onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Sąsiad spod piątki

W niedzielę w audycji powiedziałam, że polityka międzynarodowa jest jak wielki dom, w którym mieszkają różni sąsiedzi.

Kiedy usłyszałam, że Francja zamierza bojkotować otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, od razu sobie wyobraziłam dom, gdzie pod piątką mieszka sąsiad prowadzący sklep z tenisówkami. Coraz więcej przechodniów mówi, że ten sąsiad od tenisówek trzyma w swoim ogródku psa na uwięzi i nigdy nie spuszcza go z łańcucha.

- To okropne! – komentuje sąsiad z parteru. – Nie wolno tak traktować zwierząt!

Sąsiedzi chodzili do sąsiada spod piątki i próbowali delikatnie przekonać go, że źle postępuje. Sąsiad pokiwał głową, a potem powiedział, że ma świeżą dostawę tenisówek w swoim sklepie i że da im specjalne ceny.

Następnego dnia wszyscy mieszkańcy tego domu chodzili już w nowych, pięknych tenisówkach. Ale wcale nie pogodzili się z niesprawiedliwością panującą w ogródku sąsiada spod piątki. Czasem więc wieczorem, kiedy nikt nie widzi, ktoś pluje mu na wycieraczkę. Niech wie, że nie jest akceptowany.

W wielkiej polityce jest podobnie. Pół świata robi interesy z Chinami, bo im się to opłaca. A po godzinach pracy wychodzą czasem na korytarz i plują Chinom na wycieraczkę.

Prawda, że to hipokryzja?
Mam nadzieję, że pewnego dnia światem będą rządzili ludzie, którzy stosują w pracy i w życiu te same zasady uczciwości, prawdy i mądrej współpracy.


List od Lakoty:

To było piękne, co powiedziałaś w audycji o tym, ze kiedyś światem będą rządzić inne, zdrowe zasady. Warto jest mieć takie marzenie i wiarę w to, ze tak właśnie będzie. Ja jestem optymistą, bo wiem, że ludzie i całe narody są z gruntu rzeczy dobre. Od razu z Orlicą skomentowaliśmy Twoje słowa i przyznaliśmy Ci racje, ze nie można z jednej strony krytykować jakiegoś państwa, a równocześnie prowadzić z nim interesy jakby nigdy nic, a tak dzieje się w przypadku Chin.

Zastanawiałem się potem jak to jest w obecnym kształcie naszego świata. Myślałem nad tym, analizowałem bieżącą sytuacje i w końcu doszedłem do wniosku, że, przynajmniej na obecna chwilę, chyba nie da się postępować inaczej jak oddzielić politykę od gospodarki. Dlaczego? Wydaje mi się, ze świat i Chiny znalazły się w sytuacji, w której ani jedna, ani druga strona nie jest w stanie bez siebie funkcjonować. Nasz świat uzależnił się od produktów wytwarzanych w Chinach. Na świecie nie ma już, lub jest ich bardzo niewiele, klawiatur, myszek, spinaczy, zszywek, tysięcy różnych podzespołów, baterii itp. itd., które nie byłyby wyprodukowane w Kraju Środka. Gdyby przestać handlować z Chinami, to myślę, ze w konsekwencji runęłyby gospodarki wielu państw, a przynajmniej nie dałoby się normalnie funkcjonować w pracy i w życiu prywatnym, a w Chinach nastąpiłoby monstrualne bezrobocie i w konsekwencji głód.

W 2001 roku MKOl przyznał Chinom prawo do zorganizowania igrzysk olimpijskich w nadziei, że wciągnie Chiny w orbitę państw demokratycznych, że da temu krajowi bodziec do rozpoczęcia reform zmierzających do zmiany nastawienia władz do różnych aspektów życia w tym państwie. Niestety te plany spaliły na panewce. Organizacja Amnesty International dwa tygodnie temu opublikowała raport, z którego wynika, ze oto paradoksalnie działania antydemokratyczne nasiliły się w Chinach w związku z olimpiadą. Bo władze chińskie, jak każde władze totalitarne chcą zamykać usta wszelkim swoim przeciwnikom, z jednej strony wprowadzają ekonomiczne zmiany, dają dostęp do internetu i telefonii komórkowej, a z drugiej strony inwigilują prywatne wiadomości i smsy swoich obywateli, aby moc aresztować tych, którzy ośmielają się powiedzieć coś przeciwko nim.

Polska jak i cale mnóstwo państw (pewnie nawet wszystkie) utrzymuje stosunki gospodarcze z Chinami, ale czy to oznacza (jeśli założymy, ze obustronne uzależnienie jest tak silne i niekwestionowanie), że nie ma prawa krytykować poczynań tego państwa w Tybecie czy wobec innych swoich obywateli? Jeśli nasz Premier jako pierwszy w Europie mówi, ze nie pojedzie do Chin na otwarcie igrzysk, to robi to na znak protestu przeciwko represji wobec Tybetańczyków. Za nim poszli Sarkozy, Merkel i inni. A George Bush, nie widzi nic złego w swojej zaplanowanej obecności na otwarciu. Wielkie pieniądze, współpraca gospodarcza z potężnym partnerem, którego na chwile przed wypadkami w Tybecie USA skreśliło z listy państw łamiących prawa człowieka … Można zapytać, kto postępuje słuszniej Prezydent Bush czy Premier Tusk, Premier Narkozy i inni?

A teraz zaś mamy sztafetę niosąca przez świat ogień, który ma być symbolem pokoju i ruchu olimpijskiego, ale ten ogień władze w Chinach wykorzystują do podkreślenia swoich racji. Najpierw Reni Jusis, potem Paweł Małaszyński, a dzisiaj wieczorem Krzysztof Hołowczyc zrezygnowali z niesienia w Pekinie olimpijskiego ognia, bo jak mówią nie chcą uczestniczyć w czymś, co dla władz chińskich jest pretekstem do podkreślania, że wszystko w Chinach jest super. I ja ich popieram, tak jak nie wyobrażałem sobie innego stanowiska naszego Premiera.

Naród chiński zasługuje na olimpiadę, a sportowcy zasługują żeby w niej wziąć udział. Oni zresztą przecież nie wybierają gdzie mają startować, a dla nich olimpiada to świętość, coś, do czego latami się przygotowują. Bojkotu olimpiady nie będzie. Wszystkie kraje tam będą i tak zadecydowano w ten weekend. I dobrze się stało. Dalajlama też zawsze podkreślał, że Chińczycy na olimpiadę zasługują i żeby jej nie bojkotować, bo to zemści się na Tybecie. A Tybet? Żal mi kraju najechanego przed 58 laty przez Chiny, który jest kolonizowany przez Chińczyków po to, aby zaznaczyć swoja supremacje na tym obszarze. Chiny szybko nie ugną się, nie dadzą wolności Tybetowi, bo za chwilę upomnieliby się Ujgurzy i inni, a wtedy rozsypie się puzzle – państwo zwane Chiny. Tak samo jest z Czeczenią i Rosją, bo Moskwa boi się efektu domina. Dalajlama wzywa do poszanowania praw człowieka w Tybecie, do szerszej autonomii. Chińczycy nie wierzą w jego szczere intencje. Może w końcu uda się im spotkać i znaleźć jakiś kompromis.

Powrót