|
"Dom i wnętrze"
BEATA PAWLIKOWSKA - pisarka , podróżniczka ,dziennikarka. W dodatku blondynka. Kilka miesięcy w roku spędza w amazońskiej dżungli. W Polsce pisze książki i felietony. Prowadzi własną audycję w I programie Polskiego Radia. - "Ja nie miałam nigdy DOMU" - mówi.
- Gdyby wygrała Pani milion dolarów?
Zorganizowałabym podróż dookoła świata. Właściwie mam już nawet przygotowaną trasę. A potem... napisałabym o tym książkę.
- Pojechałaby Pani sama?
O tak! Dobrze jest mieć świadomość, że nie trzeba wracać, że ta podróż skończy się wtedy, kiedy sama uznam, że nadszedł czas, by ją zakończyć, a nie dlatego, że mam wykupiony bilet powrotny, zobowiązania czy inne powody. Jeśli więc wygrałabym milion dolarów, wybrałabym się w taką podróż, że w każdym miejscu, które uznałabym za tego warte, zostałabym tak długo, jak bym chciała.
- Te zwierzęta na półkach to krokodyle?
Nie. To moja kolekcja kajmanów. I tukanów. Pochodzą z różnych części świata od Afryki przez Azję po obie Ameryki. Przywożę je z każdej podróży.
- Dlaczego akurat kajmany i tukany?
Są obdarzone tajemną mocą, podobnie jak wiele innych zwierząt i roślin w dżungli. Kajman symbolizuje siłę i szybkość działania. Indianie często malują albo rzebią magiczne zwierzęta, żeby poprzez sztukę nawiązać z nimi bliskość i nabyć część ich siły. Jeden z moich kajmanów trzyma w pysku rybę, inny jest pomalowany na tęczowe kolory. Z Kolumbii przywiozłam kajmana, który jest okaryną. Można na nim grać, dmuchając mu w ogon. W Wenezueli robi się ogromne wielometrowe kajmany z drewna, które zawsze były zbyt wielkie jak na mój podróżny bagaż. A tukany? Pewnego dnia na Karaibach zobaczyłam drewnianego tukana, który kołysał się w słońcu. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Kupiłam go nie bacząc na cenę, a potem z każdą podróżą kolekcja robiła się coraz większa.
- Z czym się Pani kojarzy słowo ,dom"?
- DOM... to jest takie miejsce, do którego człowiek chce wracać z najdalszej podróży. Miejsce, gdzie czuje, że jest u siebie. Ja wciąż szukam takiego miejsca.
- Zawsze zabiera Pani w podróż...?
Amulety. Od indiańskich szamanów. Mam je zawsze przy sobie.
- A do czego przywiązuje Pani największą wagę?
Do sztuki, twórczości. To niezwykłe uczuciemóc stworzyć coś, co nie istniało. Przeżywać, czuć, myśleć i dzielić się tym z ludmi poprzez książki, audycje radiowe, piosenki, wiersze, reportaże, fotografie.
- Lubi Pani starocie?
Nie. Ciężki staroświecki styl kojarzy mi się z kurzem i ciemnością, z ciasnymi pokojami i pustymi fotelami. Wolę jasną stronę życia, lubię słońce i aktywność. Ze starych mebli podoba mi się styl kolonialny w krajach tropikalnych, gdzie zawsze jest mnóstwo słońca i przestrzeni.
- Co Panią drażni?
U ludzi? Drażni mnie niekompetencja. Gdy ktoś zajmuje ważne stanowisko, podejmuje istotne decyzje i kompletnie się na tym nie zna. A jednocześnie z niewiadomych dla mnie przyczyn trzyma się tego stanowiska, mimo że taka praca nie sprawia mu radości ani go nie rozwija. Z takimi ludmi ciężko mi się porozumieć. Może dlatego tak dobrze się czuję wśród Indian, bo oni wszyscy są kompetentni. Tam, żeby być dobrym wojownikiem, człowiek uczy się 20 lat. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się, żeby na polowanie szedł ze mną ktoś, kto nie umie tego robić!
- Pani sposób na stres?
- Jaki stres? Taki codzienny? Nie mam takich codziennych stresów. Nauczyłam się organizować mój czas i porządkować sprawy według priorytetu. Od najważniejszych do mniej ważnych i potem kolejno je... eliminować z listy moich zobowiązań.
- Podobno pani maluje?
Tak. Piranie.
-Piranie!?
Tak. Teraz maluję piranie.
Rozmawiała: Joanna Onoszko
fe7
|