W niedzielę opowiadałam o Majach, choć nie widziałam jeszcze filmu "Apocalypto" Mela Gibsona. Przypomnialo mi się jednak kilka rzeczy, ktore były fascynujące w Imperium Majów, między innymi ich doskonała znajomość astronomii i matematyki i nieustanne wyliczanie kalendarza, mijającego czasu i przyszlości...
Przypomnialo mi się, że koniec świata według Majów ma nastąpić za kilka lat, 12 grudnia 2012 roku. I zaraz potem dodałam, że przecież nie ma końca bez początku, więc jeśli tylko coś się kończy, natychmiast coś się zaczyna. I mam nadzieję, że tak własnie będzie.
...Ale potem, przez ostatnie kilka dni, ta myśl nie dawała mi spokoju, bo jest też jej druga strona: cokolwiek się zaczyna, zmierza do końca, by znów mogło się zacząć coś nowego.
I wtedy uświadomiłam sobie, że czasem zamiast się cieszyć czymś, co się własnie zaczęło i trwa, ja myślę o tym, że jeśli się zaczęło i trwa, to w logiczny sposób pewnego dnia się skończy.
I dlatego w ramach Noworocznych Spostrzeżeń i Postanowień proponuję, żeby uczyć się czerpania nieustającej radości z tego, co trwa, bo taka radość może sprawić, że to co jest dobre, wcale trwać nie przestanie :)
