Kocham lato. Delikatne letnie poranki, kiedy temperatura jest w sam raz idealna dla mnie, czyli około 28 stopni.
Poranne koncerty ptaków. Czarnego kosa, który wieczorami siedzi na kominie i śpiewa z całych sił i z taką radością, która razem z jego piosenką siada na trawie, kwiatach i drzewach dookoła.
Wielkie czarne czereśnie, które tryskają ciemnym sokiem, zostawiając plamy na obrusie i białych spodniach.
Pierwszą kukurydzę i słoneczniki, które smakują tak samo dobrze, jak smakowały kiedyś Indianom w Ameryce Północnej, bo przecież właśnie z ich kuchni przywędrowały do nas.
Ulice, na których jest mniej samochodów.
Ciepły wiatr, który czule tańczy z zielonymi listkami na drzewach.
Błękitne niebo, które czasem przykrywa się groźnymi ołowianymi chmurami i zsyła na ziemię wielki, pędzący z pospiechem deszcz. Lubię wtedy położyć się pod pochyłymi oknami w sypialni i patrzeć jak wielkie krople wody pędzą z nieba prosto na moją twarz – zatrzymywane w porę przez szybę.
Złote kłosy pszenicy i owsa, które dotykały mnie wczoraj, kiedy rowerem jechałam przez pole.
Wielkie szarozielone liście kapusty, ktora z daleka wygląda jak flotylla kosmicznych statków.
I to, że nie trzeba nosić płaszczy, swetrów ani kurtek. Można po prostu wyjść i cieszyć się ciepłem :)
Letnie obrazki od Lakoty:

