889
Czwartek, 30 stycznia 2003r.
Nikt mnie nie zapytał co robiłam kiedy moja myszka było pogrążona w kontemplacji tamtego świata. Robiłam dwie rzeczy: po pierwsze odkryłam ponownie pewne nagranie, które kiedyś wprawiało mój samochód w ruch fruwający nad jezdnią, a po drugie: gotowałam.
A po trzecie: odpowiem na pytanie ze środy o to czy myszy się na świecie gdzieś spożywa w formie obiadu.
Oczywiście, że tak. Myszy i szczury jada się w Azji, szczególnie w niektórych biednych okolicach, gdzie innego mięsa nie ma. I zaczęłam się nawet zastanawiać czy istnieje takie mięso na świecie, którego ludzie absolutnie nie jedzą. I wiecie do jakiego doszłam wniosku? Że nie ma takiego mięsa.
Nawet jeżeli są zwierzęta objęte tabu w jednych kulturach takie jak np. krowy dla Hindusów albo różowe delfiny dla Indian nad Amazonką to gdzieś indziej na świecie to zwierzę nie jest już uważane za święte i można je jeść. I jeszcze a propos szczurów: jest nawet świątynia świętego szczura w Indiach i tam nikt nie tknąłby szczurzego mięsa. Ale wystarczy pojechać trochę dalej, gdzie myszy i szczury uchodzą za przysmak.
I od razu też powiem, że wcale się temu nie dziwię. Kto raz przeżyje prawdziwy głód i będzie przez wiele dni skazany na odżywianie się tylko mąką i wodą, ten zrozumie.
Wymyśliłam też sałatkę, która nazywa się Martwa mysz, którą zamieszczę tu jutro. Nie martwcie się o dostępność składników. Dobry przepis powinien być łatwy do wykonania i ten jest.
Do unoszenia samochodu ponad powierzchnię drogi polecam jeden utwór Gary Moorea z płyty pt. Dark Days In Paradise Always There For You.
A teraz idę gotować coś znacznie większego. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało, bo może się okazać, że kuchnia, w której się znajdę to taka kuchnia, w której albo ktoś ugotuje mnie, albo ja jego.
fd9