|
Gala
Gala: Podobno jako dziecko byla pani zbuntowana, wagarowala pani i wciaz pani przed czyms uciekala.
Beata Pawlikowska: To prawda. Malo brakowalo, a wyrzuciliby mnie ze szkoly sredniej. Zreszta juz ze szkoly podstawowej chcialam zrezygnowac w II klasie. Ten bunt wzial sie z poczucia zniewolenia, jakie towarzyszylo mi w szkole. Czulam wewnetrzny opór przeciwko uczeniu sie rzeczy, które byly nudne i nieprzydatne do niczego oprócz klasówki.
Gala: No ale z geografii byla chyba pani dobra.
BP.: Tak, ale tylko do chwili, gdy kazano nam uczyc sie na pamiec osrodków wydobycia wegla brunatnego i miedzi. To dziwne, ale na lekcjach geografii nikt nie opowiedzial mi jak zyja ludzie w dalekich krajach, jak wyglada puszcza amazonska, a jak dzungla w Afryce...
Gala: Czym sa dla pani te wszystkie podroze?
B.P.: Spelnianiem marzen. Pogonia za przygodami. Udowadniam samej sobie, ze moge robic to, co chce. Czesto podczas spotkan z czytelnikami moich ksiazek i felietonow lub ze sluchaczami moich audycji, slysze: O, ja tez bym chcial tak podrozowac , ale to dla mnie nieosiagalne, za duze koszty, za duzo zobowiazan. A ja wiem, ze to nieprawda. Wszystko da sie zrealizowac, jesli sie naprawde czegos pragnie. Najpierw trzeba miec pomysl, potem plan, a potem zakasac rekawy i wcielic plan w zycie. Dalekie podroze i wyprawy to dla mnie symbol wolnosci.
Gala: Czy byly momenty, w ktorych zalowala pani, ze zdecydowala sie na wyprawe?
B.P.: Nigdy nie zalowalam, nawet w sytuacjach krytycznych, kiedy zagrozone bylo moje zycie. Podczas jednej z wypraw w mala ranke na skórze wdalo sie zakazenie, noga spuchla mi jak balon, byla obrzmiala i najmniejsze dotkniecie wywolywalo potworny ból. Plakalam wtedy z bólu, ale szlam dalej. Wszystko, czego sie doswiadcza podczas podrózy spotkania z ludzmi, potega i piekno natury, odkrywanie prawdy o swiecierekompensuje wszelkie cierpienia.
Gala: Czego sie pani nauczyla wedrujac po tych wszystkich egzotycznych zakatkach swiata?
B.P.: Bardzo duzo o sobie samej. Stalam sie samodzielna. Nauczylam sie podejmowac decyzje, bo w ekstremalnych warunkach wahanie albo slaba wola moga oznaczac szybki koniec. Wyprawy sprawily, ze zmienilam tez swoje zycie tu w Polsce. Kiedys czekalam az szczescie przyjdzie do mnie samo, teraz biore sprawy w swoje rece.
Gala: Podrozujac nie czuje sie pani czasem samotna?
B.P.: Wrecz przeciwnie. Zwiedzajac rozne kraje mam kontakt z wieksza liczba osob niz mieszkajac w Warszawie. W Polsce zwykle jestem sama, zwlaszcza ze wymaga tego ode mnie moja praca. Kiedy pisze ksiazki i felietony, a zajmuje mi to wiekszosc czasu, potrzebuje ciszy i spokoju.
Gala: Co wyjatkowego bylo w wyprawie do Malezji, o ktorej opowiada pani ostatnia ksiazka?
B.P.: W ksiazce opisuje rajd samochodowy, na ktorym obecnych bylo kilkadziesiat ekip z calego swiata. Przez caly czas trwania tego rajdu towarzyszyly nam ogromne szare tygrysy, które zostawialy niepokojaco wielkie slady w blocie. Ale to one sa przeciez wladcami tej dzungli, a my nwkroczylismy na ich terytorium. Poza tym od samego poczatku sledzil mnie chinski szpieg, ktory mial w tym pewien bardzo konkretny cel. Jaki? O tym mozna przeczytac w ksiazce.
Gala: Co z tym rysowaniem piranii wieczorami?
B.P.: Zawsze lubilam malowac, ale od pewnego czasu maluje wylacznie piranie. Wlasciwie nie potrafie powiedziec dlaczego tak jest, wiem tylko, ze z jakiegos powodu te ryby wydaja mi sie intrygujace i fascynujace na tyle, ze kiedy zabieram sie malowanie nowego obrazka, to natychmiast mysle o nastepnej piranii. I stadko ciagle mi sie powieksza.
Gala.: Gdzie pani teraz jedzie?
B.P.: Do Wenezueli. Zabieram ze soba kilka osob z Polski, a na poczatku kwietnia, juz sama, lece dalej na Kube. Do Polski wracam z 5 maja.
f72
|