693
Wtorek, 13 maja 2003 r.
Wczoraj znalazłam się z powrotem w dżungli i przez cały dzień wybierałam różne przedmioty, które przywiozłam od Indian i w najbliższych dniach będą wisiały na stoisku National Geographic na Targach Książki, podczas spotkań autorskich i podczas dzisiejszej Wielkiej Premiery, która odbędzie się wieczorem w obecności wielu Bardzo Ważnych gości zaproszonych przez wydawnictwo.
Niektóre kosze i łuki wciąż pachną dymem z ogniska. Tak samo pachną Indianie: mieszaniną słodkiego zapachu roztartych nasion onoto z których robi się czerwoną farbę do malowania skóry i wędzonym dymem z ogniska. W specjalnym kartonie mam schowane dwa cartuchero, które przywiozłam od Indian Yanomami z Wenezueli.
Cartuchero to rodzaj podłużnego pojemnika na groty strzał, zrobionego z małpiej skóry. Są szczelnie zamknięte. Otwieram je bardzo rzadko, ale zawsze kiedy to robię, ze środka wydobywa się świeży zapach dżungli :))
Ważnym Gościom dam dzisiaj do spróbowania pieczone mrówki i placki indiańskie z manioku. Ciekawe kto się odważy spróbować.
A ponieważ jedzenie jest bardzo ważną częścią podróży, szczególnie tych dalekich i egzotycznych, to pamiętałam, żeby specjalnie z Ameryki Południowej przywieć różne tamtejsze specjalności i podczas wszystkich spotkań z czytelnikami będę miała trochę jedzenia z dżungli do spróbowania. Na najbliższe spotkanie w Empiku w Warszawie (w czwartek, pojutrze), przyniosę ze sobą peruwiańską czekoladę i indiańskie placki. Mam nadzieję, że się tam spotkamy :))
fc9