Tak się złożyło, że niedawno musiałam pojechać do kilku urzędów.
W Wydziale Komunikacji załatwiłam sprawę dość szybko, a potem pojechałam do Firmy Ubezpieczeniowej, gdzie zostałam zaskoczona uprzejmością, sprawnością i życzeniami „Miłego dnia” na koniec. Chyba spodziewałam się utrudnień zamiast ułatwień w polskich urzędach :)
Choć jak wynika z maila, który przysłał do mnie Sewe, czasem rzeczywiście w urzędzie sprawy mogą się potoczyć zupełnie inaczej. Oto wiersz Sewe, powstały z rozpaczliwej wizyty w urzędzie. Czy mamy się cieszyć z tego, że opieszała praca urzędników sprzyja powstaniu polskiej poezji? :)
„Mapa L”
Z miasta W do miasta P
Pojechałem po mapę L.
Godzinę całą droga prosta
Do miasta P mnie wczoraj niosła.
Tam na parkingu miejsca brak -
Interesantów wielu znak.
Wszedłem do środka – korytarze.
Pani na koniec iść mi każe.
I widzę rząd oczu czekaczy.
I mnię czekaniem urząd raczy.
Siadam na ławce wyczekuję.
Pani się korytarzem snuje.
Mija godzina i półtorej.
Aż na śnadanie widać porę,
Bo drzwi zamknięte wnet zostają.
Dwie panie w środku przerwę mają.
Na korytarzu spojrzeń mowa.
Każdy się w środku zagotował.
Wyczekiwaniem wymęczeni.
Stoją jak kołki wbite w ziemię.
Minut trzydzieści dzielnie mija,
Pani zza drzwi się pojawiła.
Ktoś mapy swojej się doczekał.
Cztery godziny na nią czekał.
Ktoś wchdzi po nim, kwit wypełnia.
A pani znika z kwitem w rękach.
Mapy wyrusza szukać w składzie.
Trochę to potrwa – nie ma rady.
I tak osoba za osobą.
Wzrok wymieniamy między sobą.
Powoli kurczy się ogonek.
I ja się zbliżam w drzwi tych stronę.
Wchodzę wypełniam oczekuję.
Pani za mapą już się snuje.
Przynosi kalkę kwit oddaje.
Oznajmia: Kasa jest tam dalej.
Idę, opłacam wracam do niej.
Bezradnie lecz rozkłada dłonie.
Za tydzień proszę przyjść po mapę.
Ta pana w dużym jest formacie.
Zerkam – faktycznie, mapa duża.
A ta sytuacja wprost mnie wkurza.
Bo widzę, jak dla kogoś obok
Pani przykrywa ksero sobą.
Tak, by wycinek tak A3
Z większej to mapy w sposób łatwy
Komuś innemu przysposobić.
Niestety z moją tak nie zrobi.
Bo moja duża, a te duże
Kseruje ktoś gdzieś w drugim biurze.
Ale czy nie ma na to rady?
Nie mogę wrócić bez tej mapy.
Pani mi każe drzwi swe zamknąć
Jej oczy prosto na mnie patrzą.
Wie pan, być może coś poradzę,
Ale wpierw muszę wypić kawę.
A kawy nie mam – dopowiada.
W panu jedyna na to rada.
Więc jaką kawę? – pytam zatem.
Tak by muc dostać swoją mapę.
To rozpuszczalna musi być
Bym kubka nie musiała myć.
Najlepiej Gold jeśli pan może.
Kawa potrzebna o tej porze.
Metrów do sklepu sto pięćdziesiąt,
Więc poratuję cię kobieto.
Myślę i ruszam po tą kawę
By mapy móc załatwić sprawę.
Po chwili wracam, drzwi zamykam
A pani kawą się zachwyca
Co ją podaję z mej kieszeni,
By tydzień w 10 minut zmienić.
Pani wychodzi, znika znowu,
Inną zajęta to osobą.
A potem wraca i mnie prosi,
Ze sobą mapy me przynosi.
Więc ja się żegnam i dziękuję,
A w głowie mysli takie snuję,
Że w biurach i urzędach wielu
Czas się zatrzymał w PRL-u.