Marzę o tym miejscu przez wiele tygodni. Budzę się w nocy i czuję dotyk amazońskiej ciemności na twarzy – tajemniczej, lekkiej jak anioł i jednocześnie ciężkiej, duszącej i lepkiej.
Czasem kiedy prowadzę audycję w radiu, siedząc w komfortowym, klimatyzowanym studiu przed srebrnym mikrofonem, przeskakuję myślami do dżungli, siadam w czółnie, chwytam za wiosło i płynę przed siebie. Dookoła wilgotny upał, ciche chlupotanie wody, zaskoczone okrzyki ptaków na drzewach…
Na brzegu widać tylko ścianę dżungli - rośliny splątane w czułym uścisku, wielkie drzewa, liany, pnącza i tysiące liści. Wśród nich skradają się jadowite skorpiony i węże, skolopendry i pająki, tam siedzi straszna Patasola i kapryśna Curupira, które władają amazońską dżunglą i jeśli zechcą, mogą sprawić, że człowiek zniknie tam na wieczność.
Gwałtowne lodowate ulewy następują po godzinach piekielnego skwaru, potem znów wychodzi słońce, znów leje deszcz, trzaskają grzmoty i pioruny, a chmury opuszczają się nad rzekę nad nisko, jakby chciały się w niej zanurzyć.
I ja też zanurzam się właśnie w amazońskiej dżungli. W jej oszałamiającym zapachu, atmosferze tajemnicy i nieustannego zmagania się życia ze śmiercią…

Wracam 25 listopada, do zobaczenia więc i do usłyszenia!... Pstryk