Pewnego dnia wiele lat temu dostałam płytę – czarną, analogową i bardzo dużą. Na obwolucie zamieszczono zagadkowy rysunek, który właściwie niczego nie wyjaśniał, a wprost przeciwnie – dodatkowo zaciemniał stronę. Nazwisko wykonawcy też nie powiedziało mi wiele.
Miałam gramofon obudowany drewnem („Dla lepszego brzmienia” – jak zapewniał mnie sprzedawca). Przeceniony, bo miał zardzewiałe zawiasy. Ale grał wspaniale.
Położyłam płytę na talerzu gramofonu, opuściłam ramię z igłą i zaczęłam słuchać…
Początek był delikatny, ale urzekał melodyjnością. Potem jednak do pierwszego instrumentu dołączył drugi, trzeci i czwarty, aż wreszcie cała wielka orkiestra w doskonałej harmonii współbrzmiała podążając za nutami zapisanymi przez kompozytora.
Dopiero później dowiedziałam się, że jest to utwór uznawany powszechnie za muzykę „klasyczną” albo „poważną”, bo dla mnie ta muzyka brzmiała bardzo pop. A utworem tym było Bolero Maurice’a Ravela.
Podobno utwór ten został zamówiony przez Idę Rubinstein na potrzeby baletu. Maurice Ravel chciał opracować nową wersję dzieła innego kompozytora, ale miał kłopoty z uzyskaniem do nich praw autorskich, postanowił więc stworzyć oryginalną muzykę, inspirowaną hiszpańskim tańcem zwanym właśnie bolero.
W oryginale Ravela gra wiele instrumentów – od fletów i rożków angielskich aż po tam-tamy, harfy i kontrabasy.
W Oliwkowie dzisiaj spotkanie z naszą przedwczorajszą znajomą – to nagranie z jej najnowszej płyty pt. „Djin Djin”. Angelique Kidjo śpiewa Bolero Ravela.