Pewien Szwed w XVI wieku postanowił napisać książkę. Chciał przybliżyć reszcie Europy swoja ojczyznę, a ponieważ w tamtych czasach podróżowanie nie było łatwe, każde źródło informacji o dalekich krajach było bardzo cenne.
Dzieło Olausa Magnusa zostało przetłumaczone na wiele języków, a mieszkańcy południowej Europy z przerażeniem czytali opisy potwornych stworzeń, jakie atakowały statki na północnych morzach, i z podziwem śledzili losy dzielnych szwedzkich marynarzy. Olaus Magnus opisywał również plemię krasnoludków, które mieszkają w Szwecji i odważnie walczą o terytorium z krwiożerczymi ptakami.

Najstraszniejszy jednak był wąż morski, który wychodził czasem na ląd i pożerał zwierzęta. Miał czarne błyszczące łuski i ogniście czerwone ślepia, naoczny świadek tak go narysował:

A oto inny, równie przerażający wąż morski, ktory pojawił się w oceanie 150 lat temu i został dokladnie opisany przez marynarzy z brytyjskiego okrętu wojennego Dedal:

Skoro jesteśmy przy strasznych rzeczach, opowiem tez o strasznie pięknym filmie, jaki widziałam w kinie kilka dni temu, o wojownikach Czyngis Chana i o Święcie Latarni, a na koniec wyruszymy w kolejna tajemnicza podróż z Sherlockiem Holmesem...
A oto mega prawdziwek o wadze prawie pół kilograma, którego wczoraj znalazł moj Tata:

Przepis na kalafiora curry
Przepis na chińskie ciastka księżycowe