onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Dzień Sherlocka Holmesa

Dzisiejsza zagadka jest podwójnie zagadkowa, poniewaz jej Autor prosił o chwilowe nie ujawnianie jego tozsamości - żeby dodatkowo utrudnić Wam zadanie :)

Na zegarze minęła właśnie jedenasta, gdy rozległ się dzwonek telefonu. Sherlock zapatrzony w coś bliżej nieokreślonego, prawdopodobnie po prostu jak zwykle zamyślony, w pierwszej chwili nie zwrócił na niego uwagi. Drażniący hałas zakłócał jednak spokój Holmesa i w końcu ten zbliżył się do aparatu. Kiedy przyłożył słuchawkę do ucha, usłyszał zupełnie obcy język. Słów nie rozumiał, ale poznał ten dziwnie dziś natarczywy głos rozmówcy.

Zirytowany krzyknął do słuchawki:

- Watsonie, czy Ty oszalałeś?

- Zgadza się drogi Sherlocku, jednak nie bardziej niż ten kto, to stworzył - odpowiedział mu głos, tym razem już po angielsku.

- Stworzył co?

- To tutaj... tego się nie da opisać. To znaczy właściwie da, ale wtedy nie miałbyś łamigłówki do rozwiązania.

- Bardzo śmieszne. Można nieco jaśniej?

- O, nie, to wykluczone. To miejsce jest wystarczająco jasne. To o czym mówię jest jasne, a z jego wnętrza bije dodatkowo niezwykły blask. Nic tego nie zasłoni, nie przyćmi ani nie przepcha.

- Chyba nie przepchnie.

- Zapewne również. Ale to miała być aluzja... czyżbyś nie załapał Sherlocku o co chodzi?

- Drogi Watsonie, rozumiem, że dotarłeś do celu swojej tajemniczej podróży i teraz usiłujesz dawać mi wskazówki do rozwiązania zagadki. Może więc dasz choć jedną?

- Przecież w każdej mojej wypowiedzi jest takowa. Ale skoro ich nie zauważasz, wróćmy do sedna sprawy - to o czym mówię jest jasne...

- Na litość, Watsonie. Mówiłeś już, że jest jasne.

- Ale wcześniej nie powiedziałem, że jest tak jasne jak pewien ptak niemowa. I dam Ci jeszcze jedną podpowiedź - twórca tego dzieła zginął w sposób, który może nosić znamiona samobójstwa, jednak jest to bardzo wątpliwe.

- A kiedy to o czym mówisz zostało ukończone?

- A kto powiedział, że zostało?

- Hm. Czy to coś jest wysokie?

- O, za dużo chciałbyś wiedzieć, ale dobrze, powiem Ci - jak najbardziej.

- To nasuwa mi pewien trop - krzyknął uradowany Holmes - Poczekaj chwilę, zaraz wrócę, muszę coś sprawdzić.

Kiedy Sherlock oddalił się do swojej biblioteki, Watson uśmiechnął się triumfalnie, odwrócił głowę i rzekł do siedzącej obok niego Oliwki:

- Jak myślisz, udało mi się go wystarczająco zmylić?

- Holmesa może i tak, ale coś czuję, że Tubylcy Oliwkowej Krainy nie będą mieli większego problemu z odgadnięciem o co chodzi w naszej zagadce.

Kiedy Holmes przeszukiwał regały z książkami, Watson i towarzysząca mu Oliwka odbyli krótką rozmowę z mieszkańcem miejscowości, w której się znajdowali, który wcześniej, możliwe że nic nie rozumiejąc, przysłuchiwał się rozmowie, a teraz zagadał do nich:

- A panowie to z daleka przyjechali, żeby ten kicz zobaczyć?

...ciąg dalszy nastąpił we wtorek:

Po kilku minutach Holmes podniósł ponownie słuchawkę i sprawdzając coś raz jeszcze w encyklopedii, zapytał Watsona:

- Czy to coś o czym mówiłeś ma chociaż jedną wieżę?

- Owszem. Czyżbyś już się domyślał drogi Sherlocku o co chodzi?

- Chyba tak, Watsonie. Przyznaj - czy ten Twój twórca nie nazywał się czasem Antonio?

- Ależ Sherlocku, w żadnym razie, jaki znowu Antonio? Prędzej tu Izoldę znajdziesz niż jakiegoś Antonia.

- A więc mieszka tam jakaś Izolda?

- Mieszka, nie mieszka, odwiedzając to miejsce można się na nią natknąć.

- Watsonie, a może opisałbyś coś z otoczenia tego miejsca. Skoro to coś jest wysokie, to może powiesz co znajduje się u jego stóp?

- U stóp - zaśmiał się Watson - niezwykle trafnie to ująłeś. Dam Ci wskazówkę, może nieco dwuznaczną, ale oba jej znaczenia są prawdziwe - dzwonię do Ciebie sprzed domu, który znajduje się właśnie u stóp.

- Watsonie, naprawdę nie mam pojęcia o co Ci chodzi.

- Spokojnie, nie denerwuj się. Powinieneś gdzieś wyjechać, odpocząć, odświeżyć umysł, wtedy znów odpowiedzi zaczęłyby wpadać Ci do głowy łatwiej.

- Też tak myślę. Dlatego wyjeżdżam i to już wkrótce. Do kuzyna w Kalifornii. Już nawet obiecałem jego synowi zabrać go do tamtejszego parku rozrywki.

- No cóż drogi Holmesie, jeśli naprawdę wybierasz się do tego parku, o którym myślę, to powinieneś znać odpowiedź na moją zagadkę.

- Dlaczego tak twierdzisz? Czy to ma coś wspólnego z twórcą obiektu Twojej zagadki?

- Jak najbardziej. Lud... - zawahał się chwilę Watson, jednak po chwili wybrnął z zakłopotania - Ludzie mówią, że gdyby nie ten szaleniec, o którym wspomniałem na początku rozmowy, to nie powstałby.....

- Halo, Watsonie... Watsonie, jesteś tam?!

Niestety Holmesowi odpowiedział jedynie sygnał przerwanego połączenia. Sherlock odłożył słuchawkę na widełki, sięgnął po fajkę, włączył muzykę z płyty, której ostatnio z uwielbieniem słuchał Watson i kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki którejś z wagnerowskich oper, rozsiadł się w fotelu pogrążając się w myślach i muzyce mającej pomóc mu odnaleźć rozwiązanie
zagadki.

Powrót