689
roda, 31 mar 2004
Uksha wyszedł z cienia. Popatrzył na mnie wyczekująco.
- Yá?... zapytałam szeptem. Już?... Możemy iść dalej?...
- Si.
- Si?... powtórzyłam niepewnie i rozejrzałam się dookoła.
- Si.
- Seguro?... Na pewno?
Serce podskoczyło mi z radości, najpierw nieśmiało, a potem mocniej. Zobaczę błękitne niebo i słońce?.... Znowu spotkam Herkulesa i Porfiriona? Będę czuć smaki i zapachy?... Naprawdę?... Wyskoczyłam na ścieżkę i otrzepałam ubranie. Jak cudownie jest znowu poczuć się żywym człowiekiem!... Miałam ochotę tańczyć w rytm grającej we mnie muzyki.
A Uksha stał i patrzył.
Rozpuściłam włosy, potrząsnęłam nimi i rozczesałam palcami. Wiatr zawrócił i znowu hulał, szarpiąc mnie za ubranie. Przypomniało mi się jak wiele miesięcy wcześniej podczas polskiego lata jedziłam samochodem z opuszczonymi szybami i tak samo wtedy wiatr układał mi włosy, jak wprawny stylista bez użycia elektrycznej suszarki.
- El viento me sirve como un peluquero powiedziałam z jednym z kolejnych uśmiechów, które cisnęły mi się na usta tak, że nie mogłam ich powstrzymać. Wiatr jest moim fryzjerem.
Tak samo tutaj, w sercu amazońskiej dżungli, jak kiedyś w Polsce, gdy zauważyłam to po raz pierwszy. Miałam wtedy chyba 16 lat. Wracałam ze szkoły, a wiatr od morza burzył mi włosy i układał je na nowo, po swojemu. To najwierniejszy fryzjer ze wszystkich na świecie.
Ciąg dalszy nastąpi jutro.
Fragment pochodzi z książki Blondynka u szamana, która ukaże się 15 kwietnia.
fc0