6be
Czwartek, 1 kwiat 2004
Wydłubałam kamyk z sandała. Strzepnęłam z ramienia moskita, który przymierzał się właśnie do krwistej uczty. A Uksha stał i patrzył. Narysowałam czubkiem buta strzałkę w błotnistej kałuży i powąchałam pęczek drobnych kwiatów, usiłując w szarości świtu rozpoznać ich kolor. A Uksha stał i patrzył, aż w końcu odezwał się dziwnym głosem:
- El viento te sirve. Wiatr jest twoim służącym. Teraz rozumiem.
- Możemy iść dalej powiedziałam, spinając włosy na powrót w kok.
- Poczekamy na świt odrzekł Uksha. - Tunchi nie lubi światła.
- To był tunchi? zapytałam przyciszając głos, tak jakby wymówienie tego imienia mogło sprowadzić go z powrotem. - I kim właściwie jest tunchi?
Uksha usiadł na wilgotnej trawie.
- Nie wiem jak to jest możliwe powiedział po chwili że umiesz pokonać wroga chociaż w ogóle go nie znasz.
- Czasami można po prostu walczyć z niebezpieczeństwem i wtedy niekoniecznie musisz wiedzieć jak nazywa się wróg albo jak wygląda odpowiedziałam, myśląc, że rozmawiamy na poziomie ogólności.
- Nie można pokonać tunchi odrzekł z uporem Uksha. A ty to zrobiłaś, bo wiatr jest twoim służącym.
Ja pokonałam tunchi?!...
- Kim jest tunchi? zapytał szaman.
Zdumiałam się. O n pyta m n i e kim jest tunchi? Przecież ja nawet nie wiedziałam, że on istnieje i że stanął nam na drodze.
- Nie wiem odpowiedziałam po prostu i powtórzyłam po nim: - Kim jest tunchi?
Ciąg dalszy nastąpi jutro.
Fragment pochodzi z książki Blondynka u szamana, która ukaże się 15 kwietnia.
fbc