Oglądałam wczoraj mecz. Jak mi wyjaśnił Afrykański Łowca Głów, był to wprawdzie tylko mecz towarzyski, ale kibice zachęcali piłkarzy, żeby "dokopać Słowakom za oscypka".
Bo jak może pamiętacie, kilka dni temu Polska zgłosiła do Unii Europejskiej naszego góralskiego oscypka jako produkt regionalny, a Słowacja wysunęła sprzeciw, bo u nich też jest podobny rodzaj sera. Stanęło na tym, że Polska i Słowacja mają się między sobą porozumieć i uzgodnić wspólne stanowisko w sprawie sera.
A wczoraj sprawa oscypka została rozstrzygnięta bardzo szybko na boisku, kiedy w pierwszych minutach Słowacy dokopali nam, czyli wbili do naszej bramki pierwszego gola. Potem był drugi, a potem nastąpiła przerwa w meczu.
Po przerwie na boisku pojawiły się znów dwie drużyny, ale polska jakby całkiem odmieniona. Bo dopiero w drugiej połowie meczu polscy piłkarze zaczęli grać.
Siedziałam i patrzyłam, słuchając telewizyjnego komentarza. Wślizgi, faule, rzuty rożne, rzuty karne i całkiem nowe pojęcie - pressing, czyli "naciskanie", czyli tak skuteczne blokowanie piłkarzy przeciwnej drużyny, żeby nie zostawić im wolnego pola i oddechu.
Ciekawe czego tak naprawdę brakuje polskim piłkarzom, żeby dobrze robili to, co jest ich pasją i pracą.
Trener po wczorajszym meczu powiedział: - Katastrofa.
Kapitan polskiej reprezentacji: - Przyda nam się taki prysznic.
Jeden z piłkarzy: - W marcu będzie lepiej.