584
roda, 26 maja 2004
Dzień dobry, jestem w Konwaliowym Lesie. Słońce świeci, a z drzew zwieszają się koktajle bananowo-pomarańczowo-jabłkowe. Między konwaliami spacerują koty i z wielkim zainteresowaniem wąchają liście i kwiaty.
W nocy wróciłam z Torunia. Tam dostałam największą wiązankę konwalii świata - od Kasi z Bydgoszczy, której jeszcze raz dziękuję :))))
Przyszła też na chwilę Kasiap., śpiesząc się na spotkanie z dyrektorem, które miało się wkrótce zacząć. Zdążyłyśmy zamienic kilka słów, na koniec których zostałam obdarowana niesamowicie pachnącym razowym chlebem. Kasip. jeszcze raz dziękuję :))))
Jadąc do Torunia wspominałam toruńskie pierniki - także te, które służyły do wieszania na ścianie i nie wolno ich było jeść.
Tajemnica wyjaśniona! Wojtek K.O.C. czekał na mnie na stacji z torbą pełną pierników. Jako rodowity Torunianin jest specjalistą w tym temacie i wyjasnił mi, co następuje:
- Pierniki służące do wieszania na ścianie także nadają się do jedzenia. Trzeba tylko wiedzieć jak się do tego zabrać. Są dwa sposoby: jeden to ułamać kawałek i ssać w ustach jak cukierek. Drugi sposób to zagrzać mleko i nastrugać do niego piernika ze ściany.
Dziekuję :))))
I oddalam się do Konwaliowego Lasu wąchać konwalie :)))
fbb