5c2
Czwartek, 3 kwietnia 2003 r.
Daleko na Amazonce stoją wielkie statki dalekomorskie, bliżej w porcie są zacumowane małe stateczki przemierzające Amazonkę tuż przy jej brzegu, żeby nie zagubić się w jej przestrzeni otwartej aż po horyzont.
Woda w rzece kipi i bulgocze, i kolorem przypomina cukierki toffi. Teraz wygląda jak garnek rosołu z toffi, wciśniętego w zbyt ciasne naczynie i niecierpliwie szukającego drogi ucieczki. Woda uderza w betonowe brzegi, oblizuje miasto od spodu, a potem atakuje coraz bardziej natarczywie, tak jakby chciała się wedrzeć do środka, tak jakby protestowała przeciwko betonowym budowlom, które zostały postawione ku wygodzie ludzi, ale na jej terytorium w Krainie Zupy z Toffi.
Spokoju w Krainie Zupy z Toffi pilnuje Sao Jose, patron miasta, którego biały pomnik stoi na więtej Skale wyniesionej nad powierzchnię wody w pewnej odległości od brzegu.
A z drugiej strony dla pewności kilkaset lat temu zbudowano fortece w kształcie gwiazdy. Strzeże tego, czego więty upilnować nie potrafi. Wczoraj pod murem fortecy widziałam dwoje młodych Brazylijczyków, którzy namiętnie się całowali.
Rano w słońcu Amazonka wyglądała jak srebrna plaża na Księżycu.
f58