635
Poniedziałek, 24 maja
John Porter przyszedł wczoraj do telewizji tvn w koszulce z paszczą goryla na piersiach. Wyglądał intrygująco :)))
Zaprowadzono mnie na piętro, gdzie stał bufet dla gości zaproszonych do wzięcia udziału w programie. Mam na mysli wczorajszą akcję `Odnawiamy nadzieję`, czyli zbierania funduszy na remont Centrum Zdrowia Dziecka. Zaproszono mnie na piętro, gdzie stały stoliki i krzesła, a pod ścianą ciągnął sie długi bufet z różnościami.
Usiadłam przy stoliku i zaczęłam podpisywać książki, które przyniosłam w prezencie dla widzów. Nagle po drugiej stronie stolika usiadły dwie osoby - pani i pan. Zjedli to, co mieli na talerzykach. Pan spojrzał na panią i powiedział, pół-pytająco, pół-stwierdzająco:
- Jeszcze bym zjadł tego ciasta.
- To id - powiedziała pani. - A ja sobie zapalę.
Pan wziął talerzyk i wrócił po chwili z bufetu z trzema kawałkami tortu. Miał ze dwadzieścia 26 lat, był młody, uśmiechnięty, niezbyt szczupły. Usiadł, westchnął i powiedział:
- Jak ja lubię słodycze!
A na to pani:
- To ty sobie jedz, a ja będę palić papierosy.
A on na to:
- No co ja poradzę, że mam taką słabą wolę! Po prostu nie moge sobie odmówić tego tortu!
A ja podpisywałam książki na drugim końcu stolika, i tylko pochyliłam głowę, żeby nie widzieli, że się uśmiecham. Bo słuchając ich rozmowy, pomyslałam, że trzeba mieć bardzo silną wole, żeby wytrwać w tak słabej woli :)))
fdc