6b2
Wtorek, 28 stycznia 2003r.
Zdechła moja myszka. Najpierw mnie kopnęła, potem zrobiła się strasznie gorąca, potem stoczyła się w dół, a na koniec ostatecznie zamilkła. Ratunku. Jestem bez myszy.
Reanimacja. Zamykam komputer. Mam nadzieje, że przy ponownym otwarciu, mysz dostanie zastrzyk energii, który postawi ją na nogi. Niestety, zanim dane mi było zobaczyć pulpit, zobaczyłam komunikat: System nie może wykryć myszy. No to koniec. Mysz odeszła. Dla pewności macam ją jeszcze z przodu i z tyłu, trochę to mi wygląda podejrzanie, bo wcale nie jest zimna jak trup, a wprost przeciwnie gorąca jak ogień. Ale nie działa. No to koniec.
Być może to wpływ moich ostatnich zajęć przy komputerze. Od kilku dni zajmuję się głównie opracowywaniem książki kucharskiej, czytam setki przepisów i od tego czytania robię się coraz bardziej głodna. I raz po raz staję przed problemami, na które wcześniej zupełnie nie zwróciłam uwagi, a teraz wydają mi się sprawami najwyższej wagi, np.:
- Czy kapusta pekińska pochodzi z Pekinu?
Robię przypisy i komentarze do przepisów przysłanych przez słuchaczy do naszej wspólnej książki. Albo na przykład:
- Czy węgorza skrobie się tak jak inne ryby?
Albo na przykład:
- Czy ryba po grecku jest grecka?
Te trzy powyższe dylematy już udało mi się rozwiązać. Ale nie powiem, żeby to była łatwa robota :))
A w sprawie nieżywej, gorącej myszki przyjmuję rady.
eae