być częścią natury. Poddać się jej mocy i czerpać z niej energię. Zrozumiałam to w Malezji, gdzie byłam w porze monsunów, wśród tysięcy głodnych pijawek, modliszek, węży i bezustannie padającego deszczu.
TS: -No i w pobliżu krążył wielki biały tygrys
BP:A ja poczułam, że jest tak, jak powinno być. Nawet ten deszcz jest dobry. A jak będzie cudownie gdy znów wyjdzie słonce.
-Co zrozumiałaś?
-Doskonałość wszechświata. Jest światło i ciemność, ciepło i chłód, dobro i zło, słońce i deszcz. Jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć. Harmonia świata w którą wystarczy wtopić się i podążyć jej nurtem .
-Blondynka Tao jest szczęśliwa?
-Bardzo.
Rozmawiała: Anna Grigo
ff8
|