5bd
Piątek, 25 kwietnia 2003 r.
Jestem na statku do Manaus. Siedzę w hamaku, patrzę na wodę i myślę sobie, że mam niesamowite szczęście.
Za kilka lat to będzie statek wycieczkowy dla bogatych turystów z Europy, którzy będą chcieli przyjechać do Dżunglowego Wesołego Miasteczka i popłynąć statkiem po Amazonce, żeby zobaczyć jak kiedyś wyglądała dżungla.
Mało jej zostało. Wzdłuż rzeki co chwilę wyrastają coraz to nowe fazendy - czyli farmy, na których hoduje się zebu - białe garbate krowy. Puszcza wycięta do ostatniego pienka, wszędzie rośnie tylko trawa albo zagajniki bananowców, przy których stoją chatki kolonistów zbite z desek.
To jest ziemia kolonizowana tak, jak kiedyś zasiedlano Australię przybyszami z Europy albo polskie Ziemie Odzyskane na Pomorzu Zachodnim. Po pewnym czasie osadnicy zorganizowali dookoła siebie świat odpowiadający ich potrzebom. Żaden brazylijski kolonista, który przyjeżdża tutaj hodować krowy, nie chce mieszkać w puszczy. Chce mieć pastwisko, sklep i drogę do sąsiada. I tak Amazonia zostanie zmieniona.
Więc za jakiś czas tych ostatnich placków dżungli, które widzę ze statku, już nie będzie. Zostanie pewnie jeden kawałek w całości, na którym ktoś założy Jungle World (tak jak Disney World) i będzie tu przywoził turystów.
Mam szczęście, że jestem tu ZANIM to wszystko zniknie.
fc4