Pamiętam, kiedy podróżowałam przez Kenię, co pewien czas samochód wydawał dziwne odgłosy. Tak jakby dostawał czkawki, podskakiwał, mruczał, zwalniał, wyraźnie coś mu nie pasowało.
Po kilku godzinach obserwacji zauważyłam nalepkę na tylnej szybie - informująca o tym, że w samochodzie jest zainstalowany ogranicznik prędkości. Jeżeli kierowca przekracza dozwoloną prędkość, zamontowany mechanizm odcina mu na moment dopływ paliwa (tak sądzę), i auto musi zwolnić.
Przypomniałam sobie o tym słuchając w wiadomościach nowych informacji o kolejnych zastępach policjantów, którzy strzegą polskich dróg, wyłapując kierowców, którzy są pijani albo w inny sposób łamią przepisy.
I pomyślałam sobie tak:
Wszyscy na pewno się zgodzą, że zbyt duża prędkość może spowodować śmiertelne wypadki. Gdyby zrobić teoretyczny test kierowcom, to wszyscy na pewno przyznają, że lepiej nie jechać zbyt szybko, bo ryzykuje się wtedy życiem – i swoim, i innych ludzi.
Jestem więc ciekawa ilu kierowców zgodziłoby się zainstalować w swoim samochodzie ogranicznik prędkości, który pozwala na jazdę wyłącznie w takim tempie, jakie jest bezpieczne i przewidziane przepisami w danym miejscu.
Jak myślicie, czy choćby polowa kierowców jeżdżących po polskich drogach zgodziłaby się zastosować taki prosty i logiczny, słuszny i skuteczny środek bezpieczeństwa, który chroni nas przed własną brawurą i bezmyślnością?...