59b
Piątek, 16 kwiat 2004
Naprzód!.... Naprzód!....
Tak mnie pchała ta tęsknota, którą trzymałam w sobie przez wiele miesięcy. Przypomniałam sobie ostatnie tygodnie spędzone w Polsce. Zimny deszcz walący o szyby, błoto wymieszane ze śniegiem na chodnikach, mój samochód, który musiałam skrobać z twardej warstwy lodu, błękitno-szare pomieszczenia radia, studio z mikrofonem, a potem zmrok zapadający o czwartej po południu. Zmarznięty, czerwony nos, czapka naciśnięta na uszy, ciepłe buty...
W nocy śniła mi się dżungla.
Potem przeprawa przez góry, pieczone świnki morskie, lodowaty wiatr na przełęczach w Andach, trasa Camel Trophy przez bezdroża Peru, potem statek niewolników, którym płynęłam po Ukajali... (o tym napisałam w książce Blondynka śpiewa w Ukajali). Aż wreszcie dotarłam do Iquitos, wielkiego miasta zbudowanego w dżungli, ogłuszającego warkotem silników, pełnego spalin i ludzkich bunkrów zbudowanych z betonu (w przypadku bogaczy) albo z desek i blachy falistej w przypadku biedaków.
Droga do dżungli była w tym roku wyjątkowo długa i kręta.
W chwili gdy znów poczułam jej zapach i moc, wyrwałam do przodu jak pies spuszczony ze smyczy.
Ciąg dalszy nastąpi w poniedziałek ))).
Fragment pochodzi z książki Blondynka u szamana, która ukazała się wczoraj ))
eb1