
I Miejsce i główna nagroda: Seweryn Krzysztof Topczewski - recenzja z książki "Blondynka u szamana"
Nigdy dotąd żadnej książki nie przeczytałem 4 razy pod rząd. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego mi się przydarzy.... A jednak...
Zielona sztywna okładka wezwała mnie do siebie. Stała w podziemiach na wystawie jednej z księgarni na Dworcu Centralnym w Warszawie. Kiedy przeczytałem nazwisko autorki, przez głowę mi przemknęło – Świat według Blondynki!!!! Muszę mieć tą książkę.
Wszedłem i kupiłem....
Kiedy dotarłem do domu w biegu zrzucałem buty i kurtkę, żeby jak najszybciej zabrać się za czytanie. Nagle przestałem być głodny. Nagle przestała dokuczać mi samotność z dala od moich bliskich. Czas przestał odgrywać znaczenie. Trwała podróż. Czułem się jakbym szedł krok w krok za autorką. Jakby to nie były jej przygody, lecz moje... To JA biegałem wokół drzewa z aparatem i to JA wpadłem na tego Indianina, który się za mną skradał!!!
A kiedy przyszedł czas na Icaro... poczułem, że jestem świadkiem czegoś niewyobrażalnego, tak innego od tego co mieściło się w moim sposobie widzenia świata. Razem z Panią Beatą widziałem dźwięki i słyszałem kolory... Zrozumiałem jak wiele z tego co jest wokół mnie, dostrzeżone w zupełnie inny sposób, pozwala mi odnaleźć melodię świata. Mimo że czytałem o świecie diametralnie odmiennym od naszego, znalazłem nieskończoną ilość podobieństw. Odkryłem mądrości myślenia o życiu i świecie w sposób znacznie bardziej wewnętrzny, mniej powierzchowny.
Dołączoną do książki płytę przez wiele kolejnych wieczorów, jak kołysankę włączałem przed snem. Kiedy szedłem do pracy – jej dźwięki rozbrzmiewały mi w słuchawkach. Przydrożne drzewa stawały się buszem, a nierówny chodnik zamieniał się w wąską ścieżkę prowadzącą w nieznane.
Była to pierwsza książka Pani Beaty Pawlikowskiej, jaką przeczytałem w swoim życiu. Urzekła mnie sposobem opowiedzenie o swoich przygodach, przepięknymi fotografiami i zabawnymi rysunkami dodającymi niesamowitego uroku całej opowieści. Po dotarciu do ostatniej strony ponownie podniosłem okładkę i rozpocząłem podróż jeszcze raz. A potem jeszcze raz .... i jeszcze raz... I chociaż czytałem kolejne jej książki to do „Blondynki u Szamana” powracam najczęściej. Choćby po jeden rozdział, po kilka zdań... I mimo że mam już ponad trzydzieści lat, to od tamtej pory wożę ze sobą w kieszeni małego pluszowego pająka, który jest moim Tsentsakiem....
Mam w kieszeni małego pająka
Siedzi tam sobie wesoło
Ośmioma nóżkami przebiera
I marszczy niebieskie czoło
Wychodzi gdy zamek rozpinam
Rozgląda się wtedy wokoło
I nigdzie się nie wybiera
Traktuje tą kieszeń jak swoją
I chociaż jest tylko pluszowy
To niczym tsentsak indiański
Z każdą złą mocą wokoło
Odważnie stanie do walki
- - - - -

II miejsce - Katarzyna Kalwas - recenzja książki „W dżungli życia”
Wyjątkowa i niepowtarzalna to lektura
Dla każdej ludzkiej jednostki, która
Żyć pragnie przede wszystkim ze sobą w zgodzie
Uwikłana w burze istnienia i życiowe powodzie
Nie odnalazła się w dżungli życia i wciąż nieustannie
Gubi się na jej wyżynach lub na samym jej dnie.
Lecz wiem już jak przeżyć lato o zimowym świcie
I dlatego polecam tę lekturę przez życie.
ŻYć świadomie i z pasją – to niełatwa sztuka
Chcesz wiedzieć jak ją posiąść – w książce tej odszukaj
I wiedz to na pewno – że znajdzie się sposób
Abyś mógł kierować ścieżką swego losu!
- - - - -

III miejsce - Robert Kmiecik - recenzja książki „Blondynka na Kubie”
Dzięki „Blondynce na Kubie” Beaty Pawlikowskiej, czytelnicy mogą odwiedzić państwo, w którym czas zatrzymał w miejscu - w którym po ulicach krążą pięćdziesięcioletnie wehikuły, a na półkach księgarni można znaleźć gazety sprzed ponad siedemdziesięciu lat. Kraj, gdzie na każdym rogu można za grosze kupić pizzę czy lody, lecz większość jedzenia jest reglamentowana od ponad czterdziestu lat. Kraj, gdzie najbardziej popularny koktajl nazywa się tak samo, jak brzmi najważniejsze hasło patriotyczne, które swoją drogą również często jest rozumiane na opak. Kraj, w którym wzorem do naśladowania jest człowiek, który przez jednych jest uznawany za mordercę, a przed innych – za bohatera. Człowiek, który choć od dziecka był chory na astmę, zawsze pochwalał palenie tytoniu; lekarz, który według powszechnej opinii leczył, ale także i kazał zabijać.
Autorka w dość niezwykły sposób wplata historie Che Guevary, Fidela Castro, rewolucji kubańskiej oraz obszerne fragmenty historii Kuby w historie swojej podróży. Efekt jest taki, że czy to jadąc autobusem, czekając na niego czy siedząc w restauracji – zawsze, gdy czyta „Dzienniki” Che Guevary czy jakąkolwiek inną książkę, czyta ją również swoim czytelnikom. Pozostając, jak głosi podtytuł książki „na tropach prawdy Ernesta Che Guevary”, obiektywnie stara się oceniać minioną rewolucję oraz jej twórców. W rezultacie nie usprawiedliwia nikogo ani nie oskarża, stara się jednak nie wysuwać pochopnych wniosków i obala, co stara się udowodnić, nieprawdziwe mity.
W „Blondynce na Kubie” płaszczyzna wydarzeń historycznych zazębia się z opisem podróży samej autorki. Poprzez to, że stara się ona na każdym kroku przekroczyć wszechobecną granicę oddzielającą ‘Kubę dla turystów’ od poszukiwanej przez nią ‘Kuby dla tubylców’, wydaje się nam, że możemy poznać wyspę jakby od zaplecza. Wydaje się, bo tak naprawdę nie możemy tego jednoznacznie stwierdzić. Jak się bowiem okazuje, w kraju niezliczonych współistniejących ze sobą sprzeczności, nawet wytrawny podróżnik może pomylić prostego wiejskiego farmera z wytrawnym łowcą turystów.
Książka napisana jest tak świeżym i swobodnym językiem, że może się wydawać, iż jest to jedynie zapis nagrania z dyktafonu, który autorka w trakcie podróży miała cały czas przy sobie. Oprócz opisu wielu całkiem zabawnych bądź naprawdę groźnie wyglądających sytuacji, można tu znaleźć wypowiedziane dowcipne dialogi, ale i niewypowiedziane - krótkie myśli, długie przemyślenia czy nurtujące autorkę (ale i przez to czytelnika) pytania, na które jednak nie sposób znaleźć odpowiedzi.
„Kuba to wyspa tajemnic. Nie ma tu niczego, a jednak jest wszystko” – tak pisze Beata Pawlikowska i właśnie taką Kubę przedstawia czytelnikom – tajemniczą i pełną sprzeczności.
Dzięki skrupulatności, z jaką została napisana, książka może uchodzić za doskonały przewodnik dla podróżników, którzy chcieliby zobaczyć na Kubie coś więcej niż przysługuje im z racji bycia jedynie turystą (od stolicy poprzez mniejsze miasta, miasteczka i wioski, po góry i dżunglę). „Blondynka na Kubie” jest jednocześnie bardzo dobrą książką podróżniczą, a nawet, uwzględniając to, że lekkość całego tekstu, opatrzonego dodatkowo żartobliwymi rysunkami, sprawia, że książkę można niemal pochłaniać strona po stronie z uśmiechem na ustach, mogłaby z powodzeniem uchodzić za powieść komediową. Gdyby tylko tytułowa Blondynka była postacią fikcyjną. W tym przypadku jest ona na szczęście jak najbardziej prawdziwa.
- - - - -

Wyróżnienie - Magdalena Pudło - recenzja książki "Blondynka u szamana"
Blondynka u Szamana autorstwa niezwykłej podróżniczki Beaty Pawlikowskiej to fascynująca kontynuacja podróży opisanej w książce pt.Blondynka śpiewa w Ukajali (pierwszej książce polskiego autora opublikowanej przez wyd. National Geographic).Po niej, w serii NA KRAŃCE ŚWIATA, ukazała się także Blondynka Tao oraz najnowsza, doceniona nagrodą im. Beaty Pawlak, Blondynka na Kubie. Zawiedzie się ten, kto oczekuje suchego sprawozdania z podróży po wyznaczonym przez badacza terytorium. Blondynka u Szamana to książka „wielowymiarowa”, prowadząca czytelnika zarówno przez dziewicze tereny dżungli amazońskiej, jak i zupełnie inne obszary - w głąb własnej duszy w poszukiwaniu sensu istnienia i istoty człowieczeństwa.
Lekki i barwny styl pisarki pobudza wyobraźnię pomagając nam przenieść się w „magiczny świat Indian”, w którym szaman strzela tsentsakami, a uważny wędrowiec łatwiej może usłyszeć melodię świata- icaro i spotkać Boginię Ayahuaskę. Niestrudzona podróżniczka z właściwą sobie wrażliwością i humorem opisuje wielogodzinne wędrówki po puszczy amazońskiej w towarzystwie Herkulesa- największego pechowca wśród przewodników oraz Indianina Porfirio- uwodziciela tapirów. Nieustraszona Blondynka cierpliwie znosi trudy wędrówki i drążące ciało kleszcze – isangi. Autorka Blondynki u Szamana żyje życiem Indian dzieląc z nimi trudy i radości - wraz z nimi cierpi głód i tak jak oni zjada zupę z małpy; z pokorą przyjmuje też lekcję amazońskiej cierpliwości. Beata Pawlikowska jest uważnym obserwatorem indiańskiego życia - z ogromnym szacunkiem, otwartością i ciekawością próbuje przeniknąć do świata tubylców. W końcu dowiaduje się, że ma MOC i w jednej z wiosek przechodzi inicjację szamańską. Podróżniczka uczy się rozpoznawać choroby duszy, które według indiańskich wierzeń są przyczyną wszystkich chorób ciała, a co najważniejsze - odbywa podróż w głąb siebie, do wewnątrz, by zrozumieć, że każdy jest szamanem własnego losu – musi jedynie w sobie ten dar odnaleźć.
Całość natomiast dopełnia piękne wydanie książki. Opowieści towarzyszą dowcipne rysunki autorki oraz własnoręcznie wykonana przez podróżniczkę mapa. Dodatkowo, unikalne zdjęcia i dołączone na płycie CD słuchowisko z samego serca puszczy amazońskiej pozwalają nam chłonąć klimat i krajobraz tego niezwykłego i tajemniczego miejsca. Czytelnik zostaje więc zaczarowany i całkowicie wciągnięty w magiczny świat Indian widziany oczami Beaty Pawlikowskiej i, uwaga!, wcale nie ma ochoty stamtąd się wydostać!
- - - - -

Wyróżnienie - Agata Lenart, recenzja ksiązki "Blondynka w dżungli"
Pani Beato i wszyscy czytajacy moje słowa
Książka, która wysłała mnie w najdalszą podróż mojego życia palcem po mapie to "Blondynka w dżungli". Moja przygoda z tą książką rozpoczęła się w mroźne popołudnie 6 grudnia. Leżałam wtedy cała obolała po wypadku i to była jedyna rzecz ("Blondynka w dżungli"), która ukruciła moje cierpienia. Te fantastycznie dobrane opisy przyrody i w ogóle życie ludzi, z którymi Pani przyszło się spotkać, sprawiły, że przeżywałam "to bycie" w Amazonii razem z Panią. Czytając przygody blondynki chciałoby się zabrać plecak i ruszyć razem z Nią i nawet te grubaśne, białe robaki byłyby przysmakiem
P.S. I ta sesja dla "Playboya" ...
Dzięki Pani Beato
- - - - -

Wyróżnienie - Barbara Hajda, recenzja książki "W dzungli życia"
„Każdy z nas jest Mędrcem”
Czasami, na szczęście, w dżungli książek udaje nam się trafić na taką, której nie można sobie podarować i z jakiegoś irracjonalnego powodu koniecznie musimy ją posiadać w domu – pod ręką. Tak było w przypadku książki Beaty Pawlikowskiej „W dżungli życia”. Chociaż podtytuł sugerował, że jest to poradnik dla dziewczyn i chłopców oraz niektórych dorosłych, poczułam, że znajduję się w kategorii tych „niektórych”. Nie myliłam się. Pewien niepokój może wzbudzać określenie „poradnik”, bo wiele pozycji, które w tytułach zawierają to słowo, starają się przekonać czytelnika, że może być piękny, nieprzeciętnie inteligentny, odnosić znakomite sukcesy w pracy, jeśli tylko będzie wykonywał dwadzieścia przysiadów na jednej nodze, pomedytuje przez pół godziny i rozwiąże zalecane testy. Efekt – sukces!
Czytelnik spodziewający się czegoś takiego dozna niewątpliwie głębokiego rozczarowania. Nic z tych rzeczy nie znajduje się, na szczęście, w tej książce. Beata Pawlikowska pisze książki podróżnicze, a ta jest o podróży, którą podejmuje każdy z nas – o życiu. Kwestia w tym czy robimy to z pasją, jadąc pierwszą klasą, czy z przymusu, tłukąc się kolejką podmiejską, nie daj Boże w dodatku, niewłaściwej relacji. W tej książce autorka, wytrawny podróżnik i eksplorator krańców świata, z perspektywy czasu, własnych doświadczeń i przemyśleń, przekonuje nas i sobie też, „że jeżeli chcę cokolwiek osiągnąć w życiu, muszę to po prostu zrobić sama”.
Jest to przemyślana, ciekawie napisana, ponadto opatrzona charakterystycznymi rysunkami autorki, opowieścią o życiu, które można i trzeba kształtować tak, aby człowiek był szczęśliwy. Dla każdego oznacza to coś innego, najważniejsze jest jednak, aby zadać sobie konkretne pytanie, o cel, a potem konsekwentnie go realizować.
Ta droga nie jest jakąś sielanką. Beata Pawlikowska, bez ogródek i z całą szczerością, opisująca własne, trudne przeżycia, jak np. anoreksję, samotność czy strach. Nie popada przy tym jednak w jakieś tragiczne tony, pokazuje, jak poszukując, dochodziła do konstruktywnych rozwiązań i myśli, które pomagają jej lepiej żyć. Najważniejsze to uświadomić sobie, że „jestem dyrektorem mojego życia”. Chcąc realizować własne priorytety, trzeba także pokonywać wiele mniejszych poprzeczek, dzięki którym te główne staną się możliwe. W przypadku Beaty Pawlikowskiej nieodzowne było nauczenie się kilku obcych języków, toteż pokonując własną opieszałość i wyciągając wnioski z wcześniejszych niepowodzeń w tej dziedzinie, opracowała system, nazwany przez nią „Treningiem umysłu”, który z powodzeniem można zastosować do wielu dziedzin życia.
Intencją autorki było zachęcić młodych, szukających własnej drogi, do myślenia. A, że to szczytne zajęcie wyjdzie na zdrowie i tym całkiem dorosłym, którzy często w ferworze wielu zajęć zapomnieli o swoich marzeniach i czują się nieszczęśliwi, więc jak najbardziej ta książka może obudzić ciekawość i radość z podróży przez życie. „Najważniejsze w życiu to mieć plan”.
- - - - -

Wyróżnienie - Barbara Wójcik, recenzja ksiązki „Blondynka u szamana”
„Blondynka u szamana” to zaproszenie podróżniczki Beaty Pawlikowskiej do wspólnej podroży mentalnej do świata Indian Ameryki Południowej i własnego wnętrza. Autorka zdając relacje ze swojej podroży, nie tylko odkrywa przed czytelnikami zwyczaje cywilizacji „egzotycznej” dla przeciętnego europejczyka, lecz także dzieli się zdobytą wiedzą dotyczącą percepcji rzeczywistości, subtelnie zwracając uwagę odbiorcy na ważność własnych odkryć. Jest to książka mocno przepełniona tajemnicą, magią, pierwotnością, gdzie podstawowym tłem są pytania o rzeczywistość, własne „ja”, prawdę. Kieruje uwagę na człowieka, ludzi, którzy mimo odmiennych kultur w ostatecznym rozrachunku okazują się zdumiewająco podobni. I to poszukiwanie wspólnych podobieństw w interpretowaniu swiata i czucia go, jest również priorytetem u B. Pawlikowskiej.
Dzielenie się przez autorkę własnymi intymnymi przemyśleniami, mocno dotyczącymi duszy człowieka i świata w którym funkcjonuje, opisy własnych doświadczeń jak np. inicjacja szamańska tworzą niepowtarzalną aurę wnikania w hermetyczny świat, do którego z pozoru nie mamy dostępu. Inspirujące opisy, piękne zdjęcia, powodują, że książka staje się osobistą przekonywującą podróżą. Wszystkie te czynniki mocno oddziaływują na zmysły, a sposób w jaki autorka przedstawiła opisany świat, czyni tę lekturę niepowtarzalną.
Książka B. Pawlikowskiej to cudowne antidotum na nieodbyte podróże, akcelerator wyobraźni, podróżowanie bez podróżowania, lecz także ryzyko permanentnego myślenia o ich realizowaniu.
Według mnie, to właśnie „Blondynka u szamana” jest najważniejszą spośród książek autorki. Wielobarwna, niejednoznaczna. To kolaż światów, niezwykłości ze zwykłością, mówiących kwiatów, spacerów po Drodze Mlecznej, szamańskich rytuałów, a z drugiej strony zwyczajności, walki ze strachem, pokonywaniem słabości. I to pozostawanie w bliskości z człowieczeństwem i wszelkimi jego przejawami czyni tę książkę wyjątkową.