6cb
Wtorek, 30 mar 2004
cieżka wydawała się pusta, tak samo jak otaczające ją zarośla i krzaki. Zbyt pusta i zbyt cicha pomyślałam. Nie zakląskał żaden ptak na powitanie zbliżającego się świtu, nie poruszyła się żadna łodyga ani liść, gdzieś znikły wiecznie maszerujące we wszystkich kierunkach mrówki i natarczywe muchy. Nagle poczułam, że jesteśmy tu z Ukshą z u p e ł n i e s a m i. Bezlitośnie sami.
A może lepiej uciekać?...
Znowu ostrożnie popatrzyłam na Ukshę, odpowiedział mi krótkim, mocnym spojrzeniem spod zmrużonych powiek. Stój w miejscu, milcz, nie ruszaj się.
Zastygłam jak posąg.
Byłam gotowa spędzić tak nieobliczalną ilość czasu. Dopiero wobec zagrożenia człowiek wie, jak wiele naprawdę mógłby stracić, gdyby nagle odszedł z tego świata. Wszystkimi myślami i ze wszystkich sił chwyciłam się własnego życia i postanowiłam nie wypuścić go z uścisku. Tak się naprężyłam, że poczułam oblewające mnie gorąco, od stóp, aż po czubek głowy. Musiałam mieć twarz czerwoną jak wiśnia. Nabrałam głęboko powietrza w płuca, a wtedy nagle przez ciszę i skamieniałą w bezruchu roślinność, przegalopował wiatr. Pojawił się znienacka, jak zwykle tutaj, w dolnych partiach dżungli, jak gdyby chciał napadać na drzewa i krzaki, żeby coś od nich z zaskoczenia wyszarpnąć. Uderzył mnie zimnym podmuchem, a potem popędził dalej, przeskakując z jednej strony ścieżki na drugą, przyginając do ziemi gałęzie i pnącza, jakby się od nich odbijał, żeby wywijać w powietrzu koziołki.
Ciąg dalszy nastąpi jutro.
Fragment pochodzi z książki Blondynka u szamana, która ukaże się 15 kwietnia.
ffb