Plemię Niziołków mieszkało w okolicy Pagórka „od niepamiętnych czasów i cieszyło się powszechnym szacunkiem nie tylko dlatego, że prawie wszyscy byli bogaci, lecz także dlatego, że nigdy nie miewali przygód i nie sprawiali niespodzianek. (...) Niziolki mieszkają w wygodnych norach, z których każda „miała drzwi doskonale okrągłe jak okienko okrętowe, pomalowane na zielono, z lśniącą, żółtą mosiężną klamką, sterczącą dokładnie pośrodku.”
Tak przynajmniej napisał J.R. Tolkien, autor serii książek o Hobbitach, czyli Niziołkach, których dodatkową charakterystyczną cechą był wyjątkowo niewielki wzrost. Średni dorosły Hobbit mierzył niewiele ponad metr.
Można by też przypuszczać, że skoro Niziołki zostały stworzone w wyobraźni pisarza, to raczej niemożliwe jest spotkanie Niziołka w jego naturalnym środowisku, nie mówiąc już o próbach nawiązania z nim kontaktu. Pozostawałam w tym błędnym przekonaniu przez wiele lat – do chwili, do gdy dotarłam do peruwiańskich Andów.
Tam Niziołków nie brakowało. Ubrani w ciepłe poncza i pledy, nosili na plecach worki ziemniaków i kukurydzy, sprzedawali szczypiorek i cebulę, zachęcali do spróbowania egzotycznych owoców, a kobiety-Niziołki stały przy garnkach parującej zupy z mięsem, którą wszyscy jedli na obiad.

Opowiem dzisiaj nie tylko o spotkaniach z Niziołkami, ale także o niezwykłym indiańskim targowisku, które odbywa się w każdą sobotę rano w miejscowości Otavalo w Andach, o wyspach Galapagos i zaproszę Was na peruwiański obiad, czyli na pieczone świnki morskie, o których piszę też w weekendowym dodatku „Podróże” do Dziennika:
