a44
Poniedziałek, 27 stycznia 2003
Miasteczko było przyjemne i mieszkali w nim bardzo przyjemni ludzie. Mama Przyjemna, Tata Przyjemny, dwoje Dzieci Przyjemnych. Żeby im było jeszcze przyjemniej, wymyślono pewne zasady, których wszyscy postanowili się trzymać.
Z miasteczka usunięta takie pojęcia jak kradzież, kłamstwo czy seks. Nie było zbyt wielu możliwości wyboru, a więc nie było też wątpliwości. Ich świat był prosty, przewidywalny, przyjemny i czarno-biały. Dobre było dobre, a złe było niedobre, więc w ogóle zostało wykasowane.
Widzieliście ten film?
Aż nagle któregoś dnia w ich czarno-białym, przyjemnym świecie, pojawiła się czerwona róża. Pierwsza czerwona róża w czarno-białym świecie. Nikt jej nie chciał. Ludzie woleli żyć w swoim przyjemnym miasteczku aż do końca świata. Bo byli w nim bezpieczni, wszystko było przewidywalne, Mama robiła codziennie rano wielkie, niezdrowe amerykańskie śniadanie, po którym Tata wychodził do pracy, dzieci do szkoły, a mama zostawała w domu, żeby przygotować ulubioną pieczeń Taty i ciasto na deser.
Mieszkańcy Miasteczka Przyjemnego byli więniami swojej czarno-białej rzeczywistości, ale byli w tym więzieniu szczęśliwi. Czy można im na siłę dokładać do życia kolorów? Mimo że tego nie chcą? Być może nie chcą dlatego, że nie zdają sobie sprawy z tego, że mogliby chcieć, ale jednak nie chcą.
Kiedy w Miasteczku Przyjemnym pojawiła się pierwsza czerwona róża, okazało się, że sprzedawca hamburgerów nie chce dłużej ich sprzedawać. Nagle uświadomił sobie, że do tej pory wykonywał okropnie nudne zajęcie, wykonując codziennie ten sam zestaw gestów i czynności. Zapragnął rzucić tę robotę i zająć się malarstwem!
I wiecie co?... Mama, która codziennie rano z uśmiechem witała swojego Męża i przygotowywała do szkoły swojego dzieci, nagle odkryła, że w jej sercu zakiełkowało jakieś przedziwne uczucie i zawsze na widok sprzedawcy hamburgerów wszystko zaczynało jej lecieć z rąk, a w oczach czaiła się jakaś wielka tęsknota...
Czy Miasteczko Przyjemne powinno pozostać przyjemne czarno-białe, gdzie każdy ma swoje miejsce i może się czuć absolutnie bezpieczny?
I czy chcielibyście codziennie na śniadanie dostawać furę naleśników polanych miodem, kiełbaskę, jajecznicę, smażony bekon i oczywiście plasterek amerykańskiej szynki?
faf