Poproszono mnie, żebym napisała tekst o tym jak miałby wyglądać ostatni dzień mojego życia.
Podczas wywiadu w telewizji pytano mnie o śmierć, o zwyczaje pogrzebowe w różnych kulturach.
I pomyślałam, że znam wiele takich miejsc, gdzie ludzie nie koncentrują się na śmierci tylko jeden dzień w roku – tak jak dzisiaj w Polsce. Dla Indian w dżungli śmierć jest codziennym towarzyszem, bo kiedy wyruszają na polowanie, nikt nie wie kto kogo zje na kolację i kto wróci do domu ze zdobyczą, czy zwycięskim łowcą okaże się jaguar, czy tropiący go myśliwy…
Wyznawcy buddyzmu i hinduizmu wierzą w cykl życia, którego nie zamyka śmierć. Człowiek wraca na ziemię w następnym wcieleniu – i tylko od niego samego zależy czy następne życie będzie lepsze i piękniejsze, czy też nie. Zależność jest prosta – człowiek który dzisiaj na ziemi żyje uczciwie, dzieli się tym co ma, dobrze myśli o innych ludziach, na pewno w następnym wcieleniu będzie szczęśliwszy. Być może zostanie milionerem albo w inny sposób będzie miał szansę nieograniczonego korzystania z cudów, jakie oferuje świat.
Człowiek który żyje źle, kłamie, oszukuje, kradnie i popełnia inne równie niedobre czyny (oraz myśli), w następnym wcieleniu może powrócić jako mysz, kamień albo bezdomny żebrak.
Niezależnie jednak od tego, czy ktoś wierzy w reinkarnację, czy nie, powinien umieć docenić i wykorzystać każdy dzień dany mu tu na ziemi.
Codziennie rano dziękuję losowi za to, że żyję. Codziennie wieczorem jestem wdzięczna za wszystko, czego doświadczyłam i mam nadzieję, że będę doświadczać znów następnego dnia…