72b
Poniedziałek, 28 kwietnia 2003 r.
W tym roku w dżungli odkryłam nowy gatunek owadów, z którym nie zetknęłam się nigdy wcześniej. Od kilku dni przyglądam im się dokładnie i z bliska - mimo że są obrzydliwe.
Wyobracie sobie skrzyżowanie gąsienicy i muchy. Ciało ma jak gąsienica: białe, miękkie, podłużne i wijące się, a do niego ma przyczepione dwa przezroczyste skrzydełka i dwa długie wąsy podobne do wąsów karalucha. To jest gąsienica, która lata - i ma w dodatku nieprzyjemny zwyczaj spadania na człowieka z powietrza.
Jak wszystkie owady, ta skrzydlata gąsienica też leci do światła. Kiedy zapaliłam wieczorem świeczkę, natychmiast zaroiło się wokół niej od owadów: ciem, komarów, much przeróżnych wielkościach i kolorach. Przyleciały też te gąsienice - i chyba jakoś wyjątkowo są nerwowe albo pazerne, bo one najszybciej przypalały sobie skrzydła od świeczki i spadały w dół - czyli np. do zupy z ryby, którą gotowałam na kolację, albo na moją głowę, albo na stopy.
Początkowo nie zwracałam na nie uwagi, myślałam, że to zbłąkana mucha albo moskit, ale w pewnej chwili zorientowałam się, że to coś co na mnie spada, nie odfruwa. I wtedy przyjrzałam im się dokładniej. To były one - skrzydlate gąsienice, które po spadnięciu na ziemię - albo na jakiś inny stały grunt (np. moje plecy) - zaczynają się konwulsyjnie zwijać i dygotać, wić się jak larwy, przez cały czas machając skrzydełkami i potrząsając wąsami. Nie odlatują. Zostają na ziemi i wiją się, i skrecają, i wyginają jak węże, tak jakby chciały się wkręcić w ziemię (albo w moje plecy, stopy, plecak itd).
Okropnie są nieprzyjemne. Pewnie cieszycie się, że nie jesteście teraz tam, gdzie ja :)))) Pozdrawiam z Ameryki Gąsienicowej.
ff9