Długo myślałam, że samobieżne obiady, które o własnych siłach uciekają z talerza, można spotkać tylko w Amazonii. Niespodziewanie odkryłam takie miejsce w Europie, gdzie ludzie na niedzielne śniadanie jedzą najbardziej przerażający ser świata.
Ser ten nazywa się casu marzu i jest robiony na Sardynii z mleka owczego z dodatkiem larw much. Jedzenie tego sera wymaga pewnej ostrożności, ponieważ zaskoczone bliskością ludzkich ust i zębów larwy szykują się do ucieczki, usiłując w ostatniej chwili wyskoczyć z wnętrza sera, gdzie dotychczas wygodnie sobie mieszkały. Skaczą wysoko, nawet na odległość piętnastu centymetrów, czasami lądując w ludzkim oku, co może mieć poważne konsekwencje.
Dlatego podczas śniadania na Sardynii koniecznie trzeba nosić okulary.

Powyżej - ser, z ktorego uciekły larwy, poniżej: czterej Maurowie, czyli flaga Sardynii (fot. Wikipedia):

Niedzielny obiad bedzie mniej ekstremalny i z całą pewnością nie będzie uciekał z talerza. Opowiem też o mówiących ubraniach znad Oceanu Indyjskiego - o których piszę też w weekendowym dodatku "Podróże" do Dziennika.
Przepis na rybę po zanzibarsku
Przepis na gulasz po zanzibarsku