Kilka dni temu byłam nad jeziorem Eyasi w Tanzanii, gdzie spotkałam ludzi z plemienia Hadzabe. To było niezwykłe, tym bardziej, że niedawno czytałam książkę o pierwszych ludziach zamieszkujących południowy kraniec Afryki. Byli myśliwymi polującymi na dzikie zwierzęta na pomocą łuków i strzał, wodę przechowywali w strusich jajach i porozumiewali się niezwykłym językiem złożonym nie ze słów, ale z kliknięć.
I nagle nad jeziorem Eyasi trafiłam do maleńkiej osady złożonej z kilku chat, gdzie żyją ludzi wyglądający dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie tych pierwszych afrykańskich myśliwych.
Ubierają się w skóry antylopy, polują strzelając z łuku strzałami, potrafią w ziemi znaleźć jadalne bulwy o smaku podobnym do trzciny cukrowej... Mieli wielką skórę lamparta i truciznę do smarowania strzał. Rozniecają ogień pocierając kijek o drewienko i mieszkają w małych szałasach przypominających w wyglądu stogi siana.
Mówią swoim językiem, w którym słowa są przemieszane z kliknięciami. Dzisiaj w audycji będzie można posłuchać ich rozmowy, którą nagrałam kilka dni temu. Przywiozłam też do Polski komplet strzał i buszmeński łuk o cięciwie ze ścięgna antylopy, zdobiony skórą impali i futrem dzikiego kota...



Pewnego dnia na sawannie zobaczyłam drzewo parówkowe. Było niezwykłe nie tylko dlatego, że (jak zwykle) rosly na nim parówki, ale także dlatego, że tym razem rosły na nim dwie lwice, które w poszukiwaniu wygodnego legowiska i cienia ulozyły się do snu w jego gałęziach:

A w siłowni umysłowej będą dzisiaj do wygrania przewodniki Gazety Wyborczej oraz to, co przywiozłam dla Was z Afryki: tanzańską herbatę i czerwonego banana:

Bananowa galeria fotograficzna
Maile od słuchaczy w sprawie równika